Konwenty Południowe - Neil Gaiman – „Koralina”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

koralina

Neil Gaiman - „Koralina”

mag newWydawnictwo: MAG
Liczba stron: 112
Cena okładkowa: 25,00 zł

„Koralina” to niewielka, bo licząca zaledwie 103 strony minipowieść Naila Gaimana, która doczekała się ekranizacji w 2009 roku. Wydanie, które miałam przyjemność recenzować jest szóstym z kolei. Taka ilość wznowień świadczy o ciągłym zainteresowaniu czytelników nie tylko twórczością autora, ale również samą książką.

Bohaterką powieści jest jedenastoletnia Koralina, która przeprowadziła się z rodzicami do starego domu otoczonego równie starym ogrodem. Oprócz Koraliny i jej rodziców, budynek zamieszkują panny Spink i Forcible, które w przeszłości były aktorkami, oraz „szalony starzec z wąsami” trenujący mysi cyrk.

Dzień po przeprowadzce dziewczynka postanawia zwiedzić dom. Z natury jest ciekawa i bardzo lubi „badać” otaczający ją świat. Inspekcja mieszkania dowiodła, że jest w nim dwadzieścia jeden par okien i czternaścioro drzwi, z których tylko jedne są zamknięte na głucho. Koralina nie byłaby sobą, gdyby nie sprawdziła co się za nimi kryje… Gdy otwiera je pierwszy raz, widzi jedynie ceglaną ścianę. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie otworzyła ich ponownie. Wtedy odkrywa przejście do drugiego domu, który z początku wydaje się taki sam. Są w nim takie same meble, ale zabawki w pokoju Koraliny zdają się żyć własnym życiem a szafa wypełniona jest cudownymi ubraniami. W nowym domu są też nowi rodzice, którzy różnią się od prawdziwych rodziców Koraliny tym, że w miejscu oczu mają błyszczące czarne guziki. Pragną, by dziewczynka pozostała z nimi na zawsze. Druga matka próbuje przekupić ją smacznymi potrawami i nieograniczoną miłością, jednak Koralina czuje niepokój.

W podróży do po drugiej stronie drzwi bohaterce towarzyszy kot. Jak powszechnie wiadomo, koty to zwierzęta tajemnicze i magiczne, widzące więcej i dalej niż inni. Są to także ulubieńcy samego autora, więc trudno się dziwić, że w tej powieści Gaiman umieścił czarnego futrzaka w roli przewodnika tytułowej postaci. Dzięki jego wskazówkom Koralina osiąga swój ostateczny cel, ratując wszystkich domowników przed złem.

Twórczość Naila Gaimana to przede wszystkim fantastyka grozy. Autor w niebanalny sposób kreuje nowe światy, często bazując na mitologii czy ludowych podaniach i przesądach. Czytając jego powieści nie odczuwa się strachu, ale poznawaniu treści towarzyszy mały dreszczyk emocji, który narasta wraz ze zbliżaniem się do punktu kulminacyjnego. I tak właśnie jest w przypadku „Koraliny”, o której to postaci nie wiadomo zbyt wiele. Z resztą nie jest to niezbędne. Autor skupia się bardziej na relacjach bohaterki z rodzicami i jej walki z drugą matką. Podobnie nie precyzuje, czym konkretnie jest stwór podający się za drugą matkę Koraliny.

Druga matka z guzikowymi oczyma kojarzy mi się z pająkiem. To odczucie towarzyszyło mi przez całą lekturę. Dowodem tego mogą być żuki, które jadła jak cukierki, błyszczące czarne guziki (pająki mają oczy jak guziczki), czy jej szponiaste palce u rąk. Myślę, że drugą matkę-pająka można uznać na pewien symbol zagrożenia, z którym kiedyś przyjdzie się każdemu zmierzyć. Koralinie się udało. Zmieniła się jej relacja z rodzicami a sąsiedzi zaczęli poprawnie wymawiać jej imię. Można więc uznać, że, pokonując zło, bohaterka zdjęła z siebie zły czar. Ale nie odbyło się to za sprawą różowej wróżki tylko gry o nie tylko własne życie.

Historia Koraliny niektórym przypomina współczesną opowieść o Alicji w Krainie Czarów. Jest zwierzak-przewodnik, tajemnicze przejście i przede wszystkim starcie, oparte na sprycie i sile intelektu. Czy można więc uznać bohaterkę za współczesną Alicję? Myślę, że tak.

Trudno stwierdzić do jakiego przedziału wiekowego skierowana jest ta książka. Myślę jednak, że zarówno nastolatkowie jak i starsi czytelnicy poszukujący przyjemnego dreszczyku podczas czytania będą zadowoleni.