• Daj się porwać podmuchom „Wiatru”

    wiatr„Sylwester, schronisko na Kasprowym Wierchu i… oficerowie służb specjalnych. Jeśli do tego zestawu dodamy huraganowy wiatr, otrzymamy mieszankę godną świetnej powieści sensacyjnej”. O czym mowa? O „Wietrze” Marcina Ciszewskiego, czyli książce, która stanowi pierwszy tom cyklu meteorologicznego, choć powstała jako trzecia z kolei. Recenzję powieści znajdziecie tutaj.

  • Recenzja książki: Marcin Ciszewski „Mgła”

    Ciszewski_mgła

    Marcin Ciszewski - „Mgła”

    warbookWydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 352
    Cena okładkowa: 36.90 zł

    Mija sześć lat od ostatnich wydarzeń z udziałem podinspektora Jakuba Tyszkiewicza i jego ludzi. Przed szefem Biura Zwalczania Terroryzmu CBŚ nowe zadania – złapanie terrorystów pochodzących z Bliskiego Wschodu, odkrycie skąd się wzięli w Warszawie oraz śledztwo w sprawie katastrofy samolotu wiozącego ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej, który rozbił się w podwarszawskich Kabatach. Tyszkiewicz próbuje znaleźć powiązanie między tymi dwoma wydarzeniami. Nie ma zbyt wiele czasu, ponieważ w następnym tygodniu do Polski ma przyjechać prezydent Stanów Zjednoczonych. Wszystko osnuwa lepiąca się do ciał i umysłów mgła.

    Podobnie jak w poprzednich tomach cyklu meteorologicznego, tłem akcji jest pogoda. Tym razem jest to mgła, która oblepia nie tylko jesienną Warszawę, ale także – dosłownie – samych bohaterów. Autor przedstawił ich zupełnie z innej strony niż we wcześniejszych częściach. Kiedyś byli to pełni entuzjazmu funkcjonariusze, dziś – stojący na progu alkoholizmu, depresji, wypaleni zawodowo i sfrustrowani ludzie, mający w perspektywie utratę pracy w wyniku gier politycznych. Sytuacji nie poprawia gęsta jak mleko mgła, która pogłębia ich stan przygnębienia i rezygnacji.

    Tak samo jak poprzednio, autor posługuje się swego rodzaju schematem, który nakłada na fabułę. Mamy wyraźny wstęp, rozwinięcie i zakończenie, które – jak zapowiada Ciszewski – ma mieć swoją kontynuację w ostatnim tomie serii pt. „Deszcz”. Pisarz także podobnie rozkłada w czasie akcję oraz przedstawia wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów.

    Co wyróżnia tę książkę? Przede wszystkim to, że autor ukazuje bohaterów jako zwykłych ludzi. Główne postacie ewoluują – tutaj akurat mają tendencję spadkową, ale na ich drodze pojawiają się małe „tąpnięcia”, które powodują powrót na słuszną ścieżkę. Oczywiście w powieści znajdą się elementy irytujące czytelnika, ale wydaje mi się, że są one dobrze przemyślane przez autora. W trakcie czytania nastroje bohaterów udzielają się czytelnikowi. To bardzo dobra i rzadka cecha, ponieważ podczas lektury łatwo można wczuć się w poszczególne postaci i nawet rozważać, co by było, gdybyśmy sami byli na ich miejscu.

    Jeżeli miałabym porównać ten tom do poprzednich, to z pewnością na pierwszym miejscu wskazałabym lekką chaotyczność, która przewija się przez całą powieść i dopiero w finale w jakiś sposób wszystko się wyjaśnia. Pojawiają się również wątki poboczne, mające na celu ubarwić całą fabułę, dodać jej trójwymiarowości. Autor ukazuje wszystkich bohaterów na pewnym etapie ich życia i wspomina jedynie o najważniejszych wydarzeniach, które mają na celu zarysowanie sytuacji, w których znajdują się poszczególne postaci.

    Są także wspominane niektóre elementy z poszczególnych wątków. Dzięki temu odczuwa się ciągłość między tomami serii. I podobnie jak poprzednio, radzę zrobić sobie małe przerwy w czytaniu wszystkich części, ponieważ Ciszewski mocno angażuje czytelnika w lekturę swoich książek.

    Ogólnie rzecz ujmując, „Mgła” to bardzo dobra publikacja dla miłośników książek o tematyce sensacyjnej i kryminalnej. Wciągająca fabuła (choć może nie aż tak bardzo, jak w poprzednich tomach), ciekawi i niesztampowi bohaterowie oraz wartka akcja sprawiają, że nie warto przejść obok tej książki obojętnie. Mogę śmiało stwierdzić, że Marcin Ciszewski nie jest przeciętnym twórcą i z pewnością nie pisał tej książki na kolanie. Co więcej, w nocie do czytelnika autor zarzeka się, że wszystkie przedstawione wydarzenia są fikcją literacką. Mimo tego nie da się zauważyć pewnych „inspiracji” wydarzeniami, które miały miejsce w rzeczywistości.

    Podsumowując – czwarty tom cyklu meteo autorstwa Marcina Ciszewskiego to zajmująca lektura, której warto poświęcić co najmniej jeden, nawet mglisty wieczór.

  • Recenzja książki: Jakub Pawełek - „#Wawskie14”

    wawskie1

    Jakub Pawełek - „#Wawskie14”

    warbookWydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 400
    Cena okładkowa: 39,90

    Co by było, gdyby… W temacie wojen światowych powiedziano już wiele – o tym, co można było zrobić inaczej, tym, co pozostało niewyjaśnione i jak mogło wyglądać naprawdę, wreszcie: jak długo będziemy odczuwać skutki tamtejszych wydarzeń. Jednocześnie wielokrotnie teoretyzuje się na temat tego, jak wyglądałaby nowoczesna wojna, rozgrywająca się w krajach wysoko rozwiniętych. Czy to w ogóle jest możliwe? Wizja Jakuba Pawełka, zrealizowana w powieści „#Wawskie14”, wydaje się być wyjątkowo specyficzna, by nie powiedzieć – dziwna. Należało jednak dać jej szansę. O co chodzi? Zapraszam.

    Wojna światowa i niemiecka okupacja polskiej stolicy – w roku 2014? Młodzi ludzie, którzy w znanych nam już przecież czasach wiedliby spokojne życie, ucząc się i bawiąc, teraz muszą walczyć o przetrwanie w Warszawie, która dostęp do nowoczesności co prawda uzyskała, ale większość od razu przejął okupant, wydzielając rodowitym mieszkańcom tylko tyle, ile uznał za stosowne. Gdzieś w tym chaosie żyje Damian. pracując w sklepiku specjalizującym się w sprzedaży towarów luksusowych – oczywiście wyłącznie Niemcom. To on będzie świadkiem sytuacji, w której młoda polka, Katarzyna, znana blogerka i infuencerka, będzie wdzięczyć się do swojego niemieckiego „opiekuna”, prosząc go o nowego iPhone’a. Z drugiej strony jest Julia – nastolatka pracująca jako prostytutka, jednocześnie będąca agentką polskiego podziemia. Co te osoby mają ze sobą wspólnego? Pozornie nic, a połączy je przypadek – a także desperacka walka o zachowanie przy życiu siebie i swoich bliskich, gdy w perspektywie pozostających pod niemieckim butem Polaków zaistnieje odsiecz zapowiadana przez Armię Czerwoną.

    Trudno wręcz określić, jak abstrakcyjna wydaje mi się wizja połączenia twardych realiów okupacji z taką formą wirtualnego istnienia, jaką jest instagramowa i blogowa sława. Katarzyna, Damian i Julia to osoby z trzech różnych światów, których losy mają się spleść w walce o wolność. Każde z nich jednak będzie miało inny pogląd na bieżące i przyszłe wydarzenia. Pełna poświęcenia dla idei Julia, która płaci najwyższą cenę za sprawę, będzie musiała współpracować z chłopakiem, który dawno zatracił wolę walki – jeśli ją kiedykolwiek posiadał. Dla Damiana liczy się bowiem wyłącznie przetrwanie, dobro matki i jego samego, a metody, które wybierze, będą czysto zachowawcze. A gdzie w tym wszystkim jest Katarzyna Rajska? Po drugiej stronie, wśród Niemców, w roli, która stawia ją w bardzo negatywnym świetle. To najbardziej kontrowersyjna, wzbudzająca najmniej ciepłych uczuć postać w książce – a jednak to od niej zależeć będzie najwięcej.

    O ile więc bohaterowie tworzą tu bardzo ciekawy, zróżnicowany zestaw charakterów, o tyle fabuła wydaje się już być mocno niespójna. Z jednej strony mamy więc Warszawę częściowo zniszczoną, pod silnym rygorem dotyczącym poruszania się po ulicach i tego, co właściwie mieszkańcom wolno robić; próby spiskowania, ciągłe zagrożenie, okrucieństwo i dramaty, w tym rodzące się (odrobinę w bólach i jakby mimochodem) powstanie. Z drugiej – życie w najwyższym luksusie (Katarzyna), pozornie bez większej refleksji i zastanowienia nad celem tego wszystkiego. Bohaterowie są mocno współcześni – w większości zbyt emocjonalnie niedojrzali, by unieść ogrom tego, co ich otacza, a jednak postawiono ich w sytuacji bez wyjścia. I tu dzieją się zgrzyty: mamy więc płynne przejścia od dziecinnego niemal buntu do brawurowej odwagi (i z powrotem), cwaniactwo i niesubordynację tam, gdzie kluczowe znaczenie ma dyscyplina, szczęście zamiast rozumu. Jest w tym trochę realizmu, próba przełożenia nietypowej sytuacji na typowe realia, ale nie mogę uznać, że całość jest wiarygodna. Podobnie ma się z zastosowaniem przez autora wątków kompletnie odrealnionych (oddział niemalże nieludzko sprawnych żołnierzy, wkraczających w mroku i eliminujących cicho i skutecznie wybraną grupę, by potem równie nagle zniknąć? O raju…), które po prostu nie pasują do konwencji będącej specyficzną mieszanką powieści wojennej i… młodzieżowej.

    Brak tu bowiem zasadniczego czynnika – dokładnego nakreślenia tła sytuacyjnego. To, jak doszło do opisywanej sytuacji, jaki konflikt do niej doprowadził, jak wyglądały lata przeszłe – ma znaczenie większe niż można się było spodziewać. Wrzucenie czytelnika w realia tak dziwne ze współczesnego punktu widzenia, bo będące połączeniem czegoś, co znamy z własnej codzienności i wiedzy już tylko książkowej, nie zdało egzaminu – książka, zamiast angażować, prowokuje do zadawania pytań, na które brak odpowiedzi. Przełożenie czasów okupacji na współczesność to trudne zadanie, wymagające głębokiego namysłu i analizy wielu czynników. Czy zmiany, jakie nastąpiły w mentalności ludzkiej, a zwłaszcza młodzieży, pozwoliłyby na taki, a nie inny obraz świata? Książka może stanowić chwilę przyjemnej lektury dla czytelnika, który niekoniecznie zwraca uwagę na realizm sytuacyjny i konsekwencję w prowadzeniu wątków – dla mnie ten eksperyment, bo tak chyba można nazwać „#Wawskie14”, nie okazał się szczególnie udany.

  • Recenzja książki: Piotr Langenfeld - „Wojna oszukanych”

    wojnaoszukanych

    Piotr Langenfeld - „Wojna oszukanych”

    warbookWydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Każda wojna kiedyś się kończy. Ta światowa również, jednak data oficjalnego zakończenia najczęściej nie oznacza wcale ani końca walk, ani trosk. Dla Polski koniec drugiej wojny światowej był czasem i szczęśliwym, i bolesnym. Szczęśliwym, bo oto zakończył się czas niepokojów, a kraj, wolny i z własnym rządem, mógł zacząć podnosić się po zawierusze. Bolesny, bo zniszczone miasta, upadłe zakłady przemysłowe i rozbite rodziny miały przez sobą perspektywę wielu lat trudnego powrotu do normalności. Zachód już chce świętować pokój, Polska jednak zmaga się nadal z narzuconymi rządami sowietów. O tym czasie opowiada Piotr Langenfeld w „Wojnie oszukanych”, luźnej kontynuacji wydanego przed pięcioma laty „Elsenborna”.

    Charlie Zielinsky zdążył ułożyć sobie życie. Jako mąż i ojciec, właściciel warsztatu samochodowego w Jersey, zachował jednak wiele wspomnień i przekonań z wcześniejszych czasów. Obecnie, gdy skończyła się druga wojna światowa, a Europa i cały świat skłaniały się do sojuszu z siłami sowieckimi, został on jednym z niewielu, którzy widzą w tym nie szansę na pokój, a kolejne zagrożenie. Po dokonaniu aktu sabotażu na wiecu rewolucyjnej grupy trafia do więzienia, skąd wyciąga go stary znajomy… który będzie miał dla niego propozycję nie do odrzucenia. Propozycję, która pozwoli Charliemu nie tylko przypomnieć sobie lata spędzone w wojsku, ale i powrócić do kraju swoich przodków.

    Tymczasem w Polsce, w miastach nadal rządzonych przez władze sowieckie, kwitnie podziemny ruch oporu. Obie strony związane są wzajemnymi podchodami, rozpoznawaniem wroga, poszukiwaniem luk w jego obronie i najbardziej korzystnych dla siebie rozwiązań. Maciej „Pielgrzym” Gładyszak nie dociera na miejsce umówionego spotkania, ostrzeżony wcześniej, niemal przypadkiem, o zasadzce. Ktoś z szeregów partyzantki zdradził, ktoś z tych dotąd zaufanych ludzi wynosi informacje poza grupę. Czy jedynym, co im pozostało, to złożenie broni i wycofanie się? Czy będą w stanie to zrobić, tak po prostu, po latach walk?

    Akcja „Wojny oszukanych” będzie obejmowała kilka różnych miejsc i czasów. Bieżące wydarzenia rozgrywają się na trzech płaszczyznach – w Ameryce, gdzie Charlie przechodzi szkolenie mające przygotować go do misji w Polsce, w ojczyźnie wśród powstańców próbujących przetrwać pod butem sowieckiej władzy, a także w tajnym ośrodku, w którym sowieci przetrzymują amerykańskiego pilota. Ten ostatni wątek będzie iskrą zapalną dla wielu wydarzeń w trakcie powieści, przesądzi tez o jej ostatecznym wydźwięku. „Wojna oszukanych” jest bowiem książką kończącą się wyjątkowo gorzko i ponuro. Dla zbudowania odpowiedniego tła i wyjaśnienia wielu niuansów przeszłości bohaterów, zwłaszcza Charliego Zielinskiego, równolegle do wydarzeń bieżących omawiane są przeszłe zdarzenia z czasów jego uczestnictwa w starciach z Niemcami na terenie dawnej Czechosłowacji. I tu napotkamy na sytuacje niejasne, przesądzające o niechęci bohatera do władz rosyjskich i całkowitym braku zaufania do paktów, które proponują.

    Nieszczególnie przekonująco zabrzmiało tutaj jedynie ujawnienie pewnych knowań dotyczących misji, którą Zielinsky miał wykonać, zwłaszcza w zakresie jego kontaktów z przełożonymi i ich do niego samego podejścia. Z pełnego dystansu oficjalnego stanowiska przeszli bowiem oni na pozycje grupki kumpli, przerażonych złożonością i rozmiarem odkrytej intrygi – i o ile jednak mogło tak być, o tyle zmiana w ich zachowaniu wysoko przecież postawionych autorytetów wydaje się być mało prawdopodobna. Na tyle, że odruchowo szukałam „haczyka” – potwierdzenia, że prawdziwym oszustem jest tutaj ktoś inny. Doskonale za to zachował się w tej sytuacji Charlie – odpis jego reakcji brzmiał już bardzo naturalnie i wiarygodnie. Zawiodła tu lekko konstrukcja postaci drugoplanowych.

    Lubię styl pisania Piotra Langenfelda. Stanowi połączenie rzeczowego języka i zdecydowanego budowania akcji bez zbędnego rozwodzenia się nad szczegółami, które nie mają znaczenia dla fabuły. W „Wojnie oszukanych” jest podobnie – żadna informacja nie pojawia się przypadkowo i choć czasem możliwe jest wyłonienie pewnych powiązań zanim jeszcze zostaną one na dobre ujawnione, powodując pewną przewidywalność, nie zaburza to odbioru całości powieści. Zasianie ziarna niepokoju na zakończenie i pozostawienie czytelnika w poczuciu, że tak czy siak coś przeoczył, a wydarzenia wcale nie zostały zamknięte na tym etapie, rozciągając konsekwencje na (w domyśle) jeszcze długi czas było posunięciem na tyle trafionym, żeby dało mi odczuć chęć sięgnięcia po kolejne książki autora. A więc: mission complete!

    „Wojnę oszukanych” polecam wielbicielom powieści wydawnictwa WarBook, chociaż ich zachęcać pewnie nie trzeba – sami wypatrują nowości i zapowiedzi. Jeśli jednak ktoś nie ma większego doświadczenia z fikcją historyczną (nie do końca będącą fikcją przecież), to książki Langenfelda będą tutaj dobrym wyborem. Nie są bowiem szczególnie trudne w odbiorze, utrzymują odpowiedni balans pomiędzy wojenną zawieruchą, pozbawioną jednak przesadnej brutalizacji, a akcją, porywająca jak powieść sensacyjna. Nie przeszkodzi tu nawet nieznajomość „Elsenborna”, do którego „Wojna oszukanych” nie nawiązuje niemal wcale. Nic, tylko brać i czytać.

  • Recenzja książki: Marcin Ciszewski - „Krüger. Lis”

    Krüger. Lis

    Marcin Ciszewski - „Krüger. Lis”

    warbookWydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 320
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Seria „Krüger”, nim dotarła do ostatniego, czwartego z kolei tomu, zdążyła zdobyć sobie serca i zainteresowanie fanów wiernie oczekujących na zakończenie tak pełnej akcji i dramatyzmu historii. Na ostatnią część nie trzeba było - na szczęście! - czekać długo, jednak oczekiwania co do niej mogą bardzo rozminąć się z tym, co prezentuje sobą książka. Mówię o tym już na wstępie, ponieważ rozwiązanie zastosowane tu przez autora zaskoczyło mnie niepomiernie – do tego stopnia, że długo jeszcze w trakcie czytania oczekiwałam nagłego przeskoku akcji do innych wydarzeń, dotyczących odmiennych miejsc i bohaterów, którzy bardziej niż ci w „Lisie” przypominali pierwotne wersje siebie. Dlaczego aż tak? Już tłumaczę.

    Berlin, rok 1939. Jeden dzień, ciepły, sierpniowy, rozpoczęty przez Wilhelma i jego przyjaciół bardzo wcześnie, ma rozstrzygnąć o wielu sprawach – dotyczących nie tylko ich samych. Dyrektor kryminalny Max Kellerman nie jest jednak człowiekiem głupim: nie zwiodła go przykrywka, jaką zastosował Krüger dla swojej rzeczywistej działalności w Berlinie: wizerunek ekscentrycznego malarza i ulubieńca obecnej władzy. W pełnej napięcia rozmowie, którą obaj odbywają wcześnie rano w biurze dyrektora, daje się wyczuć zapowiedź późniejszych dramatycznych wydarzeń – jednak to, jak sprawy się potoczą, będzie ponad wszelkie przypuszczenia. Krüger planuje skok, ale plany te nie uchodzą podejrzeniom Kellermana; domyśla się on, że jego przeciwnik nie tylko nie jest tym, za kogo się podaje, ale także jest niemal pewien, iż nie posłucha on rady i nie wstrzyma się od działań. Na wysnucie bezpośrednich zarzutów wobec Wilhelma jest jednak sporo za wcześnie – Krüger posiada bowiem rozległe kontakty wśród gwiazd niemieckiego wywiadu i bardzo chętnie korzysta z ich protekcji.

    Gdzie jesteśmy? Od zakończenia trzeciego tomu do rozpoczęcia czwartego zdążyło upłynąć niemal dwadzieścia lat. Wilek i Cygan, po pamiętnej propozycji, którą złożył im Józewski, a która miała uchronić ich przed więzieniem za całokształt działalności przestępczej, przeniknęli do niemieckich struktur władzy i dali się poznać jako ludzie użyteczni – chociaż niekonieczne godni zaufania. Przoduje tutaj oczywiście Wilhelm, odgrywający główną rolę zarówno w kwestiach planowania, jak i realizacji – zdążył on przejąć od wiekowego już Szumskiego rolę dowódcy ich małej grupy. Cygan, będąc już mężem Eweliny, pozostaje w cieniu i raczej pracuje w ukryciu, nie dając się poznać jako osoba prowadząca działalność przestępczą czy konspiracyjną. Mentor zaś pozostaje na stanowisku doradcy i swego rodzaju sumienia Wilhelma.

    Ogół akcji w utworze zamyka się w jednym dniu, który obejmuje początki realizacji wielkiego planu, a następnie jego gorączkowe modyfikacje pod wpływem chwili. Fabuła gęsto przetykana jest momentami przestoju, w których bohaterowie, z Krügerem na czele, rozważają sens dalszej działalności i to, czy wycofanie się na tym etapie jest jeszcze możliwe. Jest to zrozumiałe, jednak takie pozostawienie w tyle większości wydarzeń i postaci drugoplanowych wprowadza spory zamęt – i budzi we mnie uczucie zmieszania. Szkoda, że autor nie zdecydował się na opisanie początków życia i działania grupy na terenie Niemiec – konieczne zapewne byłoby umieszczenie ich w osobnym tomie, przez co seria odrobinę by się rozrosła, jednak uniknęłoby się dzięki temu sporego niedosytu ze względu na brak informacji – a ten jest, niestety, odczuwalny do samego końca.

