Konwenty Południowe - Recenzja: Ken Liu - „Królowie Dary”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Ken Liu - „Królowie Dary”

sqnWydawnictwo: SQN
Liczba stron: 592
Cena okładkowa: 44,90 zł

Amerykański pisarz Ken Liu znany jest głównie z opowiadań, ukazujących się w Polsce na łamach miesięcznika „Nowa Fantastyka”. „Królowie Dary” to pierwszy tom jego cyklu „Pod sztandarem dzikiego kwiatu”, a zarazem pełnowymiarowy, powieściowy debiut autora. Pełnowymiarowy w przenośni i dosłownie – dzieło liczy sobie prawie 600 stron.

Autor „Królów Dary” rzuca nas w wir wydarzeń, rozgrywających się w tytułowej fikcyjnej krainie. Pisarz czerpie garściami z historii i mitologii chińskiej, a całość jest na wskroś przesiąknięta wpływami kultury azjatyckiej. Dzięki temu powieść Kena Liu wyróżnia się na tle popularnych i zbyt często dziś wykorzystywanych motywów arturiańskich czy słowiańskich – można śmiało stwierdzić, że dla polskiego czytelnika jest to coś nowego.

„Królowie Dary” to nie tradycyjne fantasy ze smokami, elfami i magią. Całość przyjmuje formę powieści polityczno–militarnej, a przez ciężki klimat oraz mnogość wątków i bohaterów można spokojnie nazwać to chińską „Grą o tron”. Wśród protagonistów natrafimy zarówno na interesujące postaci (chociażby Kuni Garu), jak i standardowe „zapychacze wolnego miejsca” (i tu kłaniają się Huno Krima czy cesarz Erishi). Znacznie ciekawiej prezentują się postaci drugoplanowe, jak Jia czy księżniczka Kikomi. Z bohaterami wiąże się jeszcze jedna ważna kwestia – z ich ust regularnie padają mądre i podniosłe sentencje, idealnie wpisujące się w kategorię „stare chińskie przysłowie mówi, że...”. Z początku to bawi, na dłuższą metę jednak jest męczące.

Miłym zaskoczeniem jest natomiast fabuła. Intrygi polityczne zostały wymyślone naprawdę dobrze. Historia państwa, rządzonego żelazną ręką cesarza oraz buntów przeciwko władzy tyrana, jest interesująca i spójna, do tego czuć tu azjatycki klimat. Bardzo cieszy fakt, że autor postanowił przedstawić racje obu stron konfliktu, dzięki czemu ani cesarstwo, ani rebelianci nie sprawiają wrażenia „tych złych”. W większości motywacje bohaterów również trzymają przyzwoity poziom. Prawdziwą wisienką na torcie są jednak sceny batalistyczne – czytając je, można bez trudu wyobrazić sobie zarówno wielkie bitwy, jak i mniejsze potyczki. Razem z wątkiem politycznym to najmocniejsze elementy powieści.

Reasumując, „Królowie Dary” to książka średnia. Z jednej strony ilość jednowymiarowych bohaterów i cytaty rodem z czasów Konfucjusza sprawiają, że ciężko przez tekst przebrnąć, z drugiej jednak przedstawiony tu obraz świata jest bardzo egzotyczny i oryginalny. I to głównie za tę oryginalność warto, nawet w ramach ciekawostki, dać powieści szansę.