Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

  • Recenzja mangi: Tsubasa Yamaguchi, Makoto Shinkai - „Ona i jej kot”

    ona i jej kot

    Ona i jej kot

    waneko

    Autor: Tsubasa Yamaguchi, Makoto Shinkai
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Chyba każdy właściciel zwierzaka wie, jak głęboka może być więź łącząca człowieka ze zwierzęciem. Duża część osób traktuje swojego pupila niczym pełnoprawnego członka rodziny. Nic w tym dziwnego. Po ciężkim dniu spędzonym w pracy, szkole bądź na uczelni nie ma bowiem nic lepszego niż powrót do domu, w którym czeka na nas nasz ulubieniec. Nieważne, czy ma on cztery łapy, skrzydła czy płetwy, posiadanie zwierzaka jest czymś niesamowitym.

    Właśnie o tym opowiada manga „Ona i jej kot”. Główna bohaterka Miyu nie radzi sobie z dorosłym życiem. Praca nie sprawia jej przyjemności, a przyjaciółki z lat młodości zakładają rodziny, podczas gdy ona nadal jest samotna. Ma wrażenie, że odpowiedzialność ją przytłacza, nie może znaleźć swojego miejsca, czuje się wyobcowana i zagubiona. Cierpi na depresję. Jej jedynym przyjacielem jest kot i tylko przed nim może się w pełni otworzyć. Kocur faktycznie jest bardzo oddany w stosunku do swojej właścicielki i kocha tak, że poza nią świata nie widzi.

    Historia przedstawiona w komiksie obnaża sytuację, w której znajduje się wielu młodych ludzi. Presja wywierana przez społeczeństwo, dotycząca znalezienia dobrej pracy, założenia rodziny oraz odniesienia „sukcesu” powoduje, że żyją w ciągłym stresie, aby sprostać tym wymaganiom. Autorka mangi wskazuje, że jednym ze sposobów na poprawę jakości życia i zmniejszenie codziennego stresu może być znalezienie sobie przyjaciela w postaci zwierzaka. Taki pupil bowiem będzie kochać bezwarunkowo i nigdy nas nie opuści. Ludzie niestety z czasem się zmieniają, ponadto pochłaniają ich codzienne obowiązki, przez które się od siebie oddalają. Sensem życia może być wtedy jakieś hobby, odskocznia od szarości dnia codziennego – dlaczego by nie zwierzę?

    Opowieści o kotach i ich właścicielach jest już wiele, dlatego moje wymagania związane z tą pozycją były wysokie. Myślę, że manga „Ona i jej kot” nie do końca je spełniły. Historia bohaterów jest dość oczywista. Zdaje się, że autorka chciała ukazać postać Miyu tak, aby budziła współczucie u czytelnika, jednak u mnie się to nie sprawdziło. Nie czułam żadnej sympatii do tej postaci, przez co manga wydała mi się trochę płytka. Kreska też jest raczej zwyczajna, chociaż niektóre ujęcia kociego bohatera są naprawdę urocze.

    Dobrze sprawdziło się w mandze to, że cała historia przedstawiona jest z perspektywy kota. Bohaterkę widzimy oczami jej pupila. Kocur nigdy nie krytykuje jej zachowania, właściwie w ogóle nie ocenia.

    Psychologiczne aspekty mangi zdecydowanie przemawiają na jej korzyść. Jednak mnie w komiksie zabrakło trochę tego kociego bohatera, bowiem cała historia skupia się prawie wyłącznie na głównej bohaterce. Myślę, że dodanie odrobiny kocich figli i swawoli sprawiłoby, że manga stałaby się przyjaźniejsza w odbiorze.

  • Recenzja mangi: Kudan Naduka, Makoto Sanada - „Aniołowie zbrodni”

    aniolowie zbrodni

    Aniołowie zbrodni

    waneko

    Autor: Kudan Naduka, Makoto Sanada
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 7+
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Jesteś fanem thrillerów? Lubisz odwiedzać escape roomy? Interesujesz się historiami psychopatycznych morderców? A może po prostu wolisz czytać opowieści trzymające w napięciu? Jeśli na chociaż jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to koniecznie musisz zapoznać się z pewną intrygującą historią.

    Ray budzi się w dziwnym, nieznanym miejscu. Nie ma pojęcia, jak się tu znalazła. Wędrując po opuszczonych pomieszczeniach, natrafia na niepokojące napisy na ścianach. Nagle pojawia się przed nią postać obandażowanego mężczyzny, który trzyma w rękach wielką kosę. Daje jej trzy sekundy na ucieczkę – jeśli nie zdąży, zabije ją.

    Właśnie tak rozpoczyna się fabuła mangi „Aniołowie zbrodni” powstałej na podstawie gry o tym samym tytule. To niezwykle mroczna i frapująca historia. Autor dokładnie przemyślał każdą z postaci. Główna bohaterka jest uroczą trzynastoletnią dziewczynką. Wygląda na bardzo delikatną, jednak dużo przeszła – była świadkiem morderstwa. To trudne doświadczenie wpłynęło na jej psychikę, przez co zachowuje się dojrzale jak na swój wiek. Dlatego dość spokojnie reaguje na wiadomość, że na każdym piętrze budynku czeka na nią morderca. Dziewczyna nie skupia się wyłącznie na znalezieniu wyjścia z dziwnego budynku oraz bezmyślnej ucieczce przed postaciami czyhającymi na jej życie. Chce jak najdokładniej zbadać miejsce, w którym się znalazła oraz dowiedzieć się jak najwięcej o zabójcach, poznać ich historie.

    A postacie morderców mają bardzo zróżnicowane osobowości. Każdy z nich kryje w sercu osobisty i niebanalny powód, dla którego zabija. Co więcej, niektórzy z nich są ukazani w taki sposób, że czytelnik po dłuższej lekturze zaczyna z nimi nawet sympatyzować.

    Przyznam, że po przeczytaniu pierwszego tomu mangi nie widziałam w niej nic oryginalnego. Uciekająca dziewczyna, szaleni mordercy – ot, fabuła jakich wiele. Jednak drugi tom pozytywnie mnie zaskoczył. Poza postacią bohaterki na pierwszy plan wysunęły się postacie morderców. Ich sposoby uśmiercania oraz powody, dla których to robią, stały się bardziej wymyślne i mniej szablonowe. Po przeczytaniu drugiego tomu mam ochotę na więcej. Fabuła rozwija się w zaskakujący sposób, a mordercy są coraz ciekawiej kreowani. Widać, że to prawdziwi szaleńcy.

    Czytając komiks, miałam wrażenie, że autorzy za bardzo skupili się na odwzorowaniu wirtualnej rzeczywistości, przez co niektóre kadry są bardzo chaotyczne i momentami nie do końca wiadomo, co się dzieje. Możliwe, że miało to na celu spotęgowanie napięcia i wywołanie u czytelnika podobnych emocji, które towarzyszą graczom podczas grania w grę, jednak u mnie spowodowało to uczucie zagubienia. Niektóre momenty musiałam czytać kilkukrotnie, żeby zrozumieć aktualną sytuację.

    Niemniej jednak polecam tę mangę. Warto ją przeczytać choćby dla ciekawej fabuły czy intrygujących psychopatycznych morderców. To właśnie ich postacie powodują, że „Aniołowie zbrodni” są naprawdę interesującą pozycją z gatunku thriller. Również osoby interesujące się choć trochę psychologią kryminalną powinny sięgnąć po tę pozycję.

