Sponsorowane:Konwent Animecon 2022 - baner

  • Gigantomachia opowiedziana na nowo

    gigantomachiaMangę „Berserk” można uznać za najpopularniejszy tytuł, który wyszedł spod ręki Kentaro Miury, a po tym autorze zdecydowanie należy spodziewać się czegoś więcej niż scenariusza nakreślonego na kolanie i naiwnej opowiastki. Jak wobec tego prezentuje się jego jednotomówka „Gigantomachia”? W naszej recenzji z pewnością znajdziecie odpowiedź na to pytanie.

  • Recenzja mangi: Hiroki Endo - „Hiroki Endo - krótkie historie”

    hiroki endo krotkie historie.jpg

    Hiroki Endo - krótkie historie

    JPF

    Autor: Hiroki Endo
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 44,99 zł

    To, że sięgnęłam po tomik opowiadań Hirokiego Endo, jest w dużej części zasługą okładki. Znajduje się na niej tajemnicza dziewczyną, wokół której leżą pluszowe pandy z mieczami i nożami wystającymi z głów – wygląda to naprawdę intrygująco. Co więcej, w mandze znajdują się historie, których głównymi bohaterami są członkowie yakuzy. Jako że jestem miłośniczką historii kryminalnych, koniecznie musiałam zapoznać się z tą propozycją. Było warto!

    Tomik zawiera siedem opowiadań autora, w tym jedno bonusowe. Jeśli chodzi o ich tematykę, to jest ona zróżnicowana. Znajdziemy tutaj bowiem historie o yakuzie, uczniach, grupie teatralnej, mangace oraz motyw z gatunku science-fiction. Każde z nich ma ciekawą fabułę i zaskakujące zakończenie.

    Opowiadanie „Kruki, dziewczyna i yakuza” jest jednym z moich ulubionych. Przedstawia historię mężczyzny Aokiego, który jest członkiem gangu. Szef organizacji bardzo go ceni, co nie podoba się innemu członkowi. Zazdrosny mężczyzna postanawia zabić Aokiego, jednak bohaterowi udaje się uciec. Ciężko ranny chłopak spotyka na swojej drodze dziewczynę, która uchodzi za miejscową wariatkę. Mieszka bowiem sama z ogromnym stadem kruków, którymi się opiekuje. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że dziewczyna jest bardzo miłą i mądrą osobą, którą nasz bohater szczerze polubił, jednak jego tropem nadal podąża bezlitosny i żądny krwi przestępca, co nie pozwala Aokiemu nacieszyć się nową znajomością.

    Drugie opowiadanie, które szczególnie mi się spodobało, otrzymało tytuł: „Na pewno jest bardzo ładna”. Tym razem główną bohaterką jest licealistka Mina. Mieszka sama z ojcem, ponieważ jej matka i siostra zginęły w wypadku samochodowym. To bardzo cicha dziewczyna, która całe dnie spędza na czytaniu książek. Ma tylko jedną przyjaciółkę i jest tak nieśmiała, że brakuje jej nawet odwagi zagadać do chłopaka, który jej się podoba. Tematy damsko-męskie są dla niej tabu. Jednak kiedy pewnego dnia w rzeczach swojego ojca znajduje kasetę z filmem pornograficznym, a potem odkrywa, że jej ojciec się z kimś spotka, Mina zmienia się w kogoś zupełnie innego.

    Te dwa tytuły zdecydowanie najbardziej mnie wciągnęły, jednak pozostałe wcale nie są gorsze. Autor naprawdę dobrze przemyślał fabułę każdego z opowiadań, a także konstrukcję postaci. Cechą wspólną każdej z historii jest to, że jej bohaterowie żyją w prawdziwym, nieraz bardzo bezwzględnym i brutalnym świecie. Autor ani trochę nie próbuje idealizować rzeczywistości. To właśnie ten realizm opowiadań sprawia, że są one tak interesujące. Poza tym każde z nich kończy w się niebanalny i nieszablonowy sposób oraz trzyma w napięciu aż do ostatniej strony.

    Na uwagę zasługuje dodatkowo fakt, że każda z postaci jest ciekawa pod względem psychologicznym. Nie ma tutaj bowiem bohaterów, którzy są albo tylko źli, albo tylko dobrzy. Każdy inaczej radzi sobie z otaczającą go rzeczywistością oraz doświadczeniami z przeszłości. Autor naprawdę dobrze pokazał, jak dane czynniki mogą wpłynąć na osobowość i psychikę człowieka.

    Według mnie jedynym minusem jest to, że postacie rysowane przez autora są do siebie nieraz bardzo podobne. Z tego powodu czasem zdarzało mi się pomylić bohaterów, jednak nie zmienia to faktu, że cały komiks jest naprawdę świetny!

    Podsumowując: jak najbardziej polecam zapoznanie się z komiksem Hirokiego Endo. Stworzył on bowiem ciekawy i bardzo zróżnicowany zbiór opowiadań. Jednak należy pamiętać, że ta pozycja z powodu brutalnych i erotycznych scen przeznaczona jest dla osób pełnoletnich. To jak do tej pory najlepszy zbiór historii, który miałam okazję przeczytać i mam nadzieję, że JPF wyda więcej mang tego jakże interesującego twórcy.

  • Nikt się nie oprze pięknej Tomie...

    tomie„Tomie” – to między innymi ta debiutancka opowieść o niezwykle pięknej, a jednocześnie skrywającej straszną tajemnicę dziewczynie przyniosła sławę Junjiemu Ito i pozwoliła zdobyć tytuł mistrza mangowego horroru. Co takiego ma w sobie ta manga, że sięgają po nią kolejni czytelnicy? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w naszej recenzji. Zapraszamy do lektury!

  • Recenzja mangi: Junji Ito -„Tomie”

    tomie

    Tomie

    JPF

    Autor: Junji Ito
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 2
    Cena okładkowa: 44,99 zł

