Konwenty Południowe - Recenzja mangi „Citrus” Autor: Saburouta

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

citrus

Citrus

waneko

Autor: Saburouta
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 10
Cena okładkowa: 21,99 zł

Światem rządzą dziwne, pozornie bezsensowne, prawidłowości. Dla fanów mangi i anime szczególnie interesujące będzie to, że większość osób sięgających po yaoi to kobiety. Pewnie też zauważyliście, że w komiksach dla mężczyzn zasadniczo częściej spotykamy lubieżnie dotykające się dziewczyny. W przypadku mangi „Citrus” autorstwa Saburouty, skrywającej się pod pseudonimem autorki, nastolatki także nie unikają bliższych kontaktów, lecz tym razem jest w tym pewna głębia, z którą warto się zapoznać.

Yuzu Aihara nie miała łatwego życia sercowego. Kiedy jej matka znalazła nowego życiowego partnera, dziewczyna została przeniesiona do nowej szkoły. Wbrew jej oczekiwaniom i nadziejom, regulamin szkolny nie istniał tylko po to, by go łamać, najprzystojniejszy nauczyciel już romansował z jedną z uczennic, a co więcej ni stąd ni zowąd okazało się, że jej nową siostrą jest Mei – największy nadgorliwiec w szkole i zarazem przewodnicząca samorządu uczniowskiego. Najbardziej niepokojące zdawało się jednak to, że dziewczyna chyba czuła do Yuzu miętę.

Niektórzy czytelnicy mogli po tym wstępie poczuć się nieswojo, ale Japończycy mają tę unikalną cechę, że wszystkie kontrowersje potrafią w łatwy sposób sprowadzić do poziomu absurdu. Nie inaczej jest i tym razem, gdyż nietypowy wydźwięk związku udało się z początku osłabić w powodzi zabawnych sytuacji. Nie brakuje zatem nudystycznych fantazji w łazience, dotyków w okolicach miejsc wrażliwych i czułych pocałunków. Być może widywaliście takie scenki od czasu do czasu, przeglądając kolejnego shōnena.

Tak, tylko że po przeczytaniu pierwszego tomu zyskuje się mylne wyobrażenie o mandze „Citrus”. Im dalej zagłębiamy się w jej treść, tym coraz więcej przeszkód napotykają pikantne relacje między dziewczynami. Wynikają one z przyczyn tak zewnętrznych, jak i wewnętrznej motywacji bohaterek. Pojawiają się nowe rywalki Yuzu w uczuciach i wyścigu do serca Mei. Radosna i bezrefleksyjna komedyjka zaczyna powoli ustępować miejsca nieraz całkiem dramatycznym i wzruszającym sytuacjom. Byłoby dobrze, gdyby udało się odnaleźć jakiś balans między tymi dwoma skrajnościami, bo póki co odczuwam pewne zamieszanie i odnoszę wrażenie, że jest to taka próba usadowienia fabuły na dwóch stołkach jednocześnie. To trudna sztuka i może prędzej czy później zakończyć się katastrofą. Mimo wszystko obecny efekt jest jak na razie zadowalający.

Główne bohaterki czerpią nieco z charakterystycznych dla shōjo archetypów. Yuzu to dziewczyna demonstracyjnie okazująca lekceważenie normom szkolnym, społecznym itd. Mei to z kolei osoba, która bierze na siebie wszystkie obowiązki, jakie zrzucą na nią inne osoby. Jej życie prywatne w zasadzie jest w zaniku. Pomimo komediowego tonu autorka nie maskuje powagi zachodzących wydarzeń. Ale jest jedno, a nawet kilka „ale”. Świat przedstawiono w sposób raczej umowny. Władza samorządu szkolnego została rozszerzona do granic absurdu, a brak zdolności prawnych i odpowiednich pozwoleń do zarządzania szkołą nie przeszkadza Mei kierować placówką pod nieobecność dyrektora. Ponownie mamy rodziców, którzy spędzają całe lata za granicą i choć nie uważają tego za dobrą sytuację, to jakoś nie próbują znaleźć pracy w swoim kraju, żeby wychowywać dziecko w inny sposób niż korespondencyjny. Nepotyzm osiąga tutaj astronomiczne rozmiary, ale to akurat jest bardzo życiowe, więc nie będę się czepiał.

Oprawa graficzna nie trzyma się ściśle kanonów shōjo. Nie ma tu dziwnie wydłużonych i filigranowych proporcji ciał postaci, ozdobników w postaci kwiatków wypełniających wolne miejsca, a tła są relatywnie proste. Od razu widać, że najwięcej pracy włożono w narysowanie bohaterów, ukazując na ich twarzach całe spektrum emocji i czyniąc je niezwykle miłymi dla oka. Autorka dba także o to, by dziewczyny nie chodziły tylko w szkolnych mundurkach, rysując im najróżniejsze kreacje, od tych bardzo prostych i wygodnych, po utrzymane w stylu popularnych w Japonii subkultur. Nie brakuje tutaj golizny, ale nie jest ona pokazana w sposób wulgarny. Można powiedzieć, że przedstawiono ją z umiarem.

Podsumowując, autorka mangi „Citrus” musi się jeszcze określić, czy będzie szła w stronę komedii, czy bardziej poważnego romansu. Na razie oba te rozwiązania nieco gryzą się ze sobą, ale to nie pozbawiło mnie przyjemności z czytania.