Konwenty Południowe - Recenzja gry karcianej: Munchkin: Edycja jubileuszowa

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Munchkin: Edycja jubileuszowa

Recenzja gry planszowej karcianej Munchkin Jubileusz

black monk

Wydawca: Black Monk
Autor: Steve Jackson
Rodzaj: Karciana
Poziom skomplikowania rozgrywki: Średni
Losowość: Duża
Gra składa się z: 
- 165 kart Drzwi i Skarbów
- Kość sześciościenna
- Instrukcja

Reedycje wychodzą różnie, niektóre są lepsze, inne gorsze. Czasem też nie ma między nimi żadnej różnicy. Dużo też zależy od tego, jaki był produkt początkowy. Bo co w przypadku, kiedy mamy do czynienia z reedycją czegoś bardzo dobrego? No cóż, wtedy możemy mieć do czynienia z jubileuszową reedycją pierwszego „Munchkina”.

W tym roku obchodzimy XV lecie „Munchkina” i z tego powodu doświadczamy różnych dobroci w znanym już, karcianym uniwersum. Choć ciężko tu mówić o jednym świecie, kiedy gra czerpie pełnymi garściami zewsząd, ukazując każdy możliwy aspekt popkulturalny w krzywym zwierciadle. Reedycja jest niemal dokładną kopią debiutu, z jedną różnicą: ilustracje zostały całkowicie zmienione. Ich autorem jest Ian McGinty, podczas kiedy oryginalne wykonał John Kovalic. Na tym właściwie moglibyśmy zakończyć recenzję, ale przecież nie wszyscy są w posiadaniu pierwotnej gry, a to idealna okazja, żeby ją zakupić. Czy warto? Zobaczmy.

munchkin2

Jak to „Munchkin”, także i ta część ma jakiś motyw przewodni. W tym wypadku do czynienia mamy z szeroko pojętą fantastyką, natrafimy więc na elfy, krasnoludów, niziołków, wojowników, magów i kapłanów oraz smoki, jednorożce czy pegazy. A to wszystko w nieprawdopodobnie groteskowym ujęciu. Gra potrafi rozbawić do łez i wywołać nielichą konsternację na twarzy. Trzeba pamiętać, że zarówno zasady, jak i prześmiewczy charakter gry, to sedno „Munchkina”.

Pod względem samej rozgrywki, pochwały godny jest balans między poszczególnymi elementami. Wydaje mi się, że szczególną wagę przyłożono do wzmocnień potworów i innych uprzykrzaczy, dzięki czemu gra nie kończy się tak szybko i nie jest łatwo pozostać długo na prowadzeniu. Nierzadko zdarza się, że nawet z przewagą nad resztą graczy wynoszącą kilka poziomów oraz munchkinprzy byciu o krok od zwycięstwa, reszta zawodników jest w stanie dogonić, a nawet wykończyć finalistę. Trzeba się też ciągle pilnować, gdyż dróg do zwycięstwa jest tyle, ile pomysłów i dobrych taktyk. A wciąż jeszcze liczy się szczęście. Nigdy nie wiesz kiedy Kapłan zyska zwycięski poziom, wyciągając ze stosu odpowiednią kartę.

Nowe ilustracje wprowadzają mocny powiew świeżości i cieszą oko. Zdecydowanie widać różnicę, szczególnie kiedy już zdążyło się przyzwyczaić do pierwotnej wersji. A jeżeli zaczyna się swoją przygodę z „Munchkinem” dopiero teraz, jest to idealna okazja do zakupu.

Dodatkowo zamieszczam zdjęcia przykładowych kart z obu wersji podstawowego „Munchkina”: