Konwenty Południowe - Relacja: Pyrkon 2015 - Rekordowe 31.500 uczestników - Alchelor

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Konwent/festiwal legenda. To jedno słowo wywołuje u ludzi drżenie serca. Wielu z Was żyje nim na długo przed i po wydarzeniu. Co sprawiło, że „Ziemniakon” stał się tak popularny? Czy to kwestia lokalizacji? Atrakcji? Może reklamy? Cokolwiek by to nie było, dziś jest to największy festiwal fantastyki w Polsce, zrzeszający co roku coraz większą ilość uczestników. W zeszłym roku ok. 24 tysięcy, w 2015 już 31.500. Wszyscy zgodnie przyznają, że jest to wielki sukces. A jak to wszystko wyglądało już na miejscu? Opowiem Wam co widziałem, słyszałem i czego doświadczyłem. I mimo, że starałem się być wszędzie, nie obwiniajcie mnie, jeżeli coś pominę. Jedna osoba nie miała szans odwiedzić wszystkich miejsc.

Początki

oczekujacy na wejście na Pyrkon 2015Do Poznania z Krakowa jedzie się pociągiem około 8 godzin. Dlatego też naszą podróż rozpoczęliśmy o 21:50, by na dworcu docelowym wysiąść ok. 6:00. Podróż przebiegła bardzo sympatycznie i w dobrym towarzystwie, gdyż większość przedziałów i wagonów oblegana była przez osoby zmierzające właśnie na Pyrkon. Z dworca do Międzynarodowych Targów Poznańskich było bardzo blisko. Może 200 metrów. Jednak tym razem, wejście od strony galerii i dworca nie zostało otwarte, więc chcąc nie chcąc, zmuszeni zostaliśmy do obejścia kompleksu w poszukiwaniu Wejścia Północnego. Zastaliśmy tam już garstkę koczujących ludzi. Część z nich dosypiała w śpiworach. Stworzyło to całkiem miłą,domową atmosferę. Musieliśmy wytrzymać do 8:30. W okolicach tej godziny otwarto bramy, jednak jeszcze nie akredytację. Część osób, która nabyła wejściówki już w czwartek, mogła bez przeszkód wejść na teren MTP. Reszta, aż do 10:00, cierpliwie czekała na swoją kolej. Mimo niemałej liczby ludzi, kolejka była obsługiwana szybko i profesjonalnie. Przynajmniej do czasu. Tutaj muszę poświęcić odrobinę czasu i literek do opisania pokrótce mojej sytuacji, która, mam nadzieję, była odosobniona.

Nieporozumienia

Jako twórca atrakcji kontaktowałem się bezpośrednio z koordynatorem mojego bloku. Niestety, kontakt ten był bardzo utrudniony. Czekałem na odpowiedzi blisko miesiąc i dopiero na kilka dni przed Pyrkonem, udało mi się ustalić sprawę akredytacji i zniżek. Ja i druga osoba współprowadząca, mieliśmy zostać wpisani na listę akredytacyjną jako opłaceni. I połowicznie tak właśnie było. Niestety, kiedy wspomniana osoba numer dwa próbowała się zakredytować, okazało się, że nie ma jej w systemie. Postanowiłem interweniować. I nie opisałbym tego wszystkiego, gdyby nie to, jak potraktował nas koordynator akredytacji. Chamskie odpowiedzi, zero chęci pomocy i odsyłanie nas słowami „To nie mój problem”, „Zadzwońcie sobie do koordynatora bloku”, „Mnie to nie obchodzi”. Mój upór doprowadził do kontaktu z naszym winowajcą, który stwierdził, że nic nie wie.