    „Tomie” to jedno z pierwszych dzieł najlepszego twórcy mangowego horroru, czyli Junjiego Ito. Na początku powstało jako pojedyncza historia, a potem przekształciło się w cały zbiór opowieści, w których wspólnym elementem jest tytułowa bohaterka.
    Wszystko zaczyna się w dniu, w którym pewna uczennica liceum zostaje brutalnie zamordowana i poćwiartowana w taki sposób, że nawet policja nie jest w stanie odnaleźć wszystkich fragmentów jej ciała. Niespodziewanie dziewczyna zjawia się następnego dnia w szkole cała i zdrowa. Okazuje się, że jej ciało regeneruje się z nawet najmniejszego skrawka organizmu, a jedynym sposobem na zatrzymanie tego procesu jest jego spalenie. Oprócz tego Tomie jest nieziemsko piękna – prawie każdy mężczyzna zakochuje się w niej bez pamięci, a uczucie staje się w końcu tak silne, że zmusza do mordowania i ćwiartowania.
    Tomie to postać, która na początku wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Niby było mi jej trochę żal, ale wtedy pokazywała, że ma charakterek. I to nie byle jaki! Później mnie denerwowała, aż w końcu chyba się do niej przyzwyczaiłam. Dziewczyna często udaje miłą, ale tak naprawdę jest zadufana w sobie, zależy jej tylko na jak największej liczbie adoratorów i krytykuje wszystkich za to, że nie są tak piękni jak ona.
    Mogłoby się wydawać, że ten powtarzający się przez dwa tomy wątek w końcu nam się znudzi, ale nic bardziej mylnego. Większość historii jest ze sobą zupełnie niezwiązana, a motywy, które się w nich przewijają, są za każdym razem inne. Obserwujemy też różnych bohaterów – głównie uczniów, ale także dorosłych, osoby starsze czy małe dzieci. Okoliczności pojawienia się i zniknięcia Tomie również za każdym razem się różnią.
    Kiedy wiemy już, że nawet najmniejsza cząsteczka Tomie – kosmyk włosów czy chociażby fiolka z jej DNA – mogą być dla nas zgubne, zaczynamy zastanawiać się, jak skończy się ciąg takich historii. Junji Ito zrobił to tak, jak prawie zawsze robi – pozostawił otwarte zakończenie, które pozwala nam samodzielnie zinterpretować. Nie przepadam za rozwiązaniami tego typu, ale przy historii takiej jak ta wydaje się być wręcz idealne.
    Wszystkie dzieła Junjiego Ito ukazują się w wersji polskiej dzięki wydawnictwu J.P.Fantastica i tak było również tym razem. Na końcu pierwszego tomiku znajdziemy kilka słów od autora, z których dowiedziemy się więcej na temat historii i powstawania „Tomie”, między innymi to, że mangaka tworzył ją przez 25 lat. Możemy również przeczytać wywiad z Masahiko Hiratą, który odpowiadał za produkcję aktorskiej ekranizacji mangi.
    „Tomie” to wciągający zbiór historii grozy, które łączą w sobie wiele znanych nam z horrorów motywów, które niezmiennie cieszą czytelnika. Dla fanów Ito to gratka, w której mogą dostrzec, jak zmieniał się jego styl rysowania i prowadzenia historii. Te dwa tomiki zawierają jedne z lepszych opowiadań, jakie znajdziemy na polskim rynku wydawniczym, więc z czystym sumieniem mogę je polecić każdemu miłośnikowi horrorów.

  • Recenzja mangi: Junji Ito - „Remina - Gwiazda Piekieł”

    remina gwiazda piekiel

    Remina - Gwiazda piekieł

    JPF

    Autor: Junji Ito
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 33,99 zł

    Przenieśmy się na chwilę w niedaleką przyszłość, w której ludzie podróżują już latającymi samochodami i mieszkają w cudacznych drapaczach chmur. Profesor Ooguro otrzymał Nagrodę Nobla za znalezienie tunelu czasoprzestrzennego. Z owego tunelu wyłania się ciało niebieskie, które na cześć jego córki otrzymuje imię Remina. Sama nastolatka szybko staje się uwielbianą przez wszystkich idolką. Nagle okazuje się też, że owa planeta unicestwia wszystkie ciała niebieskie, jakie staną jej na drodze, i w zastraszającym tempie zbliża się do Układu Słonecznego. Świat ogarnia panika, a ludzie za wszelką cenę chcą dopaść ziemską Reminę. Wraz z garstką zaufanych przyjaciół dziewczyna ucieka dosłownie przez cały świat.
    „Remina - Gwiazda Piekieł” to historia grozy, w której początkowo największe zagrożenie stwarza zbliżające się do Ziemi w zastraszającym tempie ciało niebieskie. Z racji tego, że znajduje się ono bardzo blisko, zaczyna oddziaływać na grawitację, przez co na naszej planecie dochodzi do wielu katastrof i anomalii. Okazuje się jednak, że dla nastoletniej Reminy groźniejsi mogą okazać się ludzie. W obliczu zbliżającej się zagłady tracą zmysły i podążają za grupą fanatyków, którzy gotowi są złożyć dziewczynę w rytualnej ofierze, aby uniknąć zniszczenia Ziemi.
    Bardzo szybko historia zamienia się w spiralę absurdu, której nawet nie powinniśmy próbować zrozumieć. Sama postać Reminy nie jest interesująca w żadnym aspekcie – to zwykła, cicha i podobno ładna nastolatka. W pewnym momencie staje się praktycznie kukłą, którą noszą inni bohaterowie, a o jej życiu decydują bieżące wydarzenia. Niemniej jednak „Remina” była bardzo przyjemną lekturą.
    W tomiku znajduje się również druga, o wiele krótsza opowieść, która intryguje samą stroną tytułową. „Miliardy szwów” to historia serii zabójstw, w których ginęły całe grupy ludzi, a ofiary były zszywane ze swoimi towarzyszami za pomocą żyłki wędkarskiej. W sam środek tych wydarzeń wpada Michio, który od lat nie opuszczał domu, ale za namową swojej przyjaciółki zaczął wychodzić do ludzi. Po tym, co go spotkało, pewnie wolałby nigdy jej nie posłuchać.
    Krótkie opowieści to specjalność Ito, wychodzą mu o wiele lepiej niż te dłuższe. Doskonale to widać, gdy porównuje się dwie historie zawarte w tym tomiku. Oczywiście „Remina” jest bardzo dobra, ale o wiele lepiej prezentują się „Miliardy szwów” – krótka, zwarta opowieść i świetnie narysowane postacie z zachowaniem wszelkich proporcji, co zapewne było sporym wyzwaniem, gdy weźmie się pod uwagę treść tej opowieści. Obecnie na polskim rynku jest kilka tytułów stworzonych przez Ito, które bardziej zasługują na uwagę, jeśli jednak jesteście fanami psychozy i absurdu, to jest to jak najbardziej tomik dla Was.

  • Syn Naruto wkracza do akcji!

    borutoSpełniło się w końcu wielkie marzenie Naruto – został Hokage Wioski Liścia. Poślubił też Hinatę, z którą ma dwoje dzieci. Niestety, syn Uzumakich, Boruto, nie jest wierną kopią Naruto, nie traktuje z należnym szacunkiem tytułu Hokage, a ojca uważa za skupionego tylko na pracy nieudacznika. W dodatku planuje zostać najlepszym ninja w historii... Czy manga „Boruto” to takie kopiuj-wklej z „Naruto”? Przekonajmy się.

  • Pobawmy się w zabójstwo

    klasa skrytobojcow„(...) to pozycja, którą zdecydowanie warto się zainteresować, gdyż w żadnej innej mandze na naszym rynku nie ukazano motywu zabójstwa w tak zabawny, a także ciekawy sposób. Mimo iż jest to tytuł komediowy, nie zabrakło tu poważniejszych momentów, które pokazują, jak okrutne może być społeczeństwo i jak mocno dyskryminowana grupa stara się przezwyciężyć tę trudną sytuację”. O jakiej mandze mowa? Oczywiście o „Klasie skrytobójców”, którą mieliśmy ostatnio okazję recenzować.

  • Gaara, jakiego nie znacie

    tajemna historia gaaryZgłębianie tajemnic, które skrywa świat stworzony przez Masashiego Kishimoto w „Naruto”, to dla fanów tego tytułu przeważnie prawdziwa przyjemność. Tym razem możemy poznać bliżej Gaarę, młodego Kazekage. Tylko czy warto sięgnąć po „Tajemną historię Gaary”? My już wiemy, a Wy możecie to sprawdzić już teraz! Zapraszamy do lektury naszej recenzji.

