Konwenty Południowe - Recenzja książki: Anna Karnicka - „Paradoks marionetki. Sprawa Klary B.”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

paradoks marionetkiiAnna Karnicka - „Paradoks marionetki. Sprawa Klary B.”

genius creations Autor: Anna Karnicka
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 268
Cena okładkowa: 29,90

Teatr lalek kojarzy się ogólnie z rodzajem sztuki, którego grupą docelową są przeważnie młodsi widzowie. Same marionetki, wraz z lalkarzami, wywarły jednak ogromny wpływ na kulturę i zapisały się w codziennym słownictwie ze względu bardzo metaforyczny wydźwięk tego zjawiska. Marionetką jest więc ktoś, kto łatwo poddaje się manipulacji, często nie zdając sobie z tego sprawy, kukiełką losu jest osoba, która nie ma wiele wpływu na własne życie, a poruszający nimi człowiek – wyrachowanym manipulatorem, używającym innych ludzi do własnych, zazwyczaj mrocznych celów. Wpływ ten zauważa się także w literaturze, chociaż w niej zjawisko to zyskało zdecydowanie mroczniejszą wymowę. Tak też zdaje się być w przypadku powieści „Paradoks marionetki. Sprawa Klary B.” Anny Karnickiej.

Martin Lubovic chce zostać lalkarzem. To specyficzne pragnienie jak na syna pary doktorów, ale w życiu nic nie pasjonowało go bardziej niż marionetki, ich tworzenie, poruszanie nimi, przedstawienia... Kiedy dostaje informację, że Praska Szkoła Lalkarzy skłonna jest przyjąć go w szeregi swoich studentów, nie posiada się ze szczęścia, ale musi też spełnić jeden warunek: zdobyć swoją własną lalkę, i to nie byle jaką! Takie przyjemności niestety sporo kosztują, w poszukiwaniu pracy Martin trafia więc do pewnego sklepu ze starociami. Nie rozumie tylko, dlaczego jego wieloletnia przyjaciółka, Klara, jest tak bardzo przeciwna jego planom i dlaczego nagle zrywa z nim kontakt… Wiadomość o jej tragicznej śmierci będzie tylko początkiem dziwnych wydarzeń.

Książka już od samego początku sugeruje, że marionetka, którą obiecano Martinowi jako wynagrodzenie za pracę, jest w jakiś sposób niezwykła. Scena wprowadzająca do historii jest bardzo enigmatyczna, a na rozwinięcie zawartych w niej informacji będziemy musieli poczekać trochę dłużej. Początkowo wręcz wydaje się, że dwie istoty obserwujące sklep i rozprawiające o dość dramatycznie (ale i niezbyt wyszukanie) brzmiącej przepowiedni nie są zbytnio powiązane z właściwą fabułą książki, a Daimon, marionetka, o której zapewne mowa, jedynie delikatnie daje znać o tym, że nie jest wyłącznie martwym przedmiotem. To dopiero początek, zawiązanie akcji, przyczynek do właściwych wydarzeń - w nim główny bohater dowiaduje się, na co właściwie się porwał oraz że rezygnacja z raz podjętej decyzji kompletnie nie wchodzi w grę. Wiele zostawiono do wyjaśnienia w kolejnych tomach, a zapowiada się, że będzie ich więcej niż jeden.

Konstrukcja postaci w „Paradoksie…” jest całkiem przyzwoita. Co prawda chociaż jak na dziewiętnaście (i więcej) lat są oni zadziwiająco wręcz niewinni w zachowaniu i sposobie wyrażania się, to już charaktery większości postaci podobały mi się bardzo. Martin jest osobą, która, pomimo lekkiego zagubienia i niepewności raczej wie, czego chce, w trakcie opowieści wyraźnie widać też, że dokonał idealnego wyboru zawodu. Canelle, moja ulubienica, wielbicielka kryminałów z kulinarnymi tytułami, kryje w sobie większy potencjał, niż mogłoby się to wydawać, a jej umiejętności i charakter wyjątkowo do mnie przemawiają. Wszyscy w trakcie wydarzeń w widoczny i interesujący sposób rozwijają się, poważnieją, dorośleją, nie ma wśród nich osoby, która odstawałaby poziomem i irytowała irracjonalnym zachowaniem – to z jednej strony dobrze. Z drugiej zaś może być odbieranie jako zbyt prostolinijne i monotonne, na szczęście mamy jeszcze postacie drugoplanowe i epizodyczne. Tych jest całkiem sporo: od innych uczniów wspomnianej szkoły, przez pracowników magicznych miejsc, aż po istoty w stylu ożywionej lalki czy Widmokota. Każda z nich nakreślona została oszczędnie, ale obrazowo, wspaniale współgrając z nastrojem chwili. I tylko biednej Klary szkoda… bardzo zwracała uwagę specyficznym sposobem wypowiadania się, a jej postępowanie, chociaż z początku bardzo skryte, szybko okazało się być celowe i w pełni uzasadnione.

Lekki styl pisania Karnickiej sprawia, że „Paradoks marionetki” czyta się szybko. Pewien dysonans odczułam jedynie między stosowanym językiem a tematyką: prosto i subtelnie autorka mówi o rzeczach, które bywają mroczne i tragiczne, przez co książka trochę wytraca mroczny klimat na rzecz baśniowości. W efekcie trudno jest określić grupę docelową dla tej pozycji: najbliżej byłoby temu chyba do bardziej subtelnego new adult, gładko połączonego z urban fantasy. Nie znaczy to jednak, że brak w niej nastroju! Opisy Pragi, jej zakamarków, magicznych przejść na „drugą stronę”, teatralne nawiązania i wszechobecne spiski to coś, co intryguje i działa na wyobraźnię.

Czy warto przeczytać książkę Anny Karnickiej? Pewnie. Jest tak lekka i wciągająca, że nie zajmie wiele czasu. Zdecydowanie pozostawia po sobie chęć sięgnięcia po kolejny tom, jako że Praska Szkoła Lalkarzy brzmi nawet bardziej ciekawie niż Hogwart – na to przyjdzie nam jednak trochę poczekać. Polecam do jesiennego czytania: wieczorową porą sprawdza się znakomicie.