This is yet another generally annoying popup, but the European Union made it compulsory for us to inform you about using and eating your cookies. We do it so we can greatly increase your comfort of browsing, and the overall page functionality (also because we're starving and we love cookies). Thus, according to the Cookie Policy, you can now officially feel informed, dear reader.

  • Recenzja Mangi: Tatsuki Fujimoto - „Chainsaw Man” (Tomy 1-3)

    Tytuł mangi

    Chainsaw Man (tomy 1-3)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Tatsuki Fujimoto
    Gatunek: akcja, komedia, dramat, horror
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 11
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 3 tomów

    Czasem biorę mangę do ręki, patrzę na okładkę i myślę sobie: to może być dobre. W przypadku mangi „Chainsaw Man” to przeczucie okazało się prawdą.

    Denji przegrał życie zanim naprawdę mógł zacząć nim się cieszyć. Winny mafii miliony, żył o chlebie i wodzie. Miał jednak coś, czym nie wszyscy mogą się pochwalić – przyjaciela. Był nim Pochita, demoniczny piesek, któremu z pyszczka wystawał brzeszczot piły mechanicznej, a w okolicach odbytu uchwyt. Denji, pracujący jako drwal i nielicencjonowany łowca demonów lokalnej jakuzy, używał go do wykonywania swoich obowiązków. Choć zarabiał krocie, znakomita część jego wynagrodzenia szła na spłatę lichwiarskich odsetek.

    Nie był to jednak koniec jego problemów. Pewnego dnia został on zdradzony przez gangsterów i zamordowany wraz ze swoim demonicznym przyjacielem. Pochita jednak nie umarł, lecz zjednoczył się z ciałem chłopaka. Dzięki temu Denji ożył, po czym jako pół człowiek i pół demon, z którego ciała wyrastały piły łańcuchowe, zemścił się na swoich krzywdzicielach. Od tej pory był lepiej znany jako Chainsaw Man!
                                                                                                                                                                      chainsaw man 01
    Manga „Chainsaw Man” opowiada o przygodach Denji’ego i jego kompanów oraz kompanek z eksperymentalnego 4. Specjalnego Oddziału Demonobójczego. Jego nowatorskość polega na tym, że pracują w nim zarówno ludzie, jak i istoty demonicznego pochodzenia. Tak się bowiem złożyło, że gdy Denji odpłacił mafiosom pięknym za nadobne, zwrócił na siebie uwagę Makimy, kierującej działaniami zawodowych łowców demonów na obszarze Tokio. W ten sposób chłopak dostał legalną pracę.

    Od mangi o łowcach demonów należałoby oczekiwać dużo akcji, prawda? I otrzymujemy jej sporo. Walka z demonami na ogół nie jest zbyt finezyjna, lecz krwawa i brutalna, przy czym siła demonów, z którymi mierzą się Denji i jego koledzy, rośnie stopniowo. Choć tytułowa demoniczna postać bohatera jest nastawiona na walkę w zwarciu, to nie wszystkie demony da się pokonać brutalną siłą (co jest bardzo widowiskowe), gdyż niektóre można zabić dopiero, gdy zrozumie się sposób ich działania. Ważne są jednak nie tylko kolejne zlecenia, które wykonuje nasz początkujący łowca demonów. Ciekawie przedstawiono życie codzienne łowców. Są oni związani sztywnymi zasadami obowiązującymi urzędników państwowych względnie pracowników korporacji. Wyraźna jest tutaj hierarchia starszeństwa, zasady ubierania się czy nieformalny wymóg wspólnego spędzanie czasu po pracy. Nadaje to komiksowi swoistego klimatu i pozwala lepiej poznać bohaterów i to, czym żyją na co dzień. Ale takie momenty spokoju to przysłowiowa cisza przed burzą, bo zwroty akcji są tutaj nieraz tak gwałtowne, że nawet ja byłem zaskoczony ich skalą.

    Natomiast mam pewne obawy wobec projektu w dłuższej perspektywie. Nie liczę tutaj na szczególną finezję w poprowadzeniu fabuły. Ta zapewne będzie powtarzać dobrze znany schemat kolejnych potyczek z pomniejszymi potworami połączonych z poznawaniem zasad, jakimi rządzą się demony i łowcy oraz odkrywaniem przez bohatera kolejnych mocy, które zostaną wykorzystane w walce z głównym złym. Jeśli jednak nawet „Chainsaw Man” obierze taką drogę, to nic nie wskazuje na to, by była ona nużąca. Wręcz przeciwnie. A to dzięki bohaterom.

    Denji to chłopak, który sięgnął dna. Nieobce mu było „stołowanie się” w śmietnikach ani spanie w nich. Mógł on już tylko umrzeć (co faktycznie się stało) lub rozpocząć powrót na łono społeczeństwa. Mimo tego, że praca łowcy demonów jest prestiżowa i dobrze płatna, Denji’ego nadal motywują, poza jedzeniem, dwie rzeczy: majtki i cycki, względnie cycki i majtki. Bohater nie uważa również, że przemoc nie jest rozwiązaniem. Wszak przy jej pomocy zwalcza demony, a czasami także wyjaśnia nieporozumienia z kolegami z pracy. Mimo ponurej przeszłości jest to postać, która dzięki dążeniu do zaspokojenia swoich najbardziej podstawowych instynktów niemalże za wszelką cenę wydaje się zabawna, ale zarazem charyzmatyczna.

    Niewiele ustępuje mu Power, magus (czyli demon, który opętał ciało zmarłego), która jest równie żarłoczna, co Denji, ale w przeciwieństwie do niego zdaje się nie mieć nawet odrobiny poczucia honoru. Kłamie w żywe oczy, jeśli uważa, że pozwoli jej to osiągnąć cel. Pomimo nieustannych utarczek ta dwójka musi szukać kompromisu, aby przetrwać. Rodzi to również mnóstwo zabawnych sytuacji.

    Pozostali bohaterowie są całkiem interesujący, zwłaszcza Makima, przełożona Denji’ego, i Power, która potrafi doskonale motywować swoich podwładnych. Nieważne, czy apeluje do ich poczucia honoru, czy też najniższych rządz, robi to zawsze z klasą. Poza tym mamy też innych łowców demonów, każdego z trochę inną historią i mocami. Choć ich przeszłość zarysowana jest szczątkowo, to dzięki niej rozumiemy ich motywację i stają się oni istotnymi postaciami drugoplanowymi. Nie tylko wprowadzają głównych bohaterów w świat łowców demonów i uczą zasad, jakie w nim obowiązują, ale również przelewają na nich swoje cele i ambicje. Są oni niezbędnym, choć nie nieśmiertelnym czynnikiem kształtującym Denji’ego.

    chainsaw man 02Te i inne opisane wyżej elementy należy zaliczyć na plus. Ale nie wiem, czy manga sprawiała by tak pozytywne wrażenie, gdyby nie oprawa graficzna. Rysunkom nie brakuje detali, a proporcje postaci (w każdym razie tych ludzkich) na ogół są zachowane. Sceny walki są dynamiczne i przerysowanie krwawe, aczkolwiek nie nazwałbym ich niesmacznymi. Ale demony… Demony są tym elementem, dla którego powinniście sięgnąć po tę mangę. Niektóre swoim wyglądem nawiązują do japońskiej tradycji, inne są przesiąknięte wpływami nowoczesnej cywilizacji, o czym świadczą ich nazwy, jak np. demon piły mechanicznej czy demon broni palnej. Sam wygląd głównego bohatera po przemianie jest jednym z najfajniejszych projektów postaci, jaki widziałem, odkąd interesuję się mangą i anime. Najwyraźniej autor też jest dumny ze swego pomysłu, bo czasami, tworząc inne demony, powraca do wizerunku monstrum, któremu broń wyrasta z ramion oraz czaszki.

    Podsumowując, po przeczytaniu pierwszych trzech tomów manga „Chainsaw Man” budzi u mnie pozytywne nastawienie. Bohaterowie i świat są interesujący, a wygląd demonów czasami zapiera dech w piersiach. Nie wiem jednak, jak autor poradzi sobie z ograniczeniami fabularnymi, jakie mogą wyniknąć z faktu, że kolejne rozdziały ukazują się co tydzień. Może to w końcu doprowadzić do przepełnienia komiksu trwającymi w nieskończoność pojedynkami i nawarstwieniem się wątków i terminów, które swą liczbą będą odstraszać nowych czytelników. Póki jednak „Chainsaw Man” ma niski próg wejścia, należy dać mu szansę.

  • Recenzja Mangi: „Freyja - Fałszywy Książę” - Autor: Keiko Ishihara

    Tytuł mangi

    Freyja - Fałszywy Książę

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Keiko Ishihara
    Gatunek: Shoujo, akcja, dramat, romans, fantasy
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 5+
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 5 tomów

    Komiks „Freyja – Fałszywy książę” wzbudził moje zainteresowanie już w momencie, gdy przeczytałem jego zapowiedź. To zdarza się dość często, jednak utrzymanie czytelnika wymaga czegoś więcej niż tylko poruszania interesującej go tematyki. A tej mandze ta sztuka się udała.

    Freyja, główna bohaterka opowieści, była rezolutną dziewczyną żyjącą w małej wiosce, którą zdawały się omijać zawieruchy dziejów. Lecz wszystko trwało do czasu. Pewnego dnia do osady przybyli jej dwaj przyjaciele, Aaron i Alexis, którzy zostali rycerzami. Mieli oni dla Freyji nie jedną, ale aż dwie złe wiadomości i pewną propozycję. Po pierwsze, Królestwo, w którym znajdowała się wioska, Tyr, było na skraju upadku, toczone wewnętrzną korupcją i zagrożone podbojem przez silniejszego sąsiada, imperium Sigurdu. Po drugie, jedyna nadzieja podupadającego państwa, książę Edvard (zwany też księciem nadziei), został otruty. Dlatego właśnie bracia złożyli Freyji intratną i jednocześnie niebezpieczną propozycję. Dziewczyna, podobna do Edvarda jak dwie krople wody, mogła wcielić się w rolę umierającego następcy tronu i zyskać dla Tyru odrobinę czasu.

    Sytuacja, w której znalazł się Tyr, wydaje się beznadziejna. Państwo praktycznie pozbawione jest władcy, a osoby, które chciałyby wziąć rządy w swoje ręce, są podejrzewane jeśli nie o prywatę, to wprost o zdradę. Freyja, choć wygląda identycznie jak zmarły książę, nie ma z początku ani jego charyzmy, ani umiejętności. Ma natomiast wiele dobrej woli i wiernych przyjaciół, którzy za cenę własnego życia będę bronić zarówno jej, jak i królestwa przed agresorem.

    Freyja musi działać szybko i sięgać po najróżniejsze środki, by zwyciężyć. Nieustannie uczyfreyja falszywy ksiaze 1się zasad, jakimi kierują się wyższe sfery, bierze udział w bitwach, podróżuje do innych królestw z misjami dyplomatycznymi, a w międzyczasie nie raz i nie dwa znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wydarzeniom nie brakuje zwrotów akcji i dramatyzmu. Mam jednak wrażenie, że czasami akcja była wręcz zbyt dynamiczna, a sytuacja zmieniała się w sposób tak gwałtowny i niezapowiedziany, że zaczynałem kartkować strony, by sprawdzić, czy nie przeoczyłem po drodze czegoś istotnego. Ponadto, jeśli jest to wygodne i służy przyspieszeniu wypadków, to autorka zawiesza chyba na pewien czas działanie praw fizyki. Bohaterowie potrafią skakać z całkowitą pogardą dla wysokości, na jakiej się znajdują, nie robiąc sobie przy tym żadnej krzywdy, względnie biec o wiele szybciej niż pędzący za nimi tłum i jeszcze znaleźć czas na pogawędkę. Wygląda to czasami naiwnie, zwłaszcza jeśli dotyczy rycerzy w ciężkich zbrojach.

    Postacie są naprawdę interesujące. Freyja to żywiołowa i optymistyczna dziewczyna, jednak zarazem bardzo uczuciowa. Czasami sytuacja zdaje się ją przerastać, co jest zrozumiałe i czyni Freyję wiarygodną dla czytelnika. Jej pragnienie chronienia innych nawet z narażeniem własnego życia jest dobrze i przekonująco wyjaśnione. Moim zdaniem to bardzo udana postać kobieca, której wielu będzie kibicować.

    Przez karty komiksu przewija się też sporo innych bohaterów, którzy mają zróżnicowane charaktery. Autorka starała się unikać schematów, w efekcie czego antagoniści potrafią wzbudzić szczery podziw czytelnika swoją pomysłowością czy poczuciem honoru, które sprawiają, że czasami wyrastają ponad własny egoizm i czynią coś dobrego. W otoczeniu Freyji nie brakuje też niesnasek, gwardziści rywalizują o względy księcia, w którego wciela się dziewczyna, ale pokazują też innym ich miejsce w szeregu. To tworzy niesamowitą mieszankę i sprawia, że chciałoby się lepiej poznać te postacie. I nieraz drży się o ich los, bowiem autorka „Freyji – Fałszywego księcia” niczym w „Pieśni Lodu i Ognia” nie czyni swych postaci nieśmiertelnymi.

