Konwenty Południowe - Recenzja gry: „Boss Monster: Powstanie minibossów”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Boss Monster: Powstanie minibossów

boss0

trefl joker line

Wydawca: Trefl
Rodzaj: karciana, strategiczna
Poziom skomplikowania  rozgrywki: niski
Losowość: średnia
Gra składa się z:
– 12 kart bossów
– 82 kart komnat
– 30 kar czarów
– 42 kart bohaterów i legendarnych bohaterów
– 35 żetonów monet
– skrótu zasad
– instrukcji 

Wiele można powiedzieć na temat mariażu gier planszowych z komputerowymi. Niektóre próby są udane, inne niekoniecznie, i wciąż powstają nowe. Na różnych platformach mamy możliwość zagrania w planszówki – rolę mistrza gry przejmuje komputer, a cała rozgrywka staje się szybsza i bardziej przejrzysta, traci jednak na relacjach międzyludzkich i klimacie. Z kolei fani elektroniki czekają na swoje ulubione tytuły w wersji bez prądu. Lepiej lub gorzej oddają one nastrój towarzyszący obcowaniu z pierwowzorami, jednak za każdym razem wzbudzają wiele emocji. I oto znad tony plastiku, wielkich plansz i miliona zasad wyłania się mała, niepozorna karcianka. Nie skupia się ona na konkretnym tytule, oddaje raczej klimat starych gier na konsole, w których zamiast postaciami kierowało się zlepkami pikseli. I tak doszliśmy do propozycji wydawnictwa Trefl, czyli „Boss Monster”... po raz trzeci!

boss2Pudełko kolejnej części jest tych samych rozmiarów, co poprzednich. Scena z okładki przedstawia grafikę jednej z kart i zapowiada to, co znajdziemy w środku, czyli ilustracje wprost wyciągnięte z gier retro. Nie trzeba być oczywiście ich miłośnikiem, aby dobrze się bawić, ale dla znawców tematu otoczka tej karcianki będzie dodatkowych atutem. Wcielamy się w jednego z tytułowych bossów i próbujemy wybudować jak najbardziej śmiercionośne podziemia, dzięki którym śmiałkowie, a konkretnie ich dusze, trafią w nasze ręce. Tym razem to my jesteśmy tymi złymi, więc żadnych herosów i patetycznych scen nie będzie – tylko ból, cierpienie, trochę tortur i śmierć. Na szczęście wszystko okraszone zabawnymi potworami, bardzo klimatycznymi grafikami i dużą dawką humoru.

Przygotowanie do rozgrywki zajmuje tylko chwilę. Talię bohaterów dostosowujemy do liczby osób grających. Następnie ją i pozostałe (bohaterów, legendarnych bohaterów, komnat i czarów) układamy w osobne, zakryte stosy. Każdy gracz otrzymuje losowego bossa, który od razu ląduje odkryty na stole, trzy monety, pięć kart komnat i dwie karty czarów. Przed rozpoczęciem wszyscy wybierają jedno pomieszczenie z ręki i umieszczają na lewo od swojego potwora. Będzie to pierwsza z maksymalnie pięciu przeszkód do pokonania przez śmiałków.

Każda runda składa się z trzech kroków:

– odkrywamy tylu bohaterów, ilu jest graczy, a następnie każdy dobiera karty komnaty tak, aby znów mieć 5 na ręce;

– w ustalonej kolejności budujemy po jednej komnacie poprzez położenie zakrytej karty na lewo od ostatniego wyłożonego pomieszczenia;

– „przyciągamy” do swoich lochów bohatera, jeśli mamy najwięcej pasujących do jego kategorii symboli.

Swoje tury wykonujemy po kolei, więc jesteśmy w stanie kontrolować pozostałych graczy. Gdy heros zejdzie do naszych komnat, będzie próbował dotrzeć do samego końca iboss1pokonać naszego bossa. To od nas zależy, jak trudno będzie mu się przedrzeć do celu. Cała układanka ma sprawić właśnie to, by poniósł porażkę. W całości lub w kawałkach przebywa wszystkie pomieszczenia, a gdy dotrze do potwora, staje się dla nas punktem zwycięstwa lub raną. Dziesięć sukcesów oznacza wygraną, natomiast zaledwie pięć obrażeń – przegraną. Mamy tylko pięć lochów, które możemy urządzić, ale gra daje nam możliwość ich nadbudowania i zakrywania kolejnymi kartami tych słabszych.

