Konwenty Południowe - Recenzja książki: Anna Hrycyszyn – „Zatopić »Niezatapialną«”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

zatopic niezatapialna

Anna Hrycyszyn – „Zatopić »Niezatapialną«”

genius creations Autor: Anna Hrycyszyn
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 382
Cena okładkowa: 34,99 zł

Wśród książek, po które sięgam chętnie i bez potrzeby polecania rzadko zdarzają się jakieś w pirackiej tematyce. Nie dlatego, żeby temat ten w jakiś sposób mnie odstręczał - wręcz przeciwnie: mam trochę sentymentu do powieści, w których motywy morskie spod znaku czarnej bandery pełniły rolę naczelną, takiego pana Kresa chociażby. Wszystko to należy jednak do przeszłości, tej dalszej, kryjącej się często aż w mrokach moich pierwszych przygód z literaturą fantastyczną. Miło było mi więc usłyszeć, że bohaterka książki, po którą zamierzam sięgnąć, parać się ma tym właśnie zajęciem. Miała być przygoda, steampunk, pościgi, emocje, romans... Mieszanka ciekawa acz, mam wrażenie, odrobinę ryzykowna. Jak wyszło?

„Niezatapialna” pływa po wodach Krainy Jezior i Rzek jako jeden z bardziej uprzykrzonych jej elementów. Jest bowiem statkiem pirackim z nietypową jednakowoż załogą: złożoną w całości (no, prawie!) z kobiet. Poznajemy ją w chwili, gdy ucieka przez ścigającym ją okrętem Straży. Kapitan Jollienesse Rożnowski ma jednak wiele asów w rękawie – parowiec pod jej komendą potrafi czynić sztuczki, o jakich się miejscowej władzy nie śniło, więc łatwo znikają z oczu ścigającym, bezpiecznie i w ukryciu zawijając do portu w Prato. Odpoczynek w karczmie przynosi jednak złe wieści – wielcy tego świata postanowili przestać się cackać z piracką plagą, pozbawiającą ich sporej części zysków z handlu. Pirackich załóg w okolicy jest wiele, jednak „Niezatapialna” wyróżnia się na ich tle i składem, i zajadłością w działaniu, to ona zostaje więc wybrana na pierwszy cel. W dodatku zaostrzone zostaje prawo – od teraz każdy, na kogo padnie podejrzenie, iż pomaga piratom, może zostać stracony bez sądu. Posiadające wielu przyjaciół na lądzie dziewczyny z „Niezatapialnej” muszą więc uciekać – tym prędzej, że przygodnie poznany w czasie tańców w karczmie mężczyzna, z którym Nes spędziła noc, okazuje się być kapitanem Straży, wysłanym w celu ujęcia jej.

Dziewczyny stają więc w obliczu coraz trudniejszych czasów. To nie to, że przyjdzie im uciekać przed „byłym” pani kapitan, która podejrzanie często oglądać się będzie za siebie, roniąc łezkę lub dwie. Romans jest i to w nie najmniejszej ilości, nie można mu jednak odmówić pewnego uroku, który kojarzy się raczej z Pocahontas i Johnem Smithem niż Romeem i Julią, chociaż i jedna, i druga, i nawet trzecia opowieść to klasyka przyciągających się przeciwieństw i łączenia zwaśnionych rodów. Pozornie, bo jak Indianka i Europejczyk nie bardzo mieli swój happy end (co w sumie zależy od wersji...), tak Nes i Felix Ucelli raczej będą stawać przeciwko sobie niż współpracować, a jeśli już, to w warunkach mocno niesprzyjających. Wątek ten jednakowoż najczęściej po prostu się gubi w chaosie ogarniającym okoliczne ziemie (i wody w sumie też). „Zatopić »Niezatapialną«” to nie tylko, a nawet i wcale nie radosne przygody ekipy piratek na wodach Palude – to przede wszystkim całość wzajemnych oddziaływań, jakie wywierają na siebie piracka działalność i polityka państwa im przeciwnego, z przyjaznymi portami jako miejscem ścierania się wpływów.