  • Pełna życia manga o nieboszczykach – czy to możliwe?

    kronika duchowOstatnio w naszym kąciku recenzenckim panowała niezwykła cisza, ale nie martwcie się – to tylko chwilowe. Wszystko działa, a jako dowód prezentujemy Wam recenzję mangi Natsumegu Seiju „Kronika duchów”. Zapraszamy do lektury!

  • Recenzja mangi: Mamoru Hosoda, Renji Asai - „Dziecię Bestii”

    dziecie bestii.jpg

    Dziecię Bestii

    waneko

    Autor: Mamoru Hosoda, Renji Asai
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 4
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Manga ta powstała na podstawie filmu animowanego o identycznym tytule. Jego reżyserem jest Mamoru Hosoda, znany m.in. z „Wilczych dzieci”. Film „Dziecię Bestii” uzyskał całkiem wysokie noty od krytyków. Zdobył również nagrodę Japan Academy Prize, przyznawaną dla najlepszej animacji roku. Słysząc tyle pochlebnych opinii na jego temat, koniecznie musiałam sięgnąć po mangę i przekonać się, czy będzie równie ciekawa.

    Fabuła komiksu rozgrywa się w dwóch światach: ludzkim oraz w krainie bestii. Postacie zamieszkujące ten drugi wyglądają jak hybrydy człowieka i zwierzęcia. Mają własne miasta, sklepy, klasztory, a nawet bóstwa. Żyją w całkowitej separacji od świata ludzkiego. Przyczyną izolacji jest wiara w to, że ludzie, z powodu swojej słabości, mogą zostać pochłonięci przez ciemność, którą noszą w sercach i przerodzić się w potwory. Jednak pewnego dnia Kumatetsu, jeden z kandydatów na nowego przywódcę świata bestii, sprowadza do miasta swojego nowego ucznia – człowieka. Czy ten zaledwie siedmioletni chłopiec sprosta treningowi pod okiem prawdziwej bestii i pokona ciemność drzemiącą w swoim sercu?

    Fabuła pierwszego tomu mangi jest trochę przewidywalna i dość oczywista. Autor skupia się w nim głownie na ukazaniu charakterów głównych bohaterów: Kumatetsu oraz jego ucznia Rena. Jako że jeden i drugi mają dość wybuchowe charaktery i są niemożliwie uparci, dochodzi między nimi do ciągłych kłótni. Natomiast drugi tom komiksu jest już dużo bardziej interesujący, bowiem jego akcja przeskakuje między dwoma światami, dzięki czemu historia zyskuje na atrakcyjności. Ren staje się nastolatkiem i zaczyna odczuwać pragnienie przebywania wśród ludzi i prowadzenia takiego życia, jak jego ludzcy rówieśnicy. Czytelnik chce sięgnąć po kolejne tomy, aby dowiedzieć się, czy chłopakowi uda się połączyć bycie wojownikiem w świecie bestii i normalnym nastolatkiem wśród ludzi.

    Atrakcyjność mangi zwiększa również przedstawienie świata bestii oraz atmosfera, która w nim panuje. Nie ma w nim telefonów, samochodów, ogromnych wieżowców. Wojownicy noszą przy sobie miecze, a wszyscy mieszkańcy darzą ogromnym szacunkiem swojego arcymistrza. Pod tymi względami kraina ta przypomina trochę wioskę ninja z mangi „Naruto”.

    Według mnie w mandze jest troszeczkę za mało wątków humorystycznych, które stanowiłyby miły dodatek do całej fabuły. W komiksie pojawia się co prawda postać uroczego, puszystego stworka, który staje się nieodłącznym towarzyszem Rena, i to chyba właśnie owe stworzonko miało za zadanie wprowadzić scenki humorystyczne, jednak potencjał tej postaci nie został w pełni wykorzystany. Przez większość czasu po prostu siedzi na ramieniu bohatera i biernie śledzi fabułę. Mam nadzieję, że w kolejnych komiksach odegra większą rolę.

    W kwestiach technicznych nie mam nic do zarzucenia. Trzeba przyznać, że wydawnictwo Waneko zadbało zarówno o oprawę wizualną komiksu, jak i jakość przekładu. Na końcu każdego z tomików znajdują się podziękowania dla czytelników od rysowniczki i krótki opis wrażeń, jakich dostarcza jej możliwość tworzenia tego komiksu.

    Manga idealnie nadaje się na przyjemną lekturę w ciągu dnia zarówno dla młodszych, jak i nieco starszych czytelników. Mam nadzieję, że komiks wykorzysta swój potencjał i kolejne tomy będą coraz ciekawsze i bardziej wciągające.

  • Recenzja mangi: Natsumegu Seiju – „Kronika duchów”

    kronika duchow

    Kronika duchów

    waneko

    Autor: Natsumegu Seiju
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 3
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Gdy bierzemy do ręki mangę początkującego autora, zawsze towarzyszy nam nadzieja, że zobaczymy coś świeżego, przełamującego schematy. „Kronika Duchów”, którą debiutowała w 2014 roku Natsumegu Seiju, nie może się tym pochwalić, a wręcz można nazwać ją nieco wtórną. Lecz czy muszę czynić z tego zarzut, skoro całość jest, jak na komiks o nieboszczykach, tak pełna życia?

    Manga opowiada o przygodach początkującego egzorcysty Kouichiego Sukami, który wraz ze szkolnym klubem okultystycznym bada miejskie legendy o działalności sił nadprzyrodzonych. Jednak nadrzędnym celem chłopca jest odnalezienie porwanej przez mroczne bóstwo siostry, Hanaichi. W tym zadaniu może liczyć na pomoc bogini śmierci (shinigami), Chloe. Niestety, seksowna kostucha postawiła mu jeden warunek: zanim zdradzi, jaki los spotkał jego siostrę, wspólnie zapełnią należącą wcześniej do Hanaichi księgę, tytułową kronikę duchów.

    „Kronika Duchów” ma w sobie to ,,coś”, co nie pozwala jej przepaść w licznym gronie podobnych mang. Nie jestem tylko pewien, czy jest to efekt przemyślanej pracy autorki, czy wręcz na odwrót – skutek oddania się fantazjom. Z początku trudno przewidzieć, w jaki nastrój będzie celowała mangaczka. Zaczyna się od silnego uderzenia. Bałem się nawet, że rosnąca długość fetyszystycznych bandaży owiniętych wokół ran bohaterów oraz kurczące się jakby z każdą stroną spódniczki doprowadzą do festiwalu kazirodczego seksu. Nic z tego! Faktem jednak jest, że każdemu rozdziałowi przyświecały trochę inne założenia. Historie       z pozoru niewinne zmieniają się w pełne krwi horrory, a ,,klasyczne” (autorka przyznaje, że nie bazuje tylko na zasłyszanych legendach) opowieści grozy posiadają wzruszające zakończenie. Przede wszystkim jednak nie brakuje tu, także niesmacznego, humoru sytuacyjnego.

