Konwenty Południowe - Recenzja książki: Ahsan Ridha Hassan - „Trupojad i dziewczyna”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

trupojadAhsan Ridha Hassan - „Trupojad i dziewczyna”

genius creations Autor: Ahsan Ridha Hassan
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 342
Cena okładkowa: 34,99 zł

Pech – słowo to oznaczać może wszystko, co złego nam się przytrafia. Skręcona kostka, zgubiony drobiazg, zapomniany ze sklepu składnik na dzisiejszy obiad - wszystko może być pechem, zwłaszcza jeśli tego typu zdarzenia następują jeden po drugim. Mówimy wtedy o kiepskim dniu, o wstawaniu lewą nogą czy innych powodach naszej niezbyt dobrej organizacji, odruchowo poszukując przyczyn gdzieś indziej. Sztandarowym przykładem takiej sytuacji jest ta, kiedy drogę przebiega nam czarny kot. Ten symbol wszelkich nieszczęść, bogu ducha winny zwierzak, który gdzieś po prostu się we własnych sprawach spieszy, staje się zaraz uzasadnieniem wszelkich następujących później przykrych zdarzeń. Pomimo tego, że nowoczesny człowiek mocno skłania się ku racjonalizmowi, takie przekonania potrafią być głęboko zakorzenione, psując radość dnia powszedniego. A gdyby tak czarny dachowiec, zamiast być heroldem pecha, miał za zadanie zwrócić naszą uwagę i kroki ku innemu celowi?

Życie Ady kończy się w gwałtowny sposób. Jeszcze szybsza niż zwykle jazda gokartem po torze – w końcu trzeba pobić rekord! – czarny cień, który okazał się kotem siedzącym na jej drodze, gwałtowny skręt, wypadnięcie z barierek, potem błyskawiczna droga do szpitala i pobudka w białej sali, z bólem i brakiem czucia w nogach. Zrozpaczeni bliscy niedługo pocieszyli się jej przebudzeniem – po paru dniach, podczas których dziewczynie zdawało się, że widuje czarnego kota w sali, jej stan gwałtownie się pogarsza. Chwila ciemności i... Ada budzi się w zupełnie innym świecie jako Pani Klątwa, a towarzyszy jej ten sam czarny kocur, teraz twierdzący, że zbyt długo na nią czekał. Nie wiedząc, kim jest, ale powoli tracąc wspomnienia z „prawdziwego” życia, rzucona zostaje w wir wydarzeń - rozpoczynających się poszukiwaniem zaginionej Lilki, córki Patrycjusza.

Wprowadzenie do historii, przedstawiające Adriannę jako aktywną, pełną życia dziewczynę, której dotychczasowe życie kończy się w tak nagły sposób, szybko przechodzi w mniej realny świat, w którym przenikają się wpływy rzeczywistości i najdzikszych wytworów wyobraźni. Tu dopiero zaczyna się zabawa, a ponieważ Pani Klątwa sama początkowo niewiele wie, to i czytelnik nie ma szans na zagubienie się w ilości nowych motywów. Wszystko odkrywać będziemy razem z główną bohaterką, z jej punktu widzenia. Pani Klątwa to zresztą bardziej zawód niż imię – jej szczególnie zdolności, pozwalające na wgląd niemalże w istotę rzeczy, sprawiają, że nie jest zbyt lubiana – każdy ma w końcu coś do ukrycia. A właśnie Ada, a może raczej nie-Ada, jak będzie nazywana czasem „po drugiej stronie lustra”, będzie musiała podjąć się trudnego zadania (a raczej zadań, gdyż na jednym się nie skończy) wyjaśnienia tajemnic, które niekoniecznie powinno się odkrywać. A przynajmniej nie wszystkim jest to na rękę.

Towarzyszy jej Chowaniec, kot, będący przyczyną jej wypadku i prowadzący ją do celu jak Kot z Cheshire Alicję, który niemal od początku stał się moim ulubieńcem z powodu charakteru (no dobrze, z powodu tego, że jest kotem również). Złośliwy, arogancki, ale w gruncie rzeczy nie tak nieprzystępny, jak można by się spodziewać, przypomina mi tego z gry American McGee’s Alice - sposobem wypowiadania się i postawą (głos tej postaci towarzyszył mi też podczas czytania), nie sposób nie skojarzyć go też z postacią Behemota z „Mistrza i Małgorzaty”, który, zdaje się, obdarzony był podobnym co Chowaniec charakterem. Duet Klątwa–kot ma wyraźnie spory potencjał w kwestii nie tylko podejmowanych zadań, ale przetrwania w ogóle, pomimo początkowych rozdźwięków. Ada z kolei jest postacią przedstawioną w sposób bardzo szczegółowy, ale też i dość zasadniczy: niewiele pozostawiono pola dla domysłów, autor miał koncepcję na niemal każdą sferę jej życia. Jej postępowanie będzie więc zawsze doskonale umotywowane i szczegółowo opisane. Powoduje to zresztą pewną przewidywalność, dość szybko poznaje się charakter Ady-Klątwy i niczym nie potrafi ona zaskoczyć – co niekoniecznie jest cechą złą.