  • Junji Ito - „Miłosne cierpienia umarłych”

    milosne

    Miłosne cierpienia umarłych

    JPF

    Autor: Junji Ito
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 43,00 zł

    „Miłosne cierpienia umarłych” to tytuł, który od razu „kupił” mnie okładką, a przy okazji jeszcze tym, że to dzieło Junjiego Ito. Całość dzieli się na pięć historii. Pierwsza, a za zarazem tytułowa jest z nich wszystkich najdłuższa. Nazumi to specyficzne miasto – często pojawiają się tam mgły tak gęste, że ledwie cokolwiek widać. Mieszkańcy tego miasteczka od lat wierzą, że jeśli stanie się na rogu ulicy i poprosi o przepowiednię pierwszą przechodzącą osobę, jej wróżba się spełni.

    Ryuusuke jako dziecko mieszkał w Nazumi i teraz, gdy jest już nastolatkiem, wraca do tego miasta oraz wszystkich koszmarnych wspomnień z nim związanych. Z początku wydaje się, że nic się nie zmieniło –wszechobecna mgła i ludzie wróżący sobie na ulicach. Później okazuje się jednak, że wraz z przyjazdem Ryuusuke zjawia się także tajemniczy „przystojniak ze skrzyżowania”, którego wróżby, mimo że bywają tragiczne, to przyciągają tłumy nastolatek.

    Ta historia nie jest może najwybitniejszym dziełem Ito, ale muszę przyznać, że jest bardzo dobrze napisana i sprawia, że chcemy czytać więcej. To, co najbardziej mi się podoba, to przemiany bohaterów – od powolnej zmiany charakteru, której na początku wcale nie widać, po zupełną zmianę wyglądu zewnętrznego. Moim zdaniem największym minusem jest zakończenie, które popsuło cały nastrój tej opowieści, niemniej jednak całość bardzo przypadła mi do gustu.

    Druga z kolei opowieść to dwurozdziałowa historia groteskowego rodzeństwa Hikizurich, którzy mieszkają sami w ogromnej posiadłości. Króluje tutaj czarny humor – zarówno w wyglądzie, jak i zachowaniu postaci. Czarna komedia nie jest łatwa do napisania, ale moim zdaniem Ito spisał się celująco. Nic nie jest zrobione na siłę, humor nie jest nachalny, znajduje bardziej w tle niż w samym centrum opowieści.

    Na koniec zostają trzy jednorozdziałowe, krótsze opowieści. „Tam, gdzie mieszka ból fantomowy” to zdecydowanie najlepsza z nich.  Pewien młodzieniec zaczyna pracę w zamkniętym pensjonacie. Jak się okazuje, ma się opiekować chorym chłopcem, który cierpi na bóle fantomowe na przestrzeni całej posiadłości. Opiekun wraz z grupą kilku innych współpracowników biega po całym domu i dostosowuje się do instrukcji chłopca. Cała historia jest ciekawa, wciągająca,a zakończenie nas nie rozczaruje.

    Kolejna historia – „Żebra” – nie jest aż taka dobra. Zakompleksiona z powodu braku wcięcia w talii dziewczyna rozważa przejście operacji plastycznej wycięcia żeber. W końcu się na nią decyduje, ale nie może nacieszyć się jej efektami przez muzykę, która cały czas gra w jej głowie. Jak dla mnie – nie zaciekawia ani nie zaskakuje.

    Na koniec zostaje nam opowiadanie o wdzięcznej nazwie „Historia o prawdziwej kupie”.  To króciutka, dosłownie kilkustronicowa historyjka o kupie. Nie jest to żadne arcydzieło, ale ocenę pozostawię wam.

    Jeśli lubicie horrory, a przede wszystkim jeśli jesteście fanami Junjiego Ito, to ten tomik to zakup obowiązkowy. Okładka jest chyba najlepszą, jaka do tej pory wyszła na polskim rynku. Cały tomik jest warty uwagi, a szczególnie trzy pierwsze opowiadania.

  • Nowe problemy w Wiosce Liścia

    tajemna historia konohyZbliża się dzień ślubu Naruto i Hinaty. W związku z tym mieszkańcy Wioski Liścia stają przed nie lada dylematem: co podarować przyjaciołom w tym ważnym dla nich dniu? Każdy chce ofiarować coś niepowtarzalnego, coś, co spodoba się przyszłym małżonkom. Znalezienie odpowiedniego prezentu na pewno nie będzie łatwe. Jak poradzą sobie z tym problemem Shikamaru, Sakura, Shino czy Temari? Sprawdźcie razem z nami! Recenzję light novel znajdziecie na naszej stronie.

  • Recenzja mangi: Masashi Kishimoto, Mikio Ikemoto - „Boruto”

    boruto

    Boruto

    JPF

    Autor: Masashi Kishimoto, Mikio Ikemoto
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 3+
    Cena okładkowa: 18,90 zł

    Kiedy usłyszałam zapowiedź wydania mangi „Boruto”, byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Myślałam, że będzie to takie kopiuj-wklej z „Naruto”, tylko tym razem czytelnik będzie śledzić losy jego syna, który, z wyjątkiem fryzury, wygląda niemal identycznie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po przeczytaniu dwóch tomów odkryłam, że z niecierpliwością czekam na trzeci!

    Zacznę od bohaterów. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się postać młodego Boruto, który, jak się okazuje, wcale nie jest wierną kopią swojego ojca. Chłopak nie posiada bowiem żadnego szacunku do tytułu Hokage, którego zdobycie kosztowało Naruto tyle trudu i poświęceń. Młody ninja uważa swojego ojca za cieniasa, który całe dnie spędza za biurkiem ze stertą dokumentów, nie robiąc nic pożytecznego, a przy tym zaniedbując rodzinę. Nie może uwierzyć w to, że ten nudny i wiecznie zmęczony facet jest największym wojownikiem w historii. Naruto w oczach swojego syna jest po prostu zwykłym nieudacznikiem, dlatego nie chcąc pójść w jego ślady, Boruto prosi Sasuke, aby został jego mistrzem i trenując pod jego okiem pragnie zostać najlepszym ninja, pokonać ojca, a przy tym nie zostać Hokage.

    Pozostałe postacie pojawiające się w komiksie są potraktowane jako tło dla głównych bohaterów. Trochę szkoda, bo ciekawie byłoby poznać niektóre z nich trochę bliżej i na pewno bardziej urozmaiciłyby fabułę. Mam jednak nadzieję, że w następnych tomach pojawi się ich trochę więcej i że będą czynnie brać udział w wydarzeniach.

    Kolejnym oryginalnym pomysłem wykorzystanym w mandze są techniki ninja bohaterów, które stanowią połączenie umiejętności ich rodziców. Na przykład Sarada – córka Sakury i Sasuke – po matce odziedziczyła niezwykłą siłę, po ojcu zaś Sharingana, zaś Inojin – syn Ino i Saia – potrafi posługiwać się zarówno Jutsu Zamiany Umysłu, jak i Zwojem Wielkiej Bestii. Oczywiście każdy z młodych ninja tworzy własne wersje technik rodziców i dopasowuje je do swojego stylu walki.

    Jeśli miałabym wskazać rzecz, która przeszkadzała mi w komiksie, to jest nią kreska. Przyzwyczaiłam się do wyglądu postaci rysowanych przez Masashiego Kishimoto i z tego powodu wizerunki bohaterów stworzone przez Mikio Ikemoto trochę kłują mnie w oczy. Nie chodzi tu o młodych ninja, lecz o „starych” bohaterów z mangi „Naruto”. O ile wygląd Naruto czy Shikamaru jest zbliżony do tego z poprzedniej serii, to o postaciach kobiecych, takich jak Sakura czy Hinata, nie można już tego powiedzieć. Nie wspominając o Sasuke, któremu artysta uparł się dodać delikatne loczki. Cóż, po byłym asystencie Masashiego Kishimoto spodziewałabym się, że jego postacie z „Nauto” będą niemal identyczne z oryginałem, ale jak widać mangaka postawił na oryginalność własnej kreski, co według mnie nie było trafionym pomysłem.