    Wielu rzeczy znanych z poprzednich części nie spotkamy w ostatniej. Wilek nie dołącza do walk po stronie słusznej w akurat rozgrywającym się konflikcie (chociaż wojna wisi na włosku), większość to działania konspiracyjne zbieranie informacji połączone z osobistą misją Krügera, którą niekoniecznie pochwala reszta jego towarzyszy. Ewelina pozostaje w tle jako postać epizodyczna, a motyw jej specjalnych umiejętności nie jest ani szczególnie kontynuowany, ani tym bardziej rozwijany. Nie pojawia się Anna, wątek Jadwigi zaś definitywnie został zakończony – mimo moich nadziei – w tomie drugim. „Lis” prezentuje całą plejadę postaci epizodycznych, którze nakreślone są jedynie pobieżnie, wykonują swoje zadanie, by od razu zniknąć ze sceny, czasami tylko wspomina się ich dalsze losy. Nie da się do nich przywiązać – mają też zauważalnie mniejsze szczęście w kwestii… przeżywalności. Albo też starszy Wilhelm jest człowiekiem o wiele bardziej pozbawionym skrupułów. Książka przedstawia nam całkowicie nowy świat, w którym bohaterowie już się odnaleźli, a jak to zrobili – dowiemy się tylko częściowo, z rzucanych tu i ówdzie wspomnień.

    Jest za to wielki powrót do planowania i realizowania akcji przestępczych – i tutaj nasza grupka pokazuje naprawdę, co potrafi. Nie jest to bowiem tylko jedna, prosta akcja – tego, co właściwie było celem, dowiemy się dopiero na sam koniec. Z jednego zdarzenia będziemy przechodzić do kolejnego, w międzyczasie obserwując przygotowania do czegoś większego, zapowiadającego się jako „grubsza sprawa”. W końcu jeśli już ma być to ich ostatni skok, to niech będzie z fajerwerkami! Pod tym względem fabuła jest całkowicie nieprzewidywalna, a gra na zwłokę w ujawnianiu szczegółów tylko potęguje napięcie.

    „Lis” jest naprawdę dobrym zakończeniem serii. Po dynamicznym, zaskakującym „Lwie” prezentuje nam całkowicie odmienny obraz nie tylko bohaterów, ale i świata przedstawionego. Z początkowego zaskoczenia nie sposób więc nie wpaść w całkowite zaangażowanie w rozgrywające się wydarzenia, niejednoznaczna moralność bohaterów nie pozwala porzucić domysłów, a oczekiwanie na wielki finał sprawia, że żal odłożyć książkę na bok i przerwać czytanie. A nad wszystkim tym unosi się zapowiedź dalszych wydarzeń – i drugiej wojny światowej, która ma wybuchnąć lada dzień.
  • Recenzja książki: Marcin Ciszewski - „Krüger. Lew"

    krugerlewMarcin Ciszewski - „Krüger. Lew”

    warbookWydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 320
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Cykl Marcina Ciszewskiego „Krüger” liczy sobie cztery tomy – obecnie już dostępne w sprzedaży w komplecie. W przypadku dwóch pierwszych mój dystans do literatury nieco odmiennej od tego, co zwykle czytam, stopniał bardzo szybko na korzyść czystego entuzjazmu wobec śledzonej historii. Z całą pewnością mogłam stwierdzić już, że jest to kawał dobrego kryminału osadzonego w wojennej rzeczywistości, z dynamiczną akcją często zaskakującą nagłymi zwrotami. Miałam swoich ulubionych i nielubianych bohaterów, a przypuszczenia co do ich dalszych losów w końcu musiały zostać sprawdzone.

    Ewelinie udaje się w końcu uciec. Ukryta w znalezionym przez siebie schowku przeczekała zamieszanie, jakie powstało, gdy wynajęta przez Czeka i Kolcowa do opiekowania się nią staruszka zgłosiła zniknięcie podopiecznej. Wreszcie uznano, że zaginęła – a dziewczyna mogła, korzystając z chwili ciszy, wydostać się z ukrycia. W trakcie regularnych spacerów nieco poznała okolicę, jednak samotne poruszanie się po ulicach nie jest tak czy siak dla niewidomej dziewczyny łatwe. Zaczepia więc pierwszą osobę, której głos wydaje się przyjazny… Tymczasem w kraju trwa wojna wywiadów. Napięcie rośnie wraz z napływającymi wieściami o radzieckiej Armii Ochotniczej, która pod przywództwem Denikina ma radykalnie zmienić sytuację w kraju. Kolcow dostaje się do tajnej organizacji polskiej, gdzie w trakcie pracy konspiracyjnej natrafia na Marię Czerską. Równocześnie, w przeciwnym obozie, Krüger i Cygan mają kłopoty. Andrejew niespodziewanie otrzymuje informacje na temat Wilhelma i jego złodziejskiej działalności w Polsce. Sprawa wygląda groźnie, jednak nieoczekiwanie udaje im się wykorzystać wpadkę na swoją korzyść – głównie za pomocą intuicji Cygana…

    Gra prowadzona przez bohaterów jest wyjątkowo nieprzyjemna i ryzykowna – obie grupy mają wkrótce spotkać się ponownie w Kijowie. Kolcow i Krüger, obaj wykonujący tą samą konspiracyjną misję w obozie wroga, nie zdający sobie sprawy z tego, gdzie jest ten drugi i co robi, wydają się dążyć do konfrontacji, w wyniku której wszyscy mogą tylko ucierpieć – Czeka i zbliżająca się do bram miasta wojna to nie przelewki. Wilek i Cygan przejdą przez piekło brudnej roboty – aby nie narazić się na natychmiastową śmierć i odkrycie swojej podwójnej lojalności, muszą wejść w rolę najgorszych z najgorszych: tych, którzy dostarczają więźniów na przesłuchania i ich odprowadzają. Czy ostatecznie złamie ich widok młodej dziewczyny, idącej na męki z pustką w oczach, czy będzie to dopiero staruszek, słaby i schorowany, błagający o litość już tylko wzrokiem pełnym bólu? „Lew”, chociaż symbolizuje zwierzę pełne majestatu i godności, w wydaniu krügerowym prezentuje ogrom okrucieństwa ze świadomością, że tylko nadzieja może uratować zamieszanych w to ludzi – a i to nie wszystkich.

    W tym wszystkim jest Ewelina – uciekająca z pułapki prosto w objęcia obcego, pełnego niebezpieczeństw świata. Przyznam, że był to wątek, na którego kontynuację czekałam z największą niecierpliwością, został on jednak rozwiązany w sposób dość szczególny. Zapowiedź nieco nadnaturalnych umiejętności Eweliny, które złożyć można by na karb bardziej rozwiniętej niż zwykle intuicji i większej wrażliwości na szczegóły otoczenia wywołanej brakiem wzroku, tutaj przeradza się w coś niemal magicznego, co nie do końca przystaje do całości klimatu książki. Co do innych pań, w tomie trzecim prym wiedzie Maria Czerska, której kontakty z Kolcowem narażają ją na coraz większe niebezpieczeństwo, czego ona sama nie jest świadoma – psychoza Iwana zdaje się pogłębiać. Poruszony zostaje także wątek Anny, która, uzyskawszy rozwód i naprowadziwszy władze na pewien ślad morderstw popełnionych przez byłego męża, stara się wrócić do dawniejszego spokoju (i panieńskiego nazwiska). Nie znaczy to jednak, że będzie jej to dane – Anna ma jeszcze do odegrania bardzo ważną rolę w tej historii. W tomie trzecim nie spotkamy natomiast Jadwigi – a szkoda.