    Podobnym ,,składakiem” są bohaterowie, silnie inspirowani postaciami z innych mang czy gier wideo. Często miałem wrażenie, że gdzieś już podobne twarze i charaktery się przewijały. Znamienne jest też, że nawet nieobecna siostra Kouichiego ma duży wpływ na bieg wypadków, dzięki czemu bohaterowie nie tracą z oczu (także dosłownie!) prawdziwego celu swych działań. Autorka zostawiła sobie dzięki temu pole do nadania relacji między bohaterami pewnej niejednoznaczności, ale wszystko na razie wskazuje, że sympatie i antypatie rozbiją się o banalny motyw ,,przyjaźń wszystko zwycięży”. Po przeczytaniu pierwszego tomu żadna postać, z wyjątkiem pełnej tajemnic i lubiącej posługiwać się anglicyzmami shinigami Chloe, nie zapadła mi szczególnie w pamięć. Tym niemniej stanowią one całkiem sympatyczną gromadkę.

    Oko czytelnika ucieszy być może oprawa graficzna. Nie mam tu na myśli tego, że jest ona pełna detali czy w jakiś sposób wyróżnia się kreską. Cechuje ją jednak mnogość lubianych przez fanów mangi i anime ,,fetyszy”. Oprócz wspomnianych już bandaży, seifuku o przykrótkich spódniczkach, napatrzymy się na baranie różki, układające się niczym kocie uszka wstążki, kokardki, nieśmiertelne (i noszone bez wyraźnej przyczyny) przepaski na oko, przebieranki chłopców za dziewczęta itp. Doprawiono to całkiem smaczną i niewulgarną erotyką.

    Polskie wydanie mangi od Waneko to solidna robota. Nie dopatrzyłem się żadnych literówek, jedynie pewnych problemów może nastręczać czcionka, jaką drukowane są niektóre wypowiedzi postaci, podkreślające ich silne emocjonalne zabarwienie. Nie jest to błąd drukarski, po prostu odcyfrowuje się je z pewnym trudem.

    Ocena końcowa jest dla mnie trochę zaskakująca. Choć pierwszy tom świadczy, że autorka wciąż jeszcze poszukuje swojego stylu i całość jest trochę niekonsekwentna, a przy tym nieco wtórna, to mangę czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością. Dzieje się tak dlatego, że nie brakuje tutaj zwrotów akcji, a bohaterowie nie traktują siebie ze (nomen omen) śmiertelną powagą. Jednak trochę inne rozłożenie proporcji elementów składających się na całość (np. ilości humoru, erotyki, horroru czy patosu) mogłoby uczynić komiks mniej przyjemnym w odbiorze. A ponieważ nie jestem fanem historii o duchach i urban legend, mogę stwierdzić, że ze względu na lekkie podejście do tematu manga powinna przypaść do gustu nie tylko fanom gatunku.

  • Ochroniarz za tysiąc jenów

    cross regaliaHasero Inumi, oprócz tego, że uczy się w liceum, wykonuje także odpowiedzialną pracę – jest „ochroniarzem za tysiąc jenów”. Jego klientką zostaje tajemnicza Nata, którą Inumi spotkał w bocznej uliczce, w pobliżu zwłok kilkunastu osób... Jak dalej potoczy się ta historia? Przekonajcie się razem z nami i zaglądnijcie do recenzji mangi „Cross x Regalia”!

  • Odkryj prawdę o Grace Field House

    the promised neverland 01„W jednym domu mieszka matka i niemal czterdzieścioro dzieci. Nie są ze sobą w żaden sposób spokrewnione, a mimo to kochają się nad życie, wspólnie się bawią i wykonują domowe obowiązki. Brzmi jak sielankowy obraz sierocińca, ale Grace Field House skrywa mroczne tajemnice”. Jakie? Tego raczej nie dowiecie się z naszej recenzji mangi „The promised neverland”. Ale za to będziecie wiedzieć, czy warto po tę mangę sięgnąć.

  • Biały kot i tajemnice

    klamstwa bogow„Kłamstwa bogów” to opowieść o wielkiej odpowiedzialności i o tym, jak radzą sobie z nią dzieci. Ten niepozorny tomik zawiera w sobie też cały wachlarz wydarzeń i emocji – przez codzienne problemy nastolatków, niezwykłe trudności życia, aż po śmierć bliskich. Jak myślicie, warto po niego sięgnąć? Nasza recenzentka już poznała odpowiedź na to pytanie, teraz kolej na Was. Zapraszamy do lektury recenzji!

  • Jak zostać superbohaterem?

    my hero academiaIzuku Midoriya od dziecka marzy o tym, aby zostać superbohaterem. Niestety, w przeciwieństwie do wszystkich wokół, nie ma mocy, która pozwoliłaby mu stawiać czoło złu i ratować tych, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie. Na szczęście przewrotny los dał Izuku szansę, by mógł pokazać, na co go stać. Jednak droga na do tytułu superbohatera jest kręta i pełna niebezpieczeństw. Czy młody Midoriya dotrze na szczyt i stanie się tak potężny, jak jego idol All Might? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w mandze Kohei Horikoshi’ego „My Hero Academia - Akademia Bohaterów”. Ale zanim po nią sięgniecie, rzućcie okiem na naszą recenzję!

  • Kaiu Shirai, Posuka Demizu - „The promised neverland”

    the promised neverland 01

    The promised neverland

    waneko

    Autor: Kaiu Shirai, Posuka Demizu
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 4+
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    W jednym domu mieszka matka i niemal czterdzieścioro dzieci. Nie są ze sobą w żaden sposób spokrewnione, a mimo to kochają się nad życie, wspólnie się bawią i wykonują domowe obowiązki. Brzmi jak sielankowy obraz sierocińca, ale Grace Field House skrywa mroczne tajemnice. W tym domu panują pewne zasady, których nie można złamać pod żadnym pozorem, a jedną z nich jest niewychodzenie poza ogrodzenie. Dzieci przebywają tam maksymalnie do dwunastego roku życia, a później odsyłane są do rodzin zastępczych. Emma jest jednym z najstarszych dzieci w sierocińcu. Wraz ze swoimi rówieśnikami, Normanem i Rayem, na codziennych testach zdobywa maksymalną liczbę punktów. W dniu, kiedy jedna z dziewczynek przebywających w sierocińcu zostaje odesłana do rodziny adopcyjnej, Emma i Norman poznają mrożącą krew w żyłach prawdę o zewnętrznym świecie i prawdziwym celu sierocińca. Od tamtej pory ich jedynym celem jest ucieczka z miejsca, które niegdyś mogli zwać domem.

     „The promised neverland” to tytuł, który porywa od pierwszego spojrzenia na okładkę trzyma w napięciu aż do ostatniej strony tomu. Gdy dowiedziałam się, że ukaże się polska wersja mangi, nie mogłam się doczekać, aż znajdzie się na mojej półce. Teoretycznie jest to tytuł z gatunku shonen, ale myślę, że spokojnie trafi także do starszej grupy odbiorców. Pierwszą rzeczą, która mnie urzekła, jest okładka pierwszego tomu, a jak się okazało, również i kolejnych. Kolorowa i dobrze narysowana oraz skomponowana – niby nie ma w niej nic wyjątkowego, ale w jakiś sposób przyciągnęła moją uwagę. Kolejnym szczegółem rzucającym się w oczy tuż po rozpoczęciu lektury jest to, że dość niestandardowo jak na ten gatunek główną bohaterką jest dziewczyna. Emma posiada jednak wszystkie cechy postaci z shonena – jest impulsywna i zawsze roześmiana. Cała trójka przyjaciół z kolei obdarzona jest niesamowitą inteligencją, przez co bałam się, że popadniemy w pewną skrajność i zniszczy to całą historię. Na szczęście autorka uwzględniła, że bohaterowie nadal są jednak tylko dziećmi, więc dorośli, bardziej doświadczeni życiem, są w stanie je przechytrzyć. Dzięki temu otrzymujemy emocjonującą walkę z czasem i niebezpieczeństwami świata. Jeśli zabierzecie się za lekturę, czytajcie uważnie każdą stronę – autorka sama mówi, że ukryła gdzieś podpowiedzi.

    Lektura trzech pierwszych tomów „The promised neverland” to była dla mnie czysta przyjemność. Polskie wydanie jest dopracowane i widać, że włożono w nie dużo pracy. Nie ma żadnych błędów, potknięć, a samo tłumaczenie również oddaje charakter bohaterów. Obwoluty prezentują się świetnie, a pod nimi znajdują się okładki w zupełnie innym stylu. Gorąco was zachęcam do lektury, bo według mnie to jeden z tytułów na polskim rynku najbardziej wartych uwagi.

  • Kaori Ozaki - „Kłamstwa bogów”

    klamstwa bogow

    Kłamstwa Bogów

    waneko

    Autor: Kaori Ozaki
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 

    „Kłamstwa bogów” to tytuł, po który sięgnęłam z ciekawości – okładka i tytuł zapowiadały się obiecująco, a sam opis także wydał mi się ciekawy. Pewnego dnia jedenastoletni Natsuru Nanao znalazł porzuconego, białego kota. Gdy zastanawiał się, co z nim zrobić, spotkał dziewczynę ze swojej klasy, Rio Suzumurę. Od tego spotkania Natsuru i Rio spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Chłopak poznaje sekret Rio, który później okazuje się tylko częścią większej tajemnicy. Z początku mogłoby się wydawać, że to kolejny tytuł z gatunku okruchów życia, ale manga skrywa jeszcze drugą, mroczniejszą stronę.

    Ten jeden tomik zawiera w sobie cały wachlarz wydarzeń i emocji – przez codzienne problemy nastolatków, niezwykłe trudności życia, aż po śmierć bliskich. Natsuru z początku wydaje się być zwykłym dzieckiem, które posiada swoje kaprysy, jednak im dalej brniemy w historię, tym bardziej staje się on odpowiedzialny. Rio natomiast jest od początku nieśmiała, małomówna, ale bardzo dojrzała. W pewnym momencie poczułam jednak niesmak, ponieważ wydarzenia i decyzje podejmowane przez dzieci były bardzo dziwne, przez co sama historia stała się zupełnie odrealniona.

    Brakowało mi też rozwinięcia niektórych wątków. Czasem miałam wrażenie, że wprowadzony zostaje nowy motyw, a tymczasem następna strona jest już zupełnie o czymś innym. Tak jakby zostały nam podane tylko suche fakty, żeby sama historia zgadzała się z zamysłem autorki, ale bez zostawienia czasu na to, by tak naprawdę się w nią wczuć.

    Polskim tłumaczeniem zajęło się wydawnictwo Waneko. Tomik jest większy niż standardowy, a matowa obwoluta jest ładna i przyciąga wzrok. Pod nią znajdują się humorystyczne scenki z życia rodziny Rio.

    „Kłamstwa bogów” to historia o wielkiej odpowiedzialności i o tym, jak radzą sobie z nią dzieci. To przyjemny, krótki tytuł, który mimo delikatnych zgrzytów fabularnych jest ciekawą, miłą lekturą i myślę, że warto dać mu szansę.

  • Recenzja mangi: Kohei Horikoshi - „My Hero Academia - Akademia Bohaterów”

    my hero academia

    My Hero Academia - Akademia Bohaterów

    waneko

    Autor: Kohei Horikoshi
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 16+
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Chyba każdy zna, albo przynajmniej kojarzy bohaterów Marvela lub DC. Ich wizerunki pojawiają się niemal wszędzie, czy to na ubraniach czy też innych gadżetach, a co roku wychodzą kolejne filmy oraz komiksy z ich przygodami. Skoro amerykańscy super bohaterowie cieszą się tak dużym zainteresowaniem, dlaczego nie sięgnąć po mangę „My Hero Academia” i nie przekonać się, jak zostali wykreowani przez japońskiego artystę i czy mogą liczyć na równie wielką sympatię czytelników?

    Historia ukazana w komiksie opisuje historię chłopca - Izuku Midoryi, który od dziecka marzy o tym, aby zostać super bohaterem. Tymczasem, jak na ironię, jest jedną z nielicznych osób, u której nie rozwinęły się żadne super moce, dlatego droga do bycia obrońcą ludzkości pozostaje dla niego zamknięta. Jednak los postanowił się do niego uśmiechnąć i pewnego dnia chłopak zdobywa upragnioną moc i wstępuje do akademii szkolącej bohaterów. Tam, poza różnymi wyzwaniami stawianymi przez nauczycieli, musi również zmierzyć się ze swoim rywalem – Katsukim, dawnym przyjacielem z dzieciństwa, który nie może pogodzić się z faktem, że Izuku jest równie zdolny, jak on sam.

    Jest to oczywiście kolejny shonen, w którym mamy głównego bohatera, który mimo przeciwności losu, walczy o swoje marzenia. Pojawia się również postać byłego przyjaciela, który zostaje jego rywalem, itd. Jednak według mnie manga zasługuje na uwagę, chociażby ze względu na swój humor czy sam pomysł opisania akademii kształcącej przyszłych super bohaterów.

    Pozycja ta jest bardzo przyjemna. Obrazki w dużej mierze są zabawne, a postanie sympatyczne. Delikatna natura Izuku bywa czasem trochę denerwująca, bo zdarza mu się czasem rozpłakać, czy robić z siebie mięczaka, ale myślę, że to tylko kwestia czasu i zrobi się z niego prawdziwy super bohater, który będzie budzić respekt wśród innych. Jednak w pierwszych trzech tomach, ze względu na zbyt dużą wrażliwość chłopaka, większą sympatią cieszy się u mnie jego rywal i to on wydaje mi się ciekawszą postacią. Pewność siebie Katsukiego, jego arogancja i pogarda dla innych przedstawiają jego naturę w negatywnym świetle. Niby kształci się na bohatera, jednak w jego postawie jest coś z zakapiora.

    Co jeszcze zasługuje na uwagę? Myślę, że sposób wykreowania super bohaterów, ukazanie ich codziennego życia i ich zwyczajnego życia, kiedy nie muszą pełnić swoich obowiązków i ratować ludzi przed potworami, czy innymi zbirami. Pomysłowe są również same super moce postaci. Pojawiają się takie typowe, jak super siła, ale jest też dużo oryginalnych, jak np. umiejętność wyłączenia siły grawitacji. To wszystko składa się na ciekawą lekturę.

    Wydawnictwo Waneko, jak zawsze, postarało się przy wydaniu komiksu. Wszystko jest dopracowane, a kolorowe obwoluty przyciągają uwagę czytelnika. Warto pod nie zajrzeć, aby zobaczyć przedstawione na okładkach pierwotne wersje bohaterów, bądź ich strojów, a także przeczytać o nich kilka słów od autora i zapoznać się z początkami jego pracy.

