Konwenty Południowe - Recenzja książki: Jacek Komuda - „Samozwaniec”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

samozwaniec

Jacek Komuda - „Samozwaniec”

fabryka slowWydawnictwo: Fabryka Slów
Liczba stron: 512
Cena okładkowa: 37,90

W czasach szkolnych bardzo często zainteresowanie przedmiotem zależy od nauczyciela. Jeżeli historyk opowiada nam wydarzenia z przeszłości z zacięciem i błyskiem w oku, to zazwyczaj potrafi przekonać nas samych, że jest to coś ciekawszego niż tylko daty na linii czasu. Podobnie można klasyfikować powieści historyczne. Jacek Komuda, historyk z wykształcenia, w swojej najnowszej książce „Samozwaniec. Moskiewska Ladacznica” postanowił nakreślić czytelnikomwydarzenia z XVII wieku. Jest to powieść historyczna, której akcja osadzona jest w latach 1606 – 1608 w okresie „Dymitriad”.  Poznajemy dalsze dzieje  bohaterów, których możemy pamiętać w poprzednich częściach z serii „Samozwaniec”.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy jest ilość informacji historycznych. Widoczne jest wykształcenie autora i dokładny research, jaki potrzeba wykonać przed pisaniem takiej książki.Wydarzenia są oparte na faktach, a postacie – wzorowane na sylwetkach realnych ludzi. Przed sięgnięciem po lekturę warto przypomnieć sobie, kim była Maryna Mniszchówna, Dymitr Samozwaniec I czy Roman Różyński. Każda z osób, które biorą udział w akcji, ma swoją osobowość, dającą się wyczuć podczas czytania. Mam wrażenie, że ich reakcje czasami są lekko przesadzone, aby uwidocznić ich różniące się od siebie osobowości. Najlepiej widoczne jest to przy czynnościach Maryny oraz Wasyla Szujskiego.

Komuda bardzo dobrze odwzorował atmosferę, jaka panowała w tamtych czasach. Można z łatwością dać się wciągnąć w klimat szlacheckich sporów i dążenia do władzy w XVII-wiecznych realiach. Odbywa się to nie tylko przez pokazywane wydarzenia, ale i specyficzny, archaizowany język. W dialogach pojawiają się wyraźnie rosyjskie wyrażenia, których rozumienie może sprawiać pewną trudność, jednak aby tego uniknąć na końcu książki umieszczono podręczny słowniczek. Warto również zwrócić uwagę na opisy, pomagające nam odnaleźć się w miejscu, gdzie odbywa się akcja. Plastycznie i wyraźnie prezentują nam tło akcji.

Za duży plus uważam również oprawę graficzną książki. Ilustracje wykonane przez Huberta Czajkowskiego ukazują mocne elementy fabuły. Rysunki zostały wykonane, prawdopodobnie za pomocą tuszu, w bardzo charakterystycznym stylu. W wielu z nich sposób cieniowania kieruje nasz wzrok na odpowiednie elementy i podkreśla ich kontrast.

Łatwo zauważyć, że nie jest to dzieło dla każdego. Osoby niezainteresowane historią mogą mieć problem z dobrnięciem do końca.  Nawet mnie było ciężko, ze względu na niewielkie obycie w danym gatunku literackim i braki w historycznej wiedzy. Według mnie akcja prowadzona była dość chaotycznie i momentami trudno się było połapać co się dzieje oraz kogo konkretnie dotyczą dane wydarzenia. Podczas czytania można było odnieść wrażenie, że nie wie się nic na temat rozgrywanej akcji. Natłok wydarzeń niejednego przyprawiłby o ból głowy. Być może pomogłoby tu odrobinę luźniejsze rozłożenie informacji i wydarzeń, dzięki czemu umysł odpoczywałby od nadmiaru emocji.

Całokształt powieści oceniam pozytywnie. Jacek Komuda, operując ciekawym językiem, nakreślił nam losy konkretnych postaci historycznych, na które nie zwrócilibyśmy szczególnej uwagi, jeżeli nie jesteśmy lepiej zaznajomieni z tematem. Plastyczne opisy i towarzyszące treści ilustracje pomagają nam zobrazować świat odtworzony przez autora, wyraźnie podkreślają przejrzystość tego „obrazu”. Jest też kilka drobnych negatywnych aspektów. Polecam powieść każdej osobie zainteresowanej historią oraz Dymitriadami, mimo że sama raczej do innych części „Orłów na kręgu” nie sięgnę.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz