Konwenty Południowe - Recenzja książki: N.K. Jemisin - „Wrota obelisków”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wrota obeliskow

N.K.Jemisin - „Wrota obelisków”

sqnWydawnictwo: SQN
Liczba stron: 387
Cena okładkowa: 39,90 zł

Kilka miesięcy temu recenzowałem „Piątą porę roku” N.K. Jemisin. Książka - mimo dobrych pomysłów - nie przypadła mi do gustu, postanowiłem jednak dać autorce drugą szansę i sięgnąć po kontynuację „Trylogii Pękniętej Ziemi”. I dobrze, że nie spisałem pani Jemisin na straty. „Wrota obelisków” już od pierwszych stron są o wiele ciekawsze od tomu pierwszego.

 

Akcja książki rozpoczyna się niedługo po zakończeniu części pierwszej. Swiat Bezruchu chyli się ku upadkowi. Potężne trzęsienia ziemi rozerwały kontynent na pół, a na domiar złego nadeszła piąta pora roku – trwająca wiele lat sroga zima. W tym momencie Essun, główna bohaterka „Piątej pory roku” w swych poszukiwaniach córki trafia do Castrimy, jednej ze Wspólnot, gdzie spotyka dawnego przyjaciela i znajduje schronienie.

 

Mam wrażenie, że wydarzenia we „Wrotach obelisków” toczą się nieco wolniej niż w poprzedniczce, a akcja rozwija się jakby spokojniej. Ponownie historię widzimy oczami kilku różnych postaci. Niestety, nie zmieniło się to, co tak odrzucało mnie przy lekturze pierwszego tomu – sposób narracji. Wątek Essun ponownie prowadzony jest w drugiej osobie (z tą różnicą, że tu wyjaśnia się powód jej zastosowania), pozostałe natomiast w trzeciej osobie czasu teraźniejszego. Ciekawym rozwiązaniem jest wprowadzenie kolejnej bohaterki, Nassun, córki Essun, której oczami również przyjdzie nam obserwować akcję. I to chyba właśnie te fragmenty książki są najciekawsze, bo pozwalają porównać znany nam już obraz świata z tym, widzianym przez ośmiolatkę. Momentami tworzy to naprawdę fajny kontrast.

 

Na uwagę zasługuje też sposób wykreowania niektórych bohaterów. Ponieważ mamy do czynienia z kontynuacją, powraca tu wiele postaci znanych z części pierwszej. Są oczywiście Essun, Hoa, Alabaster czy Schaffa, obok nich pojawiają się jednak nowe persony, jak Ykka, stojąca na czele Castrimy, czy wspomniana już młodziutka Nassun. Niestety, nie wszystkie postacie są na tyle dobrze i ciekawie poprowadzone, by można było uznać je za interesujące elementy powieści.

 

Książka jest nie tylko spokojniejsza od poprzedniczki, ale i o wiele przystępniejsza w odbiorze. „Piąta pora roku” już na starcie bombardowała nas mnóstwem nazw i pojęć typowych dla wykreowanego przez N.K. Jemisin świata, co skutecznie zniechęcało mnie do czytania i utrudniało zrozumienie całości. Tu tego nie uświadczyłem – może to dlatego, że lekturę części pierwszej mam już za sobą, a w związku z tym orientuję się nieco lepiej w realiach Bezruchu. Tak czy inaczej, o wiele łatwiej było mi przyswoić kontynuację cyklu od jej poprzedniczki.

 

Reasumująć, „Wrota obelisków” były dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Po męczącej lekturze „Piątej pory roku” nie spodziewałem się, że część drugą będzie mi się czytać naprawdę przyjemnie. Autorka położyła solidne podwaliny pod finał trylogii, na który czekam z niecierpliwością.