Z obaw, jakie mogłam żywić co do żeńskiej załogi parowca nie sprawdziła się niemal żadna. Panie są odpowiednio umiejętnie, znają swoje rzemiosło i żadne z nich delikatności. Bohaterek jest jednakowoż dosyć dużo, i chociaż na początku zostają już wymienione z imienia i funkcji, trzeba chwili, żeby się we wszystkich rozeznać. Ich imiona to też zbiór niezwykłości – od bajecznej Jollienesse, przez egzotyczną Zijeme czy Darnę, aż po „zwykłe” Kass i Maritę. Stanowią one też bardzo zróżnicowaną pod względem charakterów bandę, z której najbardziej przypadła mi do gustu Heile, o której wiele można się dowiedzieć w trakcie opowieści, chociaż niedługo przyszło mi się cieszyć jej osobą – oraz Gracja, lekarka, pozornie zrzędliwa, ale zdecydowanie posiadająca dla ekipy miękkie serducho. Nie można zapomnieć i o v’Ankarze, drobnym człowieczku o bystrym umyśle, jedynym mężczyźnie na statku, zagonionym przez panie „do garów” i doskonale radzącym sobie ze swoją robotą.

Postać Nes Rożnowski nadaje całości sens i ciągłość - jej przeszłość, obecna, bardzo kontrowersyjna sytuacja, nie tylko jako piratki, ale też córki znanego rewolucjonisty, która miała zniknąć i nie dawać o sobie znaku opinii publicznej. Nes zdecydowała się występować pod własnym nazwiskiem, wywołując zamieszanie w dwójnasób – poglądy jej ojca, będącego raczej idealistą niż specem od intryg (co zresztą doprowadziło go do dość paskudnego końca, pozbawiając żonę i córkę czegoś więcej niż tylko wygód stanu szlacheckiego), pozostają żywe i aktualne wśród uciskanego ludu. W kraju zaczynają szerzyć się bunty, krwawo tłumione przez władzę. Siłą rzeczy panna Rożnowski znajdzie się więc gdzieś w centrum tego chaosu, otoczona przez ludzi, którzy więcej od niej wiedzą o tym, jakie tajemnice kryje jej pochodzenie. Trochę pod naporem zmian losowych poruszonych w niej powieść zmienia też charakter – z czysto awanturniczej na polityczno-przygodową. Czego było mi trochę żal, jako że dziejów załogi „Niezatapialnej” w pełnym składzie i czysto korsarskim charakterze chętnie poczytałabym więcej. Co nie znaczy, że zmiana ta jest zła.

Poruszyć trzeba by też kwestię męskiego pierwiastka powieści, czyli kapitana Ucellego. Mieszane uczucia wzbudza ten pan, jako że jest dobry i... niedobry. Z jednej strony bardzo „romansowo” przedstawiony – twardziel, przystojniak, och ach, po pierwszym rozdziale już wiem, że go nie lubię – potem pokazuje więcej charakteru. Powtarzające się aluzje do tego, jak dorobił się stanowiska kapitana, wzmianki o jego rodzinie i to, jak na nie reaguje sprawiają, że dopiero tu staje się interesujący, pokazuje też ludzkie oblicze. Trzeba też przyznać mu punkt za to, że jest w swych działaniach konsekwentny i nie kieruje się własnymi chęciami, a zasadami – a i tego nie robi bezmyślnie. Tymczasem autorka nie należy do bogiń łaskawych i nie wybacza błędów, więc i on, i reszta nie raz dostaną od życia po tyłku – za głupotę i za niewinność. To się chwali, żadnych cudów, żadnego głaskania po główkach. Może to fantastyka, trochę ładna, trochę romantyczna, ale jednak pisana przysłowiową twardą ręką.

Cóż dodać? Bierzcie i czytajcie. „Zatopić »Niezatapialną«” to przygoda zakończona – tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie zanosi się na to, by miała powstać kontynuacja po TAKIM zakończeniu, ale przyznam, że chętnie przeczytałabym o dziewczynach coś więcej. Coś o latającej swoją skrzydlatą maszyną Kass, zadziornej Fraan czy wiernej Heile... A najlepiej o wszystkich razem. Za taką opowieścią po prostu się tęskni.