Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

  • Wiosenne Warszawskie Targi Fantastyki już niedługo!

    Kolejna edycja magicznych Warszawskich Targów Fantastyki odbędzie się 19 do 20 marca  2022 roku! Impreza ma miejsce w warszawskim Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy przy ul. Brackiej 25. Targi Fantastyki zapraszają uczestników od godziny 10 do 20 w sobotę, i niedzielę od 10 do 18

  • Podróż po renesansowej Europie w świecie fantasy – „Dzieci ziemi i nieba” pod patronatem!

    dzieci ziemi i niebaEuropa, epoka renesansu. Świat targany jest konfliktami, religie i imperia zderzają się ze sobą, a wokół rozgrywają się ludzkie dramaty. Pirackie miasteczko Senjan opuszcza młoda kobieta, żądna zemsty za utraconą rodzinę. W tym samym czasie z państwa–miasta Seressy wyruszają dwie osoby – młody artysta mający namalować portret wielkiego kalifa oraz prowadzona gniewem, udająca żonę lekarza kobieta wysłana przez Seressę na misję szpiegowską. Wszystkie te osoby spotykają się na statku handlowym, którym dowodzi młodszy syn z kupieckiej rodziny, niepewny przeznaczonego mu życia. Widmo nieuchronnie nadchodzącej wojny wisi nad Europą. Na wschodzie młody chłopiec szkoli się więc, by zostać żołnierzem i zdobyć sławę i chwałę. Kalif szykuje się do ataku na fortecę będącą bramą do zachodniego świata, losy bohaterów splatają się, a ich życie jest zagrożone. „Dzieci ziemi i nieba” Guya Gavriela Kaya to powieść, która zgrabnie łączy ze sobą historię i fantastykę, zyskując dzięki temu niepowtarzalny charakter.

    Premiera książki 9 lipca.

    Guy Gavriel Kay – kanadyjski pisarz fantasy, zgrabnie łączący historię i fantastykę. W 1974 roku współpracował z Christopherem Tolkienem nad „Silmarillionem”. Zadebiutował powieścią „Kaya”, pierwszym tomem trylogii „Fionavarski gobelin”. W 2008 roku otrzymał World Fantasy Award za „Ysabel”.

  • Historia najsłynniejszego szermierza natchnionego - „Virion. Zamek" pod patronatem!

    VirionFanom „Achai” Andrzeja Ziemiańskiego Viriona nie trzeba przedstawiać. Jest szermierzem natchnionym, mistrzem miecza, który stoczył aż nazbyt wyrównany pojedynek z Achają, a także wrakiem człowieka, ledwie cieniem dawnego siebie. W najnowszej powieści Andrzeja Ziemiańskiego jest jednak kimś znacznie więcej. „Virion. Zamek” to pierwszy tom historii o tym, jak były skazaniec sprzymierzający się z upiorami staje oko w oko z apokalipsą.

    Premiera książki 27 stycznia.

     

  • Miasteczko Rotherweird skrywa wiele tajemnic – czas je odkryć!

    miasteczko rotherweirdRotherweird – miasteczko, jakich wiele. Ale czy na pewno? To miejsce rządzi się własnymi prawami, a mówienie o przeszłości miasta jest zakazane. Jaką tajemnicę skrywa Rotherweird? Niepozorny nauczyciel historii Jonah Oblong na pewno pomoże dociekliwym czytelnikom wyciągnąć na światło dzienne najgłębiej skrywane sekrety miasteczka.

    Recenzję książki  „Miasteczko Rotherweird” Andrew Caldecotta znajdziecie tutaj.

  • Do ostatniej kropli krwi - Antologia „Gladiatorzy” pod patronatem!

    GladiatorzySprzedani, porwani, ubezwłasnowolnieni albo wprost przeciwnie – walczący z własnej woli, korzystający z zaawansowanych technologii lub wstępujący na arenę pokrytą piachem, za broń mając jedynie własne ciało, ludzie i bestie. Walczący w Zonach, na kosmicznych arenach i w Koloseum o życie, sławę, pieniądze.

    Bohaterów antologii „Gladiatorzy” różni niemal wszystko, ale każdy z nich ma jeden cel – przeżyć.

