Konwenty Południowe - Recenzja książki: Konrad Kuśmirak - "S.Q.U.A.T. Eksperyment"

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

squat eksperymentKonrad Kuśmirak - „S.Q.U.A.T. Eksperyment”

czwarta strona Autor: Konrad Kuśmirak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 384
Cena okładkowa: 34,90

Wydany prawie rok temu „S.Q.U.A.T.” wzbudził dość mieszane uczucia: jednych zachwycił dobrze oddanym postapokaliptycznym klimatem, brutalnością, okrucieństwem świata przedstawionego bez żadnych upiększeń, innych zniechęcił postacią głównego bohatera. Część druga, „Eksperyment”, w założeniu miała zejść jeszcze stopień niżej: w miarę pogarszania się sytuacji Polski po Rozbłysku nękanej wojną, chorobami i głodem, ludzkość wyzbywa się uczuć na korzyść czystej woli przetrwania. Nie brakło jednak ludzi, którzy w zaistniałej sytuacji odnaleźli się doskonale, prowadząc własne, często niegodziwe interesy. Zobaczmy więc, ile z tych założeń udało się zrealizować i jak szokujące będzie to, co przygotował dla czytelnika autor w drugim tomie swojego cyklu.

W ukrytym głęboko w lesie wojskowym ośrodku karnym panuje... nuda. Strażnicy powoli zaczynają odpuszczać sobie dyscyplinę, wiedząc, że nie zrobi to żadnej różnicy i bez zahamowań oddają się plotkom na temat dowództwa. Sielankę przerywa nagłe wtargnięcie sił GROMu – na mocy nakazu od samego prezydenta przejmują władzę w obiekcie, angażując miejscowych do pomocy, nie zdradzają im jednak celu swojej wizyty. Jak się okazuje, w podziemiach placówki prowadzone są eksperymenty na ludziach. Pani kapitan Ewa Ostrowska, jako jedyna dopuszczona do grona nowo przybyłych żołnierzy, ma przed sobą trudne zadanie… Tymczasem grupa rzezimieszków ściga pewną pozornie zwykłą, młodą dziewczynę. Sytuacja komplikuje się, gdy zauważają, że nie jedynymi ścigającymi w tej grze.

Książkę rozpoczynają krótkie sceny pełne akcji, opisywane bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły dotyczące bohaterów czy otoczenia. Warstwa opisowa ogranicza się do jednego - dwóch słów określających daną rzecz czy człowieka. Autor skupia się przeważnie na czynnościach i dialogach, tworząc wrażenie ciągłego ruchu i sprawiając, że cały czas czuje się pewien nie do końca uzasadniony niepokój. Za chwilę coś się wydarzy – wydaje się być to oczywiste, a jednak wywołanie takiego odczucia nie jest rzeczą łatwą. Sama fabuła, chociaż dość prosta i momentami przewidywalna, nie jest trudna w odbiorze, w jej odkrywaniu zachowano odpowiednią dynamikę, a obraz pełnej nędzy, przemocy i chaosu Polski został nakreślony dość realistycznie. Autor jednak nie przebiera w środkach wyrazu, posuwając się do opisów bardzo wulgarnych w wydźwięku, bądź nieco przesadzając z brutalnością. Jednym przypadnie do gustu taki opis bez upiększeń, wrażliwszym odbiorcom stanowczo utrudni czytanie.

Podstawowym problemem, występującym niestety nagminnie w powieści, są błędy logiczne. Próbkę dostajemy już na samym początku, gdy jeden z bohaterów kopie dół,w celu pochowania w nim czterech ciał, a robi to… kolbą karabinu, poświęcając na to dziwnie mało czasu. Wykopanie tak grobu dla jednej osoby byłoby tylko odrobinę, jeśli w ogóle, łatwiejsze od zrobienia tego łyżką i pewnie zajęłoby całe wieki, a co dopiero dla czterech. Takich nieścisłości jest sporo i dziwne, że redakcja nie zainteresowała się nimi w trakcie swojej części pracy nad książką, bo naprawdę jest co poprawiać. Nie wspominając już o koszmarkach w stylu „Zapach jego palców – miękki i słodki – obudził w niej jakieś wspomnienia”. To dość obleśne, prawda?

„S.Q.U.A.T. Eksperyment” z całą pewnością czyta się dobrze, jeśli tylko komuś nie przeszkadzają pewne potknięcia w logice. Okładka głosi, iż jest to „Doskonały materiał na grę wideo!” i pod tym względem mogę się zgodzić, jako że sposób kreacji głównego bohatera stanowczo wygląda tak, jakby była konstruowana na podstawie postaci z którejś z gier. Jeśli kiedyś pojawi się więc pozycja na komputery, stworzona na podstawie tej książki, będzie można powiedzieć, iż egzemplarz papierowy jest całkiem dobrym uzupełnieniem świata znanego z gry. Jako samodzielna powieść pozostaje nadal odrobinę w tyle za innymi pozycjami gatunku fantastyki postapokaliptycznej, mam jednak nadzieję, że autor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tym temacie i będzie z książki na książkę lepszy warsztatowo.