Sponsorowane:Konwent Animecon 2022 - baner

  • Recenzja mangi: Nobuaki Tadano - „7 miliardów igieł”

    7 miliardow igiel 01

    7 miliardów igieł

    JPF

    Autor: Nobuaki Tadano
    Wydawnictwo: J.P.FANTASTICA
    Ilość tomów: 2
    Cena okładkowa: 44,90 zł

    Każdy czasem marzy o chwili spokoju, kiedy nikt od nas nic nie chce, kiedy możemy utonąć w swoim własnym świecie. No właśnie, kluczowym słowem jest „czasem”.

    Hikaru zawsze chodzi ze słuchawkami na uszach – czy to idąc przez miasto, czy siedząc w szkole na zajęciach. Odcina się od świata zewnętrznego oraz stroni od rówieśników. Jednak podczas szkolnej wycieczki, gdy spaceruje po plaży ma miejsce niezwykłe zdarzenie i od tamtej pory dziewczyna nie jest już sama. Budzi się podczas zajęć w szkole i nie pamięta nic, co działo się od czasu tego wypadku. W swojej głowie słyszy głos kosmicznego przybysza, który przybył na naszą planetę, by zniszczyć potwora, który chce doprowadzić do zagłady ludzkości.

    „7 miliardów igieł” łączy w sobie elementy science-fiction jak i okruchów życia. W ciele Hikaru zagnieżdża się Tengai, który towarzyszy jej całymi dniami. Prosi ją, by pomogła mu zmierzyć się z wrogiem, który chce zniszczyć całą ich planetę. Z początku dziewczyna marzy tylko o tym, żeby się odczepił. Dlatego gdy ten mówi jej, że da jej spokój, gdy już ocalą świat, zgadza się mu pomóc. Aby odnaleźć wrogiego przybysza, Hikaru jest zmuszona do rozpoczęcia interakcji z innymi rówieśnikami, co nie jest dla niej łatwe. Jednak po czasie zaczyna się otwierać na świat, dzięki dwóm nowo poznanym dziewczynom. Prócz wydarzeń fantastycznych, możemy więc również zaobserwować tutaj przemianę psychiczną naszej bohaterki, której udaje się nawiązać nowe przyjaźnie.

    Po lekturze pierwszego tomu miałam uczucie, że ta manga mogłaby się skończyć w tym momencie i też byłoby dobrze. Jednak czekał na mnie jeszcze drugi, pełen zupełnie nowych wydarzeń i faktów, które czasem stwarzają nowe pytania, a czasem odpowiadają na stare. Zdecydowanie nie ma czasu na nudę, akcja cały czas brnie do przodu, wzbudzając w czytelniku nieprzemijającą ciekawość, dlatego nie chcę zdradzać żadnych dalszych szczegółów, jeśli chodzi o fabułę – trzeba to po prostu samemu przeczytać. Czasem jednak pewne wydarzenia sprawiają, że czytelnik może się lekko zgubić w tym, co się obecnie dzieje. Jedyną rzeczą, która mi trochę przeszkadzała, to nadzwyczaj spokojne reakcje znajomych Hikaru na wszystkie paranormalne rzeczy, które wokół niej miały miejsce.

    Czytając „7 miliardów igieł” nie da się przeoczyć wspaniałego warsztatu Nobuakiego Tadano, autora mangi, który z wielką dokładnością prezentuje nam najmniejsze szczegóły, zwłaszcza jeśli chodzi o tło i krajobrazy. Każda nowa strona zapewnia nam mistrzowsko wykończone kadry, które zachwycają przede wszystkim starannością wykonania.

    Obwoluty obydwu tomików przedstawiają Hikari i są po prostu cudowne – od samego patrzenia na nie aż chce się czytać. Pod nimi kryją się ich czarno-białe kopie. W oryginale seria w czterech tomach, jednak w polskiej wersji dostajemy dwa opasłe tomiszcze z serii Mega Manga od J.P.F., która jest większa i zarazem droższa od przeciętnego tomu. Jednak w tym przypadku było to jak najbardziej trafne posunięcie, ponieważ cała grafika jest dzięki temu lepiej wyeksponowana. Pierwsze kilka stron zarówno w pierwszym jak i w drugim tomie wydrukowanych jest w kolorze – co jest kolejną zaletą. Na końcu drugiej części znajduje się dodatek – jednorozdziałowa historia „Hikikomori – dziewczyna w słuchawkach”, która w niewielkim stopniu nawiązuje do Hikaru i jej problemu z asymilacją w społeczeństwie. Ostatnia strona to krótki opis autora, o którym niestety nie dowiadujemy się zbyt wiele, ponieważ woli nie ujawniać o sobie za dużo informacji.