    Na książkę składa się z 21 opowiadań, które wyszły spod pióra zarówno debiutantów, jak i doświadczonych autorów, m.in. Magdaleny Kozak, Andrzeja Pilipiuka, Mai Lidii Kossakowskiej, Jarosława Grzędowicza i Michała Gołkowskiego.

    Premiera 13 listopada.

  • Czas poznać to najważniejsze imię

    imie bogaNie powinno się oceniać książki po okładce, prawda? Ale co zrobić, jeśli jej wygląd sprawia, że masz ochotę wziąć ją w swoje ręce i zacząć przerzucać kolejne zadrukowane strony? Co zrobić, gdy opis powieści zachęca do zagłębienia się w treść? Warto jednaj wcześniej sprawdzić, czy ten ładnie zapakowany cukierek pod tytułem „Imię Boga” nie okaże się przypadkiem trudną do przełknięcia gorzką pigułką.

    Recenzję powieści Michała Dąbrowskiego znajdziecie tutaj.

     

  • Premiera „Krwi Imperium” Briana McClellana już 7 sierpnia!

    7 sierpnia 2020 roku ukaże się „Krew Imperium” – trzecia, finałowa część trylogii „Bogowie Krwi i Prochu” pióra Briana McClellana.

    Trylogia Bogów Krwi i Prochu dzieje się w uniwersum Magów Prochu. Opowieść o młodym narodzie, rewolucji, magii i walce z pradawnymi siłami uwodzi całkiem świeżym podejściem do magii, niespodziewanymi zwrotami akcji i nietuzinkowymi postaciami.  Po spokojniejszej drugiej części przyszedł czas na burzliwy finał historii o rewolucji w Fatraście. Najazd Bena Styke’a na Imperium Dynizyjskie przerywa potężny sztorm, Michael Bravis próbuje uniemożliwić wrogom wykorzystanie artefaktu, a lady Krzemień prowadzi adrańską armię na Landfall. Zbliża się ostateczna bitwa, bohaterowie, , by ją wygrać, muszą podjąć trudne decyzje, przezwyciężyć swoje słabości i zawiązać sojusze. Jedno jest pewne – w „Krwi Imperium” nie zabraknie emocji i akcji!

    Brian McClellanjest amerykańskim pisarzem fantastyki. Mieszka w Cleveland z żoną, kotem i dwoma psami. Jest pszczelarzem, pasjonatem opowieści historycznych, lubi też gry wideo. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczął już jako nastolatek. Ukończył kurs kreatywnego pisania na Uniwersytecie Brigham Young, gdzie poznał Brandona Sandersona. Jego wsparcie pozwoliło McClellanowi rozwinąć skrzydła. W 2013 roku ukazała się jego pierwsza książka z trylogii „Magów Prochowych” – „Obietnica Krwi” – która sprawiła, że popularność autora zaczęła rosnąć. W Polsce ukazała się jego trylogia „Magów Prochowych”, trylogia „Bogów Krwi i Prochu”, a także zbiór opowiadań z tego uniwersum – „Sługa Korony”.

    Krew Imperium - okładka

  • Książka „Ja, inkwizytor. Przeklęte przeznaczenie” już w księgarniach!

    „Życie warto poświęcać tylko dla Boga. Bo kiedy Bóg woła, to odpowiadam: jestem!, nie zważając czy wzywa mnie dla chwały, czy dla męczeństwa”.

    „Przeklęte przeznaczenie” to ostatni tom „ruskiej trylogii”. Inkwizytor, walcząc o wszystko, co mu drogie i bliskie, oraz o wypełnienie Bożego planu, musi posuwać się do najgorszych czynów i zaplatać coraz ciaśniejszy węzeł zdrad.

    „Ruska trylogia” jest dziełem niezależnym od pozostałych tomów cyklu inkwizytorskiego, opowiadającego o losach Mordimera Madderdina, i może być czytana bez znajomości głównej historii. Wydanie zostało wzbogacone o ilustracje Pawła Zaręby.

    Książka już dostępna.

