Konwenty Południowe - Relacja z konwentu: Świdkon X: Włącz się w fantastykę!

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

W ostatni weekend, tj. 24-26 marca 2017 roku, Świdnik stał się na chwilę stolicą świata gier, a to za sprawą odbywającego się tam konwentu Świdkon X: Włącz się w fantastykę! Zorganizowane w świdnickim Miejskim Ośrodku Kultury spotkanie miłośników fantastyki oraz różnego rodzaju zabaw przyciągnęło wiele osób chcących spróbować swoich sił w grach planszowych, bitewnych i komputerowych, a także spędzić czas w miłej atmosferze.

Kiedy w chłodny sobotni poranek stanęłam w progu domu kultury, zdziwił mnie zupełny brak kolejki do punktu akredytacyjnego. W dość dużym holu kręciło się kilka osób, ale byli to przede wszystkim organizatorzy, wystawcy i osoby akredytowane wcześniej, również poprzedniego dnia. To sprawiało, że formalności załatwiało się w zaledwie kilka minut. Co istotne, przez cały dzień w punkcie akredytacyjnym nie było tłumów, największa grupa, którą udało mi się zaobserwować, liczyła sześć osób. W pobliżu ze swoimi stoiskami rozłożyli się wystawcy i choć było ich zaledwie kilku (w całym budynku ośmiu), ich asortyment był dość bogaty: kubki, koszulki, biżuteria, książki, przypinki i wiele innych.

W tym samym holu, w dużej szatni ulokowali się też pierwsi gracze turniejowi. To tam od godziny 9:30 rozgrywano pojedynki w ramach Star Wars X-Wing Miniatures Game. W kolejnym pomieszczeniu – sali tanecznej z lustrami – także przygotowywano się do walki, ale w ramach turnieju Warhammer 40 000. Od godziny 10:00 do późnych godzin popołudniowych fani Warhammera toczyli zacięte boje o zwycięstwo. Kawałek dalej znajdowała się wypożyczalnia gier, w jej asortymencie propozycje dla każdego: planszówki, karcianki, dla dorosłych i dzieci. Korzystający z wypożyczalni mieli do swojej dyspozycji kilkanaście stolików umiejscowionych w dwóch przestronnych salach przejściowych (na parterze i pierwszym piętrze) z widokiem na pobliski skwer. Organizatorzy i helperzy cierpliwie tłumaczyli zasady i pomagali każdemu, kto o to poprosił. Pilnowali także rozgrywek prowadzonych w ramach Igrzysk Świdkonu.

W godzinach szczytu było tak wielu chętnych do gry, że na parterze brakowało miejsca. Jednak niewiele osób fatygowało się na piętro, do drugiej sali – tam przez cały czas były wolne stoliki. Zdarzało się też, że trzeba było czekać na upatrzony wcześniej tytuł.

Jednak taki czas oczekiwania nie musiał być czasem straconym. Kilku znudzonych uczestników konwentu zorganizowało sobie „teatr improwizacji” i ku uciesze innych odgrywało w sali prelekcyjnej zabawne scenki. Organizatorzy także przygotowali kilka ciekawych prelekcji i zaprosili gości. Niestety, zainteresowanie tymi punktami programu było minimalne. Zaledwie kilka osób zdecydowało się na wysłuchanie tego, co mieli do powiedzenia Grzegorz Wielgus („To fantastyczne średniowiecze – rzecz o mechanicznych tronach, miotaczach ognia i rycerzach z Nie-Aż-Tak-Mrocznych wieków”) i Krzysztof Księski („Mag w fantasy – rzemieślnik czy geniusz?”), a spotkanie autorskie z Grzegorzem Wielgusem „Chcesz pisać? Myślisz, że nie umiesz? Spokojnie, ja też nie...” zamieniło się w dyskusję gościa z zaledwie pięcioma osobami. W dodatku sala była cały czas otwarta, co chwilę ktoś przechodził, zakłócając rozmowę (aula, w której odbywały się te punkty programu, służyła także jako sleep room, dlatego często ktoś przychodził po swoje rzeczy).