Minibossowie, których pojawienie się zapowiada podtytuł, są wtasowani w talię komnat, więc mamy szansę dociągnąć ich przez całą grę. Podczas fazy budowania, zamiast wzniesienia kolejnego pomieszczenia, możemy zdecydować się na ulepszenie już istniejącego. W tym przypadku zakrywamy konkretny loch wybraną kartą minibossa i po odkryciu wsuwamy pod spód tak, aby był widoczny pierwszy poziom jego umiejętności. W kolejnych rundach po zapłaceniu jednej monety mamy możliwość wzmocnienia naszej postaci i odsłonięcia kolejnej jego cechy. Gra toczy się do momentu, w którym któryś z graczy zdobędzie dziesiątą duszę i zostanie okrzyknięty bossem nad bossami. Reszta będzie musiała poćwiczyć przed następnym rozdaniem, aby nie przynieść wstydu zastępom smoków, wampirów i innych potworów.

boss3To, co przykuwa uwagę w pierwszej kolejności, to wspomniane wcześniej ilustracje. Są one proste i pikselowe, ale wywołują uśmiech na twarzy i przywołują wspomnienia z dzieciństwa. Monety, napisy, symbole i tło kart również dostosowane są do stylu gier retro i tworzą spójną całość. Dodano do tego specyficzny humor, dzięki któremu możemy zagrać Baronem Hokus-pokus, Doktorem Zgonem lub wilkołakiem Ślinotokiem. Stawią oni czoła m. in. głupcowi, złodziejowi czy kapłanowi. Zanim to jednak nastąpi, będą musieli przedrzeć się przez Zgniatarkę Odpadów, Targowisko Goblinów i Uniwersytet Potworny. Przy odkrywaniu kolejnych kart śmiechu jest co nie miara, ponieważ obrazki świetnie współgrają z nazwami.

Prostota zasad pozwala na granie w gronie początkujących. Instrukcja nie jest długa, ma przykładowe ilustracje i dokładne opisy. Po przeczytaniu nie trzeba już do niej wracać, ale na wszelki wypadek do gry dołączony został skrót zasad. Mimo że jest to trzecia odsłona serii „Boss Monster”, nie jest konieczna znajomość poprzednich. Natomiast wszystkie części i dodatki można dowolnie łączyć i stworzyć w ten sposób większą pulę bohaterów, potworów i komnat.

Miłośnicy negatywnej interakcji również znajdą tu coś dla siebie. Najbardziej namieszać można czarami. Mają one pozytywne cechy, jak eliminowanie bohaterów lub wzmacnianie lochów, ale także negatywne, np. utratę zdolności danego pomieszczenia lub dodatkowe punkty życia dla wybranego herosa. Jeśli los nam nie sprzyja i nasze podziemia nie są imponujące, jedyną możliwością wygranej może być właśnie przeszkadzanie innym.

Gra posiada również parę mankamentów. Największym jest losowość, na którą nie mamy żadnego wpływu. Jedyną opcją przy złym rozdaniu jest zdobywanie kolejnych kart. Jeśli żaden czar lub komnata nie dają nam takiej umiejętności, będziemy skazani na dobieranie zaledwie jednego pomieszczenia na rundę. Jeśli niesprzyjająca sytuacja potrwa całą rozgrywkę, nie odczujemy takiej satysfakcji, jak pozostali.

Partia dwuosobowa przebiega szybko i sprawnie, jednak nie jest zbyt zacięta. W pełnym czteroosobowym składzie gra może zrobić się trochę chaotyczna, ponieważ ciężko jest kontrolować piętnaście cudzych komnat wraz z minibossami, głównymi potworami i zmieniającą się sytuacją przy nadbudowywaniu lochów. Złoty środek sprawdza się najlepiej, ale nie zawsze można usiąść do gry dokładnie w trzy osoby.

Po pewnym czasie gry taliami z tylko jednej części i poznaniu wszystkich kart można odnieść wrażenie powtarzalności akcji z komnat i czarów. Na szczęście opcja mieszania poprzednich odsłon gry i dodatków wprowadza na tyle dużą różnorodność, że każdy powinien być zadowolony. Problematyczne jest jedynie ich przechowywanie. Trzymanie wszystkich kart w jednym pudełku jest niemożliwe z powodu jego rozmiarów, tym bardziej że wypraska jest niestety najgorzej wykonanym elementem. Zaraz po otwarciu okazało się, że już zdążyła się rozedrzeć, a ułożone w niej karty się niszczą i ciężko je wyciągnąć.

„Boss Monster. Powstanie minibossów” to kolejna dobra część kultowej już serii. Czerpie pełnymi garściami z początków elektronicznej rozrywki i porusza w nas sentymentalną nutę. Jest to dobra propozycja nie tylko dla fanów gier retro, lecz także dla tych, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z karciankami lub wprowadzić w to hobby innych.