This is yet another generally annoying popup, but the European Union made it compulsory for us to inform you about using and eating your cookies. We do it so we can greatly increase your comfort of browsing, and the overall page functionality (also because we're starving and we love cookies). Thus, according to the Cookie Policy, you can now officially feel informed, dear reader.

  • WitcherCon – Netflix i CDProjekt Red łączą siły w wiedźmińskim konwencie!

    WitcherCon to wydarzenie online w całości poświęcone uniwersum Wiedźmina. Na kanałach Netflixa, CDPR, Twitchu i YouTubie odbędą się dwie transmisje na żywo – 9 lipca o godz. 19:00 i 10 lipca o godz. 03:00.

    Na imprezie będzie można posłuchać o ciekawostkach i procesie powstawania gier i serialowej produkcji oraz niewyemitowanego jeszcze anime, uczestniczyć w panelach dyskusyjnych z twórcami gier i serialu oraz panelach tematycznych o legendach, bestiariuszu i historii uniwersum. Na uczestników czekają materiały zza kulis i nowości, organizatorzy zastrzegają jednak, że w trakcie WitcherConu nie zostanie zapowiedziana żadna nowa gra z serii.

    Program wydarzenia pojawi się już wkrótce.

    witchercon logo

  • Śladem kultury Słowian w literaturze - SlavicON pod patronatem!

    Mimo niezbyt licznych źródeł i możliwości badania kultury Słowian, fascynacja rodzimą mitologią ma się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Motywów słowiańskich można doszukiwać się w literaturze, muzyce, grach komputerowych i wszelkiej sztuce.

    W odpowiedzi na tę fascynację powstał SlavicON – konwent w całości poświęcony mitologii i kulturze dawnych Słowian. Wydarzenie odbędzie się 10 lipca w formie online.

  • Już niedługo premiera „Biblioteki o Północy”!

    Biblioteka o północy Gdzieś poza krańcami wszechświata znajduje się biblioteka wypełniona niezliczoną liczbą książek, z których każda jest historią innej rzeczywistości. Wszyscy czasami zastanawiamy się, jak inaczej mogłoby wyglądać nasze życie, ale co wówczas, gdyby zmiana naprawdę była możliwa? Co, gdybyśmy zyskali okazję wejścia do takiej biblioteki i przekonania się na własnej skórze, czy jakieś inne życie byłoby rzeczywiście bezwarunkowo lepsze?

    Główna bohaterka, Nora Seed, dostaje taką szansę. Po śmierci kota decyduje odejść z tego świata i trafia do Biblioteki o Północy. Nora otrzymuje możliwość wybrania nowego życia i staje przed dylematem: spełnić swoje marzenie i zostać glacjologiem, zamieszkać w innym kraju, a może uratować związek z narzeczonym? Każdy z nich to nowa przygoda, a po drodze Nora może odkryć, na czym tak naprawdę jej zależy i co sprawia, że w ogóle warto żyć… 

    Ciekawa i mądra opowieść zainteresuje nastoletnich i starszych czytelników. Premiera książki Matta Haiga odbędzie się 15 czerwca.

  • Recenzja książki: James Islington – „Cień utraconego świata”

    Tytuł książki

    James Islington - „Cień utraconego świata”

    Nazwa Wydawnictwa

    Wydawnictwo: Fabryka Słów
    Liczba stron: 880
    Cena okładkowa: 69,90 zł

    Nie słyszy się o tym często, ale self-publishing może być groźną pułapką dla początkującego pisarza. Zdecydowawszy się na publikowanie książki na własną rękę trzeba włożyć w to masę trudu i środków, które, jeżeli pomysł się nie przyjmie, w ogóle się nie zwrócą. Wielu ambitnych młodych twórców porzuciło swoje literackie pasje właśnie w taki sposób – bo chociaż pisali rzeczy wartościowe, przechodziły one bez echa. Omawiany dzisiaj tekst jest swoistym ewenementem – jego autor, James Islington, w roku 2014 jeszcze początkujący pisarz fantasy, wydał swoją pierwszą powieść właśnie w taki sposób. Szansa jedna na milion sprawiła jednak, że liczni krytycy zauważyli i docenili jego dzieło. „Cień Utraconego Świata” został w tym roku wydany również w naszym rodzimym języku, nakładem Fabryki Słów – a dzięki uprzejmości wydawnictwa również mi było dane przekonać się, co zadecydowało o spektakularnym sukcesie australijskiego twórcy.

    Tytułowy utracony świat ma za sobą bogatą przeszłość – setki lat temu sprawca wielkiego zła został pokonany i uwięziony za magiczną barierą. Wiele zmieniło się od tamtego czasu: magowie, ówcześni zbawcy świata, stali się na jego przestrzeni powszechnie znienawidzeni. Wszyscy użytkownicy magii, zwani Obdarzonymi, są piętnowani i od najmłodszych lat przyuczani w akademiach, specjalnie wybudowanych w tym celu ośrodkach. Ci, którzy nie spełnią oczekiwań, zostają pozbawieni daru w trakcie okropnego rytuału, który na zawsze odbierze im dar oraz wspomnienia. Ci, którzy je spełnią, wcale nie mają się lepiej, muszą bowiem przestrzegać czterech zakazów, które czynią ich praktycznie bezbronnymi wobec zwykłego człowieka. Jeżeli jednak uważacie, że Obdarzeni mają się źle, powinniście wiedzieć, jaki los spotyka Augurów – użytkowników tej samej mocy, która wieki temu pozwoliła postawić magiczną barierę. Ci… zabijani są natychmiast, kiedy wyjdzie na jaw prawda o ich uzdolnieniach. Co gorsza, proroctwa mówią, że bariera kiedyś upadnie i zło wydostanie się na wolność.

    Trójka młodych bohaterów – Davian, Wirr i Asha – nie wie jednak niczego na ten temat, a przynajmniej nie od razu. Wszyscy trzej są właśnie Obdarzonymi mającymi niedługo przejść próby, które zadecydują o ich przyszłości. Przez wiele lat, jakie szesnastoletni Davian spędził w akademii, nie udało mu się opanować najprostszych nawet form manipulacji mocą – i tylko zbieg okoliczności sprawia, że na ledwie godziny przed ostatecznym werdyktem on i jego przyjaciel Wirr zostają wysłani przez enigmatycznego mentora w daleką, niebezpieczną i zdecydowanie nielegalną z punktu widzenia restrykcji nałożonych na Obdarzonych podróż. W samą porę – wkrótce po ich odejściu w akademii dochodzi do masakry. Jedyna ocalała, Asha, zostaje pozbawiona wspomnień i mocy przez tajemniczych czarodziejów – i już jako Cień zabrana w miejsce odosobnienia, gdzie ze wszystkich sił będzie się starała dociec prawdy o tamtym straszliwym dniu.

    „Cień Utraconego Świata” otwiera enigmatyczna scena, w której potężny czarodziej podstępem ucieka przed upiorną manifestacją zła – i już wtedy pojawia się wrażenie, które towarzyszyło mi praktycznie przez całą lekturę. Ogromne tło, epicki rozmach i wydarzenia wstrząsające posadami całego świata, a w ich sercu ledwie dzieci niemające pojęcia o prawdziwych stawkach, o jakie toczy się ta wielka gra – jako żywo przypominają najbardziej znany cykl Roberta Jordana, „Koło Czasu”. Wrażenie to utrzymuje się właściwie przez cały czas, jako że w wypowiedziach bohaterów non stop pojawiają się aluzje do licznych wydarzeń historii świata albo globalnej polityki. W rzeczy samej – Islington włożył wiele wysiłku w zbudowanie świata przedstawionego w swoim utworze. Efekt jest co najmniej imponujący, a mniej uważny czytelnik (lub taki, który nie uznał za stosowne tworzyć notatek z czytanego przez siebie tekstu) pogubi się w tym wszystkim bez wątpienia.

    Trochę mniej imponujący jest sposób, w jaki ta informacja jest prezentowana. Mianowicie – bohaterowie wprost nie umieją się powstrzymać przed rozmawianiem ze sobą w taki sposób, by w miarę możliwości wypowiadać na głos każdą informację dobrze znaną im obu. Rozumiem, że jest to sposób, jaki twórca wybrał, by wtajemniczyć czytelnika w zawiłości swojego złożonego uniwersum – ostateczny efekt jest jednak mocno nienaturalny, natrętny i na krótszą metę śmieszy, a na dłuższą zaczyna irytować.

    Skoro mowa o bohaterach, dwaj z trzech bardzo mi się podobali, ale trzeci z nich niemal skutecznie to wszystko zaprzepaścił. Bardzo dobrze wypadł Davian, który, chociaż (co za niespodzianka!) obdarzony został niezwykłą mocą mogącą zmienić losy świata, jest w tym wszystkim zupełnie zagubiony i zachowuje się dokładnie tak, jak mógłby szesnastolatek postawiony w podobnej sytuacji. Podobnie ma się sprawa z wątkiem Ashy, próbami odnalezienia się w społeczeństwie ludzi nie dość dobrych, by zostać magami, oraz poszukiwaniem prawdy o masakrze i losie jej przyjaciół. Czarną owcą jest Wirr – który wpasowuje się wręcz doskonale w ramy zdefiniowane terminem „Mary Sue”. Wirr, chociaż szmat życia spędził odgrodzony od świata murami akademii, ma zawsze najlepsze pomysły, potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji, wie nawet, w jaką grę po godzinach grają łowcy czarownic (nigdy nie spotkał żadnego) i jak ich w nią pokonać. Oprócz bycia genialnym i bardzo dumnym z siebie właściwie nie przejawia żadnych innych widocznych cech charakteru. Nie muszę chyba wyjaśniać, jak skutecznie zepsuło to pierwsze dobre wrażenia zbudowane przez powieść.

    Literacko tekst jest co najmniej niezły. Znakomite opisy pozwalają całkiem dobrze wyobrazić sobie wykreowany przez autora świat, a jednocześnie nie spowalniają akcji na tyle, by czytelnik zaczął się nimi nudzić. Trochę gorzej ma się sprawa z dialogami. Być może to zasługa właśnie tego, że bohaterowie starają się przekazać czytelnikowi jak najwięcej wiedzy o świecie, ale nie mogłem się pozbyć wrażenia, że rozmawiają oni takim samym tonem niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdują. Dyskusja w przeddzień prób, których wynik być może trwale skaże jednego z nich na banicję i los pariasa? Elaborat. Rozpaczliwa ucieczka przed pogonią żołnierzy na usługach ludzi, którzy serdecznie nienawidzą magów-renegatów? Elaborat. Nagłe przebudzenie w kwaterach dziwnego, pobliźnionego indywiduum, które twierdzi, że jest sojusznikiem, ale mimo to zakuwa protagonistów w magiczne kajdany? Elaborat…

    Wobec bardzo interesującej konstrukcji świata przedstawionego – mimo kilku wad zdecydowanie da się cieszyć lekturą „Cienia Utraconego Świata”. Sam autor wymienia jako źródła inspiracji nie tylko wspomnianą wcześniej twórczość Jordana, ale też Brandona Sandersona – i to widać, bo jednym z ogromnych atutów powieści jest mocno enigmatyczny, ale złożony system magii, którego zgłębianie też może sprawić sporo frajdy. Jakkolwiek może trochę nieoszlifowana, jest to godna uwagi fantastyczna powieść drogi, dzieło ewidentnie zrodzone z pasji. A tego, moi drodzy państwo, miewamy ostatnio jak na lekarstwo.