    Historia jak zwykle rozwija się w kilku etapach. Będziemy mieć więc konspirację, ucieczkę, walki na froncie i w podziemiu. Wzrost napięcia jest zauważalny – bolszewicy boją się Denikina, który z kolei budzi nadzieję w Polakach i Ukraińcach, miasto huczy od plotek, często sprzecznych, każdy próbuje ugrać coś dla siebie, a w tym wszystkim bohaterowie – rozproszeni po kraju – usiłują znów stać się jedną grupą. Książka przesycona jest obrazami okrucieństw wojny i chaosu, podchodów, pozoracji, kłamstw w dobrej i złej wierze, zagrożenia i ratowania się w ostatniej chwili. Te mroczne chwile jak światełko w tunelu rozjaśniają dwa wątki miłosne – niestety, tylko jeden z nich zakończy się szczęśliwe.

    Osoby, które dały się porwać pierwszym dwóm tomom „Krügera” nie będą zawiedzione po lekturze trzeciego. Autor utrzymuje napięcie i w szczegółowy, wiarygodny sposób prowadzi fabułę, nie podając czytelnikowi gotowych odpowiedzi. To się chwali, jednak lęk o los bohaterów towarzyszył mi w sposób niemalże nieznośny i chociaż trudno wyobrazić sobie, co oni sami musieli przeżywać, to dosadne, szczegółowe opisy dość dobrze to oddają. Nie ma siły – po czymś takim pozostaje tylko szybkie sięgnięcie po ostatnią część, co zresztą zdążyłam już uczynić – a tym czytelnikom, którzy jeszcze cyklu nie znają, polecam jak najszybciej się z nim zapoznać.

  • Recenzja książki: Marcin Ciszewski - „Krüger. Tygrys”

    krger tygrys tom ii

    Marcin Ciszewski - „Krüger. Tygrys”

    warbookAutor: Marcin Ciszewski
    Wydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 320
    Cena okładkowa: 36,90

    W latach pomiędzy pierwszą a drugą wojną światową wiele dramatycznych wydarzeń rozegrało się na wschodzie. Lwów, będący kiedyś częścią Polski, stał się potem kością niezgody pomiędzy naszym krajem, Rosją i powstającym państwem Ukraińskim, które tak jak i Polska pragnęło niepodległości. My już wiemy, jak się sprawy ułożyły, jednak bohaterowie cyklu książek „Krüger” Marcina Ciszewskiego, wrzuceni w sam środek wschodniego kotła wydarzeń, z własnymi demonami depczącymi im po piętach, nie mogli być świadomi tego, w jakim kraju obudzą się jutro i czy ten będzie im przyjazny, czy wrogi.


    Wilhelm wraz z Henrykiem Szumskim przemierza tereny Rusi w pogoni za Kolcowem, który z uprowadzoną Eweliną zmierza do Kijowa, by przyłączyć się do bolszewickiej organizacji Czeka. Kraj ogarnięty jest rewolucją – szlachta, rzucona na kolana przez zbuntowane zastępu chłopskie, ucieka czym prędzej z ogarniętego walkami terenu. Nie wszyscy zdążą – część padnie ofiarą wściekłości i zawiści tłumów, podburzanych przez bolszewickich agitatorów, ginąc w okrutny sposób. Ostatnim bastionem, który broni się przed napaściami, jest dwór Piaski należący do rodziny Czerskich. Tam przyjdzie szukać schronienia bohaterom uciekającym przed depczącymi im po piętach bolszewikami. Nie widzą oni jeszcze, że wplątali się w grę polityczną, z której nie będą mogli tak łatwo wybrnąć...


    Porzuciwszy Lwów, większość z bohaterów zmierza do Kijowa i z każdym krokiem bardziej pogrążają się oni w powojenny chaos. Bolszewicka Rosja ma własny pomysł na zagospodarowanie terenów ukraińskich i nie w smak im pomysł z niepodległym państwem zarówno polskim, jak i ukraińskim. Znaczna część książki to droga – ucieczki i pościgi z ciągle zmieniającą się sytuacją, wpadanie w kolejne kłopoty i próby wykaraskania się z nich. Z jednej strony mamy Kolcowa, nastawionego na jak najszybsze dostanie się do Kijowa przy minimalizacji ryzyka zwrócenia na siebie uwagi – niestety, z Eweliną u boku jest to niemal niemożliwe. Dziewczyna zwraca uwagę nie tylko urodą i chociaż przez większość czasu pozostaje bierna, tylko czeka na sposobność wymknięcia się porywaczowi. Sam Iwan zaczyna się też zastanawiać, czy zabranie jej pod wpływem nagłych emocji to był na pewno dobry pomysł... Krüger I Szumski mają jeszcze trudniej – oni są obcy dla każdej ze stron. Chociaż wplątują się po drodze w różne sytuacje wymagające od nich poświęcenia pierwotnej misji na rzecz zwyczajnego przetrwania, to uparcie dążą do celu, nieświadomi losów Cygana, ostatniego z grupy, który w czasie nocnej strzelaniny oddzielił się od Wilhelma i zaginął. Chłopak przeżył – ale i trafił najgorzej z nich wszystkich. W międzyczasie obserwować będziemy postępy śledztwa znanego nam z pierwszej części Waligóry – kontakt z nim nawiązuje niejaki Jan Bełżecki i przekazuje informacje, które dla komisarza będą jak grom z jasnego nieba – wyjaśniając niemal wszystkie tajemnice, jakie pozostały po pamiętnym napadzie na bank.


    Powieść znów zmieni swój charakter gdzieś w okolicach połowy. Z mocno sensacyjnej pogoni wpadniemy w ponury nastrój terroryzowanego przez Czekę Kijowa. Tu nie będzie dynamicznej akcji, w zamian za to dostaniemy klasyczną niemal powieść szpiegowską z konszachtami, spiskiem, konspiracją i ciągłym poczuciem zagrożenia. W Kijowie nie można ufać nikomu, bo każdy może okazać się zdrajcą. Gdzieś w tym wszystkim jest Ewelina, ukochana siostra i podopieczna, bezbronna wśród obcych – ale czy jeszcze żyje? I czy jej porwanie nie miało czasem znaczenia... politycznego? Tajemnice mnożą się, wzrasta napięcie, intryga pogłębia... Klimat staje się mroczny i momentami aż trudny do zniesienia, ale nadal nie sposób oderwać się od czytania.