    Przeklęte Przeznaczenie

  • Recenzja książki: Tomi Adeyemi – „Dzieci prawdy i zemsty”

    Tytuł książki

    Tomi Adeyemi - „Dzieci prawdy i zemsty”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
    Liczba stron: 408
    Cena okładkowa: 39,90 zł

    „Dzieci prawdy i zemsty” to druga część trylogii „Dziedzictwo Oriszy”. Pierwsza – „Dzieci krwi i kości” – pozytywnie mnie zaskoczyła, gdy sięgnęłam po nią ponad rok temu. Autorka postawiła sobie wysoką poprzeczkę; w książce było coś nowego i świeżego, co nie pozwoliło przejść obok niej obojętnie. Tomi Adeyemi nie tylko wprowadziła czytelników w piękny świat mitów Czarnego Lądu, lecz także wyraziła swoje zdanie w dyskusji na temat dyskryminacji, przemocy, represji czy segregacji rasowej, ukrywając je pod płaszczykiem powieści fantasy. Od kolejnej części cyklu mogłam więc wiele oczekiwać…

    „Dzieci prawdy i zemsty” ponownie zabierają nas do niezwykłego świata. Dzięki poświęceniu Zélie, Amari i Tzaina, wbrew staraniom Inana, udało się przywrócić magię w Oriszy. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. Zdolności magiczne zyskały także osoby, które do tej pory nie miały z magią nic wspólnego. To, co miało zapewnić pokój, jeszcze bardziej zaogniło konflikt. Dyskryminacja, przemoc, agresja są na porządku dziennym, a nad głowami Oriszan wisi widmo wojny domowej. Zélie i Amari muszą podjąć trudną decyzję: opuścić ojczyznę i zacząć nowe życie czy wziąć odpowiedzialność za swój kraj i znów walczyć o pokój. Amari, wspierana przez Zélie i pewna, że brat nie żyje, a matka poprze jej decyzję, postanawia zasiąść na tronie i stać się najlepszą królową dla swoich poddanych – wszystkich bez wyjątku, magicznych i niemagicznych. Niestety, przewrotny los pod postacią jej rodzicielki pokrzyżuje te plany. Szybko do głosu dojdą ukrywane głęboko żale i frustracje, a przyjaźnie i miłości zostaną wystawione na ciężką próbę. Znów trzeba będzie walczyć o to, co najważniejsze, czasem nawet wbrew najbliższym.

    Tomi Adeyemi dała swoim młodym bohaterom trudne zadanie do wykonania. Na ich barki zrzuciła odpowiedzialność za losy całego narodu i ta odpowiedzialność zdecydowanie zaczyna ich przytłaczać. Ci, których do tej pory uważaliśmy za dobrych, pokażą się nam od jak najgorszej strony, a podejmowane przez nich decyzje będą czasem pozbawione sensu. Na ich misternie wykreowanych wizerunkach pojawią się rysy, których nie będziemy mogli zignorować, a dzięki ujawnieniu kilku tajemnic być może przychylniejszym okiem spojrzymy na bohaterów z założenia złych. Ale może to i dobrze? Postaci ukazane w tej książce stają się przez to prawdziwsze, bardziej podobne do zwykłych ludzi, którzy popełniają błędy i nigdy nie są idealni. W końcu mamy tu do czynienia głównie z osobami młodymi, wchodzącymi w dorosłość, dlatego nie powinna dziwić ta ich nieracjonalność, emocjonalność, pochopność i chęć działania na przekór wszystkim i wszystkiemu. Może to czasem irytować, ale prawda jest taka, że młodość rządzi się swoimi prawami.

    Akcja w „Dzieciach prawdy i zemsty” jest tak samo niestabilna jak emocje bohaterów. Mamy tu prawdziwą sinusoidę – po fragmentach pełnych napięcia przychodzą takie, które mogą nużyć. Potem znów trafiamy w sam środek dramatycznych wydarzeń. Akcja jednak cały czas, konsekwentnie, posuwa się do przodu – w zmiennym tempie, ale nieubłaganie. Do zakończenia, które... Nie, lepiej nie zdradzać zbyt wiele.

    System magiczny zaprezentowany w pierwszej odsłonie cyklu został teraz wzbogacony, ale nie na tyle, by całkowicie zaspokoić naszą ciekawość. Poznajemy przedstawicieli kolejnych klanów, dowiadujemy się więcej o ich magii, przyglądamy się rytuałom, ale niewiele ponad to. Jeśli ktoś czekał na konkretne informacje dotyczące bogów, ich historii, powiązań czy wpływu na magów Oriszy, to raczej nie będzie usatysfakcjonowany.