Pierwsze piętro budynku MOK wzięli we władanie gracze konsolowi. W małej salce przysposobionej na games room przygotowano 6 stanowisk do gry i rozgrywano tam kolejne turnieje w ramach Igrzysk Świdkonu. Niestety, pomieszczenie było małe, a zainteresowanie uczestników konwentu duże, więc po krótkim czasie w games roomie zrobiło się duszno, czemu nie były w stanie zaradzić dwa ustawione tam wentylatory. Duszna atmosfera skutecznie odstraszała chętnych do kibicowania (bo gracze, jak wiadomo, to twarde sztuki i nawet nieprzyjemny zapaszek ich nie ruszył).

Obok konsolowego games roomu ustawiono tablicę z wynikami. Nie prezentowała się zbyt okazale, ale dobrze pełniła swoją funkcję, podobnie jak skromny green point z kawą i herbatą przygotowany dla uczestników, którzy spędzili w budynku noc.

Piwnicę MOK-u przejęli za to fani mangi i anime. Już od rana odbywały się tam kolejne punkty programu z bloku M&A – prelekcje o samurajach z Meiji, cosplayu czy japońskiej animacji. Podobnie jak prelekcje zaproszonych gości z bloku ogólnego, nie cieszyły się one zbytnim zainteresowaniem. W zależności od tematyki w obszernej sali przebywało od kilku do kilkunastu osób. Nie można jednak powiedzieć, że uczestnicy prelekcji, konkursu rysowania czy dyskusji o anime bawili się źle – wręcz przeciwnie, rozmowy były ożywione, często wybuchały salwy śmiechu.

Po zakończeniu rozgrywek w games roomach, o godz. 17:00 rozpoczęła się kolejna rywalizacja. Poszczególne drużyny stanęły w szranki w grze w kalambury. „Niekoniecznie fantastyczne pokazywanki” przyciągnęły nie tylko wielu uczestników, ale też sporą publiczność, która była ciekawa, jak 2-osobowe drużyny poradzą sobie z hasłami wymyślonymi przez organizatorów pokazywanek. Trzeba przyznać, że ich fantazja zaskoczyła, dlatego można było zobaczyć, jak uczestnicy starają się pokazać takie zwroty, jak: mroczny rycerz, drużyna pierścienia, życie pozagrobowe czy cyfrowa obróbka obrazu. Rywalizacja była tak zaciekła, że ten punkt programu trzeba było przedłużyć o pół godziny, dlatego z około 40-minutowym opóźnieniem rozpoczęła się „Suchariada”. Tym razem z suchymi żartami zmagały się zespoły liczące od dwóch do pięciu osób. Ci, którzy źle odpowiadali na zadane pytania, musieli liczyć się nie tylko z przegraną, ale też karą: zjedzeniem sucharka! I to bez popitki!
Jednym z ostatnich punktów sobotniego programu był konkurs cosplay, który zgromadził w piwnicy MOK-u kilkunastu uczestników i widzów. Mimo tak małej frekwencji i cosplayerzy, i widzowie bawili się nieźle.

Czy cała impreza się udała? Myślę, że tak, o czym świadczyły dobre humory konwentowiczów i ich udział w Igrzyskach Świdkonu, które już po raz drugi wygrała drużyna F(x). Mimo że prelekcje nie cieszyły się dużym zainteresowaniem, były ciekawym urozmaiceniem programu. Na pochwałę zasługuje wybór lokalizacji konwentu – budynek Miejskiego Ośrodka Kultury był nowoczesny i przystosowany do potrzeb niepełnosprawnych, w toaletach było czysto. Co ważne, w pobliżu znajdowało się kilka punktów gastronomicznych, gdzie można było niedrogo i smacznie zjeść. Uczestnicy mogli też skorzystać ze skromnego green pointu. Pozostaje mieć nadzieję, że taki poziom Świdkon utrzyma także w kolejnych latach.