Konwenty Południowe - Recenzja książki: Robert J. Szmidt - „Wieża”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wiezaRobert J. Szmidt - „Wieża”

insignis Autor: Robert J. Szmidt
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 488
Cena okładkowa: 37,99 zł

„Wieża” jest drugą z cyklu książek Roberta J. Szmidta, osadzonych w Uniwersum Metro 2033. Jednocześnie jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z „Otchłani” i na tych dwóch na pewno historia się nie zakończy!

Długo się zabierałem za tę książkę, choćby z powodów osobistych. Kiedy jednak wziąłem ją na warsztat, wystarczyły mi dwa dni na przeczytanie. Już dawno żadna pozycja nie wciągnęła mnie tak głęboko jak „Wieża”. Opowiada ona o dalszych losach byłego wojskowego i ochroniarza, Pawła Remera, a raczej Nauczyciela bądź Ducha, jakimi to imionami zwykł posługiwać się w powojennej rzeczywistości. Po przygodach jakie przeżył wraz ze swoim adoptowanym synem – Niemotą – kiedy próbowali dotrzeć do bezpiecznej enklawy kupieckiej, przed Nauczycielem postawiono kolejne zadanie. Tym razem miał on zażegnać konflikt w Nowym Watykanie – karykaturalnej enklawie kościelnej, którą rządził napapież Tomasz. Jednak jest to zaledwie część historii, ponieważ po czasie okazuje się, że wszystkie działania Czystych mają zupełnie inny cel niż by się wydawało.

Bardzo ważnym i dobrze nakreślonym czynnikiem powieści jest tutaj główny bohater. Wydawałoby się to oczywiste, mimo to Szmidt konsekwentnie przedstawił Ducha jako wciąż hardego i butnego, ale jednak starzejącego się twardziela. Widzimy przemianę jaka zaszła i nadal zachodzi w Nauczycielu i razem z nim zastanawiamy się, czy aby nie jest on już za stary na porywające przygody na linii frontu. Wiele razy drażniło mnie irracjonalne zachowanie głównej postaci, choć był to świadomy zabieg autora, gdyż później zostaje to całkiem zgrabnie wytłumaczone, spinając historię w jedną, spójną całość. Niestety lub stety, cała powieść skupiona jest tylko na Nauczycielu. Wokół niego co rusz pojawiają się i znikają różni kompani, ale przez większość czasu działa on jednak w pojedynkę, a reszta jest tylko tłem dla niego samego. To jego droga ku zrozumieniu i poznaniu tajemnic powojennego Wrocławia i własnego umysłu.

Wraz z postępami, dowiadujemy się coraz więcej o funkcjonowaniu ugrupowań żyjących w kanałach pod zniszczonym Wrocławiem i zaczynamy się zastanawiać, czy aby nad tym wszystkim nie stoi ktoś jeszcze. Jakie tajemnice kryją dawne tereny enklawy Kupieckiej i skąd się tam wzięli Lekteryci? Dlaczego ktoś chce śmierci Nauczyciela i czym jest tajemniczy Syndykat? Tego wszystkiego dowiemy się, krocząc wraz z Duchem przez burzowce i kanały.

Książka jest skierowana raczej do ludzi, którzy lubią mocną i krwawą literaturę. Autor nie bawi się w subtelności. Tortury, barwne opisy zabijania i wylewających się wokół wnętrzności, czy po prostu okrucieństwo i odarty ze wszelkich tajemnic brutalny świat potrafią w człowieku wywołać wiele emocji. Czułem wyraźnie ten ciężki i przygnębiający klimat, towarzyszący podczas wędrówki przez część kanałów, w której panowała wcześniej szara zaraza… Szmidt idealnie oddał słowami ponury i przerażający klimat tamtego miejsca, w którym zginęły setki osób.

Bardzo podobał mi się również całkiem spory realizm, jednocześnie okraszony świetną i pełną intryg historią. A może powinienem napisać na odwrót? W moim odczuciu, wszystkie elementy świetnie się zazębiały i uzupełniały, i nie było wielu momentów, w których jakiś większy zgrzyt przeszkodziłby mi w czytaniu bądź sprawił, że klimat się posypał. Chyba jedynie brakowało mi jakichś bardziej szczegółowych opisów miejsc, bo nie zawsze byłem w stanie sobie dobrze wyobrazić otoczenie, ale to właściwie mało istotny szczegół w tym wypadku. Bardziej po prostu szukanie jakiejś skazy na siłę.

Podsumowując, czy poleciłbym „Wieżę”? Jak to mówią w pewnym znanym programie ze wschodzącymi talentami: „Trzy razy tak!”. Z niecierpliwością oczekuję nadejścia trzeciej części i poznania dalszych losów głównego bohatera.