Konwenty Południowe - Recenzja komiksu: „Głębia. Tom 1: Ułuda nadziei”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

glebia1

„Głębia. Tom  1: Ułuda nadziei”

nonstopcomics

Autorzy: Rick Remender, Greg Tocchini
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Liczba stron: 176
Cena okładkowa: 45,00 zł

Czym jest optymizm? Dla jednych to chwilowy stan, w którym postrzegają nadchodzące wydarzenia w jasnych barwach, dla innych będzie po prostu stylem życia, oczekiwaniem, że wszystko się prędzej czy później ułoży i potoczy jak powinno. Taka postawa kłóci się z ogólnie przyjętymi założeniami konwencji science fiction, a zwłaszcza tej postapokaliptycznej bądź zawierającej elementy dystopijne. Świat się skończył albo właśnie ma się ku końcowi, życie nie może już być cięższe, z czego się tu cieszyć, na co czekać, kiedy wokół sami wrogowie, a tylko od naszej zdolności przetrwania zależy to, czy jutro jeszcze będziemy istnieć? Na przekór tej tendencji postanowił wyjść scenarzysta serii komiksów „Głębia”, Rick Remender, tworząc bohaterkę wręcz tryskającą optymizmem w warunkach bardziej niż niesprzyjających.

Ci, którzy przetrwali kataklizm i zdołali schronić się przez niszczycielskim promieniowaniem umierającego słońca w wodnych głębinach, są obecnie skazani na powolną śmierć. Zamieszkujący kopułę Salus, od wielu lat oddychający zatęchłym powietrzem oczyszczanym przez psujące się filtry ludzie wiedzą, że ich czas dobiega końca. Rodzina Caine’ów, pielęgnująca dawne tradycje i jako jedna z niewielu nadal zachowująca nadzieję na ratunek, planuje wyprawę poza kopułę i przedstawienie nastoletnim córkom, Delli i Tajo, piękna podwodnego świata i założeń tradycji łowców. Statek Caine’ów wpada jednak w pułapkę, w czasie której córki Stel i Johla zostają porwane wraz ze skafandrem, stanowiącym starą broń łowców należącą do rodziny. Stel przeżywa cudem, by pogrążyć się w rozpaczy, obserwując upadek moralny ostatniego ze swoich dzieci, syna Marika. I właśnie po dziesięciu latach takiej stagnacji pojawia się sygnał – odpowiedź na wołanie o pomoc, znak, że sonda, wysłana w poszukiwaniu innych zdatnych do zamieszkania światów, jednak coś znalazła.

Komiks opatrzono tytułem „Ułuda nadziei”, co w pewnym sensie dobrze obrazuje wojująca osobowość głównej bohaterki i to, jak wiele znaczy dla niej każda, nawet najmniejsza wskazówka, że jest szansa na ratunek. Remender we wstępie nakreśla przyczyny, które skłoniły go do wykreowania postaci tak nietypowej jak Stel, a jednocześnie to, dlaczego idealnie pasuje ona do czasów, w jakich przyszło jej żyć. Trudno się z tym nie zgodzić, i chociaż ani komiks, ani inne media nie rozpieszczają nas wizjami pełnych nadziei protagonistów wierzących w lepsze jutro, to Stel w pewnym sensie wynagradza ten brak. Jest optymistką niepoprawną, zdeterminowaną, zdesperowaną wręcz, przez co nie zawsze znajduje zrozumienie nawet wśród bliskich. W ocenie jej charakteru pomagają wstawki narracyjne z punktu widzenia Johla, wskazujące zarówno na dobre strony jej postępowania, jak i płynące z tego zagrożenia.

Pozostając jeszcze przy Stel, jako że wydała mi się ona postacią wyjątkowo intrygującą: jej charakter nie jest przerysowany. Nadmiar wiary we własną siłę sprawczą, to, że przyszłość zależy nie od ślepego losu, a od tego, jak wiele wysiłku włożymy w jej kształtowanie, bywa irytujący dla mojego wewnętrznego realisty, głównie ze względu na fakt, że bohaterka stawiana jest przed wyzwaniami daleko przerastającymi możliwości jednego człowieka. Tymczasem ona dąży do zachowania przy życiu aż czterech… i populacji kopuły Salus, jeśli się da. Jako jedyna nie pogrąża się w poszukiwaniu tanich uciech bądź w depresji, widząc jeszcze jakąkolwiek nadzieję. Ryzykuje wiele, momentami można nawet powiedzieć, że zbyt wiele, by dotrzeć do celu. Trudno nie pomyśleć, że nie powinno się jej udawać, że jakikolwiek przejaw fabularnego wsparcia będzie tu nie do zniesienia… A jednak Remender nie głaszcze po głowie swojej bohaterki, wystawia ją na próby, które łamią ducha i w niej. Z tą różnicą, że Stel znajduje w sobie siłę, by się podnieść ten jeszcze jeden raz. I pociągnąć za sobą innych.

„Głębia” to jednak nie tylko Stel, ale też bogactwo mikro- i makroświata – rodziny Caine’ów i podwodnej cywilizacji, z której obecnie pozostały jedynie marne resztki. Rozpad rodziny jest elementem inicjującym fabułę, ale przecież walka o jej przetrwanie sprzęga się z koniecznością poszukiwania ratunku dla ludzkości jako takiej, która to ludzkość ogółem dawno odpuściła sobie i zsuwa się na równi pochyłej ku marnemu kresowi. Problematyka psychologiczna, to, jak zachowują się ludzie postawieni w obliczu nieuniknionego końca, jest tu mocno zarysowana i ujęta z różnych stron – od przeciętnego człowieka aż po szczyty władzy. Mając za głównych bohaterów Stel, sprawiającą wrażenie wręcz arystokratki swoją dystynkcją, i Marika, pracującego jako szeregowy stróż prawa, raczej odpuszczającego sobie swoją robotę dla uciech cielesnych, za które nie potrafi nawet zapłacić, mamy już w tak niewielkim wymiarze zarysowane dwie różne osobowości, których mechanizmy obronne działają zupełnie inaczej – ale które muszą w pewnym zakresie ze sobą współistnieć, a nawet współpracować.

Komiks rysowany jest dość nierówną kreską, całość sprawia wrażenie mało szczegółowej i nieco rozmytej. Bogactwo kolorystyczne nadrabia jednak braki wszędzie tam, gdzie się one pojawią, ukazując pełnię podwodnych krajobrazów, surowe życie w Salus oraz w pewnym zakresie budując nastrój poszczególnych scen. I chociaż brak szczegółowości może nie przypaść do gustu wielbicielom komiksów o bardziej dopracowanej warstwie graficznej (do których zresztą i ja należę), to całość nadal pozostaje znośna, nie sprawiając problemów w zrozumieniu treści, jaką ma przekazać, a także doskonale oddając emocje postaci i nastrój scen.

Pierwszy tom „Głębi” zaintrygował mnie przedstawioną w nim historią i zachwycił głębią psychologiczną postaci. Z całą pewnością sięgnę po dalsze części, i chociaż wiem, że przed Stel jeszcze wiele ciężkich chwil, to przecież… kto, jeśli nie ona, może sobie z tym poradzić? Komiks polecam zaś wielbicielom opowieści z niekoniecznie oczywistym przesłaniem.