    Manga zdecydowanie zasługuje na uwagę biorąc pod uwagę popularność anime, które powstało na jej podstawie. Osobiście jeszcze go nie oglądałam, ale słyszałam, że komiks lepiej ukazuje tę historię. Cóż, o tym możecie zadecydować sami po zapoznaniu się z wersją papierową oraz jej ekranizacją.

  • 1 kwietnia - dzień cudów

    Wczoraj, jak co roku, działy się rzeczy niewyobrażalne. Powstawały nowe, wielkie projekty, inne upadały, odwołując swoje inicjatywy. W tym jednym dniu dzieje się dużo więcej niż zwykle, dlatego warto podsumować, na jakie to ciekawe pomysły wpadli organizatorzy konwentów, wydawcy i inne podmioty związane z tematyką naszego portalu.

  • Recenzja mangi: Ryu Fujisaki, Fuyumi Ono - „Shiki”

    shiki1

    Shiki

    waneko

    Autor: Ryu Fujisaki, Fuyumi Ono  
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 11
    Cena okładkowa: 21,99 zł

    Do mang z gatunku horror podchodzę zazwyczaj bardzo sceptycznie. Poznałam już kilka naprawdę dobrych tytułów grozy, ale mimo to wiem, jak ciężko jest osiągnąć dobry klimat, mając do dyspozycji tylko i wyłącznie czarno-białe rysunki. Informacja o tym, że Waneko wydaje „Shiki”, była dla mnie niesamowicie radosną nowiną. Ładnych parę lat wcześniej byłam zakochana w klimacie i fabule anime o tym tytule, a do mangi nigdy nie miałam okazji zajrzeć. Teraz mam możliwość zapoznania się z nią - i to w polskim wydaniu. I nie będę ukrywała, że już na samym początku postawiłam temu tytułowi wysoką poprzeczkę, mając nadzieję, że coś mnie jeszcze może zaskoczyć i nadal zachwycić po takim czasie.

    Fabuła pierwszego tomu w moim odczuciu buduje przede wszystkim klimat niepokoju, mroku i tajemnicy. Praktycznie tuż po zapoznaniu się z nim czytelnik ma raczej więcej pytań niż jakichkolwiek odpowiedzi, co zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. Uważam, że ciekawość zostaje wystarczająco pobudzona. Akcja mangi toczy się w roku 199X w małej wiosce Sotoba, która otoczona jest z trzech stron górami (sama ma kształt wąskiego trójkąta). Jak na takie miejsce przystało, Sotoba liczyła zaledwie 1300 mieszkańców. Na tle całej okolicy wyróżniał się jeden budynek – stara posiadłość w zachodnim stylu. Kiedyś znajdował się w tym miejscu dom wpływowych mieszkańców z rodu Kanemasa, a gdy ci się wyprowadzili, postawiono tam ową posiadłość, która stała jakiś czas niezamieszana. Jedna z bohaterek – Megumi Shimizu - była zafascynowana owym budynkiem. Bardzo chciała wejść do środka i zastanawiała się, czy ktoś kiedyś zamieszka w tym miejscu. W końcu jednak wprowadziła się tam rodzina Kirishiki. Wszystko zbiegło się w czasie z odkryciem trzech tajemniczych zgonów. Nie znaleziono żadnej przyczyny śmierci osób, których ciała odnaleziono. Do tego po przybyciu nowych mieszkańców znika Megumi i ochotnicy wybierają się na jej poszukiwania. Dziewczynę udało się odnaleźć, niestety dopadła ją anemia, a przynajmniej tak stwierdził lekarz. Ale czy na pewno nie było to coś poważniejszego? Dosłownie tajemnica goni tajemnicę!

    Pierwsza część nasycona jest informacjami o bohaterach, a trzeba przyznać, że jak na jeden tom to poznajemy ich całkiem sporo. Mimo że postacie wydają się do bólu klasyczne, to bardzo pasują do tej historii i miejsca akcji. Coś na zasadzie: typy ludzi, których na pewno możesz spotkać w małej wiosce. Mamy na przykład Megumi Shimizu – modną i „miastową” licealistkę, która czuje, że nie pasuje do Sotoby i tylko czeka, kiedy będzie mogła wyjechać do miasta, szaleńczo zakochaną w rówieśniku Natsuno Yuuki, przyjezdnym z miasta, który nie jest specjalnie zachwycony nowym miejscem zamieszkania oraz osobą nim zainteresowaną. Jest również Mutou Tooru, przyjaciel Natsuno, typ pozytywnego lekkoducha i dobrego kumpla, Ozaki Toshio – kierownik jedynej kliniki w wiosce, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wisi nad nim odpowiedzialność za zdrowie mieszkańców, oraz duchowny Seishin Muroi, który w wolnym czasie zajmuje się pisaniem. Poza tym poznajemy również ich rodziny, a także postaci, z którymi na co dzień wymienieni przeze mnie bohaterowie mają do czynienia, na przykład właściciele sklepów, stolarz, policjant, pielęgniarka... Jest ich zbyt wielu, by każdego wymienić, a jednak każdy odgrywa w fabule ważną rolę. Oczywiście trochę też dowiadujemy się o nowych mieszkańcach... Ale póki co niezbyt wiele.

    Dużą rolę w tej mandze moim zdaniem odgrywa bardzo charakterystyczna kreska. Zakochałam się w niej już dawno i mimo minionych lat, moja miłość nie osłabła ani trochę. Postaci mają specyficzne oczy i fryzury niemające racji bytu w przełożeniu na realny świat. I właśnie to jest najpiękniejsze. Dodaje na pewno oryginalności, o którą teraz jest naprawdę trudno. Styl rysunków doskonale się sprawdza w kadrach, które mają budzić grozę czy niepokój, a niektóre strony mangi wręcz wżerają się mózg. Lepiej nie przypominać ich sobie ciemną nocą, zwłaszcza jeśli jesteśmy sami w domu...

    Wydanie mangi jest całkiem w porządku. Ładna obwoluta na gładkim papierze, tłumaczenie, które czyta się bardzo dobrze, a do tego fajna, kolorowa, rozkładana wkładka z ilustracją jednego z bohaterów. Jedyne, co miałabym do zarzucenia, to to, że opis z tyłu obwoluty jest dość trudny do odczytania – musiałam nieźle wysilić wzrok, a przecież często właśnie od treści z tyłu zależy to, czy ktoś zdecyduje się ten tytuł zakupić, więc tekst powinien być wyraźny. Plusem dla mnie jest tabela z tyłu mangi „Akta mieszkańców wsi Sotoba”. Zawsze mam problemy z zapamiętaniem imion osób, a tam wszystko podsumowano na dwóch stronach. Tylko uwaga! Nie należy tego czytać przed mangą – są spoilery!

    Podsumowując: nie zawiodłam się. Mimo że postawiłam wysoko poprzeczkę i fabuła jest mi znana dzięki anime, dalej ten tytuł uważam za naprawdę godny polecenia. Doskonale sprawdza się jako horror i jest w stanie oddziaływać na czytelnika, budząc przeróżne emocje. A pamiętając jeszcze ogólny zarys dalszej fabuły i wiedząc, ze w mangach jest znacznie więcej treści niż w okrojonych anime – wiem, że tytuł z każdym tomem będzie tylko jeszcze bardziej ciekawy i wciągający. Myślę, że każdy fan gatunku powinien przynajmniej spróbować sięgnąć po ten tytuł i na pewno wiele osób zakocha się w nim tak jak ja.