    Grafika robi dobre wrażenie. Postacie są ciekawie zaprojektowane, choć występują pewne problemy z ich anatomią. Zarówno kostiumy, jak i wyposażenie wnętrz często są pełne detali, choć na ogół, jeśli na materiale jest jakiś wzór, to powtarza się on na całej jego powierzchni. W wielu kadrach brakuje tła, które pomogłoby lepiej zaprezentować przedstawianą sytuację. Widać, że manga bardziej skupia się na akcji i historii niż szczegółach, gdyż walki są rozrysowane przejrzyście i dynamicznie. Co prawda brakuje mi trochę wyrazistego i niepowtarzalnego stylu rysowania choćby postaci, ale ogólnie od strony technicznej to kawałek dobrej roboty.

    Podsumowując, komiks „Freyja – Fałszywy książę” to „udana” pozycja. Widać, że przyłożono dużą wagę do nakreślenia charakterów postaci, dzięki czemu są one interesujące, a obawa o ich losy udzielała mi się nieraz podczas przeglądania mangi. Jeśli dodamy do tego pełną (czasami naiwnych) zakrętów fabułę, otrzymamy produkt godny polecenia nie tylko fanom mang z gatunku shoujo, ale też innym czytelnikom.

  • Recenzja Mangi: „Darling In The Franxx” - Autorzy: Code: 000, Kentaro Yabuki

    darling in the franxx

    Darling in the Franxx

    Nazwa Wydawnictwa

    Autorzy: Code:000 (scenariusz) ,Kentaro Yabuki (rysunki) 
    Gatunek: mecha, romans, fantastyka naukowa
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 8
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów

    Niniejsza recenzja, tak jak manga „Darling in the Franxx”, skierowana jest do czytelników, którzy ukończyli osiemnaście lat.

    Anime „Darling in the Franxx” cieszyło się niemałą popularnością i nie będę z tym faktem polemizował, bo przeglądając mangę, domyśliłem się przyczyn powodzenia oryginału. Jednak przedstawiona w mandze alternatywna i odbiegająca od anime historia pozostawia wiele do życzenia.

    Głód energii sprawił, że ludzie poczęli czerpać ją z magmy. Niestety, wykorzystanie jej mocy przyciągało uwagę istot zwany Kyoryu, które poczęły niszczyć wszystko, co było napędzane tym paliwem. Ludzie, aby uniknąć zagłady, przenieśli się ze stałych siedzib do poruszających się po lądzie przypominających kopuły miast, które przed atakami Kyoryu chroniła nie tylko mobilność, ale też oddziały mechów zwanych na cześć ich twórcy Franxxami. Ich pilotami nie byli jednak dorośli, ale dzieci, a dokładnie pary złożone z chłopców i dziewczynek zwanych pasożytami.

    W jednym z miast mieszkał chłopiec imieniem Hiro, który nie mógł zestroić się z żadną partnerką, a przez to nie był w stanie pilotować mecha i bronić dorosłych. Ciążyło mu to na sumieniu tak bardzo, że gdy tylko w mieście pojawiła się dziewczyna zwana Zero Two, przy pierwszej nadarzającej się okazji wsiadł do jej mecha. Był jednak pewien szkopuł, gdyż wszyscy poprzedni partnerzy Zero Two wyzionęli ducha po trzeciej walce…
                                                                                                                                                                      darling in the franxx 01
    Skąd pochodzą Kyoryu? Dlaczego dzieci chowają się w specjalnych wydzielonych strefach i bronią dorosłych, a nie na odwrót? Na te i inne istotne pytania manga co prawda nie udziela (jak na razie) odpowiedzi. Udziela ich za to Wikipedia. Znam przykłady światów, których enigmatyczny opis skłania widza do zadawania pytań, a szukanie odpowiedzi może mieć swój urok. Jednak manga „Darling in the Franxx” doprowadziła to do skrajności, bo czytelnik posiada tak mało informacji o świecie, że nawet nie bardzo wie, o co pytać, a autor nie pali się do udzielania odpowiedzi, rzucając po drodze mało okruszków, za którymi można by podążać, aby zaspokoić głód wiedzy. Moim zdaniem brak odpowiedzi na te pytania utrudnia późniejsze zrozumienie motywacji bohaterów.

    Jednak to nie świat przedstawiony jest tym, co stanowi o sile komiksu. Akcja praktycznie od pierwszej strony rusza z kopyta, a jeśli zdarza się jej zwolnić, są to krótkie chwile wytchnienia dla czytelnika. Nie brakuje starć pomiędzy mechami a Kyoryu, które są szybkie i dynamiczne. Nie uświadczymy też zbędnego patosu i dłużyzn, w których bohaterowie dzielą się swoimi filozoficznymi rozważaniami. Ale wiele z tych spokojniejszych momentów rozgrywa się w damskiej łazience, pod prysznicem czy damskiej przebieralni. W żadnym razie nie jest to więc czas stracony.

    Akcja i fanserwis – na tym trzyma się „Darling in the Franxx”. Mocnym elementem tego tytułu nie są natomiast postacie. Mści się na nich pobieżne zarysowanie świata, przez co motywacja bohaterów jest albo niezrozumiała, albo łatwo ją źle zinterpretować. Hiro może się wydawać wyjętym wprost z naszego świata archetypem japońskiego nastolatka, który musi mierzyć się z wysokimi oczekiwaniami dorosłych. Natomiast Zero Two, zdająca sobie doskonale sprawę, że jej partnerzy giną, i kłócąca się z niedoszłą partnerką swego „ukochanego” (jak nazywa Hiro) o to, która z nich kocha chłopaka bardziej, wygląda nie tyle zabawnie, co niepoważnie. Motywacja tej dwójki bohaterów, przypominająca relację między samcem a samicą modliszki (modliszka zjada samca po kopulacji), wydaje się być okrutnie uproszczona.

    Pozostali bohaterowie są nakreśleni bardzo pobieżnie, o każdym z nich można powiedzieć nie więcej niż dwa lub trzy zdania. Mam jednak wrażenie, że głównym zadaniem ich męskiej części było pilotowanie mechów, a żeńskiej (poza kierowaniem wielkimi robotami) – hojne obdarowywanie czytelnika fanserwisem.

    darling in the franxx 02Czasem mam wrażenie, że komiksowe adaptacje anime czy też light novel ilustrują mangacy, którzy dopiero zdobywają swoją pozycję w branży. W przypadku „Darling in the Franxx” jest inaczej. Ilustratorem jest bowiem Hentaro Yabuki, znany jako rysownik mangi „To Love Ru”. Jest on weteranem w swoim fachu i to widać. Przede wszystkim zwracają na siebie uwagę niezwykle przyjemne dla oka projekty postaci, zwłaszcza dziewcząt, których krągłości nie są przerysowane czy karykaturalne. A bohaterki pokazują je często i to nie tylko w łazience czy w przebieralni, gdyż stroje noszone przez nie w mechach są bardzo ciasno dopasowane. Muszę przyznać, że pozycja, w jakich piloci (chłopiec i dziewczyna) prowadzą mechy, wydawała mi się dość nieprzyzwoita i kojarzyła z pewną pozycją seksualną. Nie koniec na tym, bo gdy bohaterki przeżywają w kokpicie jakieś duchowe rozterki, są pokazywane obnażone. Można się uśmiechnąć, kiedy naga dziewczyna zastanawia się, czy jest dobrym dowódcą w czasie walki.

    Mechy przypominają mi swoim wyglądem japońskie idolki z ich dziwnymi fryzurami i prążkowanymi pończochami, które udało się odwzorować. Wygląda to interesująco i cieszy oko. Dzięki temu, że mechy posiadają pewnego rodzaju „twarz”, są bardzo ludzkie, wręcz wydają się bohaterami mangi na równi z ich pilotami. Szkoda tylko, że zróżnicowany wygląd i uzbrojenie nie przekładają się na taktykę prowadzenia walk, która tutaj prawie nie istnieje. Zdziwiłem się bardzo, że nawet Franxxy stają obiektem swoistej seksualizacji – ukazywane są pod nietypowym kątem, często w sugestywnej pozie. Jednak walki, które toczą, są dynamiczne i narysowane z pasją.

    Niestety, projekty Kyoryu budzą mieszane uczucia, bo choć są szczegółowe, to w jednym przypadku wyglądają jak opętany przez Szatana efekt pracy frezarki, który dostał nóżek i uciekł z zakładu. Słowem, nie są one zbyt inspirujące, raczej standardowe.

    Podsumowując, mangę „Darling in the Franxx” czyta się szybko, łatwo i zasadniczo przyjemnie. Pozostawia ona jednak niedosyt związany z bardzo pobieżnym pokazaniem świata, które przekłada się na rozumienie (lub niezrozumienie) motywacji głównych bohaterów. Moim zdaniem nie jest to zupełnie samodzielny produkt, gdyż sugerowane jest wcześniejsze zapoznanie się z anime, które pozwoli w pełni go zrozumieć.

  • Recenzja mangi: „Gdy zapłaczą cykady - Księga marnowania czasu" - Autorzy: Ryukishi07, Yoshiki Tonogai

    Tytuł mangi

    Gdy zapłaczą cykady - Księga marnowania czasu

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Ryukishi07, Yoshiki Tonogai
    Gatunek: kryminał, tajemnica, psychologiczne
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 15
    Cena okładkowa: 27,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów

    Ostatnia z serii Higurashi Księga Pytań jest podsumowaniem, w którym wcielimy się w rolę detektywa. Odkryjemy to, od czego wszystko się zaczęło oraz to, na czym wszystko się kończy.

    „Księga marnowania czasu” opowiada historię z czasów protestu przeciwko budowie tamy oraz parę lat po nim. Dostajemy tutaj początek oraz zakończenie do całej serii pytań. Wcielamy się w zupełnie nowego bohatera – Akasakę, który jest oszustem. Pod pretekstem porobienia kilku zdjęć pojawia się w wiosce Hinamizawa, aby zbadać sprawę zniknięcia małego chłopca. Oczywiście ukrywa swoje zamiary oraz to, że jest z Komendy Głównej. Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do nowego protagonisty.ostatnie cykady

    Historia rozpoczyna się, gdy Akasaka idzie na przystanek, gdzie czeka na przewodnika, który ma oprowadzić go po wiosce. Tam spostrzega małą, uroczą Rikę, którą lepiej poznamy w tym woluminie. Bardzo szybko jednak zaczyna się robić przerażająco dziwnie. Dziewczynka ostrzega głównego bohatera i poleca mu wrócenie do Tokio, bo inaczej „będzie tego żałował”. Pytanie brzmi – czego?

    Obok szukania porywaczy poznajemy historię miłosną Akasaki. Ma on piękną, lecz chorowitą żonę w ciąży. Bardzo podoba mi się wątek, który został tu poruszony. Z jednej strony wydaje się nieistotnym, jednak ostatecznie nie jest bez znaczenia. Mam wrażenie, że każda kartka historii jest ważna.

    Ten tom nie jest przerażający, jest jednak ważnym dopełnieniem poprzednich części i wprowadzeniem do Ksiąg Odpowiedzi. Jest to również najkrótsza historia, najmniej rozbudowana. Niemniej, ciekawym przeżyciem było poznanie Hinamizawy z czasów, o których „każdy mówił” w poprzednich tomach, czyli z czasów protestu. Można w końcu powiedzieć „Aha, to tak to wszystko się zaczęło!” z dumą w oczach, że ma się tę wiedzę. Jednak zapewniam, że się mylisz i Księgi Odpowiedzi namieszają w twojej głowie.

    Chciałam poświęcić też krótką chwilę, aby pochwalić kreskę, która jest w starym stylu. Cieszę się, że cofnęliśmy się w czasie nie tylko pod względem fabuły, ale i rysunków.

    Ostatecznie manga ma charakter detektywistyczny, czyli znowu dostajemy absolutnie inne odczucie w porównaniu do poprzednich tomów. Mimo wszystko bardzo dobrze, że ostatecznie powstała, ponieważ dodaje kolejne elementy do naszej układanki. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, aby zaraz po niej przeczytać Księgi Odpowiedzi, które wywrócą nasz świat do góry nogami. Miłego czytania!

  • Recenzja mangi: „Gdy zapłaczą cykady - Księga morderczej klątwy" - Autorzy: Ryukishi07, Jiro Suzuki

    Tytuł mangi

    Gdy zapłaczą cykady - Księga morderczej klątwy

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Ryukishi07, Jiro Suzuki
    Gatunek: kryminał, tajemnica, dramat, horror, psychologiczne
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 15
    Cena okładkowa: 27,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 3 tomów

    Słyszysz kroki. Odwracasz się, ale nikogo nie widzisz. Czy to Ty zwariowałeś, czy świat jest szalony?  

    „Księga morderczej klątwy” jest bardzo nierówna, jeśli chodzi o poziom fabuły. Początkowo dostajemy tutorial mówiący o tym jak podrywać dziewczyny na umiejętności kucharskie. Zaraz potem zatapiamy się w bardzo dramatycznej historii o przemocy wobec dzieci. Ale od początku: uważam, że pierwsza połowa mangi jest przytłaczająco nudna. Rozumiem, że trzeba było przedstawić bohaterów, jednak można zrobić to ciekawie. Według mnie rzutuje to negatywnie na całą mangę, bo musiałam zabierać się za nią aż 3 razy.  cykady horror

    Jak już przebrniesz przez mecze baseballu i konkurs na najlepsze bento, to przygotuj się na ciężką atmosferę. Przede wszystkim to coś innego niż w poprzednich tomach, gdzie mieliśmy „po prostu” ciekawy horror. To historia o ludzkich dramatach. Grozą jest tu sam umysł. Dzięki temu, drugą część czyta się ciężko, ale z zaciekawieniem.  

