Konwenty Południowe - Recenzja książki: Rusłan Mielnikow - „Mrówańcza”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Okładka książki Mrówańcza Rusłan Mielnikow

Rusłan Mielnikow - „Mrówańcza”

Logo Wydawnictwo Insignis Autor: Rusłan Mielnikow
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 368
Cena okładkowa: 34,99 zł

„Mrówańcza” jest powieścią specyficzną z tego względu, że autor przenosi nas do Rostowa nad Donem, w którym obecnie metra nie ma. Już na wstępie Rusłan Melnikow tłumaczy, że pozwolił sobie na pewną dozę fantazji przyspieszając budowę tuneli, która miała zostać rozpoczęta w 2014 i ukończona w 2020 roku, a jak dobrze wiemy, wojna nuklearna w Uniwersum Metro miała miejsce rok wcześniej.

Pod miastem biegły dwie linie metra, niebieska i czerwona, z czego ta pierwsza nigdy nie została ukończona, a przez mniejszą głębokość i brak hermetycznych grodzi promieniowanie miało tam większy poziom niż w przypadku linii czerwonej. Oczywiście, nastąpiły głębokie podziały, nie tylko między obiema liniami, których mieszkańcy wzajemnie się nienawidzili, ale także na samej linii czerwonej, podzielonej między Kozaków Dońskich, Stacje Elitarne, Teatralnych, Diasporę Targową, Manufaktury Selmasza oraz stacje niezależne. Spore różnice w bogactwie poszczególnych jednostek wynikały z ich umiejscowienia i zamieszkującej je ludności. Na przykład, mieszkańcy Manufaktury byli wykwalifikowanymi technikami, mającymi w garści praktycznie całą elektryczność i maszyny, natomiast stacje targowe opływały w bogactwa ze względu właśnie na handel.

Bohaterem powieści jest Ilja Magin, znany też pod pseudonimem Mag. Mieszka on na opuszczonej stacji końcowej – Port Lotniczy. Ta, niegdyś zaludniona, stacja została zaatakowana przez straszne potwory z powierzchni, zwane żabami (ze względu na dźwięki jakie wydawały oraz chwytne języki). Mieszkańcy próbowali się ratować wysadzając tunel, z którego przybyły potwory, jednak nie wszystko poszło po ich myśli. Żaby zaatakowały niespodziewanie, powodując chaos i zabijając wszystkich mieszkańców, łącznie z żoną i synem Maga, natomiast on sam cudem przeżył. Ocalał też Saper – trójpalczasty naczelnik stacji, który, ratując się ucieczką, wysadził korytarz łączący Port Lotniczy z resztą metra, tym samym odcinając drogę ucieczki reszcie. Od tamtej tragedii Ilja żył samotnie, trudniąc się zabijaniem wszystkich napotkanych mutantów i stalkerstwem, przynajmniej do czasu nadejścia tytułowej mrówańczy, stanowiącej zagrożenie dla całego metra.

Powieść jest mroczna. Główny bohater poświęca się swojej misji w pełni i tylko to się dla niego liczy. Nie przepada za innymi ludźmi, a jedynymi osobami, z którymi regularnie rozmawia, są Sierioża i Oleńka – żona i syn, którzy dawno już umarli. Jak to możliwe? O tym możecie się przekonać, czytając książkę, gdyż wyjaśnienie jest całkiem sporym spojlerem. Dostajemy głęboki wgląd w umysł Ilji, który sporo rozmawia sam ze sobą, w ten sposób dzieląc się przemyśleniami i z czytelnikiem. Wielu uważa go za dziwaka czy szaleńca, jednak książka nie daje pewności, czy Mag na pewno nim jest. Widzimy też jego przemianę, która dokonuje się automatycznie i jest następstwem wydarzeń opisanych w powieści.

Mag podąża drogą niewybraną przez siebie: nie ma wyboru i musi ratować się ucieczką do metra i znienawidzonych ludzi. Jest też zmuszony przebywać wśród nich i z nimi rozmawiać, co prowadzi go do wielu przemyśleń, a w końcu zdaje sobie sprawę z tego, jakim naprawdę jest człowiekiem i kim są dla niego inni z jego gatunku. Tym wszystkim dywagacjom towarzyszy często rzeź, pełna flaków, krwi, mordu i groteskowych scen. Trup ściele się naprawdę gęsto i zabitych można by spokojnie liczyć w setkach. Nie wiem czy jest to celowy zabieg, czy niekonsekwencja autora, ale z tekstu wynika, że liczebność mieszkańców zmniejszyła się do poziomu, w którym ciężko będzie odbudować mały, podziemny świat. Ale z drugiej strony, czy wszystko zawsze musi kończyć się dobrze? A może właśnie o to chodziło autorowi, żeby pokazać, że ludzkość, mimo dotkliwych strat, wciąż jest w stanie podnieść się z kolan (a w tym przypadku już z łopatek) i nadal żyć?

Nie podobała mi się ta liniowa fabuła. Miałem poczucie, że bohater nie ma żadnego wpływu na to, co się wokół niego dzieje. Jest prowadzony za rękę, z miejsca na miejsce i jedyne co może zrobić, to podążać według ustalonego szlaku, bo każda inna droga prowadzi do śmierci. Nie przypadła mi też do gustu postać Gapcia, który był nierealistyczny. Nie pasował w ogóle co całej mrocznej otoczki. Może tak miało być, ale dla mnie była to fałszywa nuta w piosence. Ostatnim już zarzutem będzie wątek z umarłymi, którzy nie umarli i płytkość tych postaci. Do końca wierzyłem, że pewna historia ma drugie dno, ale okazało się, że niestety czarne jest czarne, a białe pozostaje białym. Na odcienie szarości nie starczyło farby.

Książka w ogólnym rozrachunku wypada na plus i zmusza do pewnych przemyśleń, a kto nie lubi się zastanawiać po lekturze nad tym, co właśnie przeczytał? Klimat w niej jest bardziej filozoficzny, z morałem; w mniejszym stopniu jest to pełna akcji i przygód powieść. Niemniej, poza niebywale przeciągającymi się momentami, w których wewnętrznie modliłem się o jakiś ruch fabuły, czytało się ją całkiem przyjemnie.