  • Podróż po renesansowej Europie w świecie fantasy – „Dzieci ziemi i nieba” pod patronatem!

    dzieci ziemi i niebaEuropa, epoka renesansu. Świat targany jest konfliktami, religie i imperia zderzają się ze sobą, a wokół rozgrywają się ludzkie dramaty. Pirackie miasteczko Senjan opuszcza młoda kobieta, żądna zemsty za utraconą rodzinę. W tym samym czasie z państwa–miasta Seressy wyruszają dwie osoby – młody artysta mający namalować portret wielkiego kalifa oraz prowadzona gniewem, udająca żonę lekarza kobieta wysłana przez Seressę na misję szpiegowską. Wszystkie te osoby spotykają się na statku handlowym, którym dowodzi młodszy syn z kupieckiej rodziny, niepewny przeznaczonego mu życia. Widmo nieuchronnie nadchodzącej wojny wisi nad Europą. Na wschodzie młody chłopiec szkoli się więc, by zostać żołnierzem i zdobyć sławę i chwałę. Kalif szykuje się do ataku na fortecę będącą bramą do zachodniego świata, losy bohaterów splatają się, a ich życie jest zagrożone. „Dzieci ziemi i nieba” Guya Gavriela Kaya to powieść, która zgrabnie łączy ze sobą historię i fantastykę, zyskując dzięki temu niepowtarzalny charakter.

    Premiera książki 9 lipca.

    Guy Gavriel Kay – kanadyjski pisarz fantasy, zgrabnie łączący historię i fantastykę. W 1974 roku współpracował z Christopherem Tolkienem nad „Silmarillionem”. Zadebiutował powieścią „Kaya”, pierwszym tomem trylogii „Fionavarski gobelin”. W 2008 roku otrzymał World Fantasy Award za „Ysabel”.

  • Nowy Fantastyczny Świat – XVII Wrocławskie Dni Fantastyki pod patronatem!

    Wrocławskie Dni Fantastyki odbędą się już po raz siedemnasty i to bynajmniej nie w formie online. Tegorocznym motywem przewodnim będzie Nowy Fantastyczny Świat, czyli zbiór nurtów i ustrojów dotyczących wizji przyszłości, od utopii, przez retrofuturyzm po postapokalipsę.

  • Lovecraft, czarownictwo i horror w Ameryce, czyli program FilozofiKonu!

    FilozofiKon to wydarzenie, które z pewnością wyróżnia się wśród reszty konwentów, łacząc popkulturę z fiolozofią. Impreza odbywa się już dzisiaj i potrwa do niedzieli. A co w programie?
    Konwent zostanie otwarty dyskusją o lore w światach fantastycznych. Poprowadzone zostaną prelekcje m.in. na temat prozy Lovecrafta, teorii spiskowych, historii czarownictwa, tłumaczeń tekstów mistrza horroru w okresie PRL–u oraz jaki związek ma folklor z horrorem.

    FilozofiKon odbędzie się na Facebooku w formie livestreamów oraz na Zoomie.

    Pełen program wydarzenia znajdziecie tutaj.

    Banner FilozofiKonu

  • Festiwal Fantastyki Pyrkon 2021 nie odbędzie się

    Wczoraj Internet obiegła wieść, że tegoroczny Pyrkon jednak się nie odbędzie. Nie pomogły zbiórki pieniędzy na Patronite, gdzie udało się zgromadzić już wspierających na kwotę niecałych 19 tysięcy miesięcznie. Ze względu na dalsze utrzymywanie wielu obostrzeń oraz na fakt, że na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich zlokalizowany jest tymczasowy punkt szczepień i szpital, organizacja Pyrkonu jest w tym roku niemożliwa. Podano już datę imprezy na rok 2022 i jest to 17-19 czerwca.

    Bilety zachowują ważność na przyszły rok.

    Pyrkon 2021

  • Recenzja książki: Feliks W. Kres – „Północna granica”

    Tytuł książki

    Feliks W. Kres - „Północna granica. Księga Całości tom I”

    Nazwa Wydawnictwa

    Wydawnictwo: Fabryka Słów
    Liczba stron: 350
    Cena okładkowa: 44,90 zł

    Żywię ogromny szacunek do Feliksa W. Kresa. Nie tylko za to, że za młodzieńczych czasów bardzo lubiłem jego opowiadania, choć to również. Jego „Galeria Złamanych Piór” była dla mnie przypuszczalnie jedną z pierwszych, a na pewno jedną z najważniejszych lekcji, jeżeli chodzi o ocenianie tekstu literackiego pod kątem jego spójności, poprawności, czy po prostu sensu. Rady udzielane w jego felietonach o tematyce pisarskiej towarzyszą mi nawet dziś, kiedy recenzuję kolejne powieści fantastyczne, jakie przechodzą przez moje ręce. Historia zatoczyła koło – oto bowiem Fabryka Słów wznawia najważniejszy cykl tego autora, „Księgę Całości”, a jego pierwsza część, „Północna granica”, jest tematem mojego dzisiejszego tekstu.