    Historia, którą dostaniemy, opowiada o molestowaniu seksualnym, przemocy domowej, traumie i o tym, co człowiek jest w stanie zrobić dla swoich bliskich. To historia, z którą możemy zetknąć się na co dzień. Co zrobiłbyś, gdyby twój bliski cierpiał? Na około 500 stronach przedstawiono to, jak ludzka psychika zmienia się na przestrzeni wydarzeń. Jest to manga psychologiczna, taka, w której utożsamiamy się z bohaterem bardziej niż to miało miejsce dotychczas. Początek nie jest dobry, jednak warto go przemęczyć dla drugiej połowy tomu. Trafiła ona u mnie na pierwsze miejsce, jeśli chodzi o szczegółowość i wgląd w psychikę.  

    „Księga morderczej klątwy” jest najbardziej rozbudowana, jeśli chodzi o bohaterów i ich osobowość. Wydaje się być również najdłuższa, jeśli chodzi o liczbę stron. Dlatego trzeba zdecydowanie zarezerwować sobie moment skupienia i mieć ochotę na tego typu ciężkie historie. kreska cykady3

    Warto wspomnieć parę słów o kresce. Trudno mówić tu w kategoriach lepszy-gorszy, bo każdy tom rysuje inny artysta. Jednak ten wolumin wyjątkowo mi się podobał pod tym względem. Jak widać na zdjęciu, początek jest bardzo delikatny, przejrzysty i przyjemny, jednak pod koniec kreska robi się bardzo mroczna i agresywna.  

    Ostatecznie tom jest bardzo dobry, jednak trzeba przygotować się na smutny oraz dramatyczny nastrój. Manga nie pozostawia w nas uczucia tajemnicy i ciekawości, a pustkę. Biorąc pod uwagę poruszaną tematykę tomik polecam osobom 16+.

  • Recenzja mangi: „Gdy zapłaczą cykady - Księga dryfującej bawełny" - Autorzy: Ryukishi07, Yutori Houjyou

    Tytuł mangi

    Gdy zapłaczą cykady - Księga dryfującej bawełny

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Ryukishi07, Yutori Houjyou
    Gatunek: kryminał, tajemnica, psychologiczne, dramat, horror
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 15
    Cena okładkowa: 27,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 2 tomów

    To uczucie, kiedy bierzesz do ręki kolejny tomik „Cykad” i nastawiasz się na taką samą atmosferę i podobną historię, a dostajesz cosplay, bliźniaczki i romans…

    Drugi w kolejności tom serii „Gdy zapłaczą cykady” jest inny. Nie chodzi tylko o samą historię, która rozgrywa się w tym samym uniwersum, ale rozwija się inaczej. Odczucia podczas czytania są całkowicie inne. Masz tak czasem, że podczas czytania o przygodach tych samych bohaterów, w innych książkach odczuwasz monotonię? Poza różnicami w fabule nie zmienia się absolutnie nic. Tutaj tego nie doświadczymy, ale o różnicach opowiem szerzej w dalszej części.cykady pokojowki

    „Księga dryfującej bawełny” opowiada taką samą historię, jak poprzedni tom, ale robi to inaczej. Pierwsza część mówi o znanej już nam grupie przyjaciół i ich sielskim życiu w wiosce Hinamizawa. Poznajemy jednak nową postać – Shion, która prawdopodobnie jest siostrą bliźniaczką Mion. Drugi tom będzie opierał się głównie na nich. W przeciwieństwie do „Księgi uprowadzenia przez demony”, tutaj jest o wiele więcej romansu, kawiarenek cosplay’owych i tzw. fanservisu. Dlatego sam tom odbiera się całkowicie inaczej.

    cykady koniecDruga część pokazuje nam festiwal i makabryczne wydarzenia tuż po nim. Możecie spodziewać się nowych elementów układanki, na przykład na temat wioski. Nie mogę nic opisać, ale powiem szczerze – końcówka jest niesamowita. Podczas czytania mangi siedziałam na łóżku, zdjęcie obok mówi samo za siebie. Nic ono Wam nie zaspoileruje. Zrozumiecie, co czuję, jak dojdziecie do tego momentu. Poczujecie strach i możliwe, że wzdrygniecie się tak samo jak ja. To jak został poprowadzony kadr i jak gwałtownie kończy się tom pozostawia tylko jedno uczucie – niepokój.

    Wspomniałam na początku, że inaczej postrzegam ten tom, niż poprzedni. Przede wszystkim nie jest aż tak „krawędziowy”. Ma on lżejszą, prostszą fabułę oraz wątek romansu – podobno jedyny tak długi w całej serii. Opowieść nie ma też wielkich zwrotów akcji. Dużo rzeczy jest powiedzianych wprost, co może być wadą i zaletą jednocześnie. Jednak jej dużym plusem jest historia. To ona ostatecznie przekonała mnie do „Księgi dryfującej bawełny”. Jest bardziej klarowna, ma sens. Ale jeśli myślisz, że wszystko rozumiesz, to nagle manga robi sobie z ciebie żarty. Zadaje pytania, na które nie umiesz sobie odpowiedzieć. Daje to poczucie układania puzzli. Początkowo dostajemy pomieszane elementy, układamy z nich krawędzie – to dał nam pierwszy tom, zarys fabularny. Następnie zaczynamy układać kawałek po kawałku. To, ile elementów odkryjesz, zależy tylko od ciebie.

    Na sam koniec rzucę anegdotę, którą wyniosłam z tomiku. Pamiętaj: jeśli dziewczyna patrzy na jakąś rzecz w sklepie błagalnymi oczami – kup jej to. Każda decyzja w naszym życiu ciągnie za sobą konsekwencje. Właśnie tego jesteśmy w stanie dowiedzieć się w „Księdze dryfującej bawełny”.

  • Recenzja mangi: „Gdy zapłaczą cykady - Księga uprowadzenia przez demony" - Autorzy: Ryukishi07, Karin Suzuragi

    Tytuł mangi

    Gdy zapłaczą cykady - Księga uprowadzenia przez demony

    Nazwa Wydawnictwa

    Autorzy: Ryukishi07, Karin Suzuragi
    Gatunek: kryminał, tajemnica, psychologiczne, dramat, horror
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 15
    Cena okładkowa: 27,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 1 tomu.

    Wyobraź sobie następującą sytuację: przeprowadzasz się do małej wioski, w klasie masz same piękności, które jednocześnie lgną do ciebie. Czy to nie cudowny scenariusz?

    W takiej sytuacji znalazł się główny bohater pierwszej części serii „Gdy zapłaczą cykady” – Keiichi Maebara. Tyle że pomiędzy przytulaniem się do obfitych biustów a wdychaniem świeżego, wiejskiego powietrza, dowiedział on się o morderstwie popełnionym w wiosce Hinamizawa. Od tego momentu sielski klimat mangi zaczyna łączyć się z szaleństwem, krwią i flakami.

    Zanim zagłębimy się w mangę, chcę co nieco opowiedzieć o całej serii. Zyskała ona duże grono zwolenników, jednak aby zrozumieć jej fenomen trzeba zdać sobie sprawę z jednego. Zanim stworzono anime i mangę, powstała gra visual novel. Jeśli znasz ten termin, nie krępuj się pominąć ten akapit. Jeśli jednak nie spotkałeś się, drogi czytelniku, z taką nazwą, to najprościej określić ten rodzaj gier jako „interaktywna książka”. Mianowicie jednocześnie czytasz fabułę, oglądasz obrazki oraz masz realny wpływ na zakończenie gry poprzez wybór opcji dialogowych. Podobnie wygląda sprawa z całym uniwersum Fate, gdzie anime rozjeżdża się dlatego, że pokazuje różne alternatywne zakończenia, ba, nawet całe fabuły! 

    Seria „Gdy zapłaczą cykady” jest podzielona na „Księgi pytań” oraz „Księgi odpowiedzi”. „Księga uprowadzenia przez demony” powinna być czytana jako pierwsza. Jest ona odrębną opowieścią, a kolejne części opowiadają alternatywne historie. Jednocześnie czytając dalej, coraz bardziej poznajemy zarówno tajemnicę, która towarzyszy nam od pierwszych stron, jak i bohaterów czy wioskę Hinamizawa.gdy zaplacza cykady1 creepy

    Główna fabuła jest na pierwszy rzut oka prosta. Mamy wioskę, w której każdy się zna, na tyle małą, że cała młodzież, niezależnie od wieku, chodzi do jednej szkoły. Keiichi od razu zaprzyjaźnia się z grupą dziewczyn i tworzy swój mały harem. Jest pięknie, aż do festiwalu Dryfującej Bawełny, gdzie młody chłopak dowiaduje się o serii okrutnych zabójstw, które mają miejsce co roku, w dzień imprezy. Podobno ma to związek z klątwą. Podobno, w tym dniu było słychać płaczące cykady.

    Tom dosłownie „pochłania się” na wstrzymanym oddechu. Podczas czytania miałam swoje podejrzenia, jak to wszystko się rozwinie. Jednak ostatecznie manga zmiotła mnie z planszy zakończeniem. Autorzy fabuły wiedzą, co robią. Nie bez powodu seria nazywana jest często mianem najlepszej w swoim gatunku. Zdecydowanie czuć klimat kryminału. W trakcie czytania chciałam zrobić sobie herbatę, jednak nie znalazłam dobrego momentu i ostatecznie wypiłam ją dopiero po przeczytaniu całości. Tak bardzo wciągnęły mnie poczynania głównego bohatera.

    Cieszę się, że manga nie daje nam odpowiedzi. Pierwsza „Księga pytań” zachęca do sięgania po więcej. Mimo, że historia zdaje się zakończona, to czuję niedosyt. Nadal nie wiem wielu rzeczy. Jest to w moim odczuciu największa zaleta tomu, zaraz obok zwrotów akcji.gdy zaplacza cykady1 dziewczynka

    Z mangą jest jednak pewien problem. Jest ona do bólu „krawędziowa”: zachowania bohaterów są wyolbrzymione, do bólu emocjonalne. Jednym słowem: cringe. Serię można porównać do „Mirai Nikki”. Główny bohater jest lękowy, co chwilę kuli się z płaczem, a kobiety w jego otoczeniu są z jednej strony miłe, a z drugiej bardzo creepy. Jeśli lubisz trzymanie w napięciu i nie przeszkadza tobie „krawędziowość” serii, to na pewno spodoba ci się ten tytuł. Jednak mimo ciekawej fabuły, ja osobiście czułam momentami niesmak i cringe całą sobą. Mimo to nie żałuję przeczytania tomiku i na pewno zabiorę się za kolejne.

    Samo wydanie jest w wersji 2w1, a więc w jednym woluminie dostaniemy obie części historii. Bardzo lubię takie wygodne rozwiązania. Na samym początku mangi zobaczymy również wiele ładnych, kolorowych ilustracji.gdy zaplacza cykady1 oczy

    Kreska osobiście nie przypadła mi do gustu. Mam mylne wrażenie, jakbym czytała mangę shoujo przez wielkość oczu bohaterek. Przy czytaniu odczuwałam niepokój spowodowany chaotycznymi rysunkami. Jednak patrząc na tematykę mangi i jej klimat, nie uważam tego za wadę.

    Manga jest warta uwagi, choćby dlatego, że odbiła się echem po całym gatunku. Jej popularność i oceny na różnych stronach (choćby myanimelist.net) wskazują na to, że podoba się ona wielu osobom. Ja podchodzę do niej z dystansem i myślę, że najbardziej spodoba się ona osobom w wieku nastoletnim. Pierwszy tom nie zawiera dużo przemocy, nie jest też straszny. Jednak znajduje się na nim ograniczenie 16+, warto o tym pamiętać.

    Cała historia czytała się bardzo szybko i ostatecznie moja ocena tytułu jest pozytywna. Nie mogę doczekać się, aż odkryję kolejne elementy układanki. Polecam jednak podejść do serii ze świadomością tego, że wielu bohaterów ma tu wyraźne problemy psychiczne, albo… została uprowadzona przez demony.

  • Recenzja mangi: „Tysiąc słodkich kłamstw" - Autor: Hiro Eguchi

    Tytuł mangi

    Tysiąc słodkich kłamstw

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Hiro Eguchi
    Gatunek: romans, komedia, josei, 18+
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 1
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Mężczyzna ociekający seksapilem, przypadkowe spotkanie i słodkie kłamstewka. Brzmi jak typowa komedia romantyczna, prawda? Schowajcie jednak uprzedzenia, bo „Tysiąc słodkich kłamstw” nie jest takie, jak myślisz.               

    Zanim zaczniemy, przypominam, że zarówno manga, jak i recenzja mają ograniczenie wiekowe 18+. Skoro formalności mamy za sobą, to przygotujcie kurtki, bo w tym akapicie powieje chłodem. Szczerze mówiąc, do erotyków podchodzę z dystansem. Zwykle nie mają one fabuły, bo w końcu chodzi tylko o sceny łóżkowe, charaktery bohaterów oparte są na jednej cesze charakteru, a żarty są niesmaczne i nieśmieszne. Jednak „Tysiąc słodkich kłamstw” nie jest tak typowe, jak zakładałam. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy zdałam sobie sprawę, że pochłonęłam z zaciekawieniem całą mangę.               

