Konwenty Południowe - Recenzja książki: Tetsuya Honda - „Przeczucie”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

przeczucie

Tetsuya Honda - „Przeczucie”

znakWydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 352
Cena okładkowa: 39,90 zł

Spośród dostępnych na polskim rynku kryminałów w ostatnim czasie prym wiodą te skandynawskie. Utarło się nawet skojarzenie książek tamtejszych autorów ze specyficznym, mrocznym klimatem i surową narracją, tak doskonale do owego gatunku pasującymi. Mamy też wielu doskonałych autorów polskich (a nawet polskich, ale podpisujących się jako skandynawscy, o zgrozo), a co z innymi krajami? Zostawmy Europę w tyle, sięgnijmy do Dalekiego Wschodu. Z czym kojarzy się polskiemu czytelnikowi Japonia? Jednym tchem niemal można odpowiedzieć: Japonia to Haruki Murakami, to przejmujące sagi rodzinne i historie rodem z horroru, „Wyznania Gejszy” (choć ta akurat autora ma raczej amerykańskiego) i wiele innych, których motywem przewodnim jest trudny los kobiet na przestrzeni wieków. Ja natomiast chciałabym dopisać do tej listy zjawisko może nie nowe w krajowym książkowym światku, ale stanowczo niedocenione: kryminał japoński, reprezentowany dumnie przez Tetsuyę Hondę, autora serii książek o pani komisarz Reiko Himekawa.

Mieszkańcy pewnego osiedla w Tokio znajdują porzucone w żywopłocie zwłoki, owinięte szczelnie folią budowlaną. Badanie ciała ujawnia, że zmarły najprawdopodobniej był torturowany – wskazuje na to wiele mniejszych ran ciętych oraz jedna, śmiertelna, gardła. Jednak zwłoki posiadają też dziwną cechę – długie rozcięcie od mostka do podbrzusza, zadane najprawdopodobniej już po śmierci. Reiko Himekawa wraz z zespołem będą mieli trudną przeprawę, jako że nic nie wskazuje na motywy czy tożsamość sprawcy – ofiara nie miała wrogów, była człowiekiem lubianym, aktywnym zawodowo i mającym dość szczęśliwe życie. Dlaczego zwłoki porzucono w krzakach, gdzie każdy mógł się na nie natknąć? Kto mógł dokonać tak makabrycznego morderstwa? Jak poradzi sobie młoda pani komisarz w starciu z przyłączającymi się do dochodzenia innymi detektywami, w tym Katsumatą, człowiekiem okrutnym, zdecydowanym na rozwiązanie tej sprawy w sposób samodzielny i wiedzący o młodej rywalce stanowczo za wiele?

Kobieta w wydziale zabójstw ma ciężkie życie. Ten motyw pojawia się w większości książek, których bohaterami są policjantki, jednak w przypadku Reiko dochodzi kolejny element – odruchowe lekceważenie jej nawet przez niższych stopniem oraz, z drugiej strony, silna presja rodziny na porzucenie zajęcia niegodnego kobiety i znalezienie sobie męża. Problem jest tym trudniejszy, że do głodu dochodzą uczucia matki Himekawy, jej poczucie winy i brak odporności na krytykę ze strony dalszej rodziny. Reiko się nie ugina, chociaż wyraźnie jej kontakty z bliskimi ulegają coraz większemu ochłodzeniu. Stosunki w pracy zaś poprawiają się wraz z rosnącą sławą pani komisarz, mającej na swoim koncie parę sukcesów i posiadającej specyficzną, opartą na intuicji metodę prowadzenia dochodzenia.

Gorzej jest w kontaktach z Katsumatą, który nie przebiera w środkach, stając się swoistym czynnikiem drażniącym – wymaga współpracy, sam jej nie oferując. To najbardziej irytująca postać w książce – chociaż moje oczekiwania dotyczące jego destrukcyjnego działania na całość śledztwa niekoniecznie się sprawdziły. Nie podoba mi się zaś to, jak odsuwa Reiko z pozycji głównej bohaterki – zdecydowanie wolałabym czytać o niej, niż o glinie z wyraźnym problemem z kulturą osobistą. Zespół Himekawy zaś zdecydowanie daje się lubić, każdy z nich posiada odpowiedni zestaw cech, wyróżniających ich na tle reszty, nie są więc tylko bezbarwnym tłumem. Oczekiwałabym jednak dalszego rozwoju relacji, które ich łączą, jako że w tej pozycji nakreślono je jedynie pobieżnie, z sugestią, że mogą nie pozostać czysto oficjalne.

Intryga kryminalna jest bardzo mocną stroną książki. Autorowi udało się uczynić ją nieprzewidywalną, co pozwala na zabawę w domysły, a konflikt pomiędzy bohaterami dodaje całości pikanterii – i odsuwa w dal rozwiązanie przez nich zagadki. Oni jeszcze nie wiedzą, ale czytelnik już się domyśla. Przedstawiona na początku scena zabójstwa znęcającego się nad córką ojczyma i matki, która przez narkotyki nie ma już zbyt wiele kontaktu z rzeczywistością nie jest przypadkowa. O tym, kim jest dziewczynka i jaki jest jej związek z morderstwem dowiemy się dużo później, a po drodze wiele razy nasza uwaga zostanie skierowana w zupełnie inną stronę. To ciekawy zabieg, bo bardziej niż skupiając się na faktycznym rozwiązaniu sprawy będziemy przyglądać się kolejnym związanym z nią szczegółom, komplikacjom i nie zawsze prawdziwym tropom.

„Przeczucie” jest książką ciekawą, wciągającą i nade wszystko lekką w odbiorze. Porusza tematykę chorób psychicznych, samookaleczania, rodzinnych sekretów (to ostatnie jest chyba znakiem rozpoznawczym literatury japońskiej), i chociaż zawiera mnóstwo brutalnych szczegółów, nie uświadczy się w niej nadmiernego okrucieństwa. Postać komisarz Himekawy jest na tyle barwna i przyjemna, że łatwo daje się lubić – pozostaje też w pewnym sensie swojska, bliska. Z całą pewnością z chęcią sięgnę po kolejne książki autora, jeśli tylko ukażą się w Polsce.

Tagged Under