    Najdalej wysunięta na północ prowincja Cesarstwa Armektańskiego to dzika ziemia niczyja. Zamieszkujący te ziemie osadnicy, prócz ostrych zim i oddalenia od cywilizacji, muszą zmagać się z okazjonalnymi najazdami barbarzyńskich Alerów, stworów powołanych do istnienia przez obcą, niezrozumiałą moc, przybywających z rozciągniętego za tytułową granicą półwyspu. Być członkiem Legionu osadzonym w tamtejszej stanicy – to zadanie jednocześnie nudne i diabelnie niebezpieczne. Kiedy jednak okazuje się, że dotychczasowe najazdy był ledwie preludium do inwazji większej, bardziej zdeterminowanej i bezlitosnej hordy, stacjonujący w Alkawie żołnierze szybko przestają się nudzić… A zaczynają walczyć o życie. Alerowie walczą zacieklej niż zwykle i mają ku temu dobry powód. Jaki? I legionistom, i czytelnikowi przyjdzie się o tym dowiedzieć już wkrótce.

    Akcję powieści będziemy śledzić naprzemiennie oczami trójki bohaterów pierwszoplanowych. Są to: trapiony problemami osobistymi setnik Rawat – przybysz z północy zaczynający doświadczać dziwnych proroczych snów, setniczka Tereza – typ twardej dziewczyny ze wsi, która czystą determinacją wywalczyła sobie miejsce Legionie, rywalka Rawata, oraz komendant Ambegen – stary, doświadczony oficer alkawskiej stanicy. Z całej trójki najwięcej charakteru i najbardziej interesujące tło wydaje się mieć Tereza, która, mimo że zdecydowanie nie jest sympatyczną osobą, sprawia wrażenie najbardziej prawdopodobnej, żywej, przez co najbardziej polubiłem czytanie o jej losach. Jej dokładnym przeciwieństwem jest Rawat – mający dla mnie wszelki potencjał, by być ciekawym bohaterem przez pierwszą połowę powieści, skutecznie marnujący ten potencjał w jej drugiej połowie, by stać się narzędziem do popychania fabuły dalej. O Ambegenie dowiadujemy się najmniej, a poświęcone mu rozdziały praktycznie wyłącznie skupiają się na pełnionych przez niego obowiązkach, całkiem jakby komendant poza swoją funkcją nie miał jakiegokolwiek życia wewnętrznego. Kto wie, może właśnie tak miało być?

    Historia opowiadana w powieści wciąga i oczarowuje klimatem, co jest zresztą jednym z największych pisarskich atutów Kresa. Klimat ciężkiego żywota legionisty jest tutaj namacalny, potęgowany jeszcze przez to, że autor w ogóle nie oszczędza swoich bohaterów i nie daje żadnej gwarancji, że ten, z którym najbardziej sympatyzował czytelnik, dotrwa chociaż do końca rozdziału. Narracja skupia się właściwie przede wszystkim na manewrach i bitwach, tylko czasami prezentując bohaterów „po służbie”. Mam wrażenie, że tego ostatniego było trochę za mało – szkoda, bo pozwoliłoby jeszcze lepiej wczuć się w skórę biednych wybrańców broniących Cesarstwa przed alerską inwazją. Bardzo podobał mi się za to świat przedstawiony, którego sednem jest ślepa, wszechpotężna siła, obdarzająca inteligencją różne gatunki – ludzi, ale również… koty. Bohaterscy czworonożni zwiadowcy zostali opisani z bardzo mocnym pozorem prawdopodobieństwa, zachowując się dokładnie tak, jak moglibyśmy to sobie wyobrażać: to wytrenowani żołnierze i pełnoprawni członkowie legionu, ale przy tym – nadal kociaki, myślące kocimi kategoriami, patrzące na świat przez pryzmat bycia kotem.

    To dobre strony. A złe? Cóż – wiele razy spotkałem się z opinią, że Kres jest pisarzem bardzo biegłym, ale kompletnie nie potrafiącym dobrze zakończyć opowiadanej historii. Po lekturze wydaje mi się, że wygłaszający takie opinie mogli mieć na myśli właśnie „Północną granicę”. Wyobraźcie sobie coś takiego: na sam koniec zostaje wreszcie ujawniona przyczyna, dla której Alerowie z takim uporem nacierają na północną prowincję, czego dowiadujemy się z ust jednego z bohaterów. Powód ten jest bardzo interesujący – dający przyczynek do opowiedzenia dłuższej historii o ogromnym rozmachu. Poznawszy rozumowanie kryjące się za wyjaśnieniami tego bohatera, drugi bohater robi dokładnie na przekór, zbywając całą tę zahaczkę fabularną machnięciem ręki i kwitując, że to kompletne bzdury. I najgorsze jest to, że dalszy bieg historii przyznaje mu rację. Wprowadzenie takiego fajnego pomysłu, a potem szybkie wymazanie go jako „tak naprawdę to się nie zdarzyło” to jeden z gorszych pomysłów na finał, jaki widziałem.