    „7 miliardów igieł” to jedna z ciekawszych pozycji, z jakimi miałam ostatnio przyjemność się zetknąć. Bardzo dobrze się ją czyta (tu również zasługa tłumaczy, ponieważ w większości dialogi są bardzo naturalne), wzbudza zainteresowanie i jest genialnie wykonana. Jeśli szukacie historii innej niż większość wydawana na polskim rynku i macie chwilę, by zachwycić się rysunkowymi krajobrazami – nie wahajcie się i bierzcie się za lekturę!

  • Recenzja mangi: Junji Ito - „Kryjówka dezertera”

    Kryjówka Dezertera

    Kryjówka dezertera

    JPF

    Autor: Junji Ito
    Wydawnictwo: J.P.Fantastica
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 44,99 zł

        W trakcie swoich przygód z czytaniem mang miałem okazję zetknąć się już z kilkoma dziełami Junjiego Ito. Chociaż moje początki z tym autorem nie były najlepsze, któregoś razu postanowiłem dać szansę innym pozycjom. I tak w moje ręce trafiły „Miłosne cierpienia umarłych”, a następnie „Uzumaki”. Jako że te dwie pozycje bardzo mi się spodobały, postanowiłem iść za ciosem i ostatnio zagłębiłem się w lekturę tytułu, o którym będzie dzisiejsza recenzja. Jest nim „Kryjówka dezertera”. Miałem nadzieję, że czas spędzony z tą mangą nie będzie stracony, że będę mógł polecić ją innym osobom. Jak wyszło? Średnio.
            „Kryjówka dezertera” to tytuł, który, krótko mówiąc, jest zbiorem losowych opowieści, które nie są w żaden sposób powiązane. Nie prowadzą kompletnie do niczego. Niektóre z nich doprowadzone są do końca, jednak wiele historii jest urwanych i czytelnik może sobie jedynie wyobrażać, jaka była kulminacja wydarzeń w nich zawartych. W tym przypadku trudno powiedzieć czy jest to zaleta, czy jednak wada. Szczególnie tyczy się to historii, które nie powalają swoją fabułą. Mamy tutaj opowieść o kobiecie, która zostaje ugoszczona przez mężyznę o nietypowych zainteresowaniach, znalazło się również miejsce dla historii, w której główne skrzypce grają… włosy. Znaliście może nadopiekuńczych ojców? Tak, na taki motyw tutaj również znalazło się miejsce. Główna historia z kolei opowiada o zbiegłym z wojska Furukawie, który prosi przyjaciela o pomoc, aby uporać się ze swoją beznadziejną sytuacją. Jednak znalezienie schronienia nie sprawi, że jego problemy się rozwiążą…
              Mamy tutaj zarówno opowieści obrzydliwe, jak i mniej paskudne. Niektóre zapewne miały wzbudzić niepokój. Niekiedy się to im udało, a czasami były całkowicie bez polotu. Odnoszę także osobiste wrażenie, że Junji Ito totalnie się przy nich nie postarał. Ot, stworzył coś tak po prostu, może z nudów, a może dlatego, że miał taką zachciankę. Autor już wiele razy zaskoczył mnie tym, potrafi stworzyć na papierze. „Uzumaki” było w wielu miejscach nieprzewidywalne, podczas gdy z tytułową historią „Kryjówki dezertera” jest zupełnie odwrotnie. Kończy się ona w niesamowicie przewidywalny sposób. Widać w niej co prawda przekaz, jednak jest to zdecydowanie za mało. Nie wzbudza ani niepokoju, ani nie straszy. Za to trochę obrzydza.
         Autor próbuje sprawić, by czytelnik wczuł się w historię postaci, zrozumiał niekiedy tragedię, z którą borykają się bohaterowie. Moim zdaniem opowieści zawarte w „Kryjówce dezertera” są w większości za krótkie, żeby poczuć wystarczającą więź z protagonistami. Sporadycznie zdarzy się, że pewne zdarzenie wzbudzi w odbiorcy refleksję, jednak jest to bardzo rzadka sytuacja.
           O ile zazwyczaj chwaliłem autora za jego przywiązanie do szczegółowych rysunków, tak tutaj widać ewidentnie pewną niedbałość. Wielka szkoda.
        Wydanie „Kryjówki dezertera” oceniam bardzo dobrze. Tłumaczenie pozbawione jest literówek, a sama manga jest bardzo wytrzymała. Bardzo dobrze leży w ręku, czyta się ją komfortowo.
          Podsumowując, omawiana przeze mnie pozycja to tytuł przeznaczony jedynie dla fanów twórczości Junjiego Ito. Inni nie znajdą w niej absolutnie niczego ciekawego ani wartego ich uwagi. Nie jest to także publikacja, od której powinno się zacząć przygodę z tym autorem. O wiele lepiej będzie zajrzeć do „Uzumaki” czy „Miłosnych cierpień umarłych”, które ukazują prawdziwą magię twórczości Ito. Cena tego tytułu to 44,99 zł, dlatego warto porządnie się zastanowić, zanim się tę mangę kupi.

  • Recenzja mangi: Moto Hagio - „Srebrny Trójkąt”

    srebrny trojkat

    Srebrny Trójkąt

    JPF

    Autor: Moto Hagio
    Wydawnictwo: J.P.Fantastica
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 44,99 zł

    Z reguły omijam mangi josei. I nie chodzi tu o to, że tego typu publikacje skierowane są do kobiet. Po prostu jak dotąd nie znalazłem pozycji, która by mnie zainteresowała na tyle, żebym się w nią zagłębił. Tak było do czasu, gdy wydawnictwo JPF postanowiło wydać mangę „Srebrny Trójkąt”, której autorką jest Moto Hagio. Moją uwagę przykuła piękna, tajemnicza okładka, która z pewnością wyróżnia się na tle wielu innych. Choć oczywiście jest ona tylko ozdobą, to zachęciła mnie do przyjrzenia się bliżej pozycji, której recenzję macie okazję właśnie czytać.

    „Srebrny Trójkąt” opowiada o osobliwych mieszkańcach pewnej planety (cóż, chyba niezbyt często spotyka się ludzi o podłużnych, złotych źrenicach), którzy posiedli wyjątkową umiejętność – odkrywania przyszłości za pomocą... muzyki. Zdolność ta była tak bardzo niesamowita, że planeta została wciągnięta w wojnę i przepadła na zawsze. Przynajmniej tak mówi legenda. Jednak po trzydziestu tysiącach lat pojawia się istota, której wygląd wyraźnie wskazuje na to, iż przybyła ona ze Srebrnego Trójkąta. Główny bohater, Marley, wyrusza w podróż, podczas której będzie próbował rozwikłać tajemnicę z przeszłości.

    Brzmi intrygująco? Bo taką właśnie mangą jest „Srebrny Trójkąt”. Jest to na tyle specyficzna pozycja, że nie odsłania ona wszystkich kart przy jednej lekturze. Żeby dokładnie ją zrozumieć, trzeba zapoznać się z nią kilka razy. Historia rozwija się stopniowo i potrafi skutecznie zaskoczyć czytelnika. Kiedy już wydaje nam się, że poznaliśmy właściwą odpowiedź, Moto Hagio udowadnia nam, że tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Często zadawałem sobie pytanie „o co tu chodzi?”, ponieważ autorka w wielu miejscach nie mówi wszystkiego wprost. Co prawda niektóre wątki zostają wyjaśnione, jednak większość owianych jest tajemnicą i tylko odbiorca może próbować wytłumaczyć sam sobie ich znaczenie.

    Marley jest wyjątkowo ciekawą postacią, a jego zdolność ma ogromne znaczenie. Jednak czytelnik dopiero z czasem zdaje sobie sprawę, jak dobrze zaplanowano ujawnianie informacji na jego temat. Jego podróż to pasmo wielu niespodziewanych zwrotów akcji. Jednak największa zabawa zaczyna się w chwili, gdy Hagio miesza wiele wątków, w których Marley odgrywa różne role. Nie sposób przewidzieć, co się z nim stanie i jak bardzo jego istnienie wpłynie na przebieg historii. Trudno odgadnąć też jego zachowanie i odkryć prawdziwe intencje bohatera. Prowadzi to również do sytuacji, w której tak naprawdę nie wiemy, czy lubić go, czy nie lubić.

    Kreska, ze względu na to, iż jest dość staromodna, może zniechęcić do czytania co niektóre osoby. Jednak jest w niej piękno i ma ona swój wyjątkowy charakter, do którego trzeba po prostu przywyknąć.

    Wydanie JPF-u jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Druk jest wysokiej jakości, onomatopeje dobrze dobrane, a tłumaczenie, mimo iż miejscami jest specyficzne, dobrze oddaje klimat historii. „Srebrny Trójkąt” został wydany jako Mega Manga i jego cena to 44,99 zł. Jeżeli nie lubicie josei, a specyficzna kreska was odstrasza, ta pozycja może nie przypaść wam do gustu. Jednak w przypadku, gdy lubicie mangi, które zostawiają czytelnikowi pole do interpretacji i które trzeba przeczytać kilka razy, żeby dokładnie je zrozumieć, możecie sięgnąć po tę bez wątpienia wyjątkową i oryginalną publikację. Bo Moto Hagio stworzyła dzieło nietypowe, w które przelała swoją wizję przyszłości. A odbiorca, w którego ręce trafi ta pozycja, będzie mógł zapoznać się z czymś, co w wielu miejscach skutecznie go zaskoczy i udowodni swoją wartość. Tytuł ten to doskonały przykład czegoś, co pokazuje, że nie wszystko jest takie, jak mogłoby się wydawać.