    Fabuła tej jednotomówki inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami, choć to nie horror. Akane Kinuta jest niczym niewyróżniającą się sekretarką z obsesją na punkcie gier społecznościowych i pluszaków. Tsuneyasu Kuroki pracuje w tej samej firmie, jednak na wyższym stanowisku. Przez swoją zabójczo przystojną twarz każda dziewczyna się w nim podkochuje, a kobiety piszczą na jego widok.

    W Japonii tak to już bywa, że praca wymaga czasem przeniesienia się do innej filii, w innej prefekturze. Taka sytuacja spotkała też Akane, jednak nie skacze ona z radości na myśl o pięknych widokach.Życie z dala od Tokio oznacza dla niej jedno – niemożność chodzenia na eventy związane z jej ukochaną grą i słaby internet. Dramat dla prawdziwego fana. Jedyną opcją, aby uniknąć tragicznego przeniesienia jest wzięcie ślubu. Pod wpływem chwili i w desperacji kłamie o „weselu”, które planuje. Jednak rodzi to tak wiele pytań, że aż ją to przerasta. Kiedy ma tego wszystkiego dosyć, jej rozmowę podsłuchuje Kuroki i pyta się ją, czy zostanie jego żoną. Tak rozpoczyna się nasza opowieść.      tysiac slodkich klamstw2         

    Cała historia jest dla mnie sporym zaskoczeniem z wielu względów. Mimo oklepanego motywu – związek oparty na kłamstwie przeradza się w prawdziwe uczucie – mamy tutaj coś więcej. Bohaterowie są ciekawi. Mają oni wiele zainteresowań, poznajemy ich rodzinę, umiejętności. Fabuła jest dość rozbudowana, tym bardziej jak na historię zamkniętą w jednym tomie. Pojawia się tutaj nawet motyw „brudnej” polityki czy manipulacji ze strony bliskich, co było dla mnie niemałym szokiem. Dodało to nutkę dramaturgii, która wzięła mnie z zaskoczenia. tysiac slodkich klamstw1              

    Jeśli jesteśmy przy głównych bohaterach to przyznam szczerze, że co jak co, ale główny bohater jest bardzo gorący. A sceny z jego udziałem są jeszcze gorętsze – nie polecam czytania w upale, bo można się nieźle napocić! To typ przystojnego, dominującego twardziela z dobrego domu, który zawsze się dobrze uczył i do tego umie gotować. Jestem pewna, że wielu dziewczynom przypadnie on do gustu.               

    Manga ma również sporo humoru w losowych momentach, nie jest on jednak niesmaczny. Są to żarty sytuacyjne, jak w przypadku wielu komedii. Na pewno muszę jeszcze wspomnieć o scenach seksu. Parę z nich pojawia się w mandze i są one dość szczegółowe (jak na mangę josei), dlatego polecam ją osobom powyżej 18 lat.               

    Na koniec parę słów o kresce. Jest ona schludna i ładna. Główny bohater przypomina mi z wyglądu Laurenta z „Great Pretender”, tylko w wersji podrasowanej. Widać, że autorka zna się na mimice, bo jej doświadczymy tu aż nadto.               

    Mangę polecam przede wszystkim kobietom pełnoletnim. Jest to bardzo przyjemny tytuł z fabułą. Nie jest on wybitny, jednak ogólnie trudno o takie odczucia przy jednotomówce będącej romansem. Zdecydowanie jest ona warta uwagi. 

  • Recenzja mangi: „Opowieści o Białej Księżniczce" - Autor: CLAMP

    Tytuł mangi

    Opowieści o Białej Księżniczce

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: CLAMP
    Gatunek: okruchy życia, dramat, fantastyka
    Wydawnictwo:Waneko
    Liczba tomów: 1
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Podobno śnieg padający za oknem oznacza, że łzy roni Biała Księżniczka. Jak jest naprawdę?               

    Każdy kraj ma swoje własne wierzenia i legendy. Na tych drugich oparto historie w krótkim tomiku „Opowieści o Białej Księżniczce”. Manga wyszła spod rąk grupy CLAMP, którą możecie kojarzyć z „Cardcaptor Sakura”, „Chobits” lub „Kobato”. Jeśli znacie któryś z tych tytułów, to już wiecie, że można spodziewać się pięknych ilustracji. Nie mylicie się.               

    Dostajemy trzy historie złączone jedną legendą w prologu i epilogu, rozgrywające się w cieniu gór okrytych śniegiem. Całą jednotomówkę charakteryzuje słowo „spokój”. Fabuła jest bardzo prosta, jednoliniowa, jednak potrafi wywołać uczucie pustki w sercu.       opowiesci o bialej ksiezniczce1        

    Pierwsza historia, „Na górze złego wilka”, opowiada o ogromnym czarnym wilku, który podobno zjada ludzi. Młoda dziewczyna wyrusza na jego poszukiwania, bo obwinia go o śmierć ojca. Chce dokonać zemsty. Jednakże dopadają ją mniejsze wilki. Gdy już widzi oczami wyobraźni swoją śmierć, na ratunek przybywa jej ten, którego miała zabić.               

    Kolejne dwie historie są o miłości. Pierwsza nosi tytuł „Kwiat lodu” i opowiada o parze, która rozdzieliła się, jednak wpierw złożywszy obietnicę, że odnajdą się i wrócą do siebie. Mężczyzna po 30 latach idzie w miejsce, w których rozłączyło ich przeznaczenie, jednak czy zastanie tam dziewczynę, czy ułożyła sobie ona życie po jego odejściu?               

    Ostatnia historia to „Nierozłączki”. Motyw jest podobny do poprzedniego, bowiem mamy mężczyznę, który wyjeżdża na wojnę. Dlaczego walczy i zostawia ukochaną? Żyje z nadzieją, że połączą się razem niczym ptaki łączące się w pary na całe życie. Jest to moja ulubiona historia ze względu na swoje nieoczywiste zakończenie. opowiesci o bialej ksiezniczce2              

    Tomik czyta się bardzo szybko i spokojnie. Jest to nieco ponad 100 stron wyciszenia i delektowania się pięknymi ilustracjami. Kreskę najlepiej oddaje załączone zdjęcie. Osobiście jestem wielką fanką grupy CLAMP ze względu na ich styl rysowania. Obrazy oddają uczucia, dynamikę i opowiadają historię lepiej niż dymki z dialogami, których swoją drogą jest niewiele.               

    Zwykle nie poświęcam osobnego akapitu na wydanie, jednak tym razem zasługuje ono na kilka chwil chwały. Papier z obwoluty to coś pięknego, jest matowy i o wiele twardszy niż normalne wydania. Dodaje to całej mandze elegancji. Jeśli mieliście w rękach tytuł „Cardcaptor Sakura”, to możecie wiedzieć, o czym mówię.               

    Ostatecznie polecam tę jednotomówkę każdemu, kto w zimowy wieczór potrzebuje chwili wyciszenia przy herbacie. Nie jest to na pewno wybijający się tytuł, jednak warto po niego sięgnąć, jeśli chce się poznać jedną z japońskich legend. Nie ma on wad, jednak sam w sobie „nie powala”. Jest po prostu przyjemny. Jeśli ktoś lubi grupę CLAMP i spokojne historie, to „Opowieści o Białej Księżniczce” na pewno przypadną mu do gustu.

  • Recenzja mangi: Atsushi Ohkubo - „Fire Force”

    Tytuł mangi

    Fire Force (tomy 6-10)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Atsushi Ohkubo
    Gatunek: akcja, przygoda, fantasy, ecchi
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 10+
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 10 tomów

    Shinra Kusakabe dołącza do Ósmego Oddziału Specjalnych Sił Przeciwpożarowych, aby oczyścić swoje imię, zostać bohaterem i odkryć tajemnicę pożaru sprzed kilkunastu lat, w którym zginęła jego matka. Na początku historii każdy oddział odpowiedzialny był za swoją dzielnicę. Jednostki zbierały informacje na temat zjawiska samozapłonu oraz Płomiennych, ale nie dzieliły się nimi z pozostałymi. Teraz Shinra wraz ze swoim oddziałem próbuje dotrzeć do tych odkryć i nawiązać współpracę z pozostałymi strażakami, by wspólnymi siłami rozwiązać zagadkę samozapłonu, ale także walczyć ramię z ramię z tajną organizacją zarządzaną przez niejakiego Ewangelistę.

    fireforce6 1„Ósemka” zdobywa kolejnego sojusznika – oddział siódmy, który odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo dzielnicy Asakusa. „Siódemka” jest zdecydowanie moim faworytem spośród wszystkich drużyn – ich styl walki znacząco różni się od pozostałych. Kapitan jednostki, Benimaru Shinmon, do starć z Płomiennymi używa matoi, rodzaju flagi, która w okresie Edo służyła do informowania mieszkańców o pożarze. Dzięki swoim ognistym umiejętnościom może manipulować ruchem matoi, a nawet latać na nich. Bez wątpienia jest jednym z najsilniejszych bohaterów w tej historii.

    Co więcej, do oddziału ósmego dołączają kolejni członkowie. Pierwszym z nich jest Victor Licht – pracownik badawczy, który skrywa mroczną tajemnicę, a jego intencje nie są do końca znane. fireforce6 2Później szeregi strażaków zasila również Vulcan, wybitny mechanik, który z całego serca nienawidzi SSP, jednak by pokonać wspólnego wroga, musi połączyć siły z „ósemką”. Nowi bohaterowie idealnie uzupełniają braki kadrowe w jednostce, dzięki czemu badania nad Płomiennymi na pewno nabiorą tempa.

    W dalszych rozdziałach poznajemy lepiej głównych antagonistów i całą organizację Ewangelisty. W dziesiątym tomie Shinra staje do walki z kapitanem jednej z frakcji podlegających wrogowi, jednak ich starcie przebiega zupełnie inaczej niż typowa walka z największym przeciwnikiem. Żeby jednak dowiedzieć się, dlaczego tak wygląda, musicie już sami sięgnąć po mangę.

    W porównaniu z pięcioma pierwszymi tomami akcja wcale nie zwalnia tempa. Każdy rozdział jest przepełniony walką lub nowymi odkryciami. Poznajemy też wielu nowych bohaterów, którzy tak samo jak ci poznani wcześniej są bardzo barwni zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Nie brakuje również sporej dawki humoru, która przełamuje drastyczność niektórych scen. Historia rozwija się w bardzo ciekawy sposób, ciężko przewidzieć, co tak naprawdę wydarzy się później i jak potoczą się losy naszych bohaterów.

    fireforce6 3Polskie wydanie również utrzymuje bardzo wysoki poziom. Dwie pierwsze strony każdego tomiku poświęcone są dotychczas poznanym bohaterom (co zważając na ich liczbę jest bardzo przydatne!) oraz krótkie streszczenie wydarzeń z poprzednich rozdziałów. Na końcu umieszczone są krótkie, zabawne historyjki, których głównym bohaterem jest sam autor, Atsushi Ohkubo. Co więcej, do każdego wolumenu otrzymujemy kartę z bohaterem z okładki, na której znajdują się bardziej szczegółowe, często humorystyczne informacje. Takich kart możecie użyć na przykład do zaznaczenia ulubionych scen z danego tomiku!

    Po lekturze dziesięciu tomów tego tytułu mogę was zapewnić, że jest to historia nietypowa, nieprzewidywalna i zdecydowanie wciągająca! Jeśli przepadacie za mangami pełnymi akcji, sięgnijcie koniecznie po „Fire Force”. 

  • Recenzja mangi: Atsushi Ohkubo - „Fire Force”

    Tytuł mangi

    Fire Force (tomy 1-5)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Atsushi Ohkubo
    Gatunek: akcja, dramat, fantasy, komedia, ecchi
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 10+
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 5 tomów

    Śmierć ma wiele twarzy. Choroba, samobójstwo, starość… Lecz w świecie stworzonym przez Atsushiego Ohkubo ludzie najbardziej obawiają się śmierci spowodowanej samozapłonem. Kiedy ofiara samozapłonu stanie w ogniu, zamienia się w Płomiennego – potwora, który w większości przypadków traci zmysły i niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Jest to zjawisko, które dotyka niewinne osoby, a ludzkość nie wie, co je wywołuje, kiedy może nadejść oraz jak je powstrzymać. Nikt nie potrafi również wyjaśnić faktu, że niektórzy rodzą się z umiejętnościami kontrolowania bądź wzniecania ognia.

    Shinra Kusakabe kilkanaście lat temu stracił w pożarze mamę i młodszego brata. Wielu ludzi uważa, że to on zaprószył ogień poprzez brak kontroli nad swoimi płomiennymi umiejętnościami. W dodatku chłopak ma pewien nietypowy tik – w stresujących sytuacjach na jego twarzy pojawia się nienaturalnie szeroki uśmiech, który często wywołuje u innych uczucie wstrętu. Z tego powodu szybko został okrzyknięty „demonem”. Jednak Shinra postanawia walczyć z tym okrutnym przezwiskiem i dołącza do Specjalnych Sił Przeciwpożarowych, aby stać się bohaterem, ale także dowiedzieć się prawdy o pożarze sprzed kilkunastu lat.

    fireforce 2Przez pięć pierwszych tomów możemy bliżej poznać naszych bohaterów i dowiedzieć się sporo o działaniach Specjalnych Sił Przeciwpożarowych, które, jak się okazuje, nie są zwykłymi jednostkami do gaszenia pożarów. Prócz ratowania ludzi i uwalniania dusz Płomiennych, Oddział Ósmy stara się zbadać zjawisko samozapłonu oraz znaleźć wroga, który stoi za tymi okrutnymi przemianami. Historia nie zwalnia ani na sekundę i w każdym rozdziale otrzymujemy sporą porcję akcji. Praktycznie nie ma strony, na której nie byłoby scen walki lub wybuchów.

    Jednak nie samymi efektami specjalnymi człowiek żyje, ważne są też postaci – prawie każda z nich wprowadza nowy element humorystyczny. Bohaterowie są tak barwni, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru, że ciężko ich ze sobą pomylić. Jest to dość ważne, ponieważ z każdym kolejnym tomem poznajemy coraz więcej członków oddziałów Specjalnych Sił Przeciwpożarowych. Uważam też, że dzięki takiej różnorodności bohaterów każdy bez problemu znajdzie kilka postaci, które pokocha od pierwszego wejrzenia!

    fireforce 1Kreska w mandze jest bardzo dokładna. Widać na pierwszy rzut oka, że postacie rysowane są z wielką starannością. Autor, Atsushi Ohkubo, przywiązuje bardzo dużą uwagę do szczegółów – nie tylko do twarzy i ubrań postaci, ale także tła. Co kilka stron pojawiają się rysunki budynków, które są tak dokładne, że mogłyby niemal uchodzić za szkice prawdziwych budowli.

    Polska wersja mangi wydawana jest przez wydawnictwo Waneko. Muszę przyznać, że tomiki są bardzo starannie wykonane. Tłumaczenie jest zwięzłe, skomplikowane nazwy własne przełożono bez zgrzytu. Na pierwszy rzut oka obwoluty wydają się dość proste. Tło jest matowe, jednak przedstawione na nich postaci pokryto błyszczącą powłoką, co dodaje im pewnej elegancji.

    „Fire force” to ciekawy tytuł, który na początku wydaje się dość oklepany, jednak z każdym rozdziałem coraz bardziej wyłamuje się ze schematu. Gdybym miała wskazać jakąś wadę, to byłaby to zapewne przesadna seksualizacja damskich bohaterek. Jednak jeśli nie przeszkadza Wam pojawiający się niekiedy wymuszony fan service, to zdecydowanie sięgnijcie po ten tytuł!  

  • Recenzja mangi: Koyoharu Gotouge - „Miecz zabójcy demonów” (tomy 5-8)

    Tytuł mangi

    Miecz zabójcy demonów (tomy 5-8)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Koyoharu Gotouge
    Gatunek: akcja, przygoda, fantasy, komedia
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 8+
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 8 tomów

    Tanjirou Kamado zdał egzamin na Zabójcę Demonów. Razem z poznanymi po drodze Zenitsu i Inosuke wyrusza na kolejną misję. Podczas starcia z demonami na górze Natagumo mają miejsce dwa ważne dla fabuły wydarzenia. Po pierwsze, jeden z Filarów dowiaduje się o istnieniu Nezuko. Filary to dziewięć najwybitniejszych jednostek wśród wszystkich Zabójców Demonów, które posiadają wielką siłę i wyjątkowe umiejętności. Głównym zadaniem Zabójców jest eliminowanie demonów, a ochrona tych istot uznawana jest za zdradę. Tanjirou wraz z siostrą zostają sprowadzeni do głównej siedziby, gdzie poznają pozostałe Filary oraz stojącego na czele organizacji Mistrza. Ta grupa najpotężniejszych wojowników ma duży wpływ na dalszy bieg historii oraz rozwój głównego bohatera.

    kimetsunoyaiba2 1

    Drugim ważnym wydarzeniem było odkrycie przez Tanjirou drzemiącej w nim mocy ognia. Jest to technika, o której niewiele wiadomo, nawet najpotężniejsi z Filarów o niej nie słyszeli. Chłopak musi ją opanować, aby ochronić swoją siostrę i pokonać najpotężniejszego z demonów. Dzięki temu historia staje się ciekawsza. Ponadto, oprócz obserwowania standardowych misji oraz dalszego rozwoju fizycznego Tanjirou, będziemy mogli dowiedzieć się więcej o jego rodzinie.

    Za spory atut tego tytułu możemy uznać również to, że widzimy nie tylko stopniowy kimetsunoyaiba2 2rozwój głównego bohatera, ale też jego siostry oraz dwóch towarzyszących mu Zabójców – Zenitsu i Inosuke. Wraz z doskonaleniem umiejętności i zdobywaniem doświadczenia w walce zmienia się ich zachowanie oraz podejście do rzeczywistości. Możemy obserwować, jak bohaterowie dorastają i mężnieją, nie są już parą głupków, których poznaliśmy w pierwszych tomach.

    W dalszych rozdziałach pojawia się również główny antagonista, Kibutsuji. Powoli odsłaniane są kolejne otaczające go tajemnice, jednak nadal nie poznajemy jego głównego motywu działania czy zamiarów.

    Dla osób, które oglądały anime, szczególnie ciekawe będą zapewne wydarzenia z tomu siódmego i ósmego. Rozdziały z tych tomików zostały zekranizowane później w formie filmu animowanego, więc jeśli nie mieliście jeszcze okazji go oglądać, warto sięgnąć po te dwa wolumeny. Zakończenie ostatniego z recenzowanych tomów pozostawia czytelnika w oczekiwaniu na dalsze, zapewne pełne przygód losy bohaterów.

    Jeśli chodzi o polskie wydanie, to mogę z czystym sumieniem powtórzyć to, co stwierdziłam w poprzednich recenzjach tej mangi: Waneko bardzo dobrze poradziło sobie zarówno z tłumaczeniem, jak i oprawą graficzną. Wszystkie okładki przedstawiają postacie, które odgrywają najważniejszą rolę w danym tomiku, i są czarująco kolorowe.

    W każdym tomie na początku znajduje się krótkie podsumowanie ostatnich wydarzeń oraz opisy postaci. Natomiast na końcu zwykle pojawiają się dodatkowe, humorystyczne kadry. Autor, Koyoharu Gotouge, stworzył również rysunki postaci w alternatywnym świecie, w którym wszyscy uczęszczają do szkoły. Każda z nich otrzymała dodatkowy rysunek oraz krótki opis, czym by się zajmowała. Jest to ciekawy dodatek od autora.

    Akcja w kolejnych tomach jest coraz ciekawsza oraz bardziej rozbudowana. Zdecydowanie historia dopiero nabiera rozpędu. Jeśli podobały Wam się poprzednie tomy, te również spełnią Wasze oczekiwania. 

  • Recenzja mangi: Koyoharu Gotouge - „Miecz zabójcy demonów” (tomy 1-4)

    Tytuł mangi

    Miecz zabójcy demonów (tomy 1-4)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Koyoharu Gotouge
    Gatunek: akcja, przygoda, fantasy, komedia
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 8+
    Cena okładkowa: 22,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów

    Manga „Kimetsu no Yaiba”, czyli w polskim tłumaczeniu „Miecz zabójcy demonów”, bije rekordy popularności zarówno w Kraju Kwitnącej Wiśni, jak i na całym świecie. Z pewnością lwią część sukcesu zawdzięcza ekranizacji, ale w samej tylko Japonii w 2020 roku kupiono ponad 82 miliony tomów tej mangi, dzięki czemu stała się najlepiej sprzedającym się tytułem w tym czasie. Co takiego kryje w sobie „Miecz zabójcy demonów”, że podbija serca czytelników na całym świecie?

    kimetsunoyaiba1 2Akcja rozgrywa się w erze Taisho, która przypada na lata 1912-1926. Główny bohater, Tanjirou Kamado, jest zwykłym chłopakiem żyjącym skromnie w górach wraz z mamą i licznym rodzeństwem. Jako najstarszy syn stara się zapewnić swojej rodzinie pieniądze na pożywienie, sprzedając węgiel w wiosce znajdującej się u podnóża góry. Pewnego dnia, wracając rano z wioski, zastaje przerażający widok. Całą jego rodzinę zamordowano z zimną krwią. Jego siostra, Nezuko, nadal oddycha, więc chłopak czym prędzej chce sprowadzić dla niej pomoc. Jednak na jego drodze staje Zabójca Demonów, Giyuu Tomioko. Twierdzi on, że siostra Tanjirou została zamieniona w demona i trzeba ją zabić. Tanjirou stara się obronić jedyną osobę z rodziny, która przeżyła atak. Gdy okazuje się, że Nezuko nie jest typowym demonem, który łaknie ludzkiej krwi, lecz broni swojego brata, Giyuu pozwala jej żyć, ale pod jednym warunkiem: Tanjirou musi zostać Zabójcą Demonów i nie może pozwolić, by Nezuko skrzywdziła jakiegokolwiek człowieka. Od tego momentu celem młodego chłopaka staje się odnalezienie demona, który zamordował jego rodzinę, a my śledzimy podróż młodego człowieka, który zrobi wszystko, by uratować swoja siostrę i przywrócić jej ludzką postać.

    Pierwszy tom skupia się głównie na morderczym treningu oraz egzaminie, który Tanjirou musi zdać, by zostać Zabójcą Demonów. Później towarzyszymy mu przy jego pierwszych misjach, podczas których musi zmierzyć się z demonami w prawdziwej walce na śmierć i życie. Poznajemy również innych Zabójców, którzy zdawali egzamin razem z Tanjirou. Pierwszy z nich, Zenitsu, jest płaczliwym chłopakiem, który ma niezdrową obsesję na punkcie małżeństwa. Później, podczas walki z demonem, poznajemy również nieokrzesanego Inosuke, który przez większość czasu nosi wydrążoną głowę dzika. Te dwie postacie zdecydowanie wprowadzają do historii największą dawkę humoru.

    kimetsunoyaiba1 1

    Schemat opowieści wydaje się bardzo dobrze znany i oklepany. Główny bohater musi stać się silniejszy, by osiągnąć swój cel. Jednak w przeciwieństwie do wielu podobnych tytułów „Miecz zabójcy demonów” nie jest przeznaczony dla młodego czytelnika. Bardzo często przewija się tu motyw śmierci, ponieważ Zabójcy nie są w stanie uratować wszystkich ludzi.

    Jeśli chodzi o wizualną część mangi, to podczas czytania pierwszego tomiku miałam wrażenie, że autor jeszcze nie do końca przyzwyczaił się do rysowania postaci. Wyglądały trochę koślawo, zwłaszcza Tanjirou, ale na szczęście z rozdziału na rozdział prezentowały się coraz lepiej. Od drugiego tomu widać już, że autor osiągnął pewną wprawę. Kreska jest przyjemna dla oka, a mangaka pokusił się o kilka kadrów, w których widać duże przywiązanie do szczegółów – naprawdę robią one wrażenie.

    „Miecz zabójcy demonów” wydaje w Polsce wydawnictwo Waneko. Tłumaczenie jest bardzo zgrabne, a wszelkie nawiązania do folkloru czy kultury japońskiej zostały wyjaśnione w przypisach. To, co najbardziej podoba mi się w polskim wydaniu, to okładki – pierwsza, która znajduje się na kolorowej obwolucie, i druga, która kryje się pod nią. Nie zdradzę wam, co się tam kryje – dowiecie się, kiedy sami sięgniecie po tomik, do czego was serdecznie zachęcam, bo naprawdę warto!

  • Recenzja mangi: Gaga Akutami - „Jujutsu Kaisen”

    Tytuł mangi

     Jujutsu Kaisen

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Gege Akutami
    Gatunek: dark fantasy, przygoda
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 2+
    Cena okładkowa: 21,90 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 1 tomu

    Dziesięć tysięcy osób rocznie znika w niewyjaśnionych okolicznościach w samej tylko Japonii. Za ich zniknięcie lub śmierć odpowiedzialne są klątwy. Gromadzą się one w miejscach, w których kumulują się najgorsze ludzkie emocje, takie jak strach, ból czy gniew. Tylko niewielka liczba ludzi jest w stanie dostrzec klątwy gołym okiem. Zaklinacze Jujutsu codziennie walczą, by zmniejszyć wyrządzane przez nie szkody i ratować ludzkie życie.

    jujutsuYuuji Itadori jest zwykłym licealistą, który wyróżnia się jedynie swoją nadzwyczają siłą i zdolnościami fizycznymi. Od dwóch miesięcy należy do klubu okultystycznego, w którym wraz z dwojgiem znajomych zajmuje się zjawiskami nadprzyrodzonymi. Spokojne życie Itadori’ego zmienia się diametralnie, gdy jego znajomi znajdują się w śmiertelnym niebezpiezbieczeństwie. Jedynym sposobem na uratowanie ich jest pozyskanie przeklętej energii poprzez zjedzenie przeklętego przedmiotu rangi specjalnej, palca Sukuny Dwulicego. Itadori staje się naczyniem dla najgroźniejszej istniejącej klątwy.

    „Jujutsu Kaisen” zostało zekranizowane na początku 2021 roku i nie bez powodu szybko okrzyknięto je najlepszym anime roku. Jest to tytuł przeznaczony dla starszego odbiorcy, w którym brutalność oraz śmierć umiejętnie przeplatają się z rozkwitem przyjaźni i humorem. Mangę czyta się nadzwyczaj przyjemnie. „Jujutsu Kaisen” oferuje nam sceny, które rozbawią do łez, a także akcję, która nie pozwoli nam oderwać wzroku. Zdecydowanym atutem tego tytułu jest także kreska. Każdy szczegół został narysowany z niesamowitą dokładnością i precyzją. Dodatkowym plusem jest to, że wszystkie postacie są na swój sposób wyjątkowe. Bohaterowie są świetnie zaprojektowani nie tylko pod względem artystycznym. Każdy z nich ma wyjątkową osobowość, charakter oraz przeszłość, które pozwalają lepiej ich zapamiętać. 

    jujutsu2Za polskie tłumaczenie odpowiada wydawnictwo Waneko. Tytuł pozostał w oryginalnym brzmieniu, prawdopodobnie na życzenie autora, Gege Akutami. W samej mandze przewija się wiele nawiązań do popkultury, szczególnie japońskiej, które zostały wyjaśnione w przypisach, co trzeba uznać za duży plus. Jedyne, czego mi zabrakło, to wyjaśnienie nazwy szkoły Technikum Jujutsu. Dla czytelnika, który nie jest obeznany z językiem japońskim, słowo „jujutsu” (jap. czarnoksięstwo, magia) nie niesie żadnego znaczenia, dlatego uważam, że warto byłoby dodać takie wyjaśnienie. „Jujutsu Kaisen” nie jest pozycją łatwą do tłumaczenia, ale Waneko poradziło sobie z nim bardzo dobrze. 

    Po przeczytaniu jednego tomu mogę powiedzieć, że jest to tytuł, z którym warto się zapoznać i śledzić kolejne wydania. Wyróżnia go nie tylko bardzo ładna oprawa graficzna, ale także niesztampowa historia, która pewnie jeszcze nieraz zaskoczy czytelnika. 

  • Recenzja mangi: „Fruits Basket" - Autor: Natsuki Takaya

    Tytuł mangi

    Fruits Basket (tomy 5-7)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Natsuki Takaya
    Gatunek: shoujo, romans, okruchy życia, komedia, nadprzyrodzone, dramat
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 8+
    Cena okładkowa: 34,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 6 tomów

    Często jest tak, że mangi fantasy, chociaż są dramatami, to pokazują nam problemy oderwane od rzeczywistości. Przesadzone historie miłosne, nierealne zbiegi okoliczności... „Fruits Basket” opiera się na klątwie, która sama w sobie nie jest problemem rzeczywistym. Jednak każda postać, która się w tej mandze pojawia ma uczucia, buduje realistyczne relacje, które na nią oddziałują. Ostatecznie jest… prawdziwa w całym tym wymyślonym świecie.

    Kolejne tomy Furuby dodają coraz więcej dramatu do całej historii. Weźcie chusteczki ifuruba6tomprzygotujcie się na chwile wzruszeń. Piąty tom mangi zaczyna się niewinnie, poznajemy nowy samorząd uczniowski, co daje pole do popisu za sprawą kolejnej opowieści z życia jej członków. W poprzednich częściach poznaliśmy bliżej Saki, teraz mamy możliwość zapoznać się z drugą, mroczną przyjaciółką Hondy – Ueno. Myślicie, że taka zimna gangsterka też ma swoje urocze chwile? Zacznijmy jazdę bez trzymanki.

    Koniec piątego tomu i cały szósty to absolutne mistrzostwo budowania napięcia. Nasze zodiaki i Honda jadą na wycieczkę i tu się zaczyna dramat. Dosłownie. Honda pozna wszystkie możliwe zodiaki i cała historia nabierze innego tempa. Mam wrażenie, że zmienia się również jej bieg, bo poznamy cel, do którego dąży manga. Dotychczas skupialiśmy się głównie na poznawaniu historii kolejnych osób, teraz „Fruits Basket” zaczyna zmierzać w wyraźnym kierunku.

    Nie dość, że trochę przełomowych wydarzeń, to dodatkowo całe trzy tomy dają nam tyle emocji, że raz na jakiś czas trzeba sobie przerwać i wypić parę łyków herbaty na ochłonięcie. Będziemy mogli przeczytać, co o mają ze sobą wspólnego Tooru i Isuzu. Poznamy w końcu kształt relacji Hondy z Yukim i Kyo. W końcu dowiemy się, w jakim kierunku zmierza ich historia.

    Uważam, że nastrój całej historii jest niesamowity. Dostajemy dramat, który, im dłużej gofuruba5tomczytamy, tym bardziej wprowadza nas w ciężką tematykę mangi. Nie dzieje się to od razu. Stopniowo zatapiamy się w problemach bohaterów. Próbujemy je zrozumieć. Gdyby nie Honda, Ayame, luźne sytuacje i żarty, które pojawiają się tam raz na jakiś czas, to cała manga byłaby bardzo trudna w odbiorze.

    Jestem zaskoczona szczerością uczuć ukazywanych we „Fruits Basket”. Szczerze mówiąc, widziałam anime, ale czytają mangę bardzo doceniam ilość tekstu i dymków wyrażających myśli bohaterów. Nie byłam aż tak świadoma ich emocji i tego, jak one się rodzą. Nie wiedziałam, że aż tak wiele w nich zwątpienia i smutku. Dzięki temu czuję, że postaci są mi bliskie. No może poza Kagurą… za jej charakterem nie przepadam, jednak nie jest ona już tak denerwująca jak w poprzednich tomach, uff.

    Same postaci są zdecydowanie najlepszym i najważniejszym elementem mangi. Możemy obserwować ich wzrost, rozwój ich samych, jak i relacji między nimi. W tej mandze nic nie jest przypadkiem, a każda postać, która się pojawia została bardzo dobrze zaplanowana i ma swoją własną historię. Przykładem mogą być członkowie rady uczniowskiej lub nauczycielka Hondy. Bardzo lubię również pokazanie relacji rodzinnych i tego, jak oddziałują one na dziecko. Jest to ciężka tematyka, która została jednak podjęta, z dobrym skutkiem.

    Ostatecznie manga nabiera kształtów, jednak jej kolory robią się coraz mroczniejsze. Myślałam, że przełomowe momenty są już za mną, jednak ona rzuca mi pod nogi coraz nowsze problemy. Historia cały czas jest sympatyczna i ciekawa, jednak wchodzi na coraz trudniejszą tematykę. Zdecydowanie czuję, że coś wisi w powietrzu. Tylko co?

  • Recenzja mangi: „Fruits Basket" - Autor: Natsuki Takaya

    Tytuł mangi

    Fruits Basket (tomy 3-4)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Natsuki Takaya 
    Gatunek: shoujo, romans, okruchy życia, komedia, nadprzyrodzone, dramat
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 8+
    Cena okładkowa: 34,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów

    Kolejne tomy „Fruits Basket” są przygodą pełną spokoju i radości przeplatających się z wewnętrznym cierpieniem. Zatopiłam się w historii i relacjach bohaterów jeszcze bardziej i wcale nie mam zamiaru przerwać. Mój apetyt rośnie w miarę pochłaniania całej mangi. Zapraszam do recenzji pozbawionej spoilerów, jednak, jeśli chcesz po prostu wiedzieć, czy warto zaopatrzyć się na raz w kilka tomów lub obejrzałeś/eś anime i nie wiesz czy brać się za mangę, to przejdź do ostatniego akapitu.

    Tom trzeci, jak i czwarty, wzajemnie się uzupełniają i tworzą swoistą całość. W jednym z nich odnajdziemy smutek, żal, dramat, gniew, będzie się tam dużo działo, zaś w drugim dostrzeżemy spokój, radość, uśmiech, a jego fabuła otuli nasze serce. W obu jednak poznamy kolejne zodiaki i ich problemy. Dobrym określeniem na tomiki byłaby „cisza przed burzą”, a burza zbliża się zauważalnie.

    Głównym tematem tomu trzeciego jest tajemnica skrywana przez Kyo. Zdałam sobie sprawę zfuruba4tego, jak ogromnym cierpieniem musi być noszenie brzmienia przeklętego i w końcu mogę zrozumieć istotę jego problemu. Jest to na pewno moment kulminacyjny w całej historii kota, po którym następuje rozluźnienie. Kyo został wykluczony i usilnie walczy o jakąkolwiek akceptację. To w gruncie rzeczy dobry chłopak, który zagubił się w życiu. Czy ktoś w końcu rozjaśni mu mrok? Wcześniej nie przepadałam za nim jakoś szczególnie. Był nawet trochę irytujący, jednak to się zmieniło. Jeśli masz o nim podobną opinię, to po głębszym poznaniu Kyotka może się ona szybko zmienić.

    Yuki jest bardziej skomplikowaną postacią, która dużo skrywa wewnątrz siebie. W środku kruchego ciała, za otoczką nieskazitelnego księcia, jest małe, zagubione dziecko, które potrzebuje miłości, wsparcia i zrozumienia. Tak naprawdę on i Kyo nie różnią się bardzo od siebie, oboje potrzebują zaakceptować to, jacy są. Jednak zmiany w sercu zachodzą powoli.

    Czwarty tom jest z kolei dużym rozluźnieniem po ciężkiej historii z poprzedniego tomiku. Poznamy kolejne ciekawe zodiaki, m.in. Hiro – małego, zakochanego chłopca, który przez swoją nieśmiałość i bunt nie jest szczery w uczuciach. Moją ulubioną postacią jest jednak Hatsuharu. To chłopak, który ma dwie osobowości, jedna z nich wieje mrokiem, druga jest dość… osobliwa i powolna.furuba5

    Moje serduszko skradła również historia Yukiego i jego brata, Ayame. Jest to zdecydowanie weselsza część mangi, gdyż Ayame jest postacią nadmiernie pewną siebie, bezczelną i wydaje się bez skazy. Zupełne przeciwieństwo Yukiego. Jednak w tym wszystkim zależy mu na nim i szczerze chce być dla niego wsparciem po tym, jak go wykorzystał. Oba tomy mocno rozwijają ich relację, która początkowo praktycznie nie istnieje.

    Czerpałam ogromną przyjemność z czytania tego tytułu.  Wciąga bez zawahania, jednak nie przytłacza. Sprawia, że chcę wierzyć w bezinteresowność i dobroć ludzi. Sprawia, że chcę być lepszą osobą, być jak Honda i ogrzać czyjeś serce, uchronić przed cierpieniem. Po pierwszych tomach myślałam, że wzięłam do ręki cukierkową historię posypaną brokatem, jednak im dłużej czytam, tym bardziej wiem, że nie do tego zmierza ta manga. Kierunek, w którym idzie bardzo mi się podoba.

    Kreska jak w poprzednich tomach, trzyma poziom i jest bardzo w stylu shoujo. Najlepiejfuruba3zobrazują to dołączone do recenzji zdjęcia. Bardzo lubię kolorowe grafiki na początku każdego tomu, które dodano do edycji kolekcjonerskiej. Nie mają związku z fabułą, jednak stanowią wspaniały dodatek. Oczywiście, jeśli ktoś nie przepada za oczami na pół głowy, to kreska może go drażnić. Jednak do wszystkiego można się przyzwyczaić.

    Wydaje mi się, że Honda jest jedyną postacią, która jest na swój sposób kontrowersyjna. Nie każdemu może odpowiadać jej wielkoduszność i naiwna dobroć. Nie zmienia ona nagle swojego charakteru w kolejnych tomach, więc jeśli nie polubiłeś jej, drogi czytelniku, w pierwszych tomach, to nie ma nadziei. Jest ona łącznikiem w całej historii, jednak według mnie sama fabuła ma o wiele więcej do zaoferowania, więc warto skupić się na ogromie innych postaci, a Hondę, lekko mówiąc, olać. Moim zdaniem nie jest ona wadą serii. Szczerze mówiąc, polubiłam ją i sprawia ona, że na mojej buzi pojawia się uśmiech. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach poznamy lepiej jej uczucia i dowiemy się, czy sama nie ma jakiejś mrocznej tajemnicy.

    Jeśli polubiłeś, drogi czytelniku, pierwsze dwa tomy, to jestem pewna, że kolejne również przypadną tobie do gustu. Jednak - jeśli lubisz wielotomowe historie, to wiedz, że warto zwrócić uwagę na tę. Ta manga z czasem nie traci na poziomie. Co więcej, stale on rośnie proporcjonalnie do poziomu zainteresowania czytelnika. Jeśli tak jak ja, lubisz anime „Fruits Basket”, to nie zaznasz dużo nowości, jednak dostaniesz w pakiecie bardzo ładnie narysowane hot momenty i parę dodatkowych scen. Seria TV z 2019 roku jest jednak bardzo dobrą ekranizacją, choć według mnie ma ona nieco inny klimat niż manga. Pomimo obejrzenia anime, przy czytaniu mangi nadal bawię się świetnie. Ta historia po prostu koi serduszko, możemy wczuć się w każdy moment bardziej, niżeli przy migającym ekranie monitora. Bardzo doceniam to uczucie i je polecam.

  • Recenzja mangi: „Fruits Basket" - Autor: Natsuki Takaya

    Tytuł mangi

    Fruits Basket (tomy 1-2)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Natsuki Takaya
    Gatunek: shoujo, romans, okruchy życia, komedia, nadprzyrodzone
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 8+
    Cena okładkowa: 34,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 2 tomów

    Każdy z nas ma sekret, który trzyma w środku swojego serca. Nie chce się z nim podzielić, nie dopuszcza do niego nikogo. Wyobraź sobie, że spotykasz kilkunastu ludzi, którzy dzielą ze sobą taką tajemnicę. Poza wspólnym sekretem, każdy z nich ma w swoim sercu ranę. Otoczona/y nimi, chcesz im pomóc, ale jedyne lekarstwa, jakimi dysponujesz, to swoje własne ciepło, dobroć i zrozumienie. Czy to wystarczy?

    Honda jest ciepłą, uczynną, lekko naiwną dziewczyną. Jej mama umarła, a dziadek, u którego miała zamieszkać przeprowadza remont. Nie chciała nikomu się naprzykrzać, dlatego zamieszkała… w namiocie. Po rozbiciu namiotu poszła zwiedzać okolicę i oczywiście okazało się, że jej urocze prowizoryczne mieszkanko znajduje się na terenie posiadłości rodziny Soma.

    Honda, wchodząc w butach do obcego mieszkania zaczyna rozmowę z właścicielem. Okazało się, że dom zamieszkuje Yuki Soma, jej kolega z klasy i do tego największy przystojniak w szkole. Ma zagorzałe fanki, które nazywają go księciem, a on sam nie dopuszcza do siebie nikogo. Jest skrytym chłopakiem. Można powiedzieć, że ma zamknięte serce. Po zamienieniu dwóch zdań, jak gdyby nigdy nic, Honda i Yuki idą razem do szkoły.furuba

    Tam poznajemy dwie najlepsze przyjaciółki Hondy: nieco przerażającą gotkę, która widzi fale mózgowe i gangsterkę. Po powrocie do domu okazuje się, że namiot Hondy porwał wiatr, dlatego główna głowa rezydencji - Shigure - proponuje jej zamieszkanie z nimi w zamian za wykonywanie domowych obowiązków. Przecież co złego może się stać? I tak zaczynają się codzienne przygody naszych bohaterów.

    O jakim sekrecie była mowa na wstępie? Bardzo szybko dowiadujemy się, że wszyscy z rodziny Soma są przeklęci. Siedzą w nich duchy chińskich zodiaków, których cechy wpływają na ich charaktery czy nawet na stosunek do siebie nawzajem.

    Legenda głosi, że Bóg wyprawił bankiet, na który zaprosił wszystkie zwierzęta. Gdy szczur usłyszał o tym, udał się do kota i skłamał mu o terminie bankietu. Wszystkie zwierzęta bawiły się wyśmienicie, poza kotem. Honda usłyszała tę legendę od matki i było jej szkoda kota, tak go polubiła, że chciała być spod jego znaku. Czy kiedy pozna zodiakalnego kota, to zareaguje tak samo?fruits basket kolor

    Oba tomy skupiają się na poznawaniu nowych postaci. Poza tym możemy uruchomić naszą check-listę popularnych wydarzeń w mandze. Dostajemy bowiem walentynki, wyjazd do gorących źródeł, festiwal. Patrząc na eventy oraz na postaci, mam wrażenie, że autorka umyślnie wprowadza do mangi sprawdzone schematy. Nie jest to minus, w końcu, jeśli coś się sprawdza i czytelnicy to lubią, to czemu nie? Mimo to, historia czasem zaskakuje i wciąga w wir wydarzeń tym bardziej, im dłużej czytamy.

    A jak się ją czyta? Szybko. Przez to, że historia ma aż trzynaście głównych postaci, czyli Hondę i zodiaki, to autorka nie przejmuje się rzeczami nieistotnymi. Choć cała manga to okruchy życia, więc może się taka wydawać na pierwszy rzut oka. Początek mangi był dla mnie aż za szybki. W ciągu paru pierwszych stron, zupełnie przypadkiem, Honda wlatuje w objęcia aż trzech zodiaków, którzy zamieniają się w zwierzęta, a zaraz potem odzyskują ludzką formę zupełnie nadzy. Niezły mangowy zbieg okoliczności. Honda zostaje powiernikiem tajemnicy, jednak nie każdemu z rodu Soma, to się podoba.

    Bohaterowie to największy atut tej mangi. Każdy jest unikalny, inny, ciekawy. Każdy ma swoją własną historię. Sama główna bohaterka wcale nie jest denerwująca, mimo swojej przytłaczającej aury boskości i dobroci. Dajmy na świecznik Yukiego o którym wcześniej pisałam – chłopiec zamknął swoje serce przed innymi, jednak jest ku temu powód, ma poważną traumę. Kyo jest kotem, którego każdy nienawidzi i nie uważa za część zodiaku. Cały czas chce walczyć z Yukim – szczurem, który go oszukał w legendzie. Jego gniew jest bardzo silny i irracjonalny. Czuje urazę, ale nie jest w stanie się jej samodzielnie pozbyć.

    Oba tomy pokazują nam około połowę zodiaków. Na razie poznajemy je dosyć powierzchownie. Każda historia jest wyjątkowa i każda ma w sobie coś tragicznego. Jednak moje serce pękło, kiedy czytałam o Hatorim. Był to człowiek zimny, który zakochał się i to go podbudowało, jednak kiedy poprosił głowę rodziny o zgodę na ślub, ta wpadła w szał i zraniła psychicznie obojga zakochanych. Ukochana po tym wydarzeniu wpadła w depresję i Hatori był zmuszony usunąć jej wspomnienia, płacząc przy tym. Teraz patrzy on na nią z daleka, na jej szczęście, jednak sam cierpi i nadal kocha.fruits basket kreska

    Manga w Polsce została wydana jako edycja kolekcjonerska. Każdy tom zawiera rozdziały z dwóch mang. Na początku możemy podziwiać bardzo ładne kolorowe obrazki bohaterów. Sama kreska jest typowa dla mang shoujo, czyli duże oczy, każdy bohater jest piękny, ładne tła i kwiatki tam, gdzie można je wcisnąć. Zdjęcie obok mówi więcej niż tysiąc słów.

    Manga jest skierowana do młodych dziewcząt, jak sam gatunek shoujo wskazuje, ale jestem pewna, że spodoba się też chłopcom. Celowałabym w tych, którzy są wrażliwi i lubią ładne, urocze postaci. Jeśli chcesz coś, co jednocześnie ciekawi swoją tajemnicą, jest dramatem, ale przynajmniej w pierwszych tomach nie zobowiązuje i nie wycieńcza emocjonalnie, to „Fruits Basket” jest dobrym wyborem. Pamiętaj jednak, że akcji jest tu minimalna ilość. Manga skupia się na introspekcji bohaterów, a trochę też na relacjach między nimi. Wydarzenia są, bo byłoby głupio bez nich. Nie pełnią jednak żadnej innej funkcji.

    Na koniec powiem Ci sekret, coś, co ma wartość terapeutyczną, jeśli się w to zagłębisz. Jeśli nie akceptujesz siebie lub zazdrościsz komuś, to pamiętaj, że każdy ma na plecach śliwkę umeboshi. Czyli swoje zalety. Zazdrościmy komuś czegoś, bo widzimy na jego plecach piękną umeboshi. Ale zawsze pamiętajmy, że my też ją mamy. Tego uczy nas „Fruits Basket”.

  • Recenzja mangi: „Sekaiichi Hatsukoi" - Autor: Shungiku Nakamura

    Tytuł mangi

    Sekaiichi Hatsukoi (tomy 10-14)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Shungiku Nakamura
    Gatunek: komedia, romans, yaoi (18+)
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 14+
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 14 tomów

    Część z nas ma zwyczaj zamykania się w sobie, kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego. Najgorzej jest, jeśli dotyczy to nieudanego związku, a my wciąż kochamy tę osobę. Uciekamy od tego. Staramy się zapomnieć. Jednocześnie boimy się ponownego zranienia, dlatego budujemy między sobą a światem mur. Czy ukochana osoba jest w stanie go przełamać?

    Dziewiąty tom skończył się dla obu par  podobnie. Robi się naprawdę poważnie! Czy bohaterowie w końcu ze sobą zamieszkają? Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że historie miłosne mogą być ciągnięte przez tyle tomów i nadal trzymać poziom. Zmieniam zdanie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jest coraz lepiej. Jestem pozytywnie zaskoczona.

    Zastanawiałeś się, drogi czytelniku, nad tym, że prawie nic nie wiesz o głównych postaciach mangi Sekaiichi Hatsukoi? Zbliżasz się do bohaterów, ale jednocześnie nadal jesteś daleko. Tomy od dziesiątego do czternastego zafundują ci dawkę wspomnień, a w kolejnych poznasz bohaterów jeszcze bliżej. Szczególnie cieszę się z poruszenia kwestii depresji Ritsu i tego, co działo się w czasie ich rozłąki. Dodatkowo poznajemy bohaterów mangi nie z introspekcji, a z rozmów między nimi. Onodera doszedł do wniosku, że nic nie wie o Takano i sam wychodzi z inicjatywą, zadaje mu pytania. Dzięki temu dostajemy dużo nowych, odświeżających dialogów.

    Mam wrażenie, że w tomie dwunastym autorka dzieła dokonuje przełomu. Relacje między postaciami, które powoli się cały czas rozwijają, nagle są postrzegane przez odbiorcę inaczej. Seks bohaterów nie jest nudnym elementem, a znowu sprawia, że czuję się, jakbym poznawała mangę od nowa. Niestety przeszkadza mi to, jak do niego dochodzi, bowiem w większości przypadków jest to inicjatywa Takano po tym, jak Onodera zrobi mały krok w jego stronę. Chciałabym jeszcze wspomnieć o ciekawym aspekcie, który pojawił się ostatnio, mianowicie o nowych bohaterach pobocznych. Jednym z nich jest Haitani, który mocno namiesza między naszą dwójką. Jakie ma intencje?

    Ritsu stanie przed ważnym wyborem – czy związek z mężczyzną ma szansę na powodzenie? Jest to ciekawe rozważanie, biorąc pod uwagę fakt, że większość mang BL opiera się na związku wolnym od problemów współczesnego świata. Manga już w poprzednich tomach pokazywała zazdrość i wątpliwości, które mogą się przydarzyć każdemu z nas. Kolejne tomy nie zawiodą nas pod tym względem. Czy różnica wieku jest ważna? Co zrobić z zazdrosnym byłym? Co jest ważnym elementem związku...?

    Jest nim rozmowa. Bez niej związek nie byłbysekaiichi hatsukoi madroscimożliwy. Trzeba wyrażać swoje uczucia bezpośrednio. Jeśli kogoś kochasz – wyznaj to. Jeśli coś ci nie pasuje – powiedz to otwarcie. Przyjemnie jest patrzeć, jak wreszcie Onodera chce świadomie zbliżyć się do Takano, nie odtrąca go (prawie w ogóle) i sam wykazuje inicjatywę w działaniach.

    Chciałabsekaiichi hatsukoi kreska3ym krótko pochylić się nad kreską. Ona również przechodzi ewolucję, widać to nawet po samych okładkach tomików. W tej mandze na pewno nie ma już chaosu. Wszystko jest dopracowane. Jeśli miałabym porównać ostatnie tomy z pierwszymi, to lepiej prezentują się te późniejsze. Zresztą, zdjęcie obok mówi więcej niż tysiąc słów.

    A co się dzieje z naszą drugą wesołą parą, czyli Yukiną i Kisą? Dostaniemy parę śmiesznych sytuacji, poznamy kogoś z rodziny z kompleksem brata. Kisa ponownie będzie miał problemy związane ze swoim wiekiem. Pokaże też bardzo zdrowe i dojrzałe reakcje na wiele sytuacji. Przykładowo na tą, związaną z przyszłością Yukiny, który chce utrzymywać się z malarstwa. Wiele osób uznałoby to za głupotę, jednak nie Kisa. Na pewno jest godny szacunku za to, jak zachowuje się w wielu sytuacjach. Można się od niego dużo nauczyć.

    Skoro czytasz tę recenzję, to pewnie chciałabyś/chciałbyś poznać odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie – czy warto czytać dalej? Odpowiedź brzmi: warto, i to jak! Im dalej w las, tym lepiej. Od dawna już ignorują tekst w ramkach „ile dni zostało do całkowitego zakochania”, jeśli chcesz dowiedzieć się, jakie są prawdziwe uczucia Ritsu i czy wyznał miłość Takano, to musisz przekonać się sam.

  • Recenzja mangi: „Sekaiichi Hatsukoi" - Autor: Shungiku Nakamura

    Tytuł mangi

    Sekaiichi Hatsukoi (tomy 5-9)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor:Shungiku Nakamura 
    Gatunek: komedia, romans, yaoi (18+)
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 14+
    Cena okładkowa: 19.99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 9 tomów

    Czy pamiętasz jeszcze, drogi czytelniku, swoją pierwszą miłość? Czy doskwierało ci uczucie zakłopotania? Martwiłeś się, każdą najmniejszą rzeczą? Twoje serce biło mocniej, kiedy blisko ciebie znajdowała się ukochana osoba? Może czułeś gorąco rozchodzące się po ciele, kiedy myślałeś o niej? A może tego nie pamiętasz i chciałbyś przypomnieć sobie, jak to jest być zakochanym? „Sekaiichi Hatsukoi” ponownie umożliwi nam przeżycie tej przygody. Zapraszam do drugiej części recenzji o szalonych przygodach Ritsu Onodery i Takano Masamune.

    W historii dodatkowej dowiemy się więcej o zmaganiach Yukiny z Kisą. Jeśli przymierzasz się do przeczytania tego tytułu i nie miałeś/aś jeszcze z nim styczności, to zapraszam serdecznie do przeczytania mojej pierwszej recenzji. Jeśli jednak chcesz od razu wiedzieć czy „Sekaiichi Hatsukoi” trzyma poziom przez całe 9 tomów, to odpowiedź jest tylko jedna – tak.  A teraz odpowiedzmy na pytanie „dlaczego”?

    Tom czwarty zakończył się ciekawą sceną, prawda? Osobiście nie mogłam doczekać sięsekaiichi hatsukoi kou  tego, co będzie dalej. Jest to dobry wstęp do zrozumienia głównych problemów tej wesołej pary. Podczas czytania pierwszych tomów miałam wrażenie, że Kisa jest bardzo podobny do Ritsu pod względem zachowania. Jednak to wcale nie tak. Jest on o parę poziomów wyżej niż Onodera. Bywa pewny siebie, choć tylko w łóżku. Mówi więcej rzeczy wprost, pokazuje swoje uczucia mimo nieśmiałości. W miarę czytania coraz bardziej lubi się go jako bohatera. Niestety po drugiej stronie stoi Kou Yukina. Cały czas odnoszę wrażenie, że jest niedopracowany i jego jedynymi cechami są optymizm i ładna buzia.

    Wspomniałam o problemach tej pary. Jakie one są? Przede wszystkim różnica wieku. Jest to przedstawione dość realistycznie. Mamy trzydziestolatka pracującego do nocy, który na nic nie ma siły ani czasu. Związał się on z młodym księciem, studentem dorabiającym w księgarni. Drugim problemem okazuje się zazdrość. Kou spotyka często swoich byłych, w końcu ma za sobą trochę bogatego w seks życia. Yukino za to ma dużą liczbę fanek i koleżanek. Oboje muszą mierzyć się z tymi problemami na co dzień. Czy znajdą rozwiązanie zanim zaczną one niszczyć ich związek?

    A co słychać u naszej drugiej pary? Ich miłość dojrzewa szybciej niż się spodziewamy. Onodera coraz bardziej zdaje sobie sprawę ze swoich uczuć i rzadziej siebie oszukuje, że „to nie jest miłość”. W historii pojawiają się słynne dla mang wydarzenia. Mamy imprezy firmowe, spotykanie starych znajomych, wyjazdy służbowe, festiwal, urodziny, przeziębienie głównego bohatera – i nie tylko. Trudno mi wybrać, które lubię najbardziej, wszystkie są przedstawione w ciekawy sposób. Przykładowo w piątym tomie ma miejsce impreza firmowa, na której dochodzi do konfrontacji An (narzeczonej Onodery) i samego Ritsu. Jest to kulminacyjny moment, który zwraca historię w dobrym kierunku.

    Chciałabym jeszcze krótko wspomnieć o tym, że w tomie szóstym będziemy mogli bliżej poznać Takano i jego problemy w domu. Kilka tomów później zrozumiemy głębię problemu Ritsu i odpowiedzialności, którą nosi jako jedyny dziedzic. Cieszę się, że osobiste problemy zostały tutaj poruszone. Dzięki temu bohaterowie stają się bliżsi naszemu sercu.

    Podczas czytania mangi radzę nie przejmować się dopiskami na końcu rozdziałów dotyczących Onodery i Takano „zostało x dni do zakochania”. Jest to według mnie demotywujące. Pomimo to, ich relacja cały czas się rozwija. Stopniowo, ale rozwija.

    To manga yaoi, dlatego na pewno część osób jest ciekawa, jak w tych tomach wyglądają sceny 18+. Otóż pojawiają się raz na jakiś czas, jednak nie zajmują wiele stron. Dodatkowo są one zróżnicowane pod względem dialogów, zarówno tego co mówią do siebie bohaterowie, jak i dialogów wewnętrznych Ritsu.  Nawet jeśli ukrywa swoje uczucia, to właśnie w takich scenach jest ze sobą szczery. Dyskusyjne są za to okoliczności, w których dochodzi do stosunku. Po paru tomach zauważycie schemat: Onodera coś mówi lub nie chce czegoś powiedzieć, robi się niezręcznie więc zachowuje się bardzo dojrzale i ucieka, Takano go zatrzymuje i rozwiązują ten problem przsekaiichi hatsukoi yukinaez seks.

    Kreska w „Sekaiichi Hatsukoi” robi się coraz ładniejsza i bardziej schludna. Shungiku Nakamura w końcu zaczyna przykładać większą uwagę do tła, czasami aż za bardzo. Bardzo ciekawym zabiegiem jest to, że w tomie szóstym możemy zobaczyć świat oczami Takano, a nie jak zwykle – Onodery. W tomie dziewiątym mangaczka to samo zrobiła z drugą historią i od tamtego momentu możemy w końcu dowiedzieć się, co siedzi w głowie Kou Yukiny. Na pewno dzięki temu lepiej poznamy bohaterów i jeszcze bardziej się z nimi zżyjemy.

    „Dlaczego jest tyle nieporozumień w związkach? Czyli krótki poradnik o tym jak rozmawiać lub jak nie rozmawiać z ludźmi, na których nam zależy” – proponuję taki alternatywny tytuł dla tej mangi. Nie sądziłam, że tak to odbiorę, ale można się z niej wiele nauczyć, i nie chodzi mi tylko o to, jak wygląda codzienne życie w wydawnictwie mangowym. Czasami chcemy coś powiedzieć, ale te słowa nie przechodzą nam przez gardło. Z mangi możemy dowiedzieć się, jak szczerość wobec siebie i innych jest istotna w codziennych relacjach, czy warto ufać, i najważniejsze – czy można zostawić za sobą przeszłość i być szczęśliwym? Warto się zakochać?

  • Recenzja mangi: „Sekaiichi Hatsukoi" - Autor: Shungiku Nakamura

    Tytuł mangi

    Sekaiichi Hatsukoi (tomy 1-4)

    Nazwa Wydawnictwa

    Autor: Shungiku Nakamura
    Gatunek: komedia, romans, yaoi (18+)
    Wydawnictwo: Waneko
    Liczba tomów: 14+
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Recenzja została napisana po przeczytaniu 4 tomów.

    Sekaiichi Hatsukoi to jeden z popularniejszych tytułów BL (Boys Love), który doczekał się nawet adaptacji anime. Czy jednak jest to tytuł obowiązkowy dla fanów gatunku? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w poniższej recenzji. 

    Czytając Sekaiichi Hatsukoi wejdziecie do wydawnictwa mangowego drzwiami i oknami, poznacie perypetie jej bohaterów i sekrety pracy jako redaktor. Manga bawi i uczy, nie oszczędza przy tym gorących scen między dwojgiem mężczyzn. Oj będzie tego trochę.

    Zacznijmy od ciekawostki. Manga była wydawana głównie w magazynie Emerald. W zwykłych okolicznościach byłaby to informacja nieistotna, jednak nie tym razem, bowiem właśnie w takim magazynie rozgrywa się akcja naszej mangowej historii. Napisała ją Shungiku Nakamura, która jest odpowiedzialna również za „Junjou Romantica”. Obie mangi osadzone są w jednym uniwersum –miejsce akcji to wydawnictwo Marukawa, a Sekaiichi dzieje się dokładnie w ich dziale dotyczącym magazynu Emerald. 

    O czym jest fabuła? Ritsu Onodera jest synem właściciela wydawnictwa, w którym również pracuje. Mimo to chciałby dojść wszędzie o własnych siłach i poczuć „sprawczość” w swoich działaniach. Jednak przede wszystkim chciałby, aby inni go docenili za to co robi, a nie umniejszali kim jest jego ojciec i, że ma podane wszystko „na tacy”. Może znacie kogoś, kto pracuje w firmie rodziców? Tutaj dostajemy analogiczną sytuację. 

    Ritsu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce: zwalnia się i zatrudnia w przypadkowym wydawnictwie. Dostaje pracę, jednak nie do końca tam, gdzie chciał. Zamiast zajmować się literaturą, w której się specjalizował, dostaje przydział do mang shoujo. Dodatkowo okazuje się, że jego redaktorem naczelnym zostaje Takano Masamune z którym kiedyś się kochał i z którym nawet był przez chwilę w związku. Bywa niezręcznie, choć nie na długo. 

    Dochodzą do wniosku, że ich zerwanie było nieporozumieniem, jak to już czasem bywa w mangach tego typu - dużo nieporozumień i bohaterzy, którzy nie umieją się ze sobą komunikować. Na szczęście zła passa zostaje zerwana całkowicie w czwartym tomie, wcześniej możemy jednak dostrzec u nich przebłyski szczerości wobec siebie, ale po alkoholu. Wracając – mimo nieporozumienia w sprawie zerwania Onodera nie zamierza być już z Takano, bo lata walczył, aby o nim zapomnieć. Co na to Takano? Chce zrobić wszystko, aby sprawić, że ten znowu wyzna mu miłość. Ich relację i to, do czego ona doprowadzi będziemy śledzić na tle pracy wydawnictwa, a dokładniej działu magazynu Emerald.

    Główne miejsce akcji było jednym z moich głównych powodów sięgnięcia po mangę. Warto o nim wspomnieć parę słów. Obserwujemy sytuacje i informacje „od kuchni”. Wchodzimy do wydawnictwa i tam też dowiadujemy się, jak to wszystko funkcjonuje: że Japończycy to pracoholicy – nie wiadomo po co oraz dlaczego gonią za terminami kosztem zdrowia. W mandze dowiemy się między innymi co to jest ozalid, jaka jest rola redaktora i działu handlowego oraz jak ważna jest drukarnia i jak z nią rozmawiać w czasie pracy w redakcji. Nie możemy zapominać też o roli kawy, bo bez niej nic w świecie nadgodzin nie byłoby możliwe. 

    Przyznam się, że podczas czytania tej mangi miałam momentami motylki w brzuchu. Autorka tworzy atmosferę tak dobrze, że sceny zbliżeń mniejszych lub większych są naprawdę…  gorące. Jest w stanie sprawić, że utożsamiam się w tym momencie z głównym bohaterem, a to nie jest łatwe. Przykładowo scena ich pierwszego zbliżenia: idą do mangaczki, która nie jest w stanie dobrze narysować pocałunku, więc aby jej to pokazać, Takano z zaskoczenia całuje Onodere. Nie bójcie się jednak o spoiler, to scena z pierwszych stron mang, dodatkowo później będzie ich dużo. Shungiki Nakamura wie, co robi. Zaufajcie jej. 

    Mangę czyta się jednym tchem, mimo ilości tekstu jest przyjemna. Trzeba wiedzieć, że jest to potężna liczba linijek jak na romans. Jak dla mnie jest to plus, choć mogłoby być mniej dymków, które nazwałam „niepotrzebnymi rozmyślaniami Onodery”. Pojawiają się one w całej mandze i poznamy je po tym, że zamiast skupiać się na scenie, słuchamy wewnętrznego monologu Ritsu. Po czasie można się do nich przyzwyczaić. 

    Kreska w „Sekaiichi Hatsekaiichi hatsukoi twarzesukoi” jest kontrowersyjna. Niektórzy uważają, że jest brzydka, ja natomiast myślę, że jest to styl charakterystyczny dla mangaczki i dzięki niemu jej prace można rozpoznać z kilometra. Na pewno nie skupia się ona na tłach, a na bohaterach. Sceny są dynamiczne, ale czytelne. Jedynym minusem kreski może być to, że postaci są do siebie podobne, co widać na dołączonym zdjęciu ze środka pierwszego tomu. 

    Warto pochylić się chwilę nad dodatkiem do mangi, który jest bardziej osobną, pełnoprawną historią. Jest to „Przypadek Shouty Kisy” i rozpoczyna się w tomie trzecim. Kisa pracuje w tym samym dziale, co Onodera. Ma on trzydzieści lat i lubi przelotne historie miłosne, sypia z osobami, które podobają mu się z twarzy i nigdy się nie zakochał. Nie trzeba dodawać, że jest homoseksualny, nadal czytamy yaoi. Pewnego dnia, gdy był w księgarni, zauroczył się w sprzedawcy mang shoujo. Był to Yukina Kou. Kisa obserwował go z daleka, mając świadomość, że nigdy się nie spotkają, bowiem Kou był idealnym księciem. Miał piękną twarz i umiał podrywać. To ten typ, który jest zawsze otoczony wianuszkiem dziewcząt. Dziwnym zbiegiem okoliczności jednak w stalkowaniu Yukiny Kisie przeszkadza jego były chłopak, który robi my awanturę na całą księgarnię. Z opresji przed napastującym ex ratuje Kisę nie kto inny, jak właśnie oślepiający blaskiem dwudziestojednoletni Yukina Kou. I tak zaczyna się historia tej dwójki. 

    Na koniec nawiążę do wstępu – gorące sceny w wykonaniu tej mangi nie oznaczają zawsze seksu. Ten pojawia się, jednak nie jest ważnym elementem fabularnym i nie zajmuje dużo stron. Rysowany jest dynamicznie, ale subtelnie, nie pokazując za dużo, aby przypadkiem nie gorszyć nikogo za bardzo. Dlatego jeśli nie przepadacie za takimi scenami, to możecie odetchnąć z ulgą. One są, ale romans zdecydowanie jest na pierwszym planie. 

    Jak już wspomniałam wyżej, jest to manga yaoi. Oznacza to, że historia będzie opowiadała o miłości między mężczyznami. Jeśli nigdy nie czytałaś/eś mangi tego typu, to myślę, że warto zacząć od tytułu łagodniejszego, bez wątku seksualnego. Ten tytuł jest bardzo dobry przynajmniej jako drugi lub trzeci z kolei. Jest to na pewno klasyka, o której każdy fan gatunku wie i po którą zawsze warto sięgnąć. Ja nie zawiodłam się i przeczytanie tych czterech tomów pozostawiło mi niedosyt, dlatego na pewno będę sięgać po kolejne. W końcu to dopiero początek historii.