    Na koniec dodam, że wydawnictwo JPF zadbało, aby manga „Boruto” wyglądem przypominała swój poprzednik, jednak – co jest ogromnym plusem – zmieniła sposób klejenia komiksu, dzięki czemu czytelnik nie ma wrażenia, że tomik zaraz mu się rozklei i wszystkie kartki z niego wylecą, czego nie można powiedzieć o pierwszych tomach „Naruto”.

    Polecam zapoznanie się z mangą „Boruto” nie tylko miłośnikom świata ninja wykreowanego przez Kishimoto, ale również czytelnikom, który go nie znają. Może zachęci ich do przeczytania wcześniejszej serii? Sama już zamówiłam trzeci tom. Mam nadzieję, że historia nadal pozostanie oryginalna i nie zacznie przypominać tej z „Naruto”, a do nowego stylu rysowania wkrótce się przyzwyczaję.

  • Recenzja mangi: Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi - „Tajemna historia Gaary”

    tajemna historia gaary

    Tajemna historia Gaary

    JPF

    Autor: Masashi Kishimoto, Ukyo Kodachi
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 24,90 zł

    Parę dni temu recenzowałam „Tajemniczą historię Konohy”, która pozytywnie mnie zaskoczyła, dlatego ochoczo zabrałam się do lektury „Tajemnej historii Gaary”. Ten młody shinobi jest jednym z moich ulubionych bohaterów z „Naruto”. W dodatku jest postacią dość skrytą i małomówną, dlatego wiązałam duże nadzieje z tym, że wreszcie będę mogła poznać go trochę bliżej. Niestety, nowelka nie spełniła moich oczekiwań.

    To, co najbardziej przeszkadza mi w light novel i odbiera radość z ich czytania, to styl języka. Niektóre zdania mają dziwny szyk, trzeba czasem przeczytać je parę razy, żeby zrozumieć w czym rzecz, co uniemożliwia płynny odbiór lektury. W dodatku pozycja ta skierowana jest raczej do młodszych odbiorców, a zdarzyło się parokrotnie, że sama nie rozumiałam słowa, które zostało w niej użyte. Nie rozumiem, po co posługiwać się wyszukanym i naukowym językiem w tak krótkiej powiastce, która ma charakter przygodowy.

    Jeśli chodzi o fabułę, to tutaj również nowelka nie ma się czym pochwalić. Mamy do czynienia z historią młodego Kazekage, który udaje się na spotkanie, aby poznać kandydatkę na potencjalną narzeczoną. Na przyjęciu zapoznawczym dochodzi do zamachu i Gaara musi stawić czoła niebezpieczeństwu i powstrzymać terrorystów. Opowieść jakich wiele. Opisy skupiają się głównie na przebiegu walk, zaś emocje bohaterów przedstawione są w sposób lapidarny i powierzchowny. Zachowania postaci są sztuczne, a niektóre sceny, w których występuje rodzeństwo Gaary, wciśnięte trochę na siłę. Cały czas miałam wrażenie, że Kishimoto najchętniej w ogóle nie skupiałby się na interakcjach między bohaterami, tylko wyłącznie na walce i technikach ninja.

    Nie wiem, czy za zły styl light novel odpowiada wyłącznie tłumacz, ponieważ nie znam oryginału, ale JPF mogłoby przykładać większą wagę do użytych słów oraz szyku zdań, ponieważ całość czyta się źle. Pomimo tego, że nowelka jest bardzo cienka, parę razy poddałam się podczas jej czytania i musiałam zrobić sobie przerwę. Myślę też, że dobrze by było, gdyby Kishimoto, pisząc zwłaszcza te potencjalnie bardziej „romantyczne”opowieści, skonsultował się czasem z jakąś kobietą, ponieważ jego opisy uczuć bohaterów są bardzo płytkie.

    Naprawdę szkoda mi tej powiastki.Miała duży potencjał, ponieważ postać Gaary ma dość liczne grono fanów, lecz niestety go nie wykorzystała. Zdecydowanie bardziej polecam „Tajemną historię Konohy” oraz „Tajemną historię Kakashiego”, których fabuła według mnie jest lepsza i ciekawsza.

  • Mistrz mangowego horroru znów w natarciu

    bezglowe rzezby.jpgJuż długo nie prezentowaliśmy recenzji mang, dlatego najwyższy czas nadrobić zaległości. Dziś na tapecie zbiór opowieści, które wyszły spod ręki niekwestionowanego mistrza mangowego horroru, czyli Junjiego Ito. Recenzję „Bezgłowych rzeźb” możecie przeczytać tutaj.

  • Recenzja mangi: Masashi Kishimoto, Shou Hinata - „Tajemna historia Konohy”

    tajemna historia konohy

    Tajemna historia Konohy

    JPF

    Autor: Masashi Kishimoto, Shou Hinata
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 24,90 zł

    Pomimo tego, że nie jestem wielką fanką light novel, gdyż wydają mi się napisane bardziej pod dzieci, a ich tłumaczenia sprawiają, że nie najlepiej się je czyta, to mam ogromny sentyment do „Naruto”. Seria komiksów o młodym ninja była moim pierwszym zetknięciem się z mangą. Z tego powodu chętnie sięgam po krótkie opowiadania, które na powrót umożliwiają mi trafienie do świata zamieszkanego przez shinobi.

    „Tajemna historia Konohy” opisuje wyzwanie, jakie stanęło przed mieszkańcami Wioski Liścia, związane z koniecznością znalezienia prezentu ślubnego dla Naruto i Hinaty. Każdy z nich chce dać młodej parze coś niepowtarzalnego i odzwierciedlającego charakter dającego. Nie jest to wcale takie łatwe, bowiem dla większości przyjaciół będzie to pierwsza ceremonia zaślubin, w której będą brać udział. Poza tym jak znaleźć coś, co spodoba się obu małżonkom, gdy ich charaktery na pierwszy rzut oka są całkowicie różne?

    Po przeczytaniu powiastki stwierdziłam, że podobała mi się najbardziej ze wszystkich „Tajemnych historii” wydanych do tej pory. Czytało się ją bardzo przyjemnie. Tłumaczenie i styl uległy znacznej poprawie i były bardziej dopasowane do humorystycznego klimatu nowelki. Parokrotnie zdarzyło mi się roześmiać, czytając o zmaganiach bohaterów z wizją idealnego prezentu. Niektóre pomysły były bardzo oryginalne i opisane w zabawny sposób. Niestety, pojawiało się trochę literówek, które psuły odrobinę radość z czytania i ogólne wrażenie.

    Każda z postaci występująca w light novel chciała dać podarek, który można by z nią w jakiś sposób utożsamić, ale też taki, aby spodobał się nowożeńcom. Dlatego za wszystkimi pomysłami kryje się krótka historia danego bohatera, która skłoniła go do podjęcia takiej a nie innej decyzji. Dzięki temu czytelnik może dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach Konohy, poznać ich przeszłość, myśli czy relacje łączące je z innymi.