    Wielu z bohaterów poznamy od innej strony. Szumski, tak przedtem aktywny i pewny siebie, wobec kolejnych konsekwencji własnych błędnych decyzji i pogłębiającego się konfliktu z Wilhelmem zmienia się nie do poznania – jego wahanie, niemal bezbronność wobec zachodzących wokół zmian sprawią, że z czarnego charakteru zmienia się powoli w osobę, która wymaga wsparcia, nie sposób też nie poczuć do niego pewnej sympatii. W opozycji staje Krüger, który, chociaż daje popis odwagi i brawury w bitwie o Piaski, potem ujawnia wszelkie przywary, które mógłby posiadać nastolatek nagle tracący grunt pod nogami: buntuje się. Jak niebezpieczny może być bunt u tak dobrze wyszkolonego i wychowanego na zawodowego przestępcę chłopaka, nietrudno się domyślić. Dostaniemy też – wreszcie – więcej Eweliny, tej cichej, nieśmiałej, ale stanowiącej podporę grupy dziewczyny, która, wrzucona w zupełnie obce środowisko, pokazuje, że nie zamierza pozostać marionetką w rękach wrogów. Jej postać przeszła wspaniałą przemianę, dojrzała – a moja początkowa sympatia do niej tylko się pogłębiła. Czekam za to na dalszy rozwój Anny, która mimo początkowego załamania postanowiła nadal działać – oraz Jadwigi, stanowiącej w „Tygrysie” swego rodzaju fatum, demona zemsty, będącego tylko o kilka kroków za Krugerem. Ona nie zapomniała swojej krzywdy, zdecydowana jest też poznać prawdziwą tożsamość byłego kochanka – i zaprowadzić go przed oblicze sprawiedliwości.


    „Tygrys” to godna kontynuacja „Szakala”. Powieść nic nie traci z impetu, który rozwinęła w pierwszym tomie, kontynuuje wątki i dodaje kolejne, wyjaśnia jedne tajemnice, nawiązując jednocześnie do kolejnych... Trudno więc nie poczuć żalu, ze tak długo, bo aż do kwietnia, przyjdzie nam czekać na kolejny tom. To naprawdę dobry kawał sensacji i kryminału, przetykanego wątkami wojennymi i politycznymi, dynamiczną, pełną zwrotów akcją i fabułą poruszającą wiele drażliwych dla powojennego wschodu kwestii. Jeśli jeszcze nie znacie „Krügera”, po prostu po niego sięgnijcie. Nie będziecie zawiedzeni.

  • Recenzja książki: Marcin Ciszewski - „Krüger. Szakal”

    Szakal

    Marcin Ciszewski - „Krüger. Szakal”

    warbookAutor: Marcin Ciszewski
    Wydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 320
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Rok 1918 w historii naszego kraju jest rokiem szczególnym. Ten czas końca pierwszej wojny światowej, kiedy Polska zyskuje nadzieję na odzyskanie niepodległości, tak znaczący dla nas, nie był jednak w żadnym wypadku spokojny ani szczęśliwy. Proces odbudowywania państwa przebiegał burzliwie, wśród walk tworzących się na nowo stronnictw, upadku jednych wartości i tworzenia nowych. To wręcz idealny moment do działania dla wszelkiego typu grup przestępczych. W takich okolicznościach osadzona jest nowa powieść Marcina Ciszewskiego („Major”, „Mróz”, „Kapitan Jamróz”), „Krüger. Szakal”, pierwsza część cyklu „Willhelm Krüger”.


    Zapowiedziana wizyta u prezesa Banku Zachodniego, Andrzeja Rotwanda, okazuje się wcale nie dotyczyć potencjalnych inwestycji. Rewolwer w ręku gościa nadaje sprawom nieoczekiwany bieg. W samym banku przebywa jeszcze dwóch niepożądanych osobników – wspólnicy przestępcy szybko rozpracowują strażników, a „odrobina” perswazji użytej na prezesie skutkuje pełnym dostępem do skrytek. Wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu, w którym trzeba zbierać łupy i uciekać. Iwan Kolcow, który w okolicy przebywał niejako przypadkiem, usłyszał strzał... i z racji wojskowego doświadczenia natychmiast rozpoznał, z jakiej broni go oddano. Z ukrycia obserwuje odjeżdżającą w pośpiechu grupę, by następnie zgłosić się na policję z dość nietypową propozycją.


    Seria „Krüger” ma w założeniu obejmować cztery powieści. To kryminały z wątkiem sensacyjnym, osadzone w historycznej scenerii odradzającej się Polski. Pierwszą część można by podsumować jednym słowem: „pościg”. Bohaterów, czyli Henryka Szumskiego, Wilhelma Krügera i Cygana poznajemy w biegu. To dość niezwykła szajka przestępcza: starszy mężczyzna, wykształcony, elegancki i obyty, i towarzysząca mu dwójka młodych, około osiemnastoletnich chłopaków - od razu zwracają uwagę. Ponadto obaj młodzi są wyjątkowo uzdolnieni – sprawni fizycznie jak cyrkowcy a ich zdolności strzeleckie – tutaj szczególnie wyróżnia się Krüger – pozwalają im na doskonałe panowanie nad otoczeniem. Ale popełniają błędy. Pierwszy z nich to pozostawienie za sobą dwóch trupów, choć było to konieczne ze względu na powodzenie ucieczki, drugim zaś jest niedocenienie potencjalnych obserwatorów. Innymi słowy: grupa, tak brawurowo dorabiająca się niemałej fortuny w sobie tylko znanych celach, nie umknie tym razem bezkarnie.


    Bohaterów jest jednak więcej niż tylko wspomniana trójka. Całość wydarzeń obracać się będzie wobec dwóch osób. Pierwszą z nich jest tytułowy Krüger, zwany też Wilkiem. Jest on postacią dość skomplikowaną, a początkowo bardzo tajemniczą. Wiemy, że odbył trening cyrkowy, w którym to fachu był wyjątkowo dobry, dodatkowo to, że cechuje go zimna krew, celne oko, bystry umysł i bezwzględne posłuszeństwo względem starszego towarzysza. Wilek jest też jednak młody, a to oznacza, pomimo pozornego z początku chłodu emocjonalnego, nadchodzące problemy. Sprawę pogarsza niepewne pochodzenie chłopaka – wydarzenia sprzed osiemnastu lat wrócą w nieoczekiwany sposób. Jaką rolę odegra w tym wszystkim Iwan Kolcow, druga z głównych postaci w powieści?


    O Kolcowie dowiemy się w trakcie czytania dość sporo. Na początku musi nam jednak wystarczyć informacja o jego obecnej sytuacji, z krótkim nakreśleniem jej przyczyn. Iwan, były artylerzysta zwolniony z wojska ze względu na znaczące pogorszenie stanu zdrowia, żonaty z Anną, Polką, jest człowiekiem sfrustrowanym. I, tak jak w przypadku Krügera mamy więcej pytań niż odpowiedzi, tak tu sytuacja powinna być odwrotna – a jednak nie jest. Dowiadując się stopniowo przyczyn frustracji Rosjanina, czytając o tym, jaki sposób znalazł, by sobie z nią radzić, wreszcie: rozważając podsuwane przez autora, zawoalowane wskazówki co do jego powiązań z Krügerem – które wyglądają na stosunek wrogi, choć na wyjawienie przyczyny takiego stanu rzeczy przyjdzie nam jeszcze poczekać, a i ono nie będzie do końca satysfakcjonujące – gmatwamy się w intrygę, która nie dość, nie wcale nie dąży do szczęśliwego zakończenia, to jeszcze wykazuje tendencję do pokazywania, że przed chwilą to wcale nie było jeszcze tak źle... Bo zaraz będzie gorzej.