    Trzeba przyznać, że książka prezentuje się naprawdę ładnie. Atrakcyjna okładka i ciekawe grafiki na wewnętrznych stronach zachęcają do czytania. Tylko czy warto? Jeśli uznamy tę powieść jedynie za kontynuację „Dzieci krwi i kości”, to uważam, że powinno się po nią sięgnąć, choćby po to, by poznać dalsze losy Zélie, Amari, Tzaina i Inana. Należy mieć jednak na uwadze, że jest słabsza od poprzedniczki i może niektórych czytelników rozczarować.

  • Recenzja książki: Aleksandra Borowiec – „Gwiazda szeryfa”

    gwiazda szeryfa

    Aleksandra Borowiec - „Gwiazda szeryfa”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Zysk i S-ka
    Liczba stron: 656
    Cena okładkowa: 45 zł

    Wiosna 1945 roku. Wielu Polaków dotkniętych traumą próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jedni okupanci odeszli, ale zastąpili ich nowi. Stefan Malewski także szuka miejsca dla siebie. Zdaje sobie sprawę, że nic już nie będzie takie jak wcześniej, dlatego podejmuje decyzję o wstąpieniu do Milicji Obywatelskiej i osiedleniu się na Mazurach. Chociaż rodzina nie popiera tej decyzji, on i tak wyjeżdża do Olsztynka, by zostać tam stróżem prawa… Choć na razie nie do końca wiadomo, jakiego właściwie prawa. W miasteczku zastaje ruiny i zgliszcza, na których mieszkańcy próbują budować swoje nowe życie. Praca w milicji nie będzie łatwa – w Olsztynku i miejscowościach do niego przylegających szerzą się kradzieże, rozboje, samosądy. Ale to nie powinno nikogo dziwić. Na Ziemiach Odzyskanych ścierają się interesy Prusaków, którzy nie opuścili swoich domostw, Polaków, szukających w tym miejscu lepszego i bogatszego życia, Sowietów, „pilnujących porządku”, oraz Mazurów, mieszkających tu od dawna. W takim kulturowym tyglu nietrudno o konflikty, zwłaszcza że wszyscy mają w pamięci niedawne bolesne, wojenne wydarzenia. A do tego trzeba dołożyć makabryczną zbrodnię…

    Krótko po przybyciu Stefana do Olsztynka w pobliskim lesie zostają znalezione poważnie okaleczone zwłoki. Początkowo milicjanci sądzą, że to efekt napaści dzikiego zwierzęcia, ale kiedy pojawiają się kolejne ciała, rozszarpane i pozbawione wnętrzności, Stefan decyduje o przeprowadzeniu dokładnego śledztwa. Chce sprawnie rozwiązać zagadkę, jednak szybko orientuje się, że nie może liczyć na niczyją pomoc. Dochodzi do wniosku, że w miasteczku nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Każdy z mieszkańców Olsztynka chce coś ukryć i raczej nie ma czystego sumienia. Tylko od uporu Malewskiego zależy, czy zdoła rozwikłać zagadki czające się w każdym kącie.

    „Gwiazdę szeryfa” trudno przyporządkować do jednego gatunku literackiego. Ta książka to w znacznej mierze powieść obyczajowa, ale zawiera element kryminału, thrillera i horroru. Wątki dobrane i połączone są jednak na tyle dobrze, że tworzą „smaczną” całość. Aleksandra Borowiec bardzo wiele miejsca poświęciła właśnie warstwie obyczajowej, by ukazać czytelnikowi system skomplikowanych relacji zachodzących między bohaterami. Grozy i napięcia jest tu zdecydowanie mniej. Odniosłam wrażenie, że nawet za mało – mimo (zwłaszcza?) że według reklam ta powieść to właśnie horror lub thriller.

    Autorka na blisko siedmiuset stronach stworzyła zadziwiająco dokładny obraz powojennego Olsztynka, a także jego niezwykłych mieszkańców – ich sposobu myślenia, strachu przed nieznanym i wolą przetrwania. To właśnie bohaterowie są jedną z zalet książki. W większości zostali wykreowani bardzo dobrze nie tylko pod względem charakteru, ale i wyglądu. Na kolejnych stronach powieści oglądamy galerię bardzo różnorodnych postaci, obok których nie da się przejść obojętnie. Wzbudzają skrajne emocje – poznaje się je z przyjemnością albo przeciwnie, wręcz z irytacją. Bohaterów trudno nawet wymienić, bo Aleksandra Borowiec co chwilę dokłada nam kolejną interesującą osobę. Dość powiedzieć, że jest jeden sprawiedliwy, tajemnicza kobieta, kilku uczciwych, kilku nieuczciwych, a nawet liczna grupa wyjętych spod prawa. I nie liczcie na to, że to wszyscy!

