Konwenty Południowe - Recenzja książki: Aleksandra Janusz - „Utracona Bretania”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

utracona bretania

Aleksandra Janusz - „Utracona Bretania”

nasza ksiegarnia Autor: Aleksandra Janusz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 576
Cena okładkowa: 39,90 zł

Uwaga! Niniejsza recenzja może zawierać delikatne spojlery, których ciężko uniknąć przy omawianiu drugiego tomu powieści. Czytasz na własną odpowiedzialność. Recenzję tomu pierwszego znajdziesz TUTAJ.

Jedna z najważniejszych postaci umiera. Dwie czarodziejki i jedna malarka wyruszają w dalszą podróż, wbrew swojej woli porwane przez tajemniczego i mrocznego kapłana oraz uzbrojony oddział żołdaków. W tym samym czasie, w zupełnie innym miejscu, Szalona Meg i Belinde wciąż pomagają rebelianckiej armii w ofensywie. O fabule właściwie nie mogę i nie powinienem mówić absolutnie nic więcej, gdyż Aleksandra Janusz ponownie raczy nas bardzo dobrze poprowadzonymi splotami akcji oraz pełną i zupełnie nieoczekiwaną zmianą kierunku przygody. Kiedy już wydaje nam się, że znamy główny cel, pojawia się coś nowego: informacja, człowiek, okoliczności. I nagle okazuje się, że nic nie jest do końca takie, jak myśleliśmy, a przyjaciół i wrogów możemy znaleźć w najmniej oczekiwanych miejscach.

„Utracona Bretania” to opowieść nieco dojrzalsza od poprzedniczki. Ukazuje wojnę i jej następstwa dla zwykłych mieszkańców miast i wiosek. Odziera z szat możnowładców, przedstawiając ich czytelnikowi całkowicie nagich i wcale nie mam na myśli fizycznej formy odzienia. Nie brakuje także dworskich intryg, prób wykorzystania dla własnej korzyści ludzi i okoliczności czy zwyczajnego podstępu, jednak nasi bohaterowie zgrabnie, choć niecodziennie, radzą sobie z przeciwnościami. Nie zawsze jest kolorowo. Czytelnik wcale nie jest utwierdzony w przekonaniu o niezniszczalności głównych bohaterów i niejednokrotnie zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmują. Nie jest też łatwo przewidzieć rozwój wypadków, co bardzo cenię w dobrej lekturze. Jeżeli książka potrafi mnie zaskoczyć, czuję się zobowiązany wystawić jej dobrą notę.

Postacie. Chyba najbardziej wyraźny aspekt lektury. Każdy z bohaterów i postaci pobocznych jest bardzo dobrze „rozpisany” i nie można przyczepić się do tego, że ktoś zachowuje się zupełnie nielogicznie. Można też dosyć głęboko wejść w skórę większości z nich i zrozumieć w pełni ich motywy, choć niekoniecznie są one widoczne na pierwszy rzut oka. Każdy bohater jest złożony i… ludzki. Ma swoje mocne i słabe strony, jest konsekwentny, potrafi się zastanowić i dopasować (lub nie) do danej sytuacji. Czytając książkę, nie czułem tego „spłaszczenia”, które często dotyka wiele naprawdę dobrych powieści, w których bohater po prostu jest, ale właściwie nie wiadomo dlaczego robi to, co robi, lub jego powody są bezsensowne, trywialne i naciągane.

Niestety, nie wszystko jest takie różowe. Jedna rzecz nieco mnie nużyła, a jest nią okrutne przeciąganie i mała ilość akcji. Z jednej strony ma to swoje uzasadnienie, bo – tak jak pisałem wyżej – opowieść skupia się właściwie na politycznym obliczu Utraconej Bretanii, przez co całość nieco traci. Fabuła potrafi miejscami nużyć i czytelnik nie może doczekać się aż skończą się te wszystkie dysputy i knowania i zacznie się coś dziać. Brakuje też opisów bitew. Autorka umyślnie unika opisywania jakichkolwiek większych potyczek. Niby mamy wojnę, maszerujące armie, plądrowanie, walki i zniszczenia, ale nic nie jest przedstawione czytelnikowi na żywo. Po prostu stwierdza się fakt, że takie a takie zdarzenia miały miejsce i tyle. Psuje to trochę klimat wielkiej wojny, którą ogarnięte jest królestwo. Ma to też swoje dobre strony, gdyż „zmiękcza” powieść na tyle, że młodsi czytelnicy bez przeszkód mogą wziąć się do czytania bez obaw rodziców o jakieś obrazowo przedstawione brutalizmy.

Wciąż uważam, że powieść trąci kobiecym stylem pisania zarówno w przedstawieniu bohaterów, jak i właśnie w spłyceniu wszelkich walk i widowiskowych akcji. Niemniej książka jest bardzo dobra i mimo tej drobnej niedoskonałości wciąż gorąco ją polecam i nie mogę doczekać się trzeciej części, choć zakończenie drugiej może sugerować, że będzie nudno. Wierzę jednak, że Aleksandra Janusz stanie na wysokości zadania i jak zwykle pozytywnie mnie zaskoczy!