  • Recenzja mangi: Tsutomu Nihei - „Abara”

    abara

    Abara

    JPF

    Autor: Tsutomu Nihei
    Wydawnictwo: J.P.Fantastica
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 44,99

    Świat przyszłości. Chłodny, niepokojący i postapokaliptyczny, zdający chylić się ku upadkowi. Miasto. Ciasne, o bardzo ciekawej i skomplikowanej budowie, dające klaustrofobiczne odczucia. I fabuła... Tak skomplikowana, że trzeba się nad nią mocno zastanowić.

    Zdecydowałam się na zapoznanie z twórczością Tsutomu Nihei ze względu na interesujące opinie krążące po sieci. Miałam bardzo mieszane uczucia ze względu na to, że nie przepadam za tego typu tematyką i klimatem. Uznałam jednak, że czasami warto dać szansę czemuś nowemu.

    Na starcie przytłoczyła mnie kreska. Kompletnie nie wpadła mi w oko i była zupełnie sprzeczna z moimi „kanonami piękna”. Nie można jednak powiedzieć, że jest zła. Po prostu jest odpowiednia do klimatu, który panuje w mandze. Mam świadomość, że dla niektórych kreska ta może być dużym minusem, elementem nie do przeskoczenia. Na pewno jednak warto zwrócić uwagę na wspaniałe rysunki architektury. Dzięki nim manga uzyskuje mocny charakter. W kreacji bohaterów również jest coś bardzo interesującego oraz tajemniczego. Najbardziej jednak jestem pod wrażeniem tego, jak zostały wykreowane stwory, tak zwane pustelniaki, które aż kipią detalami i dopracowaniem w każdym szczególe. W mandze znajdziemy również bardzo ładne kolorowe strony.
    Sama obwoluta mangi jest mroczna i tajemnicza. Jest to na pewno plus i zachęta, by sięgnąć po nią w księgarni.

    Jeśli chodzi o samą fabułę, to mamy do czynienia ze skokiem na głęboką wodę. Nie dostajemy w mandze niemalże żadnych odpowiedzi wprost. Od razu zostajemy wciągnięci w sam środek akcji. Manga rozpoczyna się w momencie, gdy jeden z mieszkańców miasta przeistacza się w potwora, pustelniaka, który zaczyna pożerać ludzi. Dzięki temu rośnie w zastraszającym tempie. Stwór ten jest oczywiście nie do pokonania przez zwykłych śmiertelników. Wtedy poznajemy Tadohomy, która poszukuje pomocy u znajomego z danych lat – Kudou. Chłopak ten okazuje się być niezwykły. Potrafi przemienić się w dziwną istotę podobną do tych, z którymi przyszło mu walczyć.
    Muszę przyznać, że gdyby nie posłowie, w którym wydawnictwo przybliża nieco treść, terminologię, postaci oraz wyjaśnia niektóre tłumaczenia, miałabym problem z ogarnięciem, o co chodzi w fabule. Była to dla mnie ciężka przeprawa, pełna niejasności, z którymi bez pomocy końcowych wyjaśnień w ogóle bym sobie nie poradziła. Lubię tajemnice, jednak chciałabym z czasem poznawać odpowiedzi, tudzież sama do nich dojść na podstawie dostępnych wskazówek. Tutaj tego mi zabrakło. Być może jest to kwestia przyzwyczajenia i tego, że jest to pierwsza manga tego typu, jaką czytałam. Do końca jednak nie potrafiłam dojść do tego, którzy bohaterowie są po której stronie...

    Warto również zaznaczyć, że na końcu tomiku możemy zapoznać się z historią „Digimortal” – one-shotem autora z 2004 roku. Jest to króciutki twór, fabularnie dużo łatwiejszy do zrozumienia, a jednocześnie nadal mamy w nim do czynienia z szybkim tempem akcji.

    Czy poleciłabym ten tytuł? I tak, i nie.
    Myślę, że może spodobać się fanom ciężkich, mrocznych klimatów, nad fabułą których trzeba się nieco zastanowić. Nie ma co ukrywać, że jest to tytuł naprawdę trudny w odbiorze, aczkolwiek intrygujący. Uważam więc, że niektórzy uznają mangę za wartą chwili uwagi, ale też wiele osób uzna, że po prostu szkoda na nią czasu.