    Autorka stworzyła też plastyczne opisy, które sprawiają, że w trakcie lektury uruchamiają się wszystkie zmysły. Patrzymy na mniej lub bardziej atrakcyjne twarze, czujemy zapachy i temperaturę, słyszymy szyderczy śmiech i tajemnicze trzaski w mroku. To właśnie sprawia, że z ochotą przerzucamy kolejne strony. I choć akcja rozwija się niezbyt szybko i może czasem nudzić, to pozwala na odpowiednie poznanie rzeczywistości, w której się znaleźliśmy. Podobnie działają obcojęzyczne wtrącenia i stylizacja językowa. Tutaj każdy mówi tak, jak powinien: literacką polszczyzną, gwarą polską lub mazurską, po rosyjsku czy niemiecku. Nawet błędy charakterystyczne dla opisywanego miejsca i czasu to kolejny element pasujący do tej układanki.

    „Gwiazda szeryfa” to w gruncie rzeczy interesująca powieść łącząca cechy wielu gatunków. Niektórym czytelnikom może wydać się zbyt rozciągnięta i przegadana, ale możliwe, że w tym tkwi jej urok. Autorka stopniowo i ostrożnie odsłania tajemnice miasteczka, a czasem wyprowadza nas na manowce (i lądujemy w wątkach pobocznych, których nie ma znowu tak wiele). Niezbyt często odczuwa się też napięcie, które powinny wywoływać te bardziej przerażające horrory czy thrillery. Trzeba jednak przyznać, że to powolne odkrywanie sekretów Olsztynka i jego mieszkańców wspólnie z Malczewskim może być całkiem satysfakcjonujące.

  • Dwadzieścia sposobów na umieranie

    umieranie to parszywa robotaUmierać można z wielu powodów. Przyczyną śmierci może być choroba, tragiczny wypadek czy starość. Można też umierać metaforycznie – z nudów, ciekawości, tęsknoty, bólu czy smutku. W siódmej antologii opowiadań wydanej przez Fantazmaty znajdziecie dwadzieścia ciekawych argumentów świadczących o tym, że – niezależnie od powodów – umieranie to jednak parszywa robota…

    Naszą recenzję antologii „Umieranie to parszywa robota” znajdziecie tutaj.

  • Recenzja książki: Michał Dąbrowski – „Imię Boga”

    Imię Boga

    Michał Dąbrowski - „Imię Boga”

    Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Zysk i S-ka
    Liczba stron: 686
    Cena okładkowa: 39,90 zł

    Nie powinno się oceniać książki po okładce, prawda? Ale co zrobić, jeśli jej wygląd sprawia, że masz ochotę wziąć ją w swoje ręce i zacząć przerzucać kolejne zadrukowane strony? Co zrobić, gdy opis powieści zachęca do zagłębienia się w treść? Jak walczyć z potrzebą poznania historii, która ma być „wciągająca niczym pilot dobrego serialu”? Nie warto się bronić – trzeba sprawdzić, czy ten ładnie zapakowany cukierek pod tytułem „Imię Boga” nie okaże się przypadkiem trudną do przełknięcia gorzką pigułką.

    Już na pierwszych stronach powieści Michał Dąbrowski zabiera czytelnika do swojego niezwykłego świata i przedstawia mu w prologu wizję, która stanie się motywem przewodnim dalszych wydarzeń. Trzeba przyznać, że dziwna jest to wizja, początkowo niezrozumiała, brutalna, pełna symboli, nieznanych nam osób, wymyślnych stworzeń i dziwnych zachowań, nabierająca jednak sensu wraz z rozwojem akcji. Ale to, co dostajemy na początku powieści, znacznie różni się od historii snutej w dalszych rozdziałach. Zaraz po prologu autor „wrzuca” nas do świata wykreowanego w najdrobniejszych szczegółach, a dokładnie do Aazh – stolicy Cesarstwa, nad którym świecą dwa słońca, rozciągającego się na pół kontynentu. To właśnie to miasto pełne skrzydlatych kotów i krwiożerczych koni pociągowych stanie się sceną wielu intryg, dramatów oraz walk o wpływy i władzę. Ukazane z niezwykłą dokładnością Aazh można nawet uznać za dodatkowego bohatera powieści, wpływającego na innych i poprzez swoją infrastrukturę determinującego zachowania i decyzje.

    W Aazh w najlepsze trwa walka między władzą świecką a duchową. W samym centrum tej podjazdowej wojny między Cesarzem a Kolegium Kościoła znajdzie się dwóch lekarzy, Ethon oth Oehrlingen i Lheiam Eick. Ci młodzi, ambitni medycy z pomocą swojego mistrza Thanila i jego tajemniczych mocodawców będą próbowali odkryć prawdę na temat śmiertelnej choroby zwanej krwawnicą, rozprzestrzeniającej się w Cesarstwie. Niestety, ponieważ wykorzystywane przez nich metody są zakazane, a nawet uznawane za świętokradcze, lekarze muszą działać w tajemnicy i choć zdają sobie sprawę z konsekwencji, nie przypuszczają, jakie problemy mogą z tego wyniknąć.

    Losy Ethona i Lheiama splotą się z losami Loreanzzy Aveanny – współpracowniczki cesarskiego szpiega, pochodzącej z odległej Tirrei. Kobieta ma szukać informacji na temat niejakiego Enrosza, brata jej pracodawcy. Niezwykła sieć powiązań między ludźmi wywodzącymi się zarówno z przestępczego półświatka, jak i kręgów kościelnych zaprowadzi Lori do Ethona i osób wspierających jego zakazane badania. Na ich drodze stanie też pewien zakapturzony mężczyzna wypełniający wolę Boga.

    „Imię Boga” to debiut pisarski Michała Dąbrowskiego, który – przyznaję – można uznać za udany. Autor zabiera nas w ciekawą podróż do jakby znajomego, ale bardzo innego świata. Na pierwszy rzut oka ten świat przypomina trochę rzeczywistość, w czasie której działała Święta Inkwizycja, heretyków paliło się na stosach, a wszelkie odstępstwa od doktryny Kościół tępił z całą stanowczością.

    Zdecydowaną zaletą tej książki jest akcja, która zawiązuje się długo, ale potem rozwija się szybko i dość płynnie jak na tak rozbudowaną – liczącą blisko siedemset stron – powieść. Zawiłe wątki udaje się prowadzić konsekwentnie do rozwiązania, choć nieraz plączą się ze sobą i zazębiają. Wpływa na to styl pisarza: dojrzały, zwięzły, bez rozbudowanych metafor i opisów, ale dla niektórych być może zbyt współczesny i nieprzystający do okoliczności.

    „Imię Boga” to powieść mroczna, brutalna, pełna przemocy fizycznej i psychicznej, niekiedy trudna w odbiorze, wymagająca skupienia i przeanalizowania faktów. Dzieje się tak także za sprawą narracji – trzecioosobowej, ale z ukazaniem perspektywy kilku osób.
    Niestety, nie udało się uniknąć kilku rzeczy, które działają na niekorzyść tej książki. Bohaterów powieści „Imię Boga” poznajemy w konkretnym momencie, ale wiemy o nich niewiele. Informacje o ich motywacjach czy ważnych wydarzeniach z ich życia, które odcisnęły na nich piętno, musimy sami „składać” ze strzępów, które autor dawkuje nam z iście aptekarską precyzją. Krótkie wzmianki, fragmenty dialogów – to wszystko, na co możemy liczyć. Niekiedy może to irytować, zwłaszcza gdy bohater zachowuje się w nieoczekiwany sposób, a my nie wiemy dlaczego. Domyślamy się, że miało na to wpływ jakieś istotne wydarzenie z przeszłości, ale nikt nie wyjaśnia nam jakie. Irytujące pytanie „dlaczego?” towarzyszyć nam będzie nieustannie, a odpowiedzi znajdziemy zdecydowanie później niż wcześniej i często okażą się one niezbyt satysfakcjonujące. Niektóre kwestie nie zostaną wyjaśnione w ogóle.

    Na tym chyba polega problem z powieścią Michała Dąbrowskiego – pisarz wykreował niezwykły, interesujący świat i ciekawych bohaterów, ale zdecydowanie nie ułatwił czytelnikowi zrozumienia, co i jak działa. Mamy dużo tajemnic do odkrycia, zagadek do rozwiązania, lecz mało faktów. Wielu rzeczy możemy się domyślać. Ale czy domyślamy się dobrze?

