Konwenty Południowe - Recenzja książki: Andrius Tapinas - „Wilcza godzina”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wilcza godzina

Andrius Tapinas - „Wilcza godzina”

sqnWydawnictwo: SQN
Liczba stron: 480
Cena okładkowa: 39,90 zł

Andrius Tapinas jest prezenterem telewizyjnym, pisarzem science fiction i wielbicielem pokera, a w wieku siedemnastu lat został najmłodszym w historii tłumaczem dzieł  J. R. R. Tolkiena. Ponadto napisał pierwszą litewską powieść w konwencji steampunku. Czego zatem możemy spodziewać się po książce stworzonej przez tak uzdolnionego i ambitnego twórcę? Bardzo wiele! I chociaż czasem na wygórowanych oczekiwaniach się kończy, w tym przypadku mało kto będzie zawiedziony.
 
Rok 1870. Ponieważ skarbiec Imperium Rosyjskiego świeci pustkami, a pieniądze ze sprzedaży Alaski dawno się skończyły, Rada Państwowa podejmuje niezwykłą decyzję o oddaniu Wilna w ręce bogatych finansistów – rodziny Rothschildów. Od tego momentu gród staje się częścią Aliansu, czyli zrzeszenia wolnych miast, do których należą jeszcze: Kraków, Konstantynopol, Praga i Rewel. Prowadzą one wspólne interesy, przez co zyskują ważny głos w polityce międzynarodowej. Dzięki opiece i finansowemu wsparciu Rothschildów wileńscy alchemicy dokonują przełomowego odkrycia, które odmienia oblicze Europy. Wynaleziony przez nich niezwykły gaz, prometyl, pozwala napędzać wielkie statki powietrzne, małe pojazdy, niezwykłe strażnicze golemy oraz automatony – urządzenia, które mogą zastąpić ludzi przy niektórych czynnościach.
 
Po 35 latach od przyłączenia Wilna do Aliansu, w kwietniu 1905 roku, mieszkańcy miasta przygotowują się do wielkiego wydarzenia, jakim będzie Szczyt, czyli spotkanie, w którym mają wziąć udział przedstawiciele największych europejskich potęg. Przygotowania idą pełną parą – w przenośni i dosłownie, gdyż na parze opiera się cały mechanizm funkcjonowania miasta. W tym trudnym dla Wilna i jego mieszkańców okresie rozgrywa się tu nie tylko polityczna gra, ale też toczy się walka o wiedzę, władzę, wpływy oraz życie wielu osób. W każdym zaułku czają się groźni szpiedzy, znikają tajne dokumenty, praska Loża Wskrzesicieli poluje na niezwykłą dziewczynę, która przybyła z Krakowa, a legioniści muszą sobie poradzić nie tylko z tłumem wilnian i turystów przybywających do miasta, ale także niezwykłymi morderstwami.
 
I na tym wypadałoby zakończyć przybliżanie fabuły „Wilczej godziny”, gdyż każda kolejna informacja może odebrać przyjemność z odkrywania elementów niezwykłej układanki, jaką stworzył dla swoich czytelników Andrius Tapinas. Każdy wątek – a jest ich tu naprawdę sporo – pozwala zobaczyć kawałek zadziwiająco złożonej intrygi i wyjątkową sieć powiązań łączącą wiele postaci, które na pierwszy rzut oka wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Historia stworzona przez  pisarza wymaga od nas uwagi, dokładnego czytania i analizy faktów, które autor dozuje z iście aptekarską precyzją, dlatego zawiodą się ci, którzy szukają w tej książce łatwej rozrywki. W dodatku pewną trudność może sprawić określenie, kto tak właściwie jest głównym bohaterem „Wilczej godziny”. Uwaga narratora przeskakuje od jednej osoby do drugiej, a każda ma inny charakter, inne zadanie do wykonania, odmienną motywację (w tym miejscu chyba muszę podziękować autorowi za dokładny spis osobistości pojawiających się w powieści!). Jednocześnie wszystkie postaci są częścią składową machiny poruszającej akcję do przodu.
 
Niewątpliwie za ważnego bohatera można uznać samo Wilno. Tapinas w ciekawy sposób kreuje powieściową rzeczywistość, pokazując nam niezwykłe miasto przypominające to z początku XX wieku, jednak udoskonalone o nowe elementy – napędzane prometylem maszyny, alchemiczne wynalazki, niezwykłe statki powietrzne. To ono dyktuje warunki ludziom, którzy znaleźli się na jego ulicach. Dzięki narracji skupiającej się na detalach możemy poznawać Wilno wieloma zmysłami, widzimy jego kolory, czujemy zapachy i smaki, słyszymy charakterystyczne odgłosy, przemierzamy główne arterie miasta, wąskie uliczki w dzielnicy zwanej Biedy i zielone ogrody Zwierzyńca. Steampunkowe elementy tutaj nie dominują. Wprawdzie autor pokazuje nam golemy i oryginalne, napędzane parą maszyny, opowiada o bionikach – niezwykłych istotach będących połączeniem maszyny i żywej istoty, wprowadza do tajnych alchemicznych laboratoriów, jednak robi to wszystko, by w odkrywczy sposób sportretować ukochane miasto i stworzyć ciekawe tło dla akcji.
 
Czy warto zatem sięgnąć po książkę Andriusa Tapinasa? Jeden z bohaterów powieści, Jan Basanowicz, powiedział o sobie: „Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili”. W odniesieniu do „Wilczej godziny” to powiedzenie pasuje idealnie. Ta powieść też nie jest jak zupa pomidorowa – to wykwintne danie, które wielu osobom przypadnie do gustu. Spróbujcie, a na pewno „rozsmakujecie się” w niezwykłej opowieści o wileńskich intrygach.