Konwenty Południowe - Recenzja książki: Paweł Majka - „Człowiek obiecany”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

czlowiek obiecany

Paweł Majka - „Człowiek obiecany”

insignis Autor: Paweł Majka
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 400
Cena okładkowa: 39,99 zł

Apokalipsa dotarła do Polski. Wiadomo już, że ludzie przetrwali w Krakowie i Wrocławiu, a o ich losach przeczytać możemy w powieściach Roberta J. Szmidta oraz Pawła Majki. Dziś na tapet weźmiemy drugiego pana i jego książkę o tytule „Człowiek obiecany”, będącą bezpośrednią kontynuacją „Dzielnicy obiecanej”.

Akcja „Człowieka obiecanego” toczy się w nieco szerszym terenie niż poprzedniczka - skupiona głównie na Nowej Hucie. Tym razem zwiedzimy także kilka innych dzielnic (w tym Śródmieście) oraz… tereny wokół klasztoru w Tyńcu. Już od pierwszych stron widać spory wpływ, który wywarł Król i jego armia maszerujące przez Kraków. Większość miasta jest wyludniona. Zarówno potwory, jak i ludzie niechętnie pokazują się teraz na powierzchni. Przynajmniej ta garstka, która zdołała przetrwać.

Z początku trudno zauważyć, co jest głównym wątkiem. Skaczemy między samozwańczym królem frakcji Konopków (Szurniętym Stachem) i jego poszukiwaniami ukochanej, kapitanem Maciejem Pitalą ze Straży Wewnętrznej Kombinatu, posłanym za zbiegłą kobietą oraz duchem o imieniu Halny, szukającym starych towarzyszy broni. Mimo całkowicie odrębnych celów wyruszają razem, każdy z nadzieją na wykonanie własnych zamierzeń.

Czytając powieść, nie nudziłem się ani przez chwilę. Dosłownie porwała mnie w wir akcji i za każdym razem, kiedy zmieniało się miejsce i bohaterowie, z zapartym tchem brnąłem przez kolejne strony, żeby powrócić do poprzedniego wątku. Problem w tym, że ten kolejny ciąg akcji wciągnął mnie tak samo jak poprzedni i znów nie mogłem się doczekać poznania dalszych losów innych bohaterów książki. Sprawiło to, że całość pochłonąłem w zaledwie półtora dnia, licząc czas na pracę, odrobinę snu i załatwienie spraw osobistych. Gdybym miał wolny dzień, zamknąłbym „Człowieka obiecanego” kilka godzin po otwarciu.

Przejdźmy do konkretów. Każda postać ma swój indywidualny, wyraźny charakter. A są to osoby tak różne, że nie sposób je ze sobą pomylić. Jesteśmy w stanie polubić, znienawidzić czy po prostu zrozumieć każdą z nich. Autor nie sugeruje, kto jest zły, dobry czy neutralny. Tutaj nawet najgorszy wróg może się okazać miłosiernym wybawcą, a przyjaciel jest w stanie niespodziewanie wbić ci nóż w plecy. Akcja powieści jest nieprzewidywalna i arcyciekawa, a sama fabuła całkiem logiczna i spójna. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Odkrywamy też dzieje Krakowa na przełomie lat 2013 i 2014, kiedy to zaczęła się zagłada, i dowiadujemy się wiele o samym Królu, potworze (smoku) z Wawelu czy o samym Tyńcu i jego obecnych mieszkańcach. Paweł Majka idealnie mieszał proporcje między akcją, historią i odkrywanymi tajemnicami teraźniejszości, doprawiając to szczyptą nieprzewidywalności wydarzeń aż do samego końca. A jest na co czekać, bo zakończenie wciska w fotel/łóżko/kanapę/murek czy gdziekolwiek indziej czytacie książkę.

Jest to dla mnie odkrycie i jednocześnie jedna z najlepszych powieści w Uniwersum Metro 2033, jaką miałem okazję czytać (a czytałem wszystkie jakie wyszły w języku polskim) i polecę ją każdemu, kto zapyta o warte przeczytania książki osadzone w tym właśnie świecie. Stanowi ona świetną przeciwwagę dla niezbyt dobrej „Dzielnicy obiecanej” - stanowiącej pierwszy tom krakowskiej dylogii. O dziwo, zyskuje ona nieco po wyjaśnieniach z kontynuacji, choć nie na tyle, by zatrzeć złe wrażenie. Jednak dla takiego arcydzieła warto przecierpieć gorszą poprzedniczkę.