    Dodatkowo, każdy z rozdziałów skupia się na innych postaciach. Moim ulubionym jest chyba pierwszy z nich, który opisuje Rock Lee i jego mistrza Gaia oraz ich „młodzieńcze” pomysły na prezent. Nie mam pojęcia, skąd ta dwójka je bierze. Poza głównymi bohaterami z „Naruto”, takimi jak Shikamaru, Sakura, Shino czy Temari, znajdziemy tu również postacie poboczne, np. Teuchiego, który jest właścicielem „Ichiraku Ramen”. Myślę, że każdy z fanów tej serii z wielką chęcią pozna bliżej właściciela lokalu, do którego przychodził na swoje ulubione danie główny bohater.

    Jeśli ktoś czytał pozostałe light novel ze świata „Naruto” albo dopiero się do tego przymierza, to zdecydowanie polecam tę pozycję. Myślę jednak, że w szczególności przypadnie ona do gustu młodszym czytelnikom, gdyż fabuła i warsztat pisarski są raczej dostosowane do nich. Niemniej jednak zachęcam również i tych starszych do sięgnięcia po tę lekturę. Może i u Was wywoła uśmiech na twarzy?

  • Recenzja mangi: Junji Ito - „Ślepa Uliczka”

    slepa uliczka

    Ślepa Uliczka

    JPF

    Autor: Junji Ito
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 44,99 zł

     

    „Ślepa uliczka” to zbiór jedenastu opowiadań Junjiego Ito utrzymanych w klimacie grozy i horroru. Nie są one ze sobą w żaden sposób powiązane. Tytuł całego tomiku to tytuł pierwszej w kolejności historii.

    Nie chcę wam psuć radości z czytania, więc nie będę opiswać wszystkich rozdziałów, ale przybliżę trzy, które najbardziej przypadły mi do gustu. Pierwsze, moim zdaniem najlepsze, to „Pozwolenie”. Chłopak przez wiele lat prosi ojca swojej dziewczyny o pozwolenie na ślub z ukochaną. Cały czas słyszy tę samą odpowiedź – kategoryczne nie. Świetna, intrygująca historia z równie dobrym zakończeniem. Drugie, tak samo ciekawe opowiadanie, to „Pleśń”. Jak sama nazwa wskazuje, należy do tych mniej strasznych, a raczej obrzydliwych. Mężczyzna wraca do swojego domu, który na czas nieobecności wynajmował innej rodzinie. Gdy wchodzi do środka, jest przerażony. Bałagan i zgnilizna – te dwa słowa najlepiej opisują to, co tam zastaje. Szybko okazuje się, że samo sprzątanie nie wystarczy. Trzecia i zarazem najdłuższa opowieść to „Miasto bez ulic”. Dziewczyna czuje się prześladowana przez domowników, więc postanawia wyprowadzić się z domu i pojechać do swojej cioci. Gdy dociera na miejsce, okazuje się, że nie ma tam już ulic – powstały budynki, które łączą się ze sobą, i żeby dojść dalej, trzeba przejść przez kilka domów.

    Już na samym początku można zauważyć, że Junji Ito nie stara się w żaden sposób wyróżniać swoich bohaterów. Wszystkie postacie są rysowane w ten sam sposób – tak, że po przeczytaniu kilku opowiadań nie jesteśmy w stanie przypomnieć sobie, jak wyglądali bohaterowie danej historii. Nie rzucają się w oczy i są do siebie podobni. Nie traktuję tego jako minus, ponieważ najważniejsza tutaj jest treść, a nie bohaterowie sami w sobie. Poza tym jak zwykle zachwycałam się kreską, świetną mimiką twarzy i szczegółowym tłem.

    Wydawnictwo JPF, które wydaje w Polsce mangi Junjiego Ito, jak zwykle stanęło na wysokości zadania. Strony są numerowane, a na początku znajduje się spis treści, więc z łatwością można odnaleźć konrektny rozdział. Świetna jakość druku i papieru, bardzo dobre i dopasowane do sytuacji tłumaczenie i przede wszystkim to, co zachęciło mnie do sięgnięcia po ten tom – okładka. Sama nie jestem w stanie powiedzieć, co tak bardzo przyciągnęło moją uwagę. Może tajemnicze postacie w dolnej części, a może kolorystyka? Tego nie wiem, ale jedno wiem na pewno: „Ślepa uliczka” to tytuł, po który warto sięgnąć. Nawet jeśli nie jesteście fanami horroru i grozy, może tutaj znajdziecie coś dla siebie. Ja znalazłam i szczerze pokochałam tę mangę.

  • Recenzja mangi: Junji Ito - „Gyo - Odór śmierci”

    gyo odor smierci

    Gyo - Odór śmierci

    JPF

    Autor: Junji Ito
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 44,99 zł


    Na wstępie muszę was ostrzeć – „Gyo” to nie jest manga dla ludzi, którzy nie przepadają za horrorami i przesadną obrzydliwością. Jeśli nie możecie znieść smrodu i robactwa, to lepiej uciekajcie jak najdalej od tego tytułu. Natomiast jeśli jest zupełnie przeciwnie i szukacie dobrej pozycji z gatunku horroru, to ta manga was nie zawiedzie. Junji Ito to bardzo specyficzny mangaka i czytając jego historie nieraz zastanawiałam się, skąd ten człowiek bierze pomysły i co sie dzieje w jego głowie.
    Para młodych Japończyków – Tadashi i Kaori – spędzają wakacje na Okinawie. W pewnym momencie dziewczyna zaczyna czuć straszny smród. Na początku ani ona, ani jej towarzysz nie zdają sobie sprawy, że pochodzi on od dziwacznego stworzenia – ryby z odnóżami. Kiedy sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli i coraz więcej śmierdzących stworzeń pojawia się na wyspie, Okinawa pogrąża się w chaosie. Tadashi i Kaori uciekają z wyspy i wracają do Tokio. Gdy wydaje im się, że są już bezpieczni, dziewczyna znów czuje ten okropny odór. Cały kraj zalewa fala ohydnych stworzeń.
    „Gyo” to tytuł przepełniony obrzydliwością i myślę, że to najlepsze określenie. Przez pierwszą połowę świetnie się czytało, wydarzenia wciągały i odrzucały zarazem. W drugiej połowie zaczęło robić się już trochę zbyt irracjonalnie, autora chyba za bardzo poniosła wyobraźnia, bo w moim odczuciu całość zaczęła tracić sens. Zakończenie też wypadło bardzo przeciętnie wobec tego, jak obiecująco zaczynał się ten tytuł.
    Inną kwestią jest rysunek – i tu nie mam żadnych zastrzeżeń. Świetne kadry, bardzo dobrze rozrysowane postacie, robactwo i wszelkie szczegóły. Jest kilka kadrów, które zajmują całe dwie strony i są fenomenalne. Czasem zanim przeszłam do następnej strony zatrzymywałam się na niektórych ujęciach i dokładnie się im przyglądałam. W dodatku wydawnictwo JPF, które wydaje mangi Junjiego Ito na polskim rynku, świetnie się spisało jeśli chodzi o jakość druku – kartki są śnieżnobiałe, a tusz czarny jak smoła, co tylko wspomaga i tak wspaniałą kreskę Junjiego. Obwoluta również jest genialna, mroczna i ze świetnie dopasowaną czcionką tytułową.
    „Gyo” to nie jest tytuł idealny pod każdym względem, ale opisana historia jest wciągająca i bardzo dobrze przedstawiona. Nie wzbudza strachu, raczej obrzydzenie, więc jeśli wam to nie przeszkadza, to warto się z nią zapoznać.