    Mimo tego nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że żałuję przeczytania „Północnej granicy”. Wyjąwszy nieszczęsne zakończenie, jest to solidny i angażujący kawałek militarnego fantasy. Wpasowuje się też dosyć dobrze w to, co Kres sam mówił o swojej pracy jako pisarz – nie jest artystą, ale rzemieślnikiem, którego nadrzędnym celem jest opowiedzenie wciągającej historii i ten właśnie cel zrealizowany zostaje z dużą skutecznością. Po lekturze pierwszej części z pewnością sięgnę po dalszy ciąg „Księgi Całości”, jeżeli Fabryka zdecyduje się ją kontynuować – a wam, drodzy czytelnicy, polecam tę niedługą wycieczkę na północne rubieże Cesarstwa Armektańskiego. Nie ma tam wygód, ale w zacnej kompanii niestraszno nawet w spać lesie... Chyba że przyjdą dzikusy.

  • Warsaw Comic Con na wiosnę 2022

    Warsaw Comic Con zapowiedziany na wiosnę 2022! Po dłuższej przerwie, spowodowanej ukochaną przez nas pandemią, największy festiwal popkultury w Polsce powraca.

    Nie znamy jeszcze konkretnej daty wydarzenia. Jednak organizatorzy już planują masę atrakcji! Spotkania z aktorami, pisarzami i twórcami komiksów, konkursy cosplayowe i planszówkowe. Najnowsze produkcje, filmy, książki, komiksy i gry, a także stoiska z gadżetami z Waszych ulubionych serii. Kto już był, na pewno z chęcią zajrzy ponownie, a kto jeszcze nie miał okazji odwiedzić tego festiwalu – będzie zachwycony i bez wątpienia znajdzie coś dla siebie!

    Karnety na Warsaw Comic Con są dostępne na stronie internetowej wydarzenia.  Wkrótce ma ruszyć też przedsprzedaż biletów na jeden dzień festiwalu. Warto już sprawdzić ofertę, bo pula biletów jest ograniczona!

    Organizatorzy udostępnili również wystawcom możliwość zgłaszania swoich stoisk. Formularz dla zainteresowanych współpracą znajduje się tutaj.

    Trzymamy kciuki z nadzieją, że już za rok spotkamy się na Warsaw Comic Con!

    Warsaw Comic Con 2022

     

  • Warszawskie Targi Fantastyki ponownie zmieniają termin

    Jak mogliśmy się spodziewać, po kolejnych obostrzeniach nałożonych przez rząd planowane na kwiecień Warszawskie Targi Fantastyki nie mają szans się odbyć w zakładanym terminie. Czy to już koniec historii? Otóż nie, ponieważ organizatorzy uparcie przesuwają imprezę o kolejne miesiące. Tym razem WTF-y mają odbyć się 22-23 maja. Czy i ten termin jest optymistycznym marzeniem? A może wreszcie uda się zorganizować event stacjonarnie? I co Wy o tym sądzicie?

    Warszawskie Targi Fantastyki 2021

  • Lovecraftowski świat oczami filozofów – FilozofiKon 6: horror metafizyczny pod patronatem!

    FilozofiKon już od sześciu lat popularyzuje filozofię wśród miłośników popkultury, a my kolejny raz obejmujemy go patronatem medialnym. FilozofiKon 6: horror metafizyczny pod czujnym okiem filozofek i filozofów na każdym etapie kształcenia, a także literaturoznawców, kulturoznawców i ekspertów w innych dziedzinach zabierze nas w świat grozy, okultyzmu, gotycyzmu i magii, a przede wszystkim – w świat wykreowany przez H.P. Lovecrafta. To wszystko będzie można obserwować z bezpiecznej odległości na Zoomie, Facebooku i YouTube od 14 do 17 maja.

  • Kolejni goście Foconu ogłoszeni!

    Focon swoją pierwszą edycję ma zamiar zorganizować z przytupem, co można zauważyć po przeczytaniu najnowszej listy gości. Wśród zaproszonych osób znajdą się przede wszystkim pisarze, ale nie zabraknie miejsca również dla artystów i cosplayerów – nie tylko z Polski.

    Swoją obecność na konwencie potwierdzili: Matt Ruff, autor „Krainy Lovecrafta”, która doczekała się serialu HBO, Arkady Saulski („Czerwony Lotos”, „Serce Lodu”) oraz Regina Kanyu Wang – chińska pisarka science fiction, której opowiadania i powieści zostały licznie nagradzane, a ona sama jest aktywną działaczką w fandomie sci-fi. W trakcie trwania konwentu będzie również możliwość porozmawiać z Peterem A. Flannerym, autorem „Maga bitewnego”, Adamem Przechrztą („Gambit wielkopolski”, „Adept”, „Namiestnik”, „Cień”), Krzysztofem Piersą, autorem serii „Kosmiczne bobry” i twórcą kanału „Żywot Pisarza”, Rebeccą Kuang, autorką „Wojny makowej” oraz Andrzejem Ziemiańskim.

    Na tym jednak nie koniec. O swoich pasjach opowiedzą również: Wojciech Królik, artysta koncepcyjny i ilustrator pracujący w studiu deweloperskim Rock and Bushes, Mochi Chuu, cosplayerka z Włoch, KattLett a.k.a. Michalina Daszuta, rysowniczka komiksów i autorka mangi „Exitus Letalis”, a także Magda „Cathia” Kozłowska, przed którą fantastyka nie ma żadnych tajemnic.

    Banner Foconu

  • Recenzja książki: „Śmiech Diabła" - Agnieszka Miela

    Tytuł książki

    Agnieszka Miela - „Śmiech Diabła”

    Nazwa Wydawnictwa

    Wydawnictwo:  Zysk i S-ka
    Liczba stron: 480
    Cena okładkowa: 31,52zł

    „Śmiech Diabła” swoją premierę miał w październiku ubiegłego roku, kiedy to został wydany w niewielkim nakładzie przez mało znane wydawnictwo Kłobook, które niedługo potem ogłosiło upadłość. W tym roku, a dokładnie szesnastego marca, tytuł powróci do księgarni nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Agnieszka Miela, którą co niektórzy mogą znać z antologii „Szczecin z dreszczykiem II”, w której znalazła się jedna z jej prac, dopiero teraz ma swój prawdziwy debiut na polskim rynku. W dodatku całkiem udany i obiecujący.

    Głównym bohaterem książki jest najmłodszy z rodu Arminów – Bertrama. Ten, wygnany przez ojca i obarczony winą za śmierć matki, ma tułać się po świecie do momentu pomszczenia krzywd klanu. Będąc półmartwym, zostaje przygarnięty przez małą dziewczynkę, Wilgę, która nie dość, że zaprasza go do własnego domu, to jeszcze przekonuje resztę dość licznej rodzinki, że należy się nim zająć. Los bywa jednak przewrotny i ironiczny, więc ów klan, na którego terenie znalazł się Bertram okazuje się rodziną nikogo innego, jak właśnie Starego Lisa – osoby, której zabicie zlecono chłopakowi. Bertram, przepełniony żalem do ojca i wdzięcznością do nowej przyjaciółki, postanawia wyrzec się własnego klanu i sprzymierzyć się z człowiekiem, którego miał zabić.

    Bohaterowi nie można co prawda odmówić świetnych technik walki, zdolności przetrwania w każdych warunkach i nieosiągalnej dla nikogo innego zwinności w walce, ale ma on również tendencję do przysłowiowego pchania palców między drzwi, czym niejednokrotnie narazi się najstarszemu z Wranów. Zaledwie po pięciu rozdziałach okazuje się jednak, że bohater stanowi zaledwie tło dla porywczej, dumnej i osamotnionej Wilgi, która musi znosić wykluczenie z życia klanu przez to, że nie urodziła się mężczyzną. Nie liczy się nawet fakt, że w zdolnościach szermierskich i zwinności przewyższa połowę z swoich braci. Po pogromie, jaki spotyka ich rodzinną wioskę, rozpoczyna ona swoją samotną podróż w poszukiwaniu zemsty, a młody Armin wraz z dwoma przyrodnimi braćmi ruszają jej tropem.

    Cały klimat tej historii, wygląd wypraw i sposobu życia bohaterów, a nawet ich mentalność przywodzą na myśl podania o Wikingach. W krwi Starszych Rodów nie brakuje dzikości, dumy, honoru i czasami wręcz desperackiej odwagi. Ponadto wszystkie wątki przeplata wiara w Starych Bogów, którzy są świetnie wykreowanym połączeniem wielu mitologii i wierzeń, w tym naszych rodzimych. Sam świat jest zaskakująco obszerny, bo akcja nie zostaje zamknięta w jednym mieście czy kraju ani nie snuje się tylko po kamienistych i nijakich bezdrożach, za to obejmuje zarys całego kontynentu. Autorka w bardzo malowniczy i pobudzający wyobraźnie sposób kreuje go ze wszystkimi terenami, rasami, a nawet ich religiami czy historią. Nie trudno jest dzięki temu poczuć się jego częścią świata przedstawionego.

    Fabuła i pomysł, jakie prezentuje Agnieszka Miela wciągnęły mnie bez reszty. Zarówno sam motyw buntu i osamotnienia rudowłosej Wilgi, jak i nieustannie zwisająca nad wszystkimi bohaterami boska ręka są tak dobrze zaplanowane i przemyślane, że trudno jest oderwać się od lektury, pomimo tego, że akcja wcale nie jest aż tak wartka, a przyspiesza tylko przy scenach walki. Według mnie ma to swój urok i w pełni współgra z nastrojem powieści. W końcu cały czas trwamy w podróży, mozolnym szukaniu wskazówek i prowadzeniu śledztwa, mającego na celu odkrycie tajemnicy dziwnych istot kryjących się w cieniu.

    Powieść jest zdecydowanie z kategorii dobrego dark fantasy, a jej realia i drastyczność niektórych opisów definitywnie wykluczają ją jako książkę dla dzieci, młodzieży, a nawet co wrażliwszych dorosłych. Nie zabrakło tu bowiem szczegółów dotyczących gwałcenia kobiet, rabowania wiosek, bólu, wstydu i bezradności. Znajdziemy też tu brutalność, okrucieństwo i strach, wzbudzany zwłaszcza przez ród Arminów. Pojawiające się wspomnienia mordowania przez nich noworodków poprzez roztrzaskiwanie ich czaszek o kamienie, palenia zakładników i zabaw, jakie urządzali sprawia, że po plecach przebiega dreszcz. Autorka nie poskąpiła szczegółów i groteskowo-malowniczych opisów, które potrafią mocno zapaść w pamięć. Krew, pot, łzy i świadomość tego, że całym tym światem rządzi tak naprawdę jedna zasada – zabij lub daj się zabić, sprawia, że żaden fan dark fantasy nie powinien czuć się tu zawiedziony.

