Konwenty Południowe - Recenzja książki: Arkady Saulski - „Wilk”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wilkArkady Saulski - „Wilk”

drageus Seria: Kroniki Czerwonej Kompanii, tom 2
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Liczba stron: 520
Cena okładkowa: 39,90

Wydana w 2016 roku „Czarna kolonia”, będąca książkowym debiutem Arkadego Saulskiego, okazała się pozycją może nie doskonałą, ale z całą pewnością dobrą, a już na pewno interesującą. Zakończona została, klasycznie, w sposób dający do myślenia i zapowiadający dalsze komplikacje. Na tom drugi przyszło nam czekać krócej, niż mogło się to wydawać, patrząc chociażby po objętości, jaką posiada owa książka – niemal dwukrotnie większą od poprzedniczki. Po kontynuację losów Kery Puławskiej zdarzyło mi się sięgnąć jednak sporo po jej wydaniu, ale, jak to mówią, co się odwlecze...

Akcja „Wilka” rozgrywa się w większości na Ziemi. Kera, po utracie ostatniego towarzysza z Czerwonej Kompanii, ukrywa się w Brazylii, gdzie i tak w niedługim czasie znajdują ją wrogowie. Niespodziewanie w pościg za byłą wojskową angażują się miejscowi stróże prawa, rozgrywający własne porachunki z miejcową mafia narkotykową. To głównie dzięki ingerencji tych ostatnich – i ich chęci zdobycia informacji na temat uciekinierki – udaje się jej wydostać z zasadzki. Dalej czeka na nią ekipa złożona z byłych współpracowników Steffena Puławskiego. Kiedyś specjaliści w swych dziedzinach, teraz są jedynie bandą przemytników, która czeka na Kerę, by móc zrealizować plan. Są oni w bowiem posiadaniu mapy, na której widoczne jest położenie ukrytej w brazylijskiej puszczy bazy korporacji Van Graff – a to, co tam odnajdą, przewyższy ich najśmielsze oczekiwania.

Podobnie jak miało to miejsce w pierwszym tomie, „Wilk” rozpoczyna się mocną sceną. Tym razem mamy torturowaną pilotkę, która przeżyła katastrofę na Marsie, podejrzewaną o to, że widziała chwilę zniszczenia bramy. Później pojawiają się strzępy informacji medialnych na temat obecnej sytuacji pomiędzy Ziemią a Marsem – a ta jest rzeczywiście trudna. Czerwona Planeta nagle skupiła na sobie uwagę mediów i okazało się, że piękne hasła propagandowe o nowym, lepszym świecie są do cna nieprawdziwe. Realny obraz Marsa nie stał się jednak przyczynkiem zrozumienia dla uchodzących stamtąd, wręcz przeciwnie – wyraźnie podkreślono negatywne nastawienie Ziemian do powracających z wygnania. Uderzające są zwłaszcza teksty o tym, iż „oni nie są nawet ludźmi” w kontekście ich miejsca urodzenia. Sprawę komplikuje zaangażowanie obu korporacyjnych graczy oraz to, że grupa Wilka – zwana teraz Bractwem – prowadzi skuteczne działania w celu dostania się na Ziemię i osiągnięcia tam swoich zamiarów metodami mocno kojarzącymi się z terroryzmem. Jakbyśmy to skądś znali, co?

Jednym z najciekawszych elementów książki są działania korporacji, z których obie, i Van Graff, i Stratus Corp, coś w tych rozgrywkach straciły. Niespodziewanie włącza się tu trzeci gracz, Freeman Industries, posiadający informacje, jakoby na Ziemi istniał podobny do marsjańskiej „bramy” artefakt. Ta brzmiąca tak niedorzecznie wiadomość narobi jednak sporego zamieszania. Wątków czysto korporacyjnych jest bardzo dużo – nie spotkamy już z oczywistych względów szalonej Glorii Van Graff, dostając w zamian jej mniej zaradnego, ale równie zdeterminowanego brata, z drugiej zaś strony pewne zmiany na stanowiskach mają miejsce i u Stratusa – młody Helmut, który ma przejąć fotel prezesa, jest kompletnie nieprzekonany do własnych kwalifikacji na to stanowisko, a co więcej, ma przeciwko sobie osobę, która dorobiła się wielkich wpływów w firmie. Komplikacje się mnożą, robi się coraz bardziej intrygująco. A w tym wszystkim porusza się grupka Kery, poszukiwana przez wszystkich, by następnie zacząć realizować szeroko zakrojony plan zemsty na tych, którzy doprowadzili do nieszczęścia na Marsie i śmierci ich przyjaciół.