Zaproponowano nam kupno wejściówki na własną rękę i wyjaśnianie sprawy w biurze festiwalowym. Wściekły, udałem się prosto do wskazanego miejsca. Tam próby kontaktu z osobami odpowiedzialnymi spełzły na niczym. Na szczęście znaleziono rozwiązanie. Musieliśmy udać się naokoło kompleksu, wejść od strony biura festiwalowego i tam ponownie wyjaśniać sprawę. Po długim marszu, wróciłem po drugiego prowadzącego tylko po to, by znów trafić do biura festiwalowego, tym razem naokoło. Po kolejnym telefonie, wejściówka została oznaczona jako opłacona. Znów naokoło wróciliśmy do akredytacji przy wejściu północnym i odebraliśmy pakiet.

Godzina stracona na nerwach i bieganiu tam i z powrotem…

Akredytacja

akredytacja na Pyrkonie 2015Jak wspomniałem, kolejka posuwała się wartko do przodu. Wyznaczona barierkami, połączonymi taśmami, kręta dróżka spełniała swoje zadanie. Jak co roku, uczestnicy dostawali papierową torbę z różnościami. Zawierał się w nich ładny informator w formie A4 (w zeszłych dwóch latach były A5), dodatkowy zeszycik (również A4) z tabelą programową i mapkami, kostka od Q-Workshop i dwa komiksy. Problem w tym, że nie u wszystkich tak było. Nasza grupa liczyła sobie 25 osób. Po porównaniu zawartości, okazało się, że prawie każdy ma coś innego. W wielu brakowało foliowych opakowań na identyfikatory, niektórzy nie dostali smyczy, jeszcze inni dostali 1 – 3 komiksy (ilość losowa), a jeszcze inni nie dostali kostek, lub dostali aż cztery. Zamierzony chaos, czy może brak jakiejkolwiek organizacji pakietów? Informatory były bardzo czytelne, zawierały bardzo dobrze skonstruowaną tabelę programową, co jest dużym atutem przy takiej ilości atrakcji, kilka reklam, ważne telefony, spis organizatorów i gości. Dodatkowo, bardzo miłym gestem była „Strefa fantastycznych inicjatyw” ze spisem wielu konwentów, wraz z opisem na terenie całego kraju.

Mało Pyrkonu na Pyrkonie…

Zauważyłem wraz z wieloma osobami, z którymi rozmawiałem, a które odwiedziły poprzednie edycje festiwalu, że Pyrkon 2015 jest znacznie oszczędniejszy niż poprzednie. Oczywiście, może to tylko nasze wrażenie, ale brak bannerów przed wejściami, gorsza jakość smyczek czy kilka innych drobnostek sprawiło, że nie odczułem tej swoistej epiki, która we mnie uderzyła zaraz po wejściu w 2013 i 2014. Jak wspomniałem, nie jest to tylko moje zdanie.

Gdzie tu spać?

sleeproomPierwsze kroki skierowaliśmy oczywiście do gigantycznego budynku sypialnego. Był o wiele większy niż w zeszłym roku i okazał się strzałem w dziesiątkę. Prawie każda, pozioma, płaska przestrzeń, która nie była wyznaczonym korytarzem między kwadratami przeznaczonymi do spania, została w końcu zajęta. Bardzo sprawnie też szło rozlokowanie ludności. Wadą natomiast był brak prądu, który został odłączony zaledwie po godzinie i jedyny działający kontakt znajdował się w łazience. Przyznam, że było to niesamowicie uciążliwe. Nie da się przecież funkcjonować trzy dni bez naładowania telefonu, laptopa czy aparatu, których używam do pracy na konwencie. Rozumiem, że było to podyktowane względami bezpieczeństwa (ludzie potrafią przywieźć najdziwniejsze rzeczy. Na przykład mikrofalę czy nawet kombiwar!), ale wystarczyłyby patrole sprawdzające co jest podpięte.

