Konwenty Południowe - Recenzja książki: Piotr Langenfeld - „Wojna oszukanych”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

wojnaoszukanych

Piotr Langenfeld - „Wojna oszukanych”

warbookWydawnictwo: WarBook
Liczba stron: 
Cena okładkowa: 36,90 zł

Każda wojna kiedyś się kończy. Ta światowa również, jednak data oficjalnego zakończenia najczęściej nie oznacza wcale ani końca walk, ani trosk. Dla Polski koniec drugiej wojny światowej był czasem i szczęśliwym, i bolesnym. Szczęśliwym, bo oto zakończył się czas niepokojów, a kraj, wolny i z własnym rządem, mógł zacząć podnosić się po zawierusze. Bolesny, bo zniszczone miasta, upadłe zakłady przemysłowe i rozbite rodziny miały przez sobą perspektywę wielu lat trudnego powrotu do normalności. Zachód już chce świętować pokój, Polska jednak zmaga się nadal z narzuconymi rządami sowietów. O tym czasie opowiada Piotr Langenfeld w „Wojnie oszukanych”, luźnej kontynuacji wydanego przed pięcioma laty „Elsenborna”.

Charlie Zielinsky zdążył ułożyć sobie życie. Jako mąż i ojciec, właściciel warsztatu samochodowego w Jersey, zachował jednak wiele wspomnień i przekonań z wcześniejszych czasów. Obecnie, gdy skończyła się druga wojna światowa, a Europa i cały świat skłaniały się do sojuszu z siłami sowieckimi, został on jednym z niewielu, którzy widzą w tym nie szansę na pokój, a kolejne zagrożenie. Po dokonaniu aktu sabotażu na wiecu rewolucyjnej grupy trafia do więzienia, skąd wyciąga go stary znajomy… który będzie miał dla niego propozycję nie do odrzucenia. Propozycję, która pozwoli Charliemu nie tylko przypomnieć sobie lata spędzone w wojsku, ale i powrócić do kraju swoich przodków.

Tymczasem w Polsce, w miastach nadal rządzonych przez władze sowieckie, kwitnie podziemny ruch oporu. Obie strony związane są wzajemnymi podchodami, rozpoznawaniem wroga, poszukiwaniem luk w jego obronie i najbardziej korzystnych dla siebie rozwiązań. Maciej „Pielgrzym” Gładyszak nie dociera na miejsce umówionego spotkania, ostrzeżony wcześniej, niemal przypadkiem, o zasadzce. Ktoś z szeregów partyzantki zdradził, ktoś z tych dotąd zaufanych ludzi wynosi informacje poza grupę. Czy jedynym, co im pozostało, to złożenie broni i wycofanie się? Czy będą w stanie to zrobić, tak po prostu, po latach walk?

Akcja „Wojny oszukanych” będzie obejmowała kilka różnych miejsc i czasów. Bieżące wydarzenia rozgrywają się na trzech płaszczyznach – w Ameryce, gdzie Charlie przechodzi szkolenie mające przygotować go do misji w Polsce, w ojczyźnie wśród powstańców próbujących przetrwać pod butem sowieckiej władzy, a także w tajnym ośrodku, w którym sowieci przetrzymują amerykańskiego pilota. Ten ostatni wątek będzie iskrą zapalną dla wielu wydarzeń w trakcie powieści, przesądzi tez o jej ostatecznym wydźwięku. „Wojna oszukanych” jest bowiem książką kończącą się wyjątkowo gorzko i ponuro. Dla zbudowania odpowiedniego tła i wyjaśnienia wielu niuansów przeszłości bohaterów, zwłaszcza Charliego Zielinskiego, równolegle do wydarzeń bieżących omawiane są przeszłe zdarzenia z czasów jego uczestnictwa w starciach z Niemcami na terenie dawnej Czechosłowacji. I tu napotkamy na sytuacje niejasne, przesądzające o niechęci bohatera do władz rosyjskich i całkowitym braku zaufania do paktów, które proponują.

Nieszczególnie przekonująco zabrzmiało tutaj jedynie ujawnienie pewnych knowań dotyczących misji, którą Zielinsky miał wykonać, zwłaszcza w zakresie jego kontaktów z przełożonymi i ich do niego samego podejścia. Z pełnego dystansu oficjalnego stanowiska przeszli bowiem oni na pozycje grupki kumpli, przerażonych złożonością i rozmiarem odkrytej intrygi – i o ile jednak mogło tak być, o tyle zmiana w ich zachowaniu wysoko przecież postawionych autorytetów wydaje się być mało prawdopodobna. Na tyle, że odruchowo szukałam „haczyka” – potwierdzenia, że prawdziwym oszustem jest tutaj ktoś inny. Doskonale za to zachował się w tej sytuacji Charlie – odpis jego reakcji brzmiał już bardzo naturalnie i wiarygodnie. Zawiodła tu lekko konstrukcja postaci drugoplanowych.

Lubię styl pisania Piotra Langenfelda. Stanowi połączenie rzeczowego języka i zdecydowanego budowania akcji bez zbędnego rozwodzenia się nad szczegółami, które nie mają znaczenia dla fabuły. W „Wojnie oszukanych” jest podobnie – żadna informacja nie pojawia się przypadkowo i choć czasem możliwe jest wyłonienie pewnych powiązań zanim jeszcze zostaną one na dobre ujawnione, powodując pewną przewidywalność, nie zaburza to odbioru całości powieści. Zasianie ziarna niepokoju na zakończenie i pozostawienie czytelnika w poczuciu, że tak czy siak coś przeoczył, a wydarzenia wcale nie zostały zamknięte na tym etapie, rozciągając konsekwