Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

  • Publicystyka: Wszystkie grzechy Warsaw Comic Con

    Warsaw Comic Con ogłasza się jako największe wydarzenie popkulturalne w kraju, a ostatnio nawet szafuje hasłem „największy konwent popkultury w Europie”, co jest dosyć dużym nadużyciem. Takim hasłem organizatorzy zupełnie ignorują przy tym istnienie Pyrkonu, który – według oficjalnych danych i pewnych szacunków (ponieważ organizacja WCC nie potrafi spójnie odpowiedzieć na zadawane pytania) – wciąż jest większy pod względem liczby odwiedzających, a na pewno nie ma sobie równych w liczbie oferowanych atrakcji, stref i rozrywek. Już nawet nie wspomnimy o innych eventach odbywających się w całej Europie, które są bezkonkurencyjne. Ale nie o tym jest ten tekst, bo jak już pisaliśmy w naszym artykule pod tytułem „Co jest większe? Pyrkon czy Warsaw Comic Con?”, tych imprez nie da się porównać inaczej, niż zestawiając właśnie liczby uczestników. Niemniej, czy organizatorzy – Ptak Warsaw EXPO – radzą sobie z tak dużym festiwalem? Po ostatnich doniesieniach nie mogliśmy tego nie sprawdzić. Przejrzeliśmy dziesiątki (jeżeli nie setki) wypowiedzi konwentowiczów, wystawców, a nawet gości, porównaliśmy je z własnymi doświadczeniami, a następnie zebraliśmy wszystko i taki oto jest efekt.

  • Praca redakcji - czyli jak dostać darmowe wejściówki na konwenty

    Całkiem niedawno (stosunkowo) pisaliśmy na temat organizatorów konwentów i imprez popkulturalnych. Szczególnie o tym, ile pracy kosztuje tych ludzi doprowadzenie wydarzenia do stanu, jaki widzicie podczas jego trwania, a nierzadko w ogóle do tego, żeby się ono odbyło. Przy całym tym wysiłku potencjalny zarobek, o ile w ogóle taki jest, prawie nigdy nie wynagradza włożonych sił, czasu, a nierzadko i własnych pieniędzy. Dziś natomiast popatrzymy na to wszystko z innej strony, naszej – medialnej. Bo przecież my także mamy swój, nieskromnie mówiąc, całkiem spory wkład w wiele wydarzeń odbywających się w naszym kraju. Opowiemy Wam też o tym, jakie relacje wiążą nas z organizacjami konwentowymi, co mamy z tej pracy i co właściwie robimy, a czego nie widzicie.

    identyfikatory z odwiedzonych konwentów

  • Recenzja książki: „Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania” Stephen Hawking

    i krotkie odpowiedzi na wielkie pytania stephen hawking

    Stephen Hawking - „Krótkie odpowiedzi na wielkie pytania”

    zysk logo noweWydawnictwo: Zysk i S-ka
    Liczba stron: 264
    Cena okładkowa: 39,00 zł

    W ubiegłym roku przyszło nam pożegnać jedną z ikonicznych postaci współczesnej nauki, człowieka o wielkim umyśle i wielkim duchu, który, mimo wyniszczającej choroby, osiągnął rzeczy wielkie i pchnął nas jeszcze dalej ku zrozumieniu Wszechświata. Mowa, rzecz jasna, o Stephenie Hawkingu, astrofizyku z Cambridge, badaczu czarnych dziur i odkrywcy promieniowania przez nie emitowanego (nazwanego później na jego cześć). Mimo stwardnienia zanikowego bocznego, bycia przykutym do samojezdnego wózka inwalidzkiego oraz niepomyślnych rokowań dających mu ledwie parę lat życia, nie tylko dożył sędziwego wieku, ale przez cały czas pozostawał osobą tryskającą humorem. Jego wizerunek pojawiał się w modnych serialach, zaś jego książka, „Krótka Historia Czasu”, utrzymywała się na szczycie listy bestsellerów według British Sunday Times przez ponad dwieście tygodni. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka możemy kolejny raz zagłębić się w myśli wielkiego naukowca, poznać jego punkt widzenia na zagadki, które od wieków trapią ludzkość, a także dowiedzieć się czegoś na temat jego życia prywatnego. Oto „Krótkie Odpowiedzi na Wielkie Pytania”, zbiór popularnonaukowych esejów na przeróżne tematy, ostatnie spisane dzieło Stephena Hawkinga.

    Oprócz przedmowy, słowa od wydawcy, wstępu, posłowia i podziękowań, „Krótkie Odpowiedzi...” składają się z dziesięciu krótkich, tematycznych rozdziałów, w każdym z których omówiony jest pogląd Hawkinga na jakąś istotną kwestię. Znajdziemy tutaj wypowiedzi astrofizyka o rzeczach, które na pewnym etapie życia zajmują każdego – o początku istnienia Wszechświata czy obecności Boga, a także problemach znanych przede wszystkim fanom fantastyki naukowej, jak przewidywanie przyszłości, sztuczne inteligencje, podróże w czasie. W rozdziale o czarnych dziurach Hawking opowie również trochę o życiowym dorobku, swojej pracy naukowej, w kolejnych tekstach wyrazi opinię na temat kolonizacji planet innych niż Ziemia, a nawet możliwości istnienia w gdzieś w Kosmosie inteligentnego życia. Rozpiętość tematyczna jest imponująca.

    Jedną z najważniejszych zalet książki jest fakt, że na każdy z omówionych w niej tematów Hawking wypowiada się z pozycji autorytetu, popierając swoje rozmaite twierdzenia dowodami o pochodzeniu czysto naukowym. Nie ma tu miejsca na czcze gdybanie. Stephen Hawking nie boi się przyznać, że czegoś nie wie lub nie jest pewien – na wiele tematów spekuluje, jednak zawsze jest to spekulacja poparta solidnymi podstawami. Już samo to, w dobie Internetu zalanego przez wątpliwe źródła informacji, stanowi o wartości tej pozycji.

    Wiele z tekstów popularnonaukowych zawodzi na polu przystępności – tutaj bywa z tym ciężko, jednak nie ze względu na wady samej publikacji. Styl autora jest wyśmienity, nacechowany nierzadko autoironicznym humorem, zaś trudna do przyswojenia informacja przetykana jest żartobliwymi wstawkami odpowiednio często, by dać umysłowi chwilę wytchnienia, a jednak na tyle rzadko, by nie rozwodnić tekstu. Wprawny czytelnik wychwyci tu kilka nawiązań do popkultury, które jednoznacznie zdradzają Hawkinga nie tylko jako wybitny umysł i oratora naukowego postępu, ale również miłośnika science fiction, zupełnie takiego, jak wielu z nas!

    Nie oszukujmy się jednak – tematyka „Krótkich Odpowiedzi...” jest trudna. Hawking stara się jak tylko może, by przystępnie wytłumaczyć najbardziej podstawowe założenia teorii strun albo dlaczego tak istotne są poszukiwania „teorii wszystkiego”, jednak informacja taka nie będzie przyswajalna dla każdego, a do jej zrozumienia wymagany jest co najmniej licealny poziom zrozumienia nauk ścisłych. Drugie ryzyko związane jest nie tyle z formą, co z rodzajem prezentowanych tu wiadomości – do czytania czegoś takiego trzeba mieć umysł otwarty, chłonny, zdolny poddać w wątpliwość wszystko, co wie i w co wierzy. Naukowy osąd jest niepodważalny i bezlitośnie rozprawia się z uprzedzeniami – tylko jego akceptacja pozwoli lepiej zrozumieć rzeczywistość, która nas otacza. Ci, którzy nie są do tego zdolni, rozgniewani i zniesmaczeni pewnie przerwą czytanie. A szkoda.

    Podsumowując, „Krótkie Odpowiedzi na Wielkie Pytania” stanowią trudną, choć wciągającą lekturę popularnonaukową, pozwalającą dowiedzieć się całkiem sporo o aktualnym stanie wiedzy w zakresie nauk fizycznych. To zarazem pożegnalny list Stephena Hawkinga, jednego z najgenialniejszych umysłów naszej epoki – i przypuszczalnie największego autorytetu w sprawach nauk ścisłych od czasów Alberta Einsteina. Wszystko to sprawia, że po jego ostatnią publikację zdecydowanie warto sięgnąć. Polecam każdemu, kto choć trochę interesuje się światem, w którym żyje.

