Konwenty Południowe - Recenzja: Dymitry Glukhowsky - „Metro 2033”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Metro 2033

Dymitry Glukhowsky - „Metro 2033”

insignisWydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 592
Cena okładkowa: 39,99 zł

Niemało znaleźć można książkowych światów, w których przedstawiona jest wizja apokalipsy spowodowanej przez trzecią wojnę światową z użyciem głowic nuklearnych. Do tego możemy dorzucić całkiem sporo produkcji filmowych i gier. Jednakże chyba żaden nie przedstawia zniszczonego świata i życia w nim tak, jak robi to „Metro 2033” Dmitrija Głuchowskiego.

Akcja książki toczy się w moskiewskich tunelach metra, około dwudziestu lat po atomowej zagładzie. To właśnie w nich żyją ci, którym udało się w porę uciec po tym, jak zawyły syreny. Niezwykłe podziały na państwa-miasta na stacjach, hodowla grzybów i świń, koalicje poszczególnych przystanków, a nawet wojny między nimi… To wszystko i znacznie więcej jest codziennością mieszkańców podziemi. Całe metro stało się światem znanym sprzed katastrofy w karykaturalnej miniaturze. Świadczą o tym choćby „Linia Czerwona”, znana ze swoich komunistycznych rządów, „Czwarta Rzesza” - walcząca o czystość rasową i główny wróg czerwonych oraz „Linia Okrężna” zwana również „Hanzą”, która kontroluje większość handlu i jest chyba najlepiej zorganizowana ze wszystkich. Istnieją również inne koalicje i stacje niezależne, ale odkrycie ich wszystkich jest zwyczajnie niemożliwe, gdyż nie da się do wszystkich obszarów dotrzeć ani się z nimi skontaktować.

Powstaje pytanie: skąd mieszkańcy metra biorą materiały, broń i technologię? To stalkerzy, którzy wychodzą czasem na powierzchnię w strojach antyradiacyjnych. W dużej mierze przyczynili się do tego, że ludzkość przetrwała. Rzadko otwierane grodzie, oddzielające napromieniowany świat od podziemi, są jedynymi oficjalnymi punktami, którymi można się wydostać z tuneli.

Akcja „Metro 2033” zaczyna się w małej stacji słynącej ze swojej „herbaty” z suszonych grzybów. „WOGN”, która jest jednocześnie najbardziej wysuniętą na północ zamieszkałą stacją, zaczęła mieć niemałe problemy. Przerażające stwory, zwane „Czarnymi” powoli i nieustępliwie przychodzą od strony stacji „Ogród Botaniczny”, która to miała pozostać zamknięta. Nikt nie wie, skąd dokładnie przychodzą stwory i jak się ich pozbyć. Amunicja jest na wykończeniu a morale praktycznie nie istnieje, szczególnie że potwory atakują umysł. Wtedy to na „WOGN” przybywa Hunter, który jest kimś w rodzaju strażnika w metrze. Po rozpoznaniu problemu, decyduje się na wyprawę do „Polis”, która jest odległą stacją metra. Postanawia zabrać ze sobą Artema, który jako jedyny wydaje się być odporny na dziwny wpływ Czarnych. Oboje – wojownik i niedoświadczony młodzieniec – wyruszają w szaleńczą podróż przez tunele. Po drodze czyha na nich masa niebezpieczeństw. Od promieniowania, przez zmutowane stwory, a na zupełnie niewytłumaczalnych zjawiskach kończąc. Czy los będzie im sprzyjał? Czy uda im się dotrzeć do „Polis” i rozwiązać zagadkę, czym są czarni i jaki mają cel? Czy poradzą sobie z zagrożeniem dla całej społeczności metra? Odpowiedzi na wszystkie te pytania znajdziecie w książce.

„Metro 2033” buduje niesamowity klimat. Czuć na własnej skórze klaustrofobiczne przestrzenie i wartość światła, którego w podziemiach nie ma zbyt dużo. Poczucie zagrożenia towarzyszy nam bez przerwy i szybko utwierdzamy się w przekonaniu, że nie ma bezpiecznych dróg. Każdy korytarz i każda odnoga mogą oznaczać szybką i przerażającą śmierć. Trasa, którą niegdyś dało się pokonać w godzinę, teraz zajmuje dzień. Na domiar złego ludzie, którzy powinni się jednoczyć w takich sytuacjach, potrafią być tak samo zdradliwi jak same tunele.

Podczas przygody widać swoistą ewolucję Artema. Jego „dorastanie” i odkrywanie natury moskiewskich podziemi. Metro uczy go rozumieć znaki i swoistą magię, widzieć zagrożenia oraz pokazuje mu różnorodność poszczególnych stacji. A razem z nim jest i czytelnik, idący z bohaterem ramię w ramię. W zrozumieniu wszystkiego pomagały rozbudowane i pełne metafor opisy. Trochę miejscami mogły irytować przemyślenia i dialogi, zajmujące po kilka stron, które mogły prowadzić do jakichś refleksji, ale w żaden sposób nie posuwały fabuły do przodu. Niemniej jeżeli ktoś lubi pozastanawiać się nad światem i zrozumieć, jak postrzegają go jego mieszkańcy, to jest to plus.

Uniwersum Metro jest wyjątkowe i wyróżnia się na tle innych światów dotkniętych atomową zagładą. Może to właśnie dzięki temu zawdzięcza swoją niemałą popularność. Z czystym sumieniem polecam tę książkę i wystawiam jej dziewięć punktów na dziesięć możliwych.