    W książce występują trzy postaci kobiece. Z mojego puntu widzenia najbardziej intrygującą jest Ewelina, siostra Wilhelma. Towarzyszyła obu chłopakom „od zawsze”, sama nie biorąc udziału w nauce ani późniejszych wydarzeniach, uznawana raczej za osobę zbędną. Powód tego był prosty: dziewczyna jest niewidoma od urodzenia. Przejawia jednak zadziwiającą siłę charakteru, popartą intuicją i wyjątkową wrażliwością, z jaką odbiera otoczenie. Nie jest tak bezradna, jak mogłoby się wydawać. Niestety, w tej części nie poświęcono jej zbyt wiele miejsca - do czasu. Więcej uwagi od autora zyskały panie mające możliwość wykazania się w akcji. O Annie Kolcowej już wspomniałam – to przykład kobiety całkowicie podporządkowanej domowemu tyranowi. Jest też przez niego lekceważona jako nieszkodliwa – jak błędne jest to przekonanie, Iwan jeszcze zdąży się przekonać. Nie wspomniałam za to o Jadwidze. Jadzia Brochwicz, młoda partyzantka walcząca o polskość Lwowa, pełna zapału, ale i bardzo naiwna, sprawia wrażenie postaci, która pojawi się w książce tylko na chwilę. Czy tak będzie naprawdę?


    Akcja jest naprawdę dynamiczna, chociaż klimat zmienia się gdzieś w okolicach połowy utworu. Książka podzielona jest na cztery części i tylko dwie z nich stanowią tak naprawdę opis złodziejskiej działalności grupy Szumskiego. Reszta, czyli wydarzenia we Lwowie, to nieuchronne konsekwencje trafienia w sam środek kotła, jakim pod koniec 1918 roku stało się to miasto. Pościgi jednak nie ustają – wszyscy szukają Krügera. Warstwa opisowa jest oszczędna, ukazując tylko tyle szczegółów, ile konieczne jest do pełnego zrozumienia aktualnej sytuacji i wyrobienia sobie zdania o jej możliwych konsekwencjach. Nie sposób też tego nie robić, jako że momenty „na oddech”, które zdarzają się pomiędzy bardziej napiętymi scenami, poświęcane zazwyczaj na rozważanie tych samych wątpliwości przez bohaterów i dalsze planowanie, wyjątkowo temu sprzyjają.


    Wydaje mi się jednak, że wątek powiązań między Kolcowem a Krügerem został potraktowany odrobinę zbyt nieuważnie na tym etapie rozwoju. Późniejsze wydarzenia i retrospekcje ujawniają coraz więcej, drugi tom zaś wyjaśnia wszystko, ale nie zmienia to faktu, że bez lektury tego drugiego motyw waśni obu panów wydaje się być zupełnie irracjonalny, a psychiczna niestabilność Kolcowa to za mało, by całość uzasadnić. Będąc jednak już po lekturze części drugiej, mogę powiedzieć – nie zniechęcajcie się! To wszystko ma sens – a nagrodą za cierpliwość będzie ujawnienie naprawdę mrocznej tajemnicy.


    „Szakal” to dobry początek świetnej serii, pozostaje więc tylko życzyć sobie (i autorowi), by dalszy ciąg co najmniej utrzymał poziom. „Krüger” to kawał dobrej powieści sensacyjnej, która potrafi wciągnąć tak, że czyta się ją w jeden wieczór.

  • Recenzja książki: Jakub Pawełek - „Pierścień ognia”

    pierscien ogniaJakub Pawełek - „Pierścień ognia”

    warbookAutor: Jakub Pawełek
    Wydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 432
    Cena okładkowa: 36,90 zł

    Trzecia wojna światowa. Obawia się jej wielu. Postęp technologiczny, liczne teorie spiskowe i ciągła niepewność co do intencji innych nacji potęgują tylko wrażenie nadciągającego nieszczęścia. Trudno się dziwić, że temat podłapali pisarze, snując przed żądnymi wrażeń czytelnikami coraz bardziej sensacyjne wizje. Jedną z ciekawszych tego typu fikcji historycznych jest cykl „Przymierze” Jakuba Pawełka, rozpoczęty w roku 2014 powieścią „Wschodni Grom”. Konflikt, rozpoczęty pomiędzy Rosją a Chinami w maju 2015, na tych dwóch państwach się nie zakończył, angażując coraz to nowe kraje. Nie zmieniło się jedno: fakt, że był on starciem mocarstw.

    Chiny. Kto mógłby się spodziewać, że to państwo, przeludnione i trawione przed mnóstwo własnych, wewnętrznych problemów, stanie się nagle najgroźniejszym graczem światowej areny? Kiedy naukowcom z Tajwanu udaje się opracować metodę zimnej fuzji, sytuacja staje się bardziej niż napięta. Wyścig o sojusze i bezpieczeństwo własne rozegra się, jak zwykle, na najwyższych szczeblach władz – pomiędzy prezydentem USA, Albertem Armitage, zwierzchnikiem Rosji Wladimirem Putinem a chińskim Xi Jinpingiem.

    „Pierścień ognia” jest czwartą częścią cyklu i pierwszą moją radą dla potencjalnego czytelnika jest, by nie zaczynał czytania jej bez zaznajomienia się z poprzednimi tomami. Wartka akcja rozpoczyna się od pierwszych stron, autor wrzuca nas od razu na pole bitwy, by przejść płynnie do sal Białego Domu czy chińskiego Zakazanego Miasta, gdzie absolutnie wszyscy są doskonale zapoznani z bieżącą sytuacją i nie tracą czasu na wyjaśnienia, co też działo się wcześniej. Wspomnień i retrospekcji w książce brak, warstwa opisowa jest oszczędna, ograniczając się jedynie do nakreślenia konkretnych, niezbędnych dla aktualnych wydarzeń szczegółów. Spory nacisk kładziony jest na opis zachowania postaci – jako że w „Pierścieniu…” na pierwszy plan wysuwają się stosunki dyplomatycznie i spora część scen poświęcona będzie właśnie rozmowom na najwyższym szczeblu, te szczegóły tworzą doskonały kontekst i pozwalają wyłapać więcej informacji, niż można uzyskać z samych dialogów. Gestykulacja, bardzo drobiazgowo potraktowana, z zaznaczeniem podłoża emocjonalnego ruchów i towarzyszącym im innym zjawiskom takim jak drżenie dłoni i wzrok skierowany w niewłaściwą stronę - te detale pozwalają na o wiele dokładniejszy wgląd w sytuację, niż się to zazwyczaj w literaturze tego typu spotyka.

    Ze znanych postaci sceny politycznej dostaniemy tu Putina, który jawi się jako wyjątkowo twardy i nieprzejednany gracz, pewien swojej roli. Pamiętajmy jednak, że akcja książki rozgrywa się w roku 2023, a więc kawałek w przyszłość. Dość znamiennym jest fakt, że wobec znaczących zmian na stanowiskach w innych państwach, to właśnie ten człowiek pozostał w tym samym punkcie, w którym był jeszcze kilkanaście lat temu. Reszta nazwisk głów państw została dobrana w interesujący sposób – Armitage w Stanach, Żuławski w Polsce – piękne nawiązania do klasyki fantastyki. Pod względem konstrukcji postaci nie ma już jednak tak dobrze. Są one dość podobne, reprezentują ten sam model zachowań i niemal nie posiadają cech, które by je odróżniały od pozostałych. Lepiej wypadają pod tym względem bohaterowie drugoplanowi i ci, którzy uczestniczą w akcjach: zarówno żołnierze, jak i cywile. U nich można zauważyć indywidualne rysy charakteru, nietłumione sztywną etykietą oficjalnych spotkań; to oni będą przeżywać rozterki natury moralnej i zastanawiać się nad sensem swojego działania.