    Pomimo tak dobrego pomysłu nie odbyło się bez potknięć. Autorka wprowadza wiele przeskoków czasowych, które niekiedy posuwają akcję o tydzień, a nawet o trzy lata. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie brak przejść między nimi. O przeskoku dowiadujemy się tak naprawdę kilka stron po jego faktycznym dokonaniu, kiedy bohaterowie niby przypadkiem wspominają, że to wydarzenie, opisywane chwilę wcześniej, działo się jakiś czas temu. Ten brak wyraźnego rozdzielenia między poszczególnymi okresami przygody utrudnia czytanie – a nawet męczy. Ponadto wszystkie wydarzenia podczas tych nieopisanych okresów, wszystkie przyczyny nagłych przemian wewnętrznych bohaterów pozostają niedopowiedziane. W wielu przypadkach opisano jedynie skutki wydarzeń, ale nie ich przebieg czy przyczyny. Wprawia to w poczucie zagubienia, a nawet dezorientacji. Podobnie ma się sprawa wątków pobocznych, które są urywane lub niedokończone. Mnie osobiście drażniło to od samego początku książki aż po spis treści. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czegoś brakuje, że mogło to zostać lepiej rozwiązane. Niektóre z takich wątków, jak chociażby ten o wojnie religijnej i tajemniczej rasie nieludzi, który został zaledwie liźnięty, bardziej rozbudzał moją ciekawość niż filozoficzne monologi Bertrama. Liczę jednak na to, że autorka zostawia sobie w ten sposób materiał na kolejne tomy, a nie bezpowrotnie je porzuca.

    „Śmiech diabła” to debiut mający w sobie niesamowity potencjał, ale brak spójności i zbyt wiele przeskoków czasowych i wolno płynąca akcja sprawiły, że lektura jest przyjemna, ale nie porywająca. Jedne wątki świdrowały mi głowę swym niedopowiedzeniem, o innych zapomniałam już po odłożeniu książki. Mimo tego powieść jest ciekawa, oryginalna, a autorka zdecydowanie ma pewien talent do prowadzenia fabuły. Jestem ciekawa, jak rozwinie ona dalsze losy bohaterów i żywię nadzieję, że w kolejnych tomach będzie już tylko lepiej.

  • Jarmark – Fantastyczne Powitanie Wiosny, czyli Warszawskie Targi Fantastyki w stacjonarnej odsłonie!

    Jarmark – Fantastyczne Powitanie Wiosny początkowo miał być alternatywą dla Warszawskich Targów Fantastyki o wyłącznie handlowej formie, bez gości, koncertów czy biletowania. Jednak zgodnie z najnowszymi wytycznymi Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu możliwy będzie powrót imprezy w najbardziej przypominającej targi odsłonie.

  • Pierwsza edycja Foconu pod patronatem!

    Przed nami coraz więcej konwentów. Jednym z nich jest Focon, który – wbrew nazwie – nie będzie dotyczyć fok, ale szeroko pojętej fantastyki w każdym wydaniu. Wydarzenie odbędzie się 24-25 kwietnia w formie online.

  • Konwent Focon ogłosił pierwszych gości

    Nie tak dawno temu ogłoszono nowy konwent online – Fantasy Online Convention – Focon. Impreza mocno promuje się w social mediach, oferując standardowe atrakcje związane z fantastyką oraz mangami i anime, choć motywem przewodnim jest to pierwsze. Dziś ogłoszono pierwszych gości imprezy, którymi są:

    • Michael Mammay – amerykański pisarz książek s.f. wydawanych w Polsce przez wydawnictwo Fabryka Słów,
    • Eugeniusz Dębski – polski pisarz fantastyki i science fiction, którego powieści również wydaje Fabryka Słów,
    • Robert Brown – muzyk pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, multiinstrumentalista i główny wokalista steampunkowego zespołu Abney Park,
    • Maria Zdybska – pisarka fantastyki mająca na koncie 10 dzieł,
    • Łukasz Rzadkowski – bloger/recenzent na własnym portalu iminfected.pl

    Fantasy Online Convention - Focon

  • Festiwal Fantastyki Pyrkon 2021 przeniesiony na lipiec!

    Wszyscy czekamy na wielkie konwenty i festiwale. Z nadzieją wypatrywaliśmy tegorocznego Festiwalu Fantastyki Pyrkon w Poznaniu, który wstępnie dostał majową datę. Z oczywistych względów realizacja wydarzenia w takim terminie okazała się zbyt trudna, jednak nie zostaliśmy z niczym. Dziś ogłoszono, że Pyrkon planowany jest w dniach 2-4 lipca 2021 roku i przygotowania do niego trwają! Trzymamy więc kciuki i wyczekujemy powrotu największych konwentów!

    pyrkon 2021

  • Historia najsłynniejszego szermierza natchnionego - „Virion. Zamek" pod patronatem!

    VirionFanom „Achai” Andrzeja Ziemiańskiego Viriona nie trzeba przedstawiać. Jest szermierzem natchnionym, mistrzem miecza, który stoczył aż nazbyt wyrównany pojedynek z Achają, a także wrakiem człowieka, ledwie cieniem dawnego siebie. W najnowszej powieści Andrzeja Ziemiańskiego jest jednak kimś znacznie więcej. „Virion. Zamek” to pierwszy tom historii o tym, jak były skazaniec sprzymierzający się z upiorami staje oko w oko z apokalipsą.

    Premiera książki 27 stycznia.