  • Podsumowanie pracy redakcji Konwenty Południowe - 2018 rok

    Podsumowanie roku to dla mnie trudny tekst, bo jak tu opowiedzieć o wszystkim, co działo się w prężnie rozwijającej się redakcji przez 365 dni i jednocześnie nie zanudzić czytelnika na śmierć? Ale należy Wam się „kilka” słów podsumowujących wszelkie zmiany, ulepszenia czy ogólnie to, co właściwie robiliśmy.

  • Publicystyka: Ile zarabia organizator konwentu?

    Zanim przejdziemy do właściwej części tego tekstu, musimy sobie nakreślić obecną sytuację i odpowiedzieć na pytanie, czy w ogóle wiemy, czym się taki organizator zajmuje. Bo przecież jaki konwent jest, każdy widzi. Organizacja wydarzeń wygląda na prostą rzecz, gdy spoglądamy już na efekt. Zacznijmy więc od podstaw.

  • Publicystyka: Uczestniku konwentu! Twoje dane wyciekły!

    W dobie powszechnego dostępu do Internetu, z którego możemy korzystać nawet na górskich szlakach, łatwo wpaść w pułapkę i nadziać się na wirtualne oszustwo. Takich „min” mamy wiele. Istnieją niusy, filmiki czy aplikacje dostępne tylko po podaniu numeru telefonu oraz kodu, jaki nań przyjdzie, a później zasypywani jesteśmy płatnymi wiadomościami z horoskopami czy świadczona jest nam usługa, na którą nie do końca się godziliśmy. podrobione nieraz tak dobrze, że nie do odróżnienia i chwila nieuwagi może nas kosztować wyczyszczenie konta. Nie brakuje także witryn pod rozmaitymi pretekstami zbierających dane, żeby użyć ich w różnych, niecnych celach.

  • Analiza statystyczna ankiety na temat nieodpowiednich zachowań na konwentach

    Statystyka jest jak kostium bikini: pokazuje wiele, ale nie pokazuje najważniejszego.

    Aaron Levenstein

    Jeżeli PsychoStalker je ryż, a Gerard Czekaj kapustę z mięsem, to, według podstaw statystyki, w redakcji jemy gołąbki. Dziś właśnie o gołąbkach, czyli wynikach badania przeprowadzonego w ramach akcji „Cosplayer też Człowiek”.

  • Jak NIE wydawać swojej pierwszej książki

    Nim zacznę wywód, pragnę poinformować, że poniższy tekst dostępny jest (wyłącznie w całości) do dowolnej niekomercyjnej publikacji. Wszelki kontakt w związku z tekstem (pytania, sugestie) pod adresem Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

    Nie będę koncentrował się na wszystkich możliwościach, jakie ma przyszły debiutant – skoncentruję się tylko na jednej, tej związanej z zapłaceniem za wydanie własnego tekstu. Na początek wyjaśnię, czym w ogóle jest „vanity publishing”, w skrócie „vanity” – usługa pośredniczenia w wydaniu książki. Czyli w teorii nic złego. Jednak już sama nazwa może wzbudzić podejrzenia, wszak angielskie „vanity” to „próżność” – i w istocie ten system wydawniczy ma na celu dosłownie łechtać ego autora, który pragnie ujrzeć swoje nazwisko na okładce. W końcu wielu z nas marzy o wydaniu książki, a realia rynku są bezlitosne (zwykłe prawo dżungli: przetrwają najsilniejsi).