Wystawcy! Ludzie! Jedzenie!

gastroKiedy każdy z nas znalazł już swój kawałek podłogi, wyruszyliśmy na łowy. A było co oglądać. Niesamowite stroje zrobione przez znanych i debiutujących cosplayerów. Było wszystko o czym można by pomyśleć. Postacie z książek, bajek, seriali, filmów, komiksów, opowiadań! Od tych, których już dawno nikt nie pamięta, po te najbardziej popularne. Pierwszym odwiedzonym przeze mnie budynkiem, okazała się hala wystawców. Wtedy jeszcze nie w pełni rozłożona. Ilość stoisk zwaliła mnie z nóg. Można tu było kupić wszystko o czym się tylko zamarzyło. Pluszaki, figurki, książki, gry planszowe, mangi, koszulki i kubki z własnym nadrukiem, a nawet miecz! Oczywiście było tego wszystkiego znacznie więcej, jednak wymienić wszystkiego jest nie sposób. Swój „kącik” znalazły nawet stoiska organizacji różnych konwentów. Zauważyłem tam między innymi FALKON z Lublina, Dni Fantastyki i NiuCon 7 z Wrocławia, Copernicon z Torunia i wiele innych. Można było zapytać o te eventy, dowiedzieć się czegoś więcej od samych organizatorów oraz w ogóle dowiedzieć, że takie wydarzenia odbywają się na terenie polski. Oniemiały z zachwytu, postanowiłem zwiedzić kolejny budynek. Tym razem była to strefa gastronomiczna, w której ulokowało się sporo małych gastronomii. Od pizzy, przez kebaby, po zdrowe sałatki. Oczywiście w ofercie znajdowało się również piwo. To jedyne miejsce, gdzie można było je zakupić i pić. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał jeszcze o świetnym ogródku, w którym stacjonowali ludzie ubrani w świetne stroje pasujące do średniowiecznej konwencji. Podawano tu zapiekanki z pieca, w którym palono drewnem, świetne swojskie potrawy i oczywiście piwo.

Tu się działo!

wystawa figur metalowych na PyrkonieCentrum wydarzeń to oczywiście trzeci budynek - tak zwany krzyżak (ze względu na jego kształt). W sobotę, ludzi było tam tak dużo, że przejście okazało się nie lada wyczynem. Tam też mogliśmy skierować się do sal prelekcyjnych umieszczonych na piętrze. Większość była stale pełna i niełatwo było dostać się na punkty programu. Tutaj ciekawym krokiem okazała się rezerwacja miejsc na co ciekawsze prelekcje, którą można było zrobić na tydzień przed Pyrkonem. W jednej części hali znajdowały się wystawy. Średniowieczna wioska z wikingami, straszne i dumne smoki, transformery w całkiem sporej skali, terminator (bez ludzkiej powłoki), Mistrz Yoda, modele statków kosmicznych z sagi „Gwiezdne Wojny” oraz ze „Star Treka”, wielkie i mniejsze konstrukcje czy scenerie z klocków lego... Zwiedzenie całości, celem obejrzenia dokładnie każdego pojedynczego eksponatu, zajmowało całe godziny! A to przecież nie wszystko. Zaraz obok znajdowała się wielka sala przeznaczona dla miłośników gier planszowych i karcianych. Świetnie wyposażony Games Room oferował większość pozycji z dostępnych na rynku. Wystarczyło zostawić swój dokument ze zdjęciem i można było się cieszyć, wraz ze znajomymi, wypożyczoną grą. Nieopodal znajdowała się strefa dla najmłodszych, w której dzieciaki mogły się bawić tak samo dobrze jak starsza część uczestników.

Kolejny kwadrat opanowały gry komputerowe. Mogliśmy tu obejrzeć nowoczesny sprzęt do gier, rozegrać turnieje w najpopularniejszych tytułach drużynowych czy po prostu odwiedzić stoiska znanych producentów. Jak to na imprezach dla graczy, wiele tu było różnorakich konkursów, w których ludzie zgarniali koszulki, smycze i inne gadżety.

Jeszcze jedna hala w krzyżaku została opanowana głównie przez post apokaliptyczne pustkowia. Całe obozy bractw pasjonujących się światem po nuklearnej zagładzie sprawiały wrażenie jakby rzeczywiście koniec miał nadejść, a oni byli na to świetnie przygotowani. Szczególnie polecam fanom filmu Mad Max czy gier z serii Fallout lub S.T.A.L.K.E.R. Na środku wydzielono barierkami miejsce, gdzie odbywały się różne warsztaty tańca czy walki i mecze Jaggera. Czym jest ten sport? Zapraszamy do naszej galerii z rozgrywek autorstwa Łysego.