Poza nimi pojawia się cała plejada postaci mniej lub bardziej dziwnych, co, o dziwo, nie dzieli się tak wyraźnie pomiędzy „rzeczywistością” a „nierzeczywistością”. Intrygujący wydał mi się ojciec Adrianny, pojawiający się w historii kilka razy, choć opisywany bardziej „z boku” – przypadłość, jaka go trapi, zdała mi się sprawą bardziej wartą wyjaśnienia niż spora część zadań Pani Klątwy. Jest też Dale, czyli Prawdziwy Mężczyzna tej opowieści, taki, przed którym wszyscy ostrzegają, ale właściwie to co mogłoby się stać... Ekhm. Wątek romantyczny, który Być Musi (nie wyjaśniam, przeczytajcie sami), stanowi urozmaicenie, które nie każdemu przypadnie do gustu, zwłaszcza w odniesieniu do postaci Ady „rzeczywistej”, niemniej jednak sama postać Dale’a pachnie mi czymś tolkienowsko klasycznym, do czego trudno nie poczuć lekkiej sympatii. No i jest jeszcze Głupi Anioł, którego jest tak bardzo za mało – Panie Autor, może chociaż jeszcze jakieś opowiadanie? Świrnięty (but aren’t we all mad here?), a jednak mający w sobie coś takiego, co chciałoby się rozszyfrować nawet kosztem godzin spędzonych na próbach – jest jednocześnie uroczy i groźny w swym szaleństwie.

Tym, co jednak najbardziej przyciąga w powieści, jest świat przedstawiony. Przenikanie się Krakowa z miastem „po drugiej stronie”, opisane jako proces zachodzący w sposób stopniowy wraz z przemianą Ady w Klątwę (a nie była to przemiana ani natychmiastowa, ani zupełna), bardzo mocno oddziałuje na wyobraźnię. Później jeszcze wielokrotnie przyjdzie czytelnikowi zatrzymać się na chwilę i zastanowić, skąd zna motyw, który właśnie napotkał. Bo też i „Trupojad...” przesycony jest nawiązaniami do literatury – klasyki i baśni, przedstawionych w różny sposób, częstokroć mocno wypaczony. Po historii Śnieżki i jej siedmiu krasnali, którzy u Hassana stanowią bandę psychicznie chorych karzełków wożących za sobą rozkładające się ciało w nadziei, że w końcu powstanie i wróci do nich (z motywem „bardzo nie dla dzieci” o stosunkach, jakie pannę z nimi łączyły, bynajmniej nie dobrowolnych, włącznie) sądziłam, że nie zaskoczy mnie nic – a jednak. Pogłębiający się, oniryczny, momentami wręcz schizofreniczny nastrój nie pozwala się oderwać. Historia Klątwy i jej misji staje się momentami wręcz drugorzędna wobec kolejnych szczegółów dotyczących świata wykreowanego przez autora. Myliłby się jednak ten, który w „Trupojadzie...” widziałby typowe fantasy – to mieszanka gatunków, jakich mało, i konwencja w tej powieści nawet nie jest łamana – ją po prostu poszatkowano i złożono od nowa.

Książka, choć tak intrygująca, nie ustrzegła się błędów. Są to co prawda potknięcia drobne, ale wprowadzające lekką dezorientację. Przykładem niech tu będzie chwila, w której Klątwa budzi się z kotem śpiącym jej na piersi. Szturcha go, chwilę rozmawiają, po czym Ada wstaje... a kot śpi dalej. Mowa jest o przewracaniu się na drugi bok, ostrożnym odchylaniu kołdry, ale o tym, by zwierzak przemieścił się z dziewczyny na łóżko już nie. Pewną niespójność można zauważyć też już na samym początku powieści, gdy w roli głównej bohaterki mamy Adriannę, nie zaś Adrianę, jak jest to zapisane w opisie na okładce.

„Trupojad i dziewczyna” to książka, która ma w sobie znacznie więcej niż tylko kolejną historię o przenikaniu się światów i szukaniu światła na końcu tunelu. Polecam ją szczególnie osobom, które lubują się w wyszukiwaniu nawiązań i motywów z innych dzieł literackich (i nie tylko!), bo oni będą się tu najlepiej bawić. Pozostałych również zachęcam do zapoznania się z tą powieścią, bo to po prostu bardzo dobra dziwność, a wiele takich u nas nie ma.