    Ciekawie natomiast Michał Dąbrowski rozwiązał kwestię magii. Jeśli ktoś będzie chciał, na pewno tę magię dostrzeże. Ten, kto stąpa twardo po ziemi, uzna, że magia w tej książce to tylko wytwór wyobraźni bohatera, słyszącego obce głosy schizofrenika, czy efekt znacznej utraty krwi.

    „Imię Boga” to też na pewno „męska” powieść. Nie znajdziemy tu nadmiernej egzaltacji czy uczuciowości. Emocji jest tyle, by wystarczyło do zrozumienia bohaterów i ich motywacji – jeśli trzeba zabijać, to się zabija, gdy trzeba leczyć, to się leczy, gdy trzeba uciekać, to się ucieka, bez zbędnego roztrząsania problemu i filozoficznych rozważań.
    Te „męskie” cechy bardzo widoczne są także wtedy, gdy spojrzy się na kobiece postaci pojawiające się w powieści – są silne, pewne siebie, znają swoją wartość. Można się tylko zastanawiać, czy nie brakuje im jednak tej delikatności i uczuciowości przypisywanej kobiecej naturze.

    Jeśli chodzi o stronę techniczną, to – jak wspomniałam – książka prezentuje się naprawdę ładnie. Grafika na okładce zdecydowanie zachęca do tego, by sięgnąć po powieść. Na wewnętrznych stronach znajdziemy mapki prezentujące topografię miasta Aazh oraz fragmentu kontynentu, na którym leży Cesarstwo. Znacznie ułatwia to orientację w przestrzeni miasta i podążanie za bohaterami. Jedyną wadą mojego egzemplarza książki były niepodocinane brzegi, co sprawiało, że niektóre strony były ze sobą połączone. Próba ich rozdzielenia skutkowała przeważnie rozdarciem kartki.

    Otrzymaliśmy więc smacznego cukierka czy niedobrą pigułkę? Myślę, że cukierka z delikatnie gorzkim posmakiem. Jeśli ktoś szuka interesującej, powieści szpiegowsko-kryminalnej osadzonej w niebanalnym świecie, pełnej wartkiej akcji i ciekawych zagadek powinien sięgnąć po tę książkę – na pewno się nie zawiedzie. Jeśli natomiast poszukuje pełnego magii fantasy, może poczuć się zawiedzony – ale „Imię Boga” jest na tyle interesującą pozycją, że warto dać jej szansę.

  • Już za 20 dni inkwizytor Mordimer Madderdin powróci! - patronat

    Na 25 marca jest planowana premiera najnowszej książki Jacka Piekary z Cyklu Inkwizytorskiego – „Ja, Inkwizytor. Przeklęte kobiety”– pod patronatem Konwentów Południowych.
    Inkwizytor Mordimer w kolejnym tomie powieści dalej będzie się zmagał z heretykami i poganami na Rusi. Jak zakończy się ta sprawa, kto ostatecznie okaże się przyjacielem, a kto – wrogiem? Ludzie otaczający inkwizytora umierają, razem z nimi umierają też marzenia i idee. Czy poza wiernością Świętemu Officjum i miłością do Boga został jeszcze jakiś powód do życia?

  • Z ekranu na karty powieści, czyli „Labirynt fauna” w książkowej wersji

    labiryntKsiążki pisane na podstawie scenariuszy filmowych to specyficzne twory. Nie są przełożeniem ruchomego obrazu na tekst, ale jego rozszerzeniem o dodatkową fabułę, przeżycia bohaterów, spojrzenie na uniwersum i możliwość wniknięcia w nie w nieco inny sposób. Tak przynajmniej mówi teoria. A jak jest w praktyce? Sprawdziliśmy na przykładzie „Labiryntu fauna”.

     Recenzję książki „Labirynt fauna” napisanej przez Cornellię Funke na podstawie filmu w reżyserii Guillermo del Toro znajdziecie tutaj.

  • Współczesny „Beowulf”? – „Dziedziczka jeziora” Marii Dahvany Headley pod patronatem!