  • Regulamin konkursu: „15.000 polubień - Mangi, część 2”

    REGULAMIN KONKURSU

    § 1
    POSTANOWIENIA OGÓLNE


    1. Konkurs jest organizowany pod nazwą „15.000 polubień - Mangi, część 2” i jest zwany dalej: „Konkursem”.

    2. Organizatorem Konkursu jest redakcja Konwenty Południowe z numerem ISSN 2353-8996.

    3. Konkurs zostanie przeprowadzony wyłącznie w Internecie, na profilu Facebookowym redakcji Konwenty Południowe w dniach 10 do 18 sierpnia 2017 roku (do godziny 18:00:00).

    § 2
    WARUNKI I ZASADY UCZESTNICTWA W KONKURSIE


    1. Uczestnikiem Konkursu („Uczestnik”) może być każda osoba fizyczna, która:
    a) jest Fanem profilu redakcji Konwenty Południowe oraz wydawnictwa J.P.Fantastica na Facebooku. Przez Fana rozumie się osobę, która kliknęła „Lubię to” na profilu redakcji Konwenty Południowe oraz wydawnictwa J.P.Fantastica i tym samym zyskała status Fana;
    b) napisała w komentarzu do posta konkursowego na profilu redakcji Konwenty Południowe na Facebooku odpowiedź na pytanie konkursowe „Ile łat posiada krowa na stronie redakcji Konwenty Południowe?”
    c) nie jest pracownikiem redakcji Konwenty Południowe;

    2. Warunkiem uczestnictwa w Konkursie jest łączne spełnienie następujących warunków:
    a) osoba biorąca udział w Konkursie musi posiadać status Uczestnika zgodnie z § 2 pkt 1.


    § 3
    NAGRODY


    1.Nagrodą w Konkursie jest:
    - dwa pięciotomowe zestawy mangi „Green Blood”.

    2. Zdobywcą nagrody w Konkursie są Uczestnicy, którzy zostaną wybrani na podstawie swoich komentarzy, przez redakcję Konwenty Południowe.
    - Każdy uczestnik może wysłać tylko jedną odpowiedź. Kolejne komentarze jednego użytkownika będą ignorowane.

    3. Zdobywcy nagrody zostaną powiadomieni o wygranej w odpowiedzi na zwycięzki komentarz na Facebooku oraz będą publicznie ogłoszeni w poście podsumowującym Konkurs. 

    4. Celem potwierdzenia chęci przyjęcia nagrody, powiadomiony Zdobywca powinien odpowiedzieć w terminie do 3 (trzech) dni od ogłoszenia zwycięzcy.

    5. Za przekazanie nagrody zwycięzcy odpowiedzialna będzie redakcja Konwenty Południowe.


    § 5
    POSTANOWIENIA KOŃCOWE


    Organizator ma prawo do zmiany postanowień niniejszego Regulaminu, o ile nie wpłynie to na pogorszenie warunków uczestnictwa w Konkursie. Dotyczy to w szczególności zmian terminów poszczególnych czynności konkursowych. Zmieniony Regulamin obowiązuje od czasu opublikowania go na stronie www.Kowenty-Poludniowe.pl 

    Konkurs nie jest w żaden sposób powiązany z serwisem Facebook. Serwis Facebook nie jest sponsorem, nie administruje, nie zarządza ani nie jest w żaden sposób odpowiedzialny za konkurs.

  • Kaori Yuki - „Rewolucja według Ludwika”

    rewolucja wedlug ludwika

    Rewolucja według Ludwika

    JPF

    Autor: Kaori Yuki
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 4
    Cena okładkowa: 25,20 zł

    Książę Ludwik wraz ze swoim wiernym sługą Wilhelmem wyrusza w podróż w poszukiwaniu idealnej kandydatki na żonę. Idealnej to znaczy takiej, która będzie spełniała nietypowe, jak na księcia, warunki. Po drodze Ludwik spotyka wiele pięknych kobiet, takich jak Śpiąca Królewna czy Królewna Śnieżka. Zapowiada się ciekawie? No i tak jest.

    Jak sama autorka kilkukrotnie podkreślała, chciała stworzyć mangę na podstawie baśni braci Grimm, dlatego każda historia jest w jakiś sposób połączona ze znanymi nam opowieściami. Po pierwsze, rozdziały nazywają się tak jak baśnie. W dwóch pierwszych tomach każdy rozdział opowiada jedną historię, później niektóre podzielone są na kilka części. Bohaterką jest zwykle dziewczyna, która odgrywa główną rolę w danej bajce. Ze względu na charakter Ludwika, jego lubieżne zachowanie i humor wychodzi z tego parodia – i to nie tylko z powodu wypowiadanych przez niego kwestii, ale także dlatego, że te historie potrafią się bardzo źle skończyć. Większość baśni jest nam znana, ale zapewne nie wszystkie, dlatego autorka postanowiła wyjść naprzeciw swoim czytelnikom i od drugiego tomu w posłowiu znalazły się krótkie opisy opowieści wykorzystanych w danym tomiku. Nie są to jedyne nawiązania do braci Grimm. Jak może niektórzy z was wiedzą, jeden z nich miał na imię Wilhelm – czyli tak, jak sługa naszego głównego bohatera. Wilhelm i Jakub Grimmowie mieli również młodszego brata, Ludwika, który tworzył rysunki do ich baśni. Po nim właśnie został nazwany książę. Nie wiem jak Wy, ale ja przepadam za takimi powiązaniami.

    W pierwszym rozdziale poznajemy dziwny fetysz Ludwika, który na szczęście „znudził mu się” i więcej nie ma po nim śladu. Początek jest mroczniejszy niż cała manga i w dalszych rozdziałach widać delikatną zmianę w charakterze bohatera. Jak mówi sama twórczyni, pierwotnie miał to być zwykły one-shot, ale wyszła z tego dłuższa opowieść. Tak oto obserwujemy zawiłe przygody Ludwika w świecie Królewny Śnieżki, Śpiącej Królewny i Sinobrodego. Pojawia się również Czerwony Kapturek, który nie jest co prawda kandydatką na żonę dla księcia, ale towarzyszy mu do końca jego przygody i odgrywa w niej dość ważną rolę. Drugi tom wita nas krótkim streszczeniem wydarzeń oraz przedstawieniem postaci, które pojawiły się do tej pory. W tomie drugim mamy przyjemność obcować z takimi bohaterami, jak Roszpunka, Dziewica Malena, Żabi Król czy Gęsiareczka. Jednak ktoś zdaje się czyhać na życie Ludwika, co wzbudza w nim delikatny niepokój. W ten oto sposób poznajemy historię Jasia i Małgosi oraz rozpoczynamy trzeci tom mangi. Ludwik dowiaduje się, że coś złego dzieje się w jego kraju, postanawia więc do niego wrócić. Jednak niedaleko swojego zamku napotyka przeszkodę na drodze i zmuszony jest do przeczekania w pobliskim domu, aż droga będzie znów przejezdna. I tak właśnie przenosimy się do historii Kopciuszka, która trwa do samego końca tomu. Czwarty tom to głównie wydarzenia z samego pałacu, więc nie będę się zbytnio rozpisywać, by nie zdradzić wam całej tajemnicy. Trzy pierwsze rozdziały zatytułowane „Solna księżniczka” inspirowane są baśnią „Gęsiareczka u studni”, ale by nie mylić jej z występującą wcześniej historią, autorka zdecydowała się zmienić nazwę. I oto finał wędrówki po świecie baśni.

