Konwenty Południowe - Recenzja: Robert J. Szmidt - „Otchłań” - Alchelor

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Robert J. Szmidt - „Otchłań”

insignisWydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 384
Cena okładkowa: 37,99 zł

Otchłań jest jedną z wielu książek osadzonych w Uniwersum Metro 2033. Jest to świat ogarnięty zniszczeniem, promieniowaniem i zmutowanymi bestiami 20 lat po wojnie atomowej, wymyślony na potrzeby sagi Metro, autorstwa Dymitry Glukhowsky'ego. W tym momencie składa się ona na trylogię Metro 2033, Metro 2034 oraz Metro 2035, których akcja toczy się właśnie w moskiewskich tunelach. Autor postanowił podzielić się światem tak, by inni autorzy z całego świata mogli dołożyć swoją cegiełkę i trzymając się pewnych wytycznych, wspólnie tworzyć spójne uniwersum. Robert J. Szmidt zabiera nas znacznie bliżej, bo do zniszczonego wojną Wrocławia.

Mieszkanie w dawnej stolicy Dolnego Śląska nie należy do najłatwiejszych. Klasycznie już, przebywanie na powierzchni jest ograniczone czasowo przez zmutowane drapieżniki i wysoką radiację. Niemniej jednak nawet krótkotrwały pobyt pod gołym niebem w Otchłani jest szaloną eskapadą. Każda roślina i każde zwierzę próbuje dopaść człowieka. Wielokrotnie zaznaczone jest, że dwunożni stanowią ulubiony pokarm wszystkiego co pełza, stąpa czy rośnie w ruinach zniszczonego miasta. Przyspieszona ewolucja wyostrzyła wszelkie zmysły i zamieniła w drapieżniki wszystko, co tylko pojawiło się w obszarze działania promieniowania. Wszechobecne rośliny w zastraszającym tempie pochłonęły pozostałości po budynkach, zamieniając je w sterty porośniętego gruzu. Jedynie w kanałach było stosunkowo bezpiecznie i to właśnie tam przetrwała ostatnia enklawa ludzkości. Nawet tutaj, w głębokich podziemiach, człowiek nie jest wolny od następstw mutacyjnych. Praktycznie każdy korytarz, tunel i rura porośnięty jest tajemniczym lekko świecącym grzybem, nazwanym „Neonówką”. Ludzie zamieszkujący dawną kanalizację już dawno do nich przywykli, szczególnie że nie są one specjalnie niebezpieczne... na razie...

W Polsce nie ma zbyt wiele broni palnej. Tym, którzy ją zdobyli bądź posiadali z racji wykonywanego wcześniej zawodu, szybko skończyła się amunicja. Elektronika także nie wytrzymała zbyt długo. Do łask wróciła broń biała i miotana, łuki i kusze, a światło dawały wszędzie proste lampki łojowe i neonówki. Zanikały też wśród ludności umiejętności czytania i pisania, znajomość historii i geografii stała się zupełnie zbędna, a liczyły się raczej umiejętności praktyczne. Prowizoryczne szkoły prowadzone przez Pamiętających, znikały jedna po drugiej.

Głównymi bohaterami są dwie, a później trzy osoby. Nauczyciel, który był jednym z ostatnich Pamiętających - nazwany tak ze względu na swój poczciwy wiek (40 lat. Tutaj to bardzo dużo. Większość nie dożywa 30 roku życia), pozwalający mu pamiętać świat sprzed wojny i nauczać o nim. Drugim bohaterem natomiast jest jego syn - Niemota. Głuchoniemy chłopak jest ewenementem w tym małym światku, rządzącym się brutalnymi, wręcz drakońskimi prawami, nakazującymi pozbycia się upośledzonych dzieci tuż po urodzeniu, by nie zabierały cennej przestrzeni i pokarmu. Nieco później dołącza do nich młoda dziewczyna o imieniu Iskra. Wulgarna i doświadczona życiowo nastolatka, skrywająca wiele sekretów.

Książka opowiada o wędrówce przez niebezpieczne tunele, enklawy - jak nazywano tutaj małe społeczności zamieszkujące najczęściej stare burzowce (duże "komory" mające zbierać nadmiar wody w wypadku dużych opadów), rury a nawet częściowo tereny na powierzchni. Wielokrotnie ocierając się o śmierć, Nauczyciel próbuje dotrzeć do odległej wieży SkyTower, by otrzymać azyl dla siebie i dla niepełnosprawnego syna. Nigdy by się mu nie udało, gdyby nie to, że był on przed wojną wyszkolonym żołnierzem, a później należał do Czarnych Skorpionów - grupy elitarnych wojowników złożonej z byłych wojskowych, która prowadziła krwawe wojny niedługo po zejściu ludzi do podziemi.

Otchłań wbrew pozorom jest dosyć lekka i przyjemna w czytaniu. Nie męczy, opisy są przejrzyste i zrozumiałe, a dialogi naturalne i swojskie. Po ciężkim klimatycznie Metrze 2035, mogłem odpocząć i zanurzyć się w pełnej przygód i niebezpieczeństw powieści. Nawet drastyczne wydarzenia zostały przedstawione w taki sposób, że nawet nieco młodsi, nastoletni czytelnicy nie powinni mieć z nimi problemów.

Dobrze się bawiłem czytając Otchłań. Uważam, że Szmidt dobrze wykonał swoją pracę i z czystym sercem mogę polecić książkę dalej. Również młodszym czytelnikom. Wiele nawiązań do obecnej popkultury jest też swoistym smaczkiem dla młodzieży. Oceniam opowieść o Wrocławiu w wersji postapokaliptycznej na osiem punktów, w dziesięciostopniowej skali.