    Dziedziczka jezioraWilla wiedzie spokojne, pozbawione zmartwień życie jako żona dziedzica Herot Hall – swój czas poświęca opiece nad synem Dylanem, spotkaniom z innymi matkami, uczęszczaniem na przyjęcia urodzinowe i urządzaniem podwieczorków. Herot Hall, pełne dobrobytu, zdaje się być idealnym miejscem do życia. Pozory lubią jednak mylić i dla okolicznych mieszkańców to urocze miasteczko jest istną twierdzą, której strzegą niezliczone bramy, kamery i fotokomórki.

    W jaskini poza granicami miasta żyje z kolei Dana, która jest kompletnym przeciwieństwem Willi. To weteranka wojenna, próbująca przetrwać wraz z niechcianym i nieplanowanym synem Grenem.

    W końcu drogi Grena i Dylana krzyżują się i chłopcy podejmują decyzję o wspólnej ucieczce. Wtedy też splatają się losy Willi i Dany. Żadna z nich jednak nie wie, że Herot Hall otacza się zabezpieczeniami, by odgrodzić się właśnie od Grena.

    „Dziedziczka jeziora” jest współczesną adaptacją „Beowulfa”, opowiedzianą z perspektywy matki Grendela.

    Premiera książki już 12 lutego.

  • Wojny gangów, nadnaturalne zdolności i nastolatka w kłopocie, czyli „Śmiertelne oczyszczenie”

    smiertelneoczyszczenieKai Morris nie wiedzie się w życiu zbyt dobrze. Nastolatka, która została wyrzucona z domu, stara się jakoś sobie radzić, w czym nieco pomaga jej nadnaturalny dar. Ale ten dar to także źródło wszelkich kłopotów. Właśnie przez niego na dziewczynę zwracają uwagę przywódcy gangów. Każdy będzie chciał widzieć ją w swoich szeregach – po dobroci lub wręcz przeciwnie. I jak to zwykle w takich opowieściach bywa, może się okazać, że porachunki gangów to najmniejszy problem… Sprawdźcie, czy „Śmiertelne oczyszczenie” to powieść dla Was.

    Recenzję książki, która ukazała się pod patronatem Konwentów Południowych, znajdziecie tutaj

  • Mordimer Madderdin powraca

    przekletekrainyMordimer Madderdin wreszcie doczekał się kolejnej odsłony swoich przygód. Każdy, kto tęsknił za tym marudzącym i narzekającym sługą Świętego Officjum, może znów spotkać Mordimera, tym razem na kartach powieści „Ja, Inkwizytor. Przeklęte krainy”, która ukazała się pod patronatem Konwentów Południowych.

    Recenzję tego tytułu znajdziecie oczywiście na naszej stronie, a dokładnie tutaj.

  • Z przeszłości prosto w przyszłość

    pierscienCzy zastanawialiście się kiedyś, jak starzeją się powieści science fiction lub w jakim stopniu stają się trafną wizją przyszłości? Teraz macie okazję, by spojrzeć na przyszłość okiem kogoś z przeszłości, a to dzięki powieści „Pierścień” Larry’ego Nivena, wydanej po raz pierwszy w 1970 roku.

    Recenzję książki znajdziecie oczywiście w naszym dziale recenzji, a dokładnie tutaj.

  • Kilka słów o przeznaczeniu

    syrenyztytanaZastanawialiście się kiedyś, do jakiego stopnia człowiek może wpływać na swoje przeznaczenie? Czy nasze decyzje rzeczywiście są nasze? Albo czy moglibyśmy unikać pewnych rzeczy, gdybyśmy tylko znali przyszłość? Kurt Vonnegut w powieści „Syreny z Tytana” podjął próbę odpowiedzi na te pytania.

    Recenzję książki „Syreny z Tytana”, jednej z pierwszych powieści popularnego autora science fiction, znajdziecie tutaj.

  • Upiorne opowieści na jesienne wieczory

    upiorne opowiesci po zmroku„Upiorne opowieści po zmroku” to jedna z tych pozycji, których sam tytuł zdradza, czego możemy się spodziewać. Tylko czy na pewno? Znajdziemy w tym zbiorze mrożące krew w żyłach historie czy może opowiastki, którymi zaledwie odrobinę postraszymy niegrzeczne dzieci? Nie ma co gdybać, trzeba to sprawdzić! Klikajcie zatem w ten link i przekonajcie się sami, co mają nam do zaoferowania „Upiorne opowieści po zmroku”.