    Muszę przyznać, że nie spodziewałam się po tym tytule tak wciągającej historii. Książę Ludwik jest idealny (z wyglądu) w każdym calu i – jak się okazuje – serduszko też ma dobre, tylko nie bardzo chce się tym chwalić. Manga jest przeładowana gagami, grami słownymi i zabawnymi sytuacjami. Sporo z nich nawiązuje do współczesności – selfie czy cudów techniki – mimo że akcja dzieje się w równoległej rzeczywistości podobnej do naszego średniowiecza. Spodziewałam się raczej mrocznej opowieści, a dostałam komedię i wcale nie jestem z tego powodu zawiedziona. Świetnie się czytało, te cztery tomy „łykałam” jeden za drugim, a w każdym jest dość sporo tekstu jak na mangę.

    Gdy patrzyłam na okładkę, spodziewałam się czegoś zupełnie innego – ciężkiej, mrocznej historii. Zamiast tego otrzymałam komedię i nie będę z tego powodu narzekać. „Rewolucja według Ludwika” to jeden z lepszych tytułów, jaki miałam ostatnio przyjemność czytać.

     
  • Recenzja mangi: Masamune Shirow - „Ghost in the Shell”

    gits

    Ghost in the Shell

    JPF

    Autor: Masamune Shirow
    Wydawnictwo: J.P.Fantastica
    Ilość tomów: 3
    Cena okładkowa: 54,60, 35, 63 zł

    „Ghost in the Shell” to klasyk. Wie o tym każdy, kto dłużej siedzi w tematyce mangi i anime. Jest to tytuł, z którym każdy powinien się zapoznać. W tym roku wyszła również jego hollywoodzka adaptacja, co do której wiele osób podchodziło jak pies do jeża. Jednak okazała się ona moim zdaniem dość przyzwoitym tworem, który dobrze utrzymał klimat anime z 1995 roku. Sama odtwórczyni głównej roli – Scarlett Johansson dość wiarygodnie oddała postać Motoko Kusanagi, a przedstawiony świat potrafił skutecznie przykuć uwagę. Mając styczność zarówno z wersją animowaną, jak i amerykańską byłem ciekaw, jak prezentuje się pierwowzór „Ghost in the Shell” stworzony przez Masamune Shirowa, czyli manga, która została wydana w 1989 roku w trzech częściach – 1, 1,5 i 2, a później wznowiona przez J.P. Fantastica.

    Gdybym miał streścić mangową fabułę „Ghost in the Shell”, określiłbym ją jako opowieść o oddziale policji – Sektorze 9, który działa w mieście przyszłości, walcząc z cybernetycznym terroryzmem. Taki jest ich główny cel i często muszą zmagać się ze skorumpowanymi urzędnikami czy firmami, które działają w wyjątkowy sposób. W swojej pracy zmuszeni są do wykorzystywania swoich umiejętności w rozmaity sposób. Taka jest fabuła dwóch pierwszych tomów – 1 i 1,5, natomiast ostatni – 2 tom, skupia się wyłącznie na postaci Motoko Kusanagi. Ale zacznijmy od początku.

    Tom 1 ,,Ghost in the Shell" to zdecydowanie część, która przeznaczona jest dla osób dorosłych. Autor nie waha się pokazać zmasakrowanych zwłok czy scen lesbijskiego seksu (swoją drogą, bardzo ciekawie rozwijany jest motyw współżycia seksualnego). Bardzo chwalę sobie autorów, którzy nie są ograniczani zewnętrznymi czynnikami, tylko przedstawiają wszystko tak, jak sobie obmyślili. Co się tyczy głównej postaci żeńskiej – Motoko, to różnice pomiędzy jej rysowaną wersją, a tymi, które mogłem zobaczyć na ekranie wyraźnie widać. W filmie anime z 1995 roku starano się upodobnić ją jak najbardziej do cyborga, jednocześnie umniejszając jej stronę emocjonalną. Tym samym tropem podążyli twórcy wersji amerykańskiej. Natomiast w mandze praktycznie niczym nie różni się od prawdziwego człowieka. Pełna jest różnych uczuć, potrafi rzucić rozbrajający tekst, a jej mimika czasami doprowadzała mnie do wybuchów śmiechu. Muszę przyznać, że taka Motoko jest chyba najlepsza. Oczywiście zrozumiałe jest, dlaczego twórcy filmu anime i wersji amerykańskiej postąpili inaczej – w końcu ciekawie jest obserwować, jak cyborg reaguje na różne niespodziewane sytuacje i jak się w nich zachowuje. Jednak nie sposób nie polubić mangowej Motoko i dużo frajdy sprawia jej interakcja z innymi bohaterami.

    Ten tom uświadomił mi również, że „Ghost in the Shell” to manga najbardziej wymagająca pod względem ilości tekstu, z jaką kiedykolwiek miałem do czynienia. Wszelkiej maści przypisów jest tutaj od groma. Przebicie się przez ścianę dialogów i różnych dopisków to prawdziwe wyzwanie i może ono niektórym osobom sprawić duży kłopot. A to niestety może wywołać irytację. Jednak moim zdaniem historia w pełni wynagradza tę ścieżkę pełną trudności. W mandze pełno jest scen, których nie ujrzycie w innych wersjach tej opowieści. Z zaskoczeniem muszę przyznać, że niektóre poważne obrazy zmieniono na lżejszy wydźwięk – co niejednokrotnie wyglądało lepiej.

    W tomie 1.5 „Ghost in the Shell” nie spotkacie Motoko. Ten wolumin skupia się wyłącznie na dokładniejszym wyjaśnieniu, na czym polega praca Sektora 9. Sam autor przyznał, że w pierwszym tomie nie miał okazji zbyt dokładnie go opisać. Jest to jednocześnie najkrótsza część, ale ma ona tę zaletę, że bardzo łatwo połapać się w tym, co się dzieje na jej kartach. Z racji, że bohaterów tego tytułu bardzo polubiłem, bardzo przyjemnie śledziło mi się ich poczynania. Nie ma tutaj jednej spójnej fabuły. Tom składa się z kilku historii, które pokazują sposoby pracy protagonistów w różnych, bardzo odmiennych od siebie sytuacjach. To bardzo dobra decyzja autora, bo dzięki temu „Ghost in the Shell” jest jeszcze bardziej kompletny i nie ma się poczucia niedosytu.

    Tom oznaczony numerem 2 to dość ciekawy i osobliwy przypadek. Generalnie skupia się on na postaci Motoko, która jedynie w małej części przypomina swoją osobę z pierwszej części. Mimo że akcja tego woluminu rozgrywa się po 4 latach, to ma się wrażenie, że technologia świata „Ghost in the Shell” ewoluowała drastycznie. Bohaterka zajmuje się w tej części różnymi zleceniami, działając w bardzo zróżnicowany sposób. Jednak największa zmiana zaszła w sposobie rysowania. Czytając poprzednie tomy czuło się, że ma się w rękach starocie, natomiast tutaj pełno jest kolorowych stron, na których... wiele elementów stworzonych jest w stylu przypominającym 3D. Czyta się to bardzo dziwnie, jednak czasami dzięki takiemu zabiegowi łatwiej jest odnaleźć się w otoczeniu. Co się zaś tyczy fabuły, to jest ona tutaj naprawdę poważnie zagmatwana i jako zwykły czytelnik zrozumiałem z niej może połowę. Stało się to dlatego, że pełno jest tutaj terminów związanych z cybernetyką. Trudno określić, czy jest to tylko pseudonauka, czy może wszystkie dialogi mają idealny sens.