     

  • Recenzja książki: „Świat w pudełku" - Katarzyna Rupiewicz

    Tytuł książki

    Katarzyna Rupiewicz - „Świat w pudełku”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Genius Creations
    Liczba stron: 287
    Cena okładkowa: 34,99 zł

    W dalekiej przyszłości powoli odbudowuje się zniszczona cywilizacja. Na zgliszczach starego świata musi powstać nowy, ale problem w tym, że należy go stworzyć z dwóch rzeczy: technologii, czyli tego, co znane, tego, co przetrwało apokalipsę, a czego pozostali przy życiu ludzie się boją, oraz tego, co nowe, co dopiero przyjdzie im ujawnić. Jedno z odkryć dokonało się jednak niespodzianie i przyniosło ze sobą coś, czego ludzkość wcale nie chciała poznać. Tym czymś są kukiełki, czyli inne, nieznane i niezbadane istoty noszące w sobie potężną moc. W dodatku jest tylko jedna rzecz, którą należy zrobić, gdy stanie ci na drodze – zabić ją. Taki właśnie jest „Świat w pudełku”, który wyszedł spod pióra Katarzyny Rupiewicz.

    Ludzie w większości żyją w niewielkich osadach terroryzowani przez bandy Sępów i pod rzekomą opieką Rządów, które od owych Sępów niewiele się różnią. Ocaleni nie korzystają z osiągnięć przodków, takich jak broń czy elektronika, bo to przez nie świat spotkała zagłada. Co jakiś czas w osadzie pojawia się kukiełka. Jeśli znajdzie ją szaman – efekt genetycznych eksperymentów starej cywilizacji, obdarzony niezwykłymi darami, jak choćby mocą uzdrawiania i prekognicji – to czerpie z niej energię. Dla ludzi jednak priorytetem jest zabicie owej istoty, dlatego główna bohaterka, A, za wszelką cenę stara się wtopić w tłum, skopiować emocje, „wyuczyć się” człowieczeństwa na pamięć, by nie zostać wykrytą, by przeżyć. Sprawę ułatwia jej wygląd – w odróżnieniu od znanych ludziom kukiełek nie przypomina dwunastoletniej dziewczynki, lecz dorosłą kobietę. A wewnątrz siebie przechowuje niewyobrażalne pokłady energii. Jej skryta natura musi jednak ulec zmianie, gdy trafia do dziwnej wspólnoty, gdzie spotyka jeszcze dziwniejszego szamana i zostaje uwikłana w plan obalenia jednego z Rządów.

    Tak wygląda „Świat w pudełku” stworzony przez Katarzynę Rupiewicz. Jest to pierwsza książka z motywem postapokaliptycznym, która wywarła na mnie tak pozytywne wrażenie. Bo pomimo tego, że rzeczywistość tego świataz jednej strony wygląda znajomo (jeśli weźmie się pod uwagę inne historie z tego gatunku), to z drugiej pozostaje całkowicie oryginalna. Małe, zamknięte społeczności, strach przed Rządami, ciemnota i zacofanie, walka o tereny i podział kobiet na płodne i niepłodne, a zatem te wartościowe i te nie, obecność kukiełek, szamanów, naukowców i samozwańczych przywódców – to przerażające, odpychające miejsce. I chyba właśnie dlatego ma tak niewyobrażalnie dobry klimat. Rzeczywistość po końcu świata sprowadzonym przez poprzednie pokolenia splata się z powrotem magii, zielarstwa i zjawisk nadprzyrodzonych. Sposób, w jaki historia została napisana, oferuje wiele, bo nieraz autorka wprawiła mnie w osłupienie nagłym i zaskakującym zwrotem akcji, która nie jest może szczególnie wartka czy trzymająca w napięciu, ale tak naprawdę mam wrażenie, że wcale nie miała taka być. W końcu mówimy tu o zamachu stanu, a takich decyzji nie podejmuję się pochopnie, a już tym bardziej nie realizuje na poczekaniu. Katarzyna Rupiewicz postawiła na wodzenie czytelnika za nos, zabawę schematami, podawanie coraz większej liczby wskazówek i faktów tylko po to, by odbiorca pomyślał, że rozgryzł tę zagadkę. Jednak szybko pokazuje mu, że nawet się do tego rozwiązania nie zbliżył. Sama fabuła jest równie nieprzewidywalna i z pozoru nielogiczna jak szamani ukazani w książce.

    Miłym dodatkiem są historie, gdzie pierwszoosobową narrację A zastępuje trzecioosobowa i przenosi czytelnika w przeszłość innych postaci. Takie wstawki pojawiają się na końcu każdego rozdziału i choć nie dorównują mu długością, to pozwalają lepiej poznać i zrozumieć pozostałych bohaterów. Te „przerywniki” nakreślają ich motywy, marzenia czy cele oraz sprawiają, że przestają być tylko i wyłącznie przypadkowymi towarzyszami nieszczęsnej kukiełki, a stają się pełnowymiarowymi bohaterami.

    Muszę przyznać, że spodobało mi się to, że zaczęłam podważać motywacje zachowania niektórych postaci, kwestionować ich działanie, a przede wszystkim rozumieć, że nic w tym świecie nie jest czarno-białe.

    „Świat w pudełku” to jedna z tych pozycji, które byłam w stanie docenić dopiero po skończonej przygodzie i mając przed oczami całokształt, choć nie zabrakło bardziej chaotycznych opisów i zdarzało mi się analizować pewne działania dwukrotnie zanim zrozumiałam, co tak właściwie zaszło. Nie jest to pozycja, którą czyta się jednym tchem, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć. To dobrze napisana i zaskakująco przyjemna lektura. Przyznam, że po cichu liczę na kontynuację.