Scena pełna gwiazd

goscie na scenie PyrkonuOczywiście była tutaj też scena. To właśnie tutaj ściągało najwięcej ludzi. Mogliśmy tu obejrzeć znane osobistości ze świata gier, Youtube czy autorów książek, z którymi przeprowadzano publiczne wywiady, albo który prowadzili ciekawe prelekcje. Były też wielkie wydarzenia, jak choćby konkurs strojów Maskarada w sobotni wieczór. Najlepsi z najlepszych mogli zaprezentować się w skórze postaci z książek, filmów czy bajek. Poziom był niezwykle wysoki co możecie sprawdzić sami oglądając na naszym kanale wszystkie występy. Tego po prostu nie można przegapić! Bardzo ciekawą propozycją był także niedzielny pokaz mody fantastycznej, zorganizowany przez sklep „Płaszcz i suknia”. Z niego także posiadamy zdjęcia, które znajdziecie w galerii Łysego na naszym Fanpage-u.

Janusz Korwin-Mikke i Wardęga

Tak się złożyło, że w sobotę na Pyrkonie pojawili się ludzie, którzy wywołali niemałe zamieszanie i całą masę spekulacji. Pierwszym i mniej kontrowersyjnym, był znany Youtuber – S.A. Wardęga. Jego pojawienie się wzbudziło niemałą sensację i utworzyło pokaźny kordon wokół jego osoby. Nie był to oficjalnie zaproszony gość. Przybył na konwent z własnej woli jako zwykły uczestnik. Nie został także wpuszczony do strefy dla mediów pod sceną, kiedy chciał nagrywać występy. Czy był to przypadek, czy zamierzone działanie - nie nam oceniać.

Janusz Korwin-Mikke na PyrkonieDruga osoba doprowadziła do małej afery. Otóż, zaledwie dwa tygodnie przed wyborami prezydenckimi, pojawił się kandydat, Janusz Korwin-Mikke. Wielu oskarżało go agitację wyborczą, a część oskarżała nawet organizację festiwalu. Pojawiły się też głosy, że nie powinni polityka w ogóle wpuścić. Jednakże trzeba zauważyć, że wspomniana osoba nie została zaproszona przez Drugą Erę, nie otrzymała żadnego specjalnego statusu, stała w kolejce i zakupiła normalny bilet uczestnika. Ochrona miała jedynie za zadanie eskortować go, by uniknąć wypadków i niepotrzebnego przedłużania wizyty. Bardzo dobry tekst na ten temat znajdziecie na portalu Informatora Konwentowego, autorstwa Piotra „Diabła” Skoroka (tekst. Nie portal): https://konwenty.info/o-korwinie-na-pyrkonie/

Podsumowanie

Pyrkon jest, był i będzie festiwalem/konwentem, który trzeba odwiedzić. Cytując Simona Zacka:

„(…)na Pyrkon się czeka. Czeka się cały rok. Zdaje mi się nawet, że już zaledwie kilka dni po tym, jak dany Pyrkon się kończy, rozpoczyna się czekanie na następny.”, który napisał te słowa w relacji dla wydawnictwa Wan Der Book. W pełni go popieram, podpisując się rękami, nogami i językiem. Żadna impreza w Polsce nie dorównuje Ziemniakonowi i nieprędko jakaś tego dokona, o ile w ogóle, czego z całego serca życzymy wszystkim organizacjom konwentowym. Czy pojawimy się za rok? Oczywiście!

Czy polecamy? Jak najbardziej! Mimo małych wpadek, które nie wpływają znacząco na całość wydarzenia, nie mam Drugiej Erze właściwie nic do zarzucenia. Mam nadzieję, że za rok będzie jeszcze lepiej i jeszcze więcej!

Tagged Under