  • Ustawa o książce, czyli wydawnicze kontrowersje

    Od kilku dni w środowisku czytelników i wydawców książek toczą się burzliwe dyskusje, a to za sprawą kontrowersyjnego projektu ustawy, złożonego przez Polską Izbę Książki i przyjętego do konsultacji przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt, nad którym pracowano od jesieni 2014 roku, dotyczy m.in. wprowadzenia na okres dwunastu miesięcy po premierze jednolitej, ustalonej przez wydawcę lub importera ceny książki. W założeniu ma to zapewnić równe szanse na rynku zarówno małym księgarniom, jak i dużym sieciom księgarskim. Jak będzie naprawdę? Kto zyska, a kto starci na zmianie prawa? Przyjrzyjmy się bliżej projektowi ustawy, którego pełną treść znajdziecie TUTAJ.

  • Felieton: Z kart powieści na szklany ekran, czyli słów kilka o ekranizacji „Amerykańskich bogów” Neila Gaimana

    Dla fana czytelnictwa nie ma nic bardziej ekscytującego i frapującego zarazem, jak wiadomość o ekranizacji jego ulubionej książkowej pozycji. Dlaczego? Bo z jednej strony cieszy się na wieść, że powieść, którą lubi, zostanie przeniesiona na srebrny ekran, a z drugiej – martwi się, czy film choć trochę będzie zbliżony do jego wyobrażeń, które zrodziły się w trakcie lektury. Strachem może napawać też zgodność fabularna papierowego pierwowzoru z ekranizacją. Tak właśnie czują się teraz fani angielskiego pisarza Neila Gaimana oczekujący na premierę serialu na podstawie jednej z jego najpopularniejszych powieści – „Amerykańskich bogach”.

  • „Jak ja nie lubię fantastyki”, czyli fantasta kontra reszta świata

    „Czytasz fantastykę? Przecież tego nie da się przełknąć! Co z tobą jest nie w porządku?” – tak w przybliżeniu wyglądają reakcje nowo poznanych przeze mnie ludzi, gdy dowiadują się, że nałogowo czytam i preferuję książki z gatunku, który jakimś dziwnym trafem jest uważany w naszym kraju za niszowy i niemal niegodny osoby parającej się czytelnictwem. No bo jakże to tak czytać o elfach, czarach i smokach, kiedy tyle poważnych książek czeka na to, by z dostojeństwem zagłębić się w ich treści. Zazwyczaj wybaczam tego typu komentarze. Ludzie ci przeważnie nie znają ani jednej powieści fantasy czy science fiction, co stanowiłoby jakąkolwiek podstawę do tego, by mogli swobodnie wrażać swoją opinię – więc jak tu się liczyć z ich zdaniem. Jednak trafiają się jednostki, które pod tym względem potrafią być wyjątkowo irytujące.

    syncaidia

    Autor: Synpai; Żródło: http://synpai.deviantart.com/art/Imagination-297373770

  • Publicystyka: Zdjęcia a prawa autorskie oraz upublicznianie wizerunku - fakty i mity

    Wiele kontrowersji w środowiskach powiązanych z konwentami i imprezami pokrewnymi budzi fakt robienia zdjęć i publikacja bez zgody na upublicznianie wizerunku. Z drugiej strony często przez konwentowiczy, cosplayerów, a nawet fotografów, naruszane są prawa autorskie i niepisane zasady etyczne. Głównie przez usuwanie znaków wodnych, brak podpisów, oznaczeń i linkowania (zarówno fotografów jak i cosplayerów na zdjęciach). Właściwie każda grupa ma swoje zdanie na ten temat i broni swoich dzieł, co jest godne pochwały. Niestety, bardzo wiele osób nie ma pojęcia o tym, co tak naprawdę regulowane jest przez prawo oraz co wolno i nie wolno, czy co powinno i nie powinno robić się w temacie zdjęć. Zarówno ze strony fotografów, fotografowanych, a nawet osób przygotowujących ludzi do zdjęć. Postanowiłem rozwiać większość - jeżeli nie wszystkie - wątpliwości, tworząc rozbudowany tekst o tematyce fotografii. Głównie konwentowej i związanej z innymi imprezami tego typu, bo to najbardziej interesuje naszych czytelników. Niemniej jednak zgromadzona tu wiedza i cytowane przepisy prawne mogą się przydać także poza branżą konwentową. Mam nadzieję, że tekst ten pomoże się Wam odnaleźć w zawiłościach prawa autorskiego do zdjęć.