Konwenty Południowe - Recenzja książki: „Warcraft. Początek” Christie Golden

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

warcraft poczatekChristie Golden - „Warcraft. Początek”

insignis Autor: Christie Golden
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 328
Cena okładkowa: 34,99 zł

Wrażenia związane z filmem zdążyły już opaść – to dobry moment, by obiektywnie przyjrzeć się "oficjalnej powieści" towarzyszącej premierze "Warcrafta. Początku". Często tego typu publikacje służą jedynie dalszemu napędzaniu maszyny marketingowej, jednak przypadek "Warcrafta" jest wyjątkowy: oto bowiem film, na który duża część widzów (szczególnie zza wielkiej wody) narzekała – z powodu rzekomo zbyt mało czytelnej (dla osób, które nie miały dotąd styczności z tym uniwersum) prezentacji fabuły. To, czy zarzuty te są zasadne czy też nie, jest tematem na inną okazję, mamy tymczasem do czynienia z tekstem, który ma przedstawić tę samą historię, co film – ale w szerzej opisany sposób. Oto "Warcraft. Początek. Oficjalna powieść filmu" autorstwa Christie Golden, znanej wcześniej z innych książek osadzonych w świecie Azeroth (z przyległościami), między innymi "Władcy Klanów" oraz zupełnie świeżego "Durotana".

Draenor umiera. Duchy żywiołów słabną i zapadają w sen. Ziemia pod stopami kruszy się i usuwa, zwierzęta chorują i umierają, wybuchają wulkany, skarłowaciałe rośliny usychają przedwcześnie. Dumny i wojowniczy lud orków nie traci jednak nadziei – to czarnoksiężnik Gul'Dan kusi ich wizją nowego świata, pełnego czystych rzek, zielonych drzew i dzikiej zwierzyny. To jest - jeśli najpierw wydrą Azeroth z rąk ich poprzednich panów. Po przejściu przez Mroczny Portal, Horda rozpoczyna oblężenie. Tymczasem rycerz Lothar odkrywa w koszarach intruza. Ten, przedstawiając się jako Khadgar, niedoszły absolwent magicznej akademii Kirin Tor, mówi o straszliwym zagrożeniu, jakie wisi nad światem – jeszcze straszniejszym niż horda dziwnych dzikich bestii plądrujących rubieże królestwa - i nalega na to, by powiadomić wszechpotężnego Strażnika, maga Medivha...

Technicznie "Początek" jest bardzo dobry – postaci wykreowane są w przyjemnie szczegółowy i spójny sposób, narracja poprawna, bogata w barwne opisy zarówno miejsc, jak i przeżyć, trzymająca w napięciu i dawkująca w rozsądnych odstępach czasu odrobinkę humoru na rozluźnienie. Innymi słowy, to mocny standard znany z innych powieści Golden. Co również jest charakterystyczne dla tej autorki, w kapitalny sposób przedstawiono tu zwyczaje i zachowanie Orków, którzy, mimo że prości, są dalecy od wykreowanego w innych dziełach fantasy wizerunku tępych, brutalnych barbarzyńców.

Nie ma zbyt wielu wad, które można tu wytknąć. Jedyne, co naprawdę mi zazgrzytało, to brak zgodności tłumaczenia niektórych nazw własnych z tym, co już ustalono dla uniwersum Warcrafta przez inne książki oraz gry komputerowe. Przykład? Tajemnicza plaga zżerająca ludzi, rośliny i zwierzęta, oryginalnie "Fel", czyli "Spaczenie", została przełożona jako... "Fel". Czyli wcale. Tłumaczowi umknęło też znaczenie niektórych idiomów. Kiedy przed wejściem w portal Durotan pyta Drakę, czy da radę ukryć swój tłusty brzuch, ta odpowiada mu "lepiej niż ty swój tłusty łeb". "Fat head" tymczasem oznacza po prostu "durny łeb". A to fel... er.

Kluczowe pytanie brzmi: czy warto przeczytać "Początek", gdy już się obejrzało "Początek"? Zdecydowanie tak – powieść może i wiernie odzwierciedla fabułę filmu, wzbogacono ją jednak o kilka scen, a przede wszystkim o słowne opisy rzeczy, które dotąd przedstawiał jedynie obraz. Spisane na papierze myśli i uczucia bohaterów dodają im głębi i pozwalają na wgląd w ich motywacje oraz zamiary, sprawiając, że można polubić ich (lub nie) znacznie mocniej niż po obejrzeniu filmu, a także dużo wyraźniej dostrzec powiązania między poszczególnymi scenami. To nie tylko dobra powieść, ale też znakomite uzupełnienie filmowych wrażeń. Jeśli zaś "Początku" nie oglądaliście, zdecydowanie warto sięgnąć po książkę – to solidna porcja porządnie napisanego klasycznego fantasy, na którego deficyt literatura fantastyczna ostatnio mocno cierpi.

Tagged Under