    „Pierścień ognia” jest książka wysoce angażującą ze względu na dynamiczną akcję i mnogość nowych motywów, których nie szczędzi czytelnikowi autor. Kontrast pomiędzy emocjonalną sterylnością obiektów rządowych a chaosem wojennej codzienności jest tu bardzo mocno odczuwalny, a wrażenie to potęgują wstawki z „Wiadomości TVN24”, z których dowiemy się sporo na temat oficjalnej wersji wydarzeń na froncie. Dla miłośników fikcji wojennej cykl Pawełka powinien być pozycją obowiązkową, dla reszty – ciekawostką z głębszym przesłaniem.

  • Recenzja książki: Piotr Langenfeld „Czerwona ofensywa”

    czerwona ofensywa

    Piotr Langenfeld - „Czerwona ofensywa”

    warbook Autor: Piotr Langenfeld
    Wydawnictwo: WarBook
    Liczba stron: 320
    Cena okładkowa: 34,90

    Historia alternatywna ma to do siebie, że daje autorowi spore pole do popisu przy jednoczesnym docenieniu w całej rozciągłości jego własnej wiedzy w temacie. Okresem, który szczególnie inspiruje pisarzy, wydaje się być druga wojna światowa i jej następstwa – w tym czasie, gdy ważyły się losy państw i ras, wiele rzeczy mogło przecież pójść zupełnie inaczej. Jak wtedy byśmy wyglądali, w jakim języku mówili, jak by nam się żyło? Już na podstawie stosunku dwóch najbardziej zaangażowanych w konflikt mocarstw do Polaków można by wysnuć pewne wnioski. Czy jednak dalibyśmy się tak łatwo zniszczyć bądź zniewolić? Historia pokazała już, jak trudne jest to zadanie w przypadku naszego narodu. Swoją wersję wydarzeń ukuł też Piotr Langenfeld w cyklu „Czerwona ofensywa”, którego pierwszą część mam dziś przyjemność przedstawić czytelnikom.

    Rok 1945. Niemcy zostały pokonane, Stany Zjednoczone natomiast nadal poszukują rozwiązania konfliktu z Japonią, w którym ponoszą ogromne straty. Plany stworzenia nowej broni – bomby atomowej – nadal stoją pod znakiem zapytania, wiele wskazuje jednak na to, że uda się je doprowadzić do końca pomimo wielu wypadków oraz podejrzeń o akty sabotażu. Tymczasem na frontach europejskich zaczynają dziać się dziwne rzeczy: żołnierze, przekonani, że wojna się skończyła i niedługo wrócą do domu, dostają przedziwną wiadomość. Otóż Związek Radziecki postanowił zerwać sojusz ze Stanami, przedstawiając je jako kapitalistycznego potwora zagrażającego spokojnemu życiu obywateli. Ludzie muszą znowu ruszyć do boju naprzeciw licznemu, ale nie spodziewającemu się takiej zdrady przeciwnikowi, walcząc i ginąc w imię żądnej władzy nad całą Europą Rosji.

    Na dobry początek dostajemy informację, po której trudno jest nie przetrzeć oczu z niedowierzaniem: Rosja chce więcej, wysyła więc do walki swoje mocno przetrzebione przecież siły, ludzi dawno zmęczonych kilkuletnią wojaczką. Wszystko to obserwujemy z różnych punktów widzenia: od zwykłego szeregowego, przez dowódców, do generałów i polityków z obu stron frontu. Obie relacje różnią się diametralnie, ale są jednakowo przejmujące: z jednej strony mamy osoby u władzy, rozdarte między potrzebą działania a naciskami społeczeństwa mającego dość strat, z drugiej żołnierzy obu stron konfliktu, jednakowo zmęczonych i będących pod stałą presją. Wszystkich łączy szok i zdumienie spowodowane takim rozwojem wydarzeń. Fabularnie dostajemy więc twardy kawałek historycznej fikcji, a że po pierwszym zaskoczeniu z powodu takiego obrotu spraw napięcie tylko rośnie, trudno będzie się oderwać. „Czerwona ofensywa” nie jest jednak jedynie sensacyjnym czytadłem – wojna przedstawiona jest w niej w bardzo brutalny sposób, zarówno w warstwie opisowej, jak i w przypadku zagadnień natury moralnej, z których wiele nie chce opuścić głowy czytelnika nawet po odłożeniu książki na bok.

    Kreacja bohaterów jest jedną z mocniejszych stron „Czerwonej ofensywy”. Przede wszystkim, poznajemy ich bardzo dobrze, mogąc śledzić ich tok myślenia, gdy to oni są akurat „w centrum uwagi” autora. Te spojrzenia często się zmieniają, przeskakując z jednego miejsca na drugie – początkowo może to sprawiać wrażenie lekkiego chaosu, do którego jednak łatwo się przyzwyczaić gdy już wiadomo, kto jest kim i po czyjej stronie walczy. Każda z tych osób przedstawiona jest w sposób bardzo żywy, „ludzki”, nie ma wśród nich kogoś, kto tylko reprezentuje swoją pozycję nie wnosząc nic do akcji. Warstwa opisowa obejmuje wiele niuansów dotyczących bohaterów: nie tylko ich uczucia i wspomnienia, ale i lekki zarys przeszłości, powiązań, osobistych sympatii i antypatii czy też życia poza wojną. Wszyscy mają dylematy. Wszyscy są zrozumiali, z kompletnie wytłumaczonymi motywami działania – nawet Niemcy, przedstawieni jako nacja pokonana i złamana tym, do czego została doprowadzona, okazują swoją ludzką, choć głównie przerażoną stronę. Znacznie większe wrażenie robi to po stronie ZSRR – indoktrynacja połączona z całkowitą inwigilacją, niemożność zaufania komukolwiek, bo wszędzie mogą być donosiciele, a na konsekwencje „niewłaściwego” myślenia wcale nie trzeba długo czekać.

    Bardzo podnoszący na duchu jest aspekt Polski. Z jednej strony Patton i Anders, widzący dokąd zmierzają knowania Rosjan i stanowczo stający po stronie radykalizacji działań, choć ciągle pętani decyzjami sojuszników, z drugiej przebywający na froncie polscy żołnierze, zobowiązani do walki w nie swojej sprawie. Trudno opisać to, jak wiele satysfakcji dawało mi czytanie o ich niesłabnącym duchu niepoddającym się naciskom, wreszcie zbuntowanym i rwącym się do walki o swoje miejsce do życia. Jedni i drudzy mają świadomość, że ryzykują wiele, a ich klęska oznacza ostateczny koniec Polski w ogóle. Ich wola walki wnosi fantastyczny powiew świeżości i dynamizmu do tej książki.

    „Czerwona ofensywa” to znakomity wstęp do cyklu – bo trzeba powiedzieć, że akcja części pierwszej urywa się w bardzo znaczącym momencie, pozostawiając po sobie niedosyt i chęć natychmiastowego sięgnięcia po kolejny tom. Bardzo angażuje czytelnika, skłania do własnych przemyśleń, dociera do ukrytych pokładów wrażliwości i empatii, niejednokrotnie przy tym zaskakując nagłymi zwrotami akcji. Pozostaje mi tylko polecić tę pozycję każdemu, kto czuje sympatię do tak specyficznego gatunku, jakim jest historia alternatywna.