Zestaw bohaterów mamy więc w większości nowy, niektórzy pojawiają się pierwszy raz, inni zaś wychodzą z miejsc na dalszych planach. Jest ich dużo, a wrażenie to potęgują jeszcze szybkie przeskoki pomiędzy miejscami akcji. Przyjemnością było bliższe poznanie Helmuta Stratusa, który okazał się bohaterem dynamicznym i wiele wnoszącym do fabuły, ciekawostką była Ayo – kobieta dysponująca niezwykłymi zdolnościami wtapiania się w otoczenie, intrygującym dodatkiem jest zaś SI okrętu Nisaasio – KABAL. Uwielbiam KABALa.

Postaci jest więcej, bardzo często przyjdzie im zmieniać strony i poglądy, do wielu zaś nie należy się przywiązywać. Problemem pozostaje jednak konstrukcja postaci, którą to bolączkę zauważyłam już w tomie pierwszym, a która tutaj dała w kość nieco bardziej. Konstrukcja ta jest bowiem poprawna pod względem technicznym – nawet ciut za bardzo. Zachowanie postaci jest prawidłowe, reagują i wysławiają się w sposób logiczny, zróżnicowany i odpowiedni do własnej sytuacji, problem pojawia się jednak, gdy próbuję się określić ich cechy charakteru. Tego zwykłego, ludzkiego charakteru, nie ich umiejętności bojowe czy inne talenty. Jako przykład weźmy Kerę Puławską. To postać zdeterminowana, przeżywająca utratę towarzyszy, nosi w sobie wiele żalu, nawet poczucia winy, ma mocne pragnienie zemsty. Ale jaka jest – osobiście? Co lubi, co interesuje ją poza bieżącą misją? Tego brakuje i nie ratuje jej nawet szczegółowo nakreślona przeszłość. To staje się jednak problemem dopiero w chwili, gdy zadamy sobie pytanie, którego z bohaterów lubimy najbardziej. U mnie jest to więc... okrętowa SI.

Sądząc po zakończeniu, „Wilk” może być ostatnim tomem serii. Wątki zostają domknięte, pytania uzyskują odpowiedzi (niektóre w cokolwiek łopatologcziny sposób, vide rozmowa Kery z Nwukambe Freemanem). I tu muszę powiedzieć, że zakończenie kompletnie mi się nie podoba, składam reklamację i strzelam focha. Bramy, obca technologia, eksperymenty na ludziach, prototypy żołnierzy-maszyn, wszystkie te straszne obrazy, wojny, starcia, wybuchy tylko po to, by wątek pozaziemski rozwiązać w sposób, który można streścić mniej więcej jako „nie rozumiesz i nie zrozumiesz, bo to ponad twoje pojmowanie, zwykły człowieku”?! W owej chwili miałam poczucie jakieś takiej… bezcelowości wszystkich dotychczasowych zmagań, było ładnie, ale czas wrócić do przyziemnych rozgrywek. Jakże to tak?

Tak czy siak, „Wilk” to kawał niezłej książki, akcja daje popalić, czyta się to płynnie i nie sposób nie dać się wciągnąć. Pojawia się w niej trochę specyficznego humoru rodem z opowieści z wojska (z parafrazą starych dobrych „autentyków” lotniczych – czy ktoś jeszcze tego nie zna?), trochę okazji do przemyśleń – wątpliwości natury moralnej i etycznej są tutaj pociągnięte do granic, trochę cudów techniki do podziwiania, trochę smaczków dla wielbicieli różnego rodzaju broni (który karabin lepszy, hę? To z kolei była bardzo „sportowa”, acz przyjemnie rozegrana dyskusja). Dla wielbicieli epickich scen bitew i przepychanek korporacyjnych na wielką skalę „Wilk” jest jak znalazł.