    Motoko Kusanagi zmieniła się w tym tomie drastycznie i szczerze mówiąc, wolałem ją, gdy była „mniej skomplikowana”. Z drugiej strony, taka zmiana ma też swoje plusy – autor znacznie rozwinął pewne motywy i może to wrażenie, że technologia ukazana w tym tomie jest na zupełnie innym poziomie jest tak naprawdę błędne. Bo w poprzednich tomach być może nie miał wystarczającej ilości czasu, aby pokazać jak bardzo rozwinięty jest świat „Ghost in the Shell”.

    Co się zaś tyczy edycji tej mangi, to muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowany. O ile tłumaczenie jest naprawdę bez zarzutu, to jednak „japońskie krzaczki” nie są wyczyszczone, co kłuje w oczy. Tom oznaczony numerem 2 z kolei wydany jest najlepiej ze wszystkich – pod kątem jakości papieru. Mimo że czuć, iż wydanie jest nowe, to zdarzają się niewyczyszczone onomatopeje, a strony nie są ponumerowane, co dla mnie podczas czytania było dość uciążliwe. Tom ten nie ma również spisu treści.

    Podsumowując, „Ghost in the Shell” to manga, która jest niesamowicie wymagająca. W pierwszym tomie czasami ciężko było mi się połapać, o co tak właściwie chodzi i uchwycić główny trzon historii. Tom oznaczony numerem 1,5 z kolei był bardzo przyjemny, ponieważ bardzo łatwo było zorientować się w sytuacji. Wolumin ostatni sprawi zdecydowanie najwięcej problemów. Bardzo ciekawy jest fakt (choć wpływa on na długość czytania), że autor odnosi się w swoich przypisach nie tylko do tego, co dzieje się na kartach jego dzieła, ale również wyraża swoją opinię na wiele tematów. Jeżeli nie jesteście fanami cyberpunku, to spokojnie możecie się obejść bez kupna tego tytułu. Jest to manga tylko i wyłącznie dla osób, które uwielbiają ten nurt, albo są fanami świata „Ghost in the Shell”. Cena pierwszego tomu wynosi 54,60 zł, 1.5 – 35 zł, a ostatniego 63 zł. Daje to łącznie dość sporą sumę, dlatego ich zakup należy dokładnie przemyśleć.

  • Recenzja mangi: CLAMP - „Kobato”

    kobato

    Kobato

    JPF

    Autor: CLAMP
    Wydawnictwo: J.P.FANTASTICA
    Ilość tomów: 6
    Cena okładkowa: 19,90 zł

    „Kobato” to manga wydana przez grupę Clamp, która na swoim koncie ma także „Chobits” i „Wish”. Główną bohaterką jest Kobato Hanato i to od jej imienia wywodzi się tytuł mangi. Dziewczyna przybyła na Ziemię z niebieskim, pluszowym pieskiem, by zrealizować swe życzenie. Jednakże najpierw musi spełnić określony warunek – napełnić buteleczkę wyleczonymi sercami ludzi. Pierwszym zadaniem Kobato jest zdobycie butelki, co wcale nie jest takie łatwe, ponieważ jest dokładnie sprawdzana przez Ioryogi’ego – gadającego pluszowego pieska, który jest towarzyszem Kobato. Zapalona do działania dziewczyna chce jak najszybciej wykonać swoje zadanie, jednak pomimo tego, że ludzie naokoło mają pełno trosk, problemów, niechętnie przyjmują pomoc od nieznajomej. Dodatkowo Kobato przez swoją naiwność ciągle wpada w kłopoty, dlatego najpierw musi się wiele nauczyć o życiu na Ziemi i jej mieszkańcach. Z pomocną łapą zawsze przychodzi Ioryogi, który pomimo uroczego wyglądu ma wybuchowy charakter, łatwo traci cierpliwość i w dość ostry sposób wytyka swojej towarzyszce błędy oraz ją karci. Przeszłość gadającego pieska jest nam nieznana, jednak możemy się domyślać, że wcześniej Ioryogi wyglądał inaczej.

    Już od samego początku Kobato ma pod górkę: pierwsze próby zdobycia buteleczki kończą się niepowodzeniem, a nieporadna dziewczyna nie ma dachu nad głową i jest zmuszona spać na placu zabaw. Dodatkowo łatwo wpada w tarapaty, lecz wyciąga ją z nich nieznajomy, który nie daje sobie nawet podziękować. Jednakże los w końcu uśmiecha się do bohaterki i trafia ona do przedszkola Yomogi, którego właścicielka – Sayaka Okiura – jest zadłużona i potrzebuje rąk do pracy. Dziewczyna bez wahania oferuje swoją pomoc. Nie chce w zamian pieniędzy, pragnie tylko uleczyć serce pani Sayaki. W przedszkolu spotyka młodzieńca, który pomógł jej wcześniej – Kiyokazu Fujimoto. Wybawca dziewczyny jest dość szorstki wobec niej i sprawia wrażenie mało przyjaznego. Co gorsza, długi przedszkola są niemałym problem, przez co Kobato zostaje wciągnięta w kolejne kłopoty.

    „Kobato” to historia przedstawiona w dość cukierkowy sposób, poruszająca życiowe problemy. Główna bohaterka jest urocza, szczera, niewinna, łagodna i zawsze oddanie wierzy w ludzi. Jej postać może budzić u czytelników irytację, jeśli ktoś bardzo nie lubi niezdarnych, słodkich osobowości. Z drugiej strony, kto inny niż pogodne dziewczę pasowałoby do roli uzdrawiacza ludzkich serc? Bardzo dobrze przedstawiono postać pani Sayaki, która jest silną kobietą po przejściach i nie użala się nad swoim losem. Wątek opiekuna Kobato – Ioryogi’ego – wprowadza nutę tajemnicy, na czym zyskuje cała fabuła.
    Manga jest lekka i może poruszyć wrażliwych odbiorców, ponieważ z podobnymi troskami życia mamy do czynienia na co dzień. Kreska jest bardzo delikatna i słodka, tła są przedstawiane rzadko, jedynie wtedy, gdy zachodzi taka konieczność. Bohaterowie narysowani są bardzo dokładnie, ich ubrania są ładne (w szczególności zróżnicowane stroje Kobato). Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to pysk pluszowego pieska, który wiele razy był otworzony pod dziwnym kątem, co wręcz raziło w oczy i nie pasowało do słodkiej maskotki. Szczególne pochwały należą się za kolorowe okładki oddające klimat całej serii. Co można jeszcze dodać? Manga pod względem graficznym jest ładna, ale bez fajerwerków. Tłumaczenie jest proste i przejrzyste, przez co tomy czyta się szybko.

    Ten tytuł polecam przede wszystkim fanom optymistycznych, kolorowych historii o szczęśliwym zakończeniu. Jeśli jesteś zwolennikiem zwrotów akcji, zawiłej fabuły czy tajemniczych postaci, to stanowczo odradzam tę serię. Znajdziesz tu tylko pogodny klimat z niezdarną bohaterką ogrzewającą ludzkie serca.