Konwenty Południowe - Recenzja książki: Olga Gromyko - „Zawód: Wiedźma”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

zawód wiedźmaOlga Gromyko - „Zawód: Wiedźma”

papierowy ksiezycAutor: Olga Gromyko
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 546
Cena okładkowa: 46,90

Życie w szkole magii nie jest łatwe, a przekonać się o tym zdążył nie tylko Harry Potter. Sama nauka to sprawa dosyć łatwa, w końcu od czego ma się spryt, dobrą pamięć i trochę uroku osobistego? Doświadczenie w czytaniu tak specyficznego typu literatury jak fantastyka młodzieżowa wskazuje na to, że Hogwarty różnych światów maja to do siebie, że poza godzinami lekcyjnymi czeka na uczniów więcej przygód i zagrożeń niż sama magia może im zaoferować. Ta zasada sprawdziła się i w przypadku fantastyki zza wschodniej granicy, a konkretnie – z Białorusi.


Wolha Redna rusza samotnie z delegacją do Dogewy, królestwa wampirów. Dlaczego ona, dlaczego uczennica, daleka jeszcze od stania się pełnoprawną czarodziejką, musi podjąć się misji, dla której bezskutecznie poświęciło życie wielu bardziej od niej doświadczonych? W Dogewie bowiem grasuje potwór – nieokreślone monstrum, okrutnie mordujące nie tylko mieszkańców, ale i przybyłych na ratunek czarodziejów. Podejrzane? Jak najbardziej, ale kto, jeśli nie Wolha, młoda, pozbawiona uprzedzeń dziewczyna, mógłby sobie dać z tym radę? Przygotowana na dłuższą wyprawę, z bagażem nie do końca odpowiadającym jej potrzebom, nauczona manier, których i tak nie zamierza przestrzegać, z listem, zabezpieczonym przed wścibską kurierką za pomocą atramentu sympatycznego, na opornej, ale charakternej kobyle, rudowłosa prawie-czarodziejka wyrusza w świat.


Całość wydarzeń obracać się będzie wokół bohaterki i z jej punktu widzenia będziemy je oglądać – narracja pierwszoosobowa zapewni nam ponadto szeroki wgląd w jej monologi wewnętrzne, a te z racji charakteru są jednym z najciekawszych elementów książki. Powieść dzieli się na dwie części, opisane w stylu bardzo szkolnym – pierwsza, dotycząca misji dogewskiej, to „praca zaliczeniowa bohaterki”, gdzie dane jej będzie poznać rasę wampirów i skonfrontować wiedzę podręcznikową z rzeczywistością (podpowiedź: nic się nie zgadza); druga, z rozdziałami opisanymi nazwami poszczególnych przedmiotów i zajęć, luźno nawiązujących do bieżących problemów, to kontynuacja jednego z wątków pojawiających się w poprzedniej. Obie części łączą się ze sobą osobami bohaterów i kontekstem, dzieli je jednak pewien czas.


Akcja powieści jest bardzo nierówna – widać w tym pewne niedociągnięcia warsztatowe: o ile w większej części książki wydarzenia płyną wartko, to zdarzają jej się momenty kompletnego przestoju. Widać to zwłaszcza na przykładzie wydarzeń w samej Dogewie, kiedy przez dłuższy czas nie działo się właściwie nic, bohaterka próżnuje, nie pojawiają się nowe informacje, czytelnik zaczyna się nudzić... Na dobre wyszłoby książce wycięcie tych nic nie wnoszących, a zbędnie rozwadniających fabułę scen.


Wolha Redna jest postacią, której nie da się nie lubić. Bystra, zabawna, ładna i pełna dystansu do własnej osoby – aż do punktu, w którym określa siebie jako osobę raczej niezbyt rozgarniętą („Kryna skinęła pokrzepiająco i znikła w kuchni, zostawiwszy mnie sam na sam z moim mózgiem, czyli praktycznie w samotności.”). To bardzo odświeżające, czytać o młodej kobiecie nieprzekonanej o własnej wybitności, pozbawionej tak charakterystycznego dla jej wieku przewrażliwienia na własnym punkcie, a przy tym wcale nie posiadającej zaniżonej samooceny... Wolha jest osobą energiczną, aktywnie poszukującą rozwiązań i przekonaną o własnej mocy sprawczej (na zasadzie „ja nie dam rady?!”), ale i świadomą, że wiele jej jeszcze zostało do nauki. Jej pełne samokrytyki poczucie humoru, prostolinijność, trafne spostrzeżenia odnośnie tego, jak odbierają ją inni (jako osoba nieprzygotowana do misji dyplomatycznej nie miała przecież szans wypaść dobrze), powodują, że bardzo łatwo jest się do niej przekonać i polubić ją taką, jaka jest. Z jednej strony bardzo dziewczęca i urocza, z drugiej – łobuzica o mało „babskich” zainteresowaniach (jedyna kobieta na wydziale magii praktycznej, absolutnie pewna, że zielarstwo nie jest dla niej), szybko zdobywa sympatię otoczenia. A może i nie tylko sympatię?


Czy można powiedzieć, że w „Zawód: Wiedźma” występuje wątek romantyczny? I tak, i nie: relacja bohaterki z władcą wampirów, Lenem (swoją drogą, to najgłupszy przydomek, jaki zdarzyło mi się spotkać, i tak, wiem, od czego pochodzi) pozostaje raczej na zasadzie przyjaźni niż czegokolwiek więcej, choć gdzieniegdzie pobrzmiewają sugestie, że może... Inna sprawa, że autorka wplotła w wydarzenia wiele sytuacji, które pokazują, jak świetnie działają wspólnie Wolha i Len, znakomicie uzupełniając się i myśląc w podobny sposób – to naprawdę zgrany zespół. Z jednej strony życzy się bohaterce jak najlepiej, z drugiej jednak, może to i lepiej, że powieść została niemal pozbawiona jasno wyrażonego elementu erotycznego, w zamian dając czytelnikowi parę przesłanek i nadzieję na przyszłość?


Nowe wydanie Papierowego Księżyca zostało bardzo dopieszczone pod względem wizualnym - ilustracja okładkowa jest przeurocza, wewnątrz znajdziemy też jej wersję w czerni i bieli, a także parę innych ozdobników (ornamenty na każdej stronie). Zdecydowanie brakło jednak dopracowania samemu tekstowi – roi się od błędów, zdarzają się zdania kompletnie pozbawione sensu, brzmiące jak zlepek przypadkowych wyrazów. Wydawnictwo się postarało, to widać – ale bez korekty, ostatecznie, ani rusz.


„Zawód: Wiedźma” to jedna z książek, do których chciałoby się wrócić – bohaterka, której się kibicuje i lekka, ale angażująca emocjonalnie fabuła sprawiają, że czyta się ją szybko i czuje się smutek, gdy się kończy. Powieść polecam, chociaż, jak mówiłam – przydałoby się jej jeszcze parę szlifów, zarówno warsztatowych - autorce, jak i technicznych - wydawnictwu. Z niecierpliwością będę czekać na drugi tom.