  • Recenzja mangi: Takeshi Obata, Tsugumi Ohba - „Bakuman"

    Bakuman

    Bakuman

    waneko

    Autor:Takeshi Obata, Tsugumi Ohba
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 20
    Cena okładkowa: 19,99 zł

     

    „Bakuman” już od dawna wydawał mi się bardzo obiecującym tytułem. Nie dość, że jego autorami są Takeshi Obata oraz Tsugumi Ohba, twórcy „Death Note”, to na dodatek jest to manga o tworzeniu mangi właśnie. Brzmi dziwnie, prawda? Dlatego niezmiernie ucieszyłam się, kiedy dostałam ją do zrecenzowania.

     Zacznę od szaty graficznej mangi. Każdy z tomików ma przyjemną i ciekawą okładkę, przedstawiającą któregoś z bohaterów. Kadry nie są zbyt szczegółowo dopracowane, jednak  dobrze się je ogląda. Jeśli chodzi o wygląd postaci, to przyznam, że nie należą one do bardzo oryginalnych. Nie wyróżniają się niczym szczególnym, przez co wydają mi się trochę bezbarwne. To, co najbardziej przeszkadzało mi podczas czytania, to fakt, iż główni bohaterowie są w wieku gimnazjalnym, lecz z wyglądu o wiele bardziej przypominają licealistów, przez co cały czas miałam wrażenie, że są dużo starsi, a ich zachowanie infantylne.

    Głównymi postaciami komiksu są dwaj czternastolatkowie, którzy chodzą razem do jednej klasy. Nigdy specjalnie ze sobą nie rozmawiali, raczej trzymali się na dystans. Jednak pewnego dnia Akito Takagi – najzdolniejszy uczeń w klasie - proponuje Moritace Mashiro wspólne tworzenie komiksu. Mashiro na początku nie jest przekonany do tego pomysłu. Jego wujek był mangaką i według chłopaka nigdy niczego nie osiągnął, co więcej zmarł w wyniku przepracowania. Jednak ukochana Mashiro, Miho, oznajmia mu, że jeśli odniesie sukces jako twórca mangi, to ona wyjdzie za niego za mąż. To motywuje gimnazjalistę do działania. I tak zaczyna się wędrówka dwojga nastolatków po  bezwzględnym świecie wydawnictw i redaktorów. Lecz wydanie własnej mangi wcale nie jest takie łatwe. Sam dobry pomysł i dopracowane rysunki nie wystarczą. 

    Autorzy wpadli na naprawdę ciekawą i oryginalną koncepcję, tworząc komiks, który pokazuje, jaką drogę musi przebyć scenorys, aby stać się w końcu tomikiem trzymanym w ręku przez odbiorcę. Cały proces wymyślania historii, tworzenia szkiców, szukania wydawnictw jest bardzo interesujący. Wreszcie czytelnik dostaje coś nowego. Naprawdę bardzo przyjemnie czytało mi się o wszystkich koncepcjach bohaterów dotyczących stworzenia komiksu. Ich pomysły na fabułę oraz postacie były niezmiernie ciekawe. Nawet momentami czułam niezadowolenie z powodu odrzucenia jakiegoś manuskryptu przez redakcję, gdy ten wyjątkowo mi się spodobał. 

    Niestety, tak jak wspomniałam, same postacie nie są  już aż tak ciekawe. Nie przypadł mi też do gustu główny wątek miłosny dotyczący relacji między Mashiro a Miho. Bohaterowie zachowują się bardzo infantylnie, rumienią się, kiedy się widzą, wstydzą się rozmawiać ze sobą. Cały czas do siebie wzdychają i nie robią prawie nic poza tym. Obietnica małżeństwa złożona przez Miho nijak do tego nie pasuje. Dziewczyna nie ma odwagi spojrzeć chłopakowi prosto w oczy, ale chce wziąć z nim ślub – łatwo wychwycić tutaj zgrzyt. Moim zdaniem wątek dotyczący takiego nieśmiałego uczucia jest dość nudny i przewidywalny. Jednak zwolennicy takich platonicznych romansów na pewno będą zadowoleni. Za to wątki miłosne Takagiego są o wiele ciekawsze i bardziej humorystyczne. Czyta się je z przyjemnością i uśmiechem na twarzy. 

    Mimo wszystko „Bakumana” czytałam ze sporym zaangażowaniem. Nie wiedziałam, że tak trudno jest wydać mangę i że jest to aż tak czasochłonne. Dużo bardziej doceniam teraz pracę mangaków oraz ich wysiłek włożony w stworzenie komiksu. Jednak przyznam, że po autorach spodziewałam się czegoś więcej. W porównaniu z „Death Notem” postacie są o wiele mniej dopracowane, niezbyt wyraziste i mało charakterystyczne. 

    Sami zdecydujcie, czy chcecie przeczytać tę pozycję. Myślę, że jednak warto się z nią zapoznać, chociażby po to, żeby dowiedzieć się czegoś o sposobie tworzenia mang, poznać ich drogę od umysłu twórcy poprzez perturbacje wydawnicze, aż do gotowej papierowej formy.

     

  • Recenzja mangi: Aya Shouoto - „Strażnik domu Momochi"

    Strażnik domu Momochi

    Strażnik domu Momochi

    waneko

    Autor: Aya Shouoto
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 12+
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Himari Momochi nieoczekiwanie na swoje szesnaste urodziny dostaje dom. Główna bohaterka to dziewczyna z sierocińca, która straciła rodziców w wypadku i nie miała żadnych krewnych. Niespodziewanie list z testamentem zmienia jej życie do góry nogami. To także jest jedyna rzecz, która łączy ją w jakiś sposób z rodziną. Z wielkim entuzjazmem bohaterka odnajduje posiadłość Momochich, która jest w kompletnej ruinie, ale co ważniejsze - mieszka tam trójka przystojnych chłopaków. Jeden z nich – Aoi Nanamori – już na samym wejściu oznajmia dziewczynie, że nie powinna zamieszkać w tym domu. Okazuje się, że posesja stoi na pograniczu świata śmiertelników oraz duchów i demonów, a Aoi jest strażnikiem tego miejsca. Jest on talizmanem, który posiada ogromną moc, choć został nim przez przypadek. Młodzieniec oraz jego dwójka towarzyszy, którzy są shikigami (duchami wzywanymi do wykonywania rozkazów), walczą z nieposłusznymi demonami, utrzymują barierę oraz odprawiają egzorcyzmy.

    Od pierwszych stron tytuł przypominał mi mangę „Jak zostałam bóstwem?!”, ponieważ mamy tutaj dziewczynę, demona pełniącego rolę strażnika, przystojnych pomocników, a w powietrzu unosi się romans. Spodziewałam się tutaj haremówki, ale na szczęście się myliłam, bo słodka osobistość ma tylko jednego zwolennika. Na pierwszym planie występują Aoi i Himari. Bohaterka powoli dowiaduje się więcej o mieszkańcach domu oraz demonach i duchach. Na szczęście nie jest nieporadną istotką o maślanych oczach, bo chociaż trzeba ją prawie nieustannie ratować, to ma charakterek i potrafi bronić swoich racji. Natomiast Aoi jest rycerzem w lśniącej zbroi, wiernym głównej bohaterce. Potrafi przełożyć jej dobro nad swoje własne.

    Ogólnie nie spodziewałam się zbyt wiele po tej serii, jednak czytając pierwszy tomik, zostałam pozytywnie zaskoczona. „Strażnik domu Momochi” to bardzo lekkie, ciepłe shoujo, uzupełnione japońskim folklorem. Obwoluty mangi są miłe dla oka - przedstawiają bohaterów, choć na większości występuje Aoi. Tytuł ładnie wpasowuje się w całość i na każdym tomie ma inny kolor w zależności od dominującej barwy okładki. W środku są cztery kolorowe strony, w tym jeden dwustronicowy kadr ukazujący główne postacie. Użyta czcionka jest czytelna, a lekkie tłumaczenie sprawia, że mangę czyta się przyjemnie i dość szybko. Zaskakujące jest to, że numeracja pojawia się sporadycznie, więc bez zakładki trudno jest zapamiętać, w którym miejscu przerwało się czytanie. Podoba mi się, że w wypowiedziach złych demonów i duchów stosowane są „straszne” czcionki. Kreska od razu wpadła mi w oko, trzyma styl popularny dla klimatów shoujo.

    Po przeczytaniu pierwszego tomu odniosłam wrażenie, że będzie to lekka historia z motywem romansu w tle. Tyle że nie do końca tak jest… Z każdym kolejnym tomem odkrywamy nowe demony, na wierzch wychodzą tajemnice Aoiego, a w zakamarkach domu Momochi czai się zło. Polecam ten tytuł fanom fantastycznych romansów, którzy gustują w demonach, lisich ogonach oraz przystojnych bohaterach. Owa pozycja powinna także przypodobać się zwolennikom japońskiej mitologii. W pierwszych tomach mamy okazję zobaczyć legendarne stworzenia takie jak: Nue - demon występujący pod postacią chimery małpy, szopa, tygrysa i węża; Onmoraki – czarnopióry ptak stworzony z energii zmarłych, którzy nie otrzymali odpowiedniego pochówku; Shoojoo – stworzenie podobne do małpy, słynące z upodobania do alkoholu. Jednakże nie znajdziemy tu gwałtownych zmian akcji, krwawych bitew z demonami czy strasznych scen. Osobiście uważam, że w porównaniu do „Jak zostałam bóstwem?!” manga pani Ayi Shouoto stoi o poprzeczkę niżej. Jednak zachęcam do zapoznania się z tą serią, jeśli akurat szukacie czegoś przyjemnego i lekkiego.

     

  • Recenzja mangi: Mihara Mitsukazu - „Duchowe Bliźnięta”

    duchowe bliznietaa

    Duchowe Bliźnięta

    waneko

    Autor: Mihara Mitsukazu
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 27,99 zł


    Zapewne większość z was słyszała takie określenia, jak bratnia czy pokrewna dusza. Czasem ludzi, którzy wiele dla nas znaczą, trakujemy jak rodzinę. Najbliższych przyjaciół określamy jako swoich braci lub siostry. Niektórzy wierzą, że każdy ma gdzieś na świecie drugą połowę swojej duszy.

    Na początku „Duchowe bliźnięta” wydają się chaotycznym zbiorem kilku niepowiązanych ze sobą historii. Pierwsze rozdziały czyta się z trudem, bo bardzo łatwo zgubić wątek, a postacie drugoplanowe nie są zbyt wyraziste. Dwoje dzieci ginie tego samego dnia, w tym samym czasie i w dwóch zupełnie różnych miejscach na świecie. Ich dusze powracają do naszego świata i szukają swoich wspomnień. Alex i Rise towarzyszą bohaterom krótkich historii w poszukiwaniu bratnich dusz, a w międzyczasie powoli odkrywają prawdę o sobie. W połowie lektury z wielu historii pozostają tylko dwie, Haruhi i Theo, i to właśnie dzięki nim tytułowe Duchowe Bliźnięta spotykają się i poznają prawdę o swojej śmierci.

    „Duchowe bliźnięta” to nie jest lekki i przyjemny tytuł do poczytania przed pójściem spać. Manga przeznaczona jest dla dorosłego czytelnika, pojawiają się w niej motywy morderstwa, gwałtu, a także dziecięcej prostytucji. Historie w niej przedstawione nie są przyjemne, są w większości dramatyczne, w dodatku bardzo wciągające. Gdy wszystkie wątki zaczęły mi się układać w jedną całość, nie mogłam się od mangi oderwać. Nie wiedziałam też, jakiego zakończenia mogę się spodziewać, i obawiałam się, że zniszczy całą przyjemność z lektury. Na szczęście tak się nie stało. Po ostatniej stronie czułam tę satysfakcję, że właśnie skończyłam czytać coś naprawdę dobrego.

    Wydawnictwo Waneko, które wydało w Polsce „Duchowe bliźnięta”, świetnie poradziło sobie z tym tytułem. Polska wersja jest o wiele grubsza niż standardowy tom – w przeciwieństwie do orginału wydanego w dwóch częściach w naszym kraju manga ukazała się jako jednotomówka. Przypadła mi do gustu również obwoluta, która jest bardzo stonowana i minimalistyczna.

    Szczerze mówiąc, nie bardzo wiedziałam, czego mogę się spodziewać po tej mandze. Po przeczytaniu jej wiem, że wybranie tego tytułu to była dobra decyzja. Jeśli szukacie czegoś poważniejszego, czegoś, co was wciągnie, zaciekawi, wzbudzi wiele emocji, to „Duchowe bliźnięta” sątytułem, po który powinniście sięgnąć.

  • Recenzja mangi: Kumichi Yoshizuki - „Dar trzech króli”

    dar trzech kroli

    Dar trzech króli

    waneko

    Autor: Kumichi Yoshizuki
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    „Dar trzech króli” to historia o niezwykłej miłości dwójki młodych ludzi: Akari i Daichiego. Ona – wiecznie zapatrzona w niebo, zafascynowana gwiazdami, uwielbiana przez wszystkich i zwana dziewczyną zbyt piękną na astronoma. On – zupełne przeciwieństwo, jego wzrok zawsze był skierowany ku ziemi, interesowała go geologia. Od dzieciństwa byli nierozłączni i mimo przeciwieństw zakochali się w sobie. Złożyli obietnicę, że będą ze sobą już na zawsze. Jednak rozdzieliła ich śmierć.

    Piękna opowieść, w której Daichi pięć lat po śmierci swojej ukochanej wspina się na górę, na której zginęła Akari. Wspomnienia o miłości jego życia zaczynają zanikać. Ona zaś obserwuje go z miejsca zwanego Niebem i stara się za wszelką cenę uniemożliwić mu wejście na szczyt, przepełniona pragnieniem, by w końcu o niej zapomniał i żył własnym życiem. Opowieść o trudnej wędrówce Daichiego, którą obserwujemy zarówno z perspektywy Ziemi, jak i Nieba, przeplatana jest wspomnieniami.

    Po przeczytaniu kilku pierwszych stron nie byłam specjalnie przekonana do tej historii. Im dłużej czytałam, tym bardziej uświadamiałam sobie, jak błędne było moje pierwsze wrażenie. Świetnie poprowadzona narracja sprawia, że wydaje się, jakby uczucia i pragnienia Daichiego były naszymi własnymi i kibicujemy mu, by dotarł na szczyt, na spotkanie z Akari. Niesamowita historia to nie jedyna zaleta tej mangi. Postacie są bardzo wyraziste, a tła bardzo szczegółowo narysowane.

    „Dar Trzech Króli” to kolejna jednotomówka od wydawnictwa Waneko. Jest to chyba jedna z lepszych pozycji na polskiej scenie mangowej. Obwoluta jest bardzo ładna i świetnie oddaje klimat tej historii. Nie jest to zwykły romans, lecz doskonała historia zarówno z elementami humorystycznymi, jak i dramatycznymi, a także z bardzo dobrze przemyślanym zakończeniem.

  • Recenzja mangi: Kaoru Inai - „Niesamowite opowieści pana Shiranui”

    niesamowite opo pana shiranui

    Niesamowite opowieści pana Shiranui

    waneko

    Autor: Kaoru Inai
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Pan Shiranui sam o sobie mówi, że jest badaczem tajemniczych opowieści i historii ludowych. Pojawia się znikąd i podróżuje po świecie w poszukiwaniu nowych legend.

    Ciężko napisać coś więcej o „Niesamowitych opowieściach pana Shiranui”. Tomik zawiera siedem krótkich historii grozy. Jedna jest dłuższa i zajmuje dwa rozdziały. Legendy nie są może straszne, ale potrafią wywołać uczucie niepokoju. Nie będę opisywać tutaj każdej z nich, bo nie ma to najmniejszego sensu i odbierze wam przyjemność z czytania, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł. 

    Postać pana Shiranui przewija się zwykle w tle, a główną rolę odgrywają bohaterowie danej opowieści. Nie są to wyraziste postacie i nie ma w tym nic dziwnego, skoro ich chwila sławy trwa zaledwie kilka stron, jednak doskonale prowadzą nas przez opowiadaną straszną legendę.

    Na polskiej scenie mangowej nie ma zbyt wielu tytułów z gatunku horroru, dlatego tym bardziej cieszę się, że wydawnictwo Waneko zdecydowało się opublikować „Niesamowite opowieści pana Shiranui”. Niekonwencjonalny sposób prowadzenia historii – siedem odrębnych legend, w których jedyną postacią wspólną jest pan Shiranui – sprawia, że manga jest jeszcze ciekawsza. Prócz bardzo dobrej narracji jest też świetnie narysowana. Szkoda, że jest to tylko jednotomówka, bo naprawdę przyjemnie się czyta i z chęcią zobaczyłabym w takim wydaniu więcej historii. 

    Myślę, że z czystym sumieniem mogę tę mangę polecić każdemu. Sama przeczytałam ją już dwa razy i wiem, że sięgnę po nią jeszcze nie raz.

    Pan Shiranui sam o sobie mówi, że jest badaczem tajemniczych opowieści i historii ludowych. Pojawia się znikąd i podróżuje po świecie w poszukiwaniu nowych legend.

    Ciężko napisać coś więcej o „Niesamowitych opowieściach pana Shiranui”. Tomik zawiera siedem krótkich historii grozy. Jedna jest dłuższa i zajmuje dwa rozdziały. Legendy nie są może straszne, ale potrafią wywołać uczucie niepokoju. Nie będę opisywać tutaj każdej z nich, bo nie ma to najmniejszego sensu i odbierze wam przyjemność z czytania, jeśli zdecydujecie się sięgnąć po ten tytuł.

    Postać pana Shiranui przewija się zwykle w tle, a główną rolę odgrywają bohaterowie danej opowieści. Nie są to wyraziste postacie i nie ma w tym nic dziwnego, skoro ich chwila sławy trwa zaledwie kilka stron, jednak doskonale prowadzą nas przez opowiadaną straszną legendę.

    Na polskiej scenie mangowej nie ma zbyt wielu tytułów z gatunku horroru, dlatego tym bardziej cieszę się, że wydawnictwo Waneko zdecydowało się opublikować „Niesamowite opowieści pana Shiranui”. Niekonwencjonalny sposób prowadzenia historii – siedem odrębnych legend, w których jedyną postacią wspólną jest pan Shiranui – sprawia, że manga jest jeszcze ciekawsza. Prócz bardzo dobrej narracji, jest też świetnie narysowana. Szkoda, że jest to tylko jednotomówka, bo naprawdę przyjemnie się czyta i z chęcią zobaczyłabym w takim wydaniu więcej historii.

    Myślę, że z czystym sumieniem mogę tę mangę polecić każdemu. Sama przeczytałam ją już dwa razy i wiem, że sięgnę po nią jeszcze nie raz.

  • Recenzja mangi: Scarlet Beriko - „Czwarty: Tatsuyuki Oyamato”

    czwarty tatsuyuki oyamato

    Czwarty: Tatsuyuki Oyamato

    waneko

    Autor: Scarlet Beriko
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    „Czwarty: Tatsuyuki Oyamato” to manga z gatunku yaoi przeznaczona dla dorosłego czytelnika, więc jeśli nie interesują was bardzo bliskie relacje męsko-męskie, możecie spokojnie zapomnieć o tym tytule.

    W rejonie Kanto rządzi grupa przestępcza Oyamato, a tytułowy Tatsuyuki jest jej czwartym w kolejności liderem, jednak wcale nie jest zainteresowany tym stanowiskiem. Jedyną rzeczą, o której ostatnio myśli, jest zawód miłosny. Młodszy lider, Asoda, postanawia wysłać go do prefektury Fukuoka, by załatwił tam pewne sprawy. Załamany Tatsuyuki, zamiast zająć się przydzielonym mu zadaniem, woli wlewać w siebie ogromne ilości alkoholu, aż w końcu zasypia w parku. Odnajduje go pewien młodzieniec, który – wydaję się – skądś zna młodego Oyamato.

    Muszę przyznać, że ten tytuł nie powalił mnie na kolana. Jest bardzo dużo scen seksu, momentami bardzo fetyszystycznego i podchodzącego pod gwałt. Sama historia nie jest specjalnie wciągająca, porywająca czy zaskakująca. Czasami nawet zbyt przekoloryzowana. Wprowadzony później „czarny charakter” jest dla mnie bez sensu, a cała opowieść byłaby lepsza bez tego wątku. Zachowanie dwójki głównych bohaterów jest również trochę przesadzone i irracjonalne, ale czego ja wymagam od tytułu z gatunku yaoi? Przecież chcemy patrzeć głównie na ładnie narysowanych chłopców! I to zdecydowanie zapewnia nam ta manga. Co jak co, ale bohaterowie są świetnie narysowani i nie ma żadnych zgrzytów anatomicznych.

    Polską edycją mangi zajęło się wydawnictwo Waneko. Obwoluta jest... bardzo poprawna, nie przyciąga specjalnie wzroku (o ile można tak powiedzieć o obwolucie, gdzie jeden mężczyzna wkłada drugiemu pistolet w majtki). Na okładce, jak to często bywa, znajduje się humorystyczny komiks. Do całości nie mam żadnych zastrzeżeń, a wręcz wyrażam podziw dla kreatywności tłumaczki przy redagowaniu onomatopei podczas stosunku.

    „Czwarty:Tatsuyuki Oyamato” to nie jest tytuł, który spodoba się każdemu. Jeśli jednak bardzo kręci was miłość męsko-męska i nie przeszkadzają wam brutalne sceny seksu, to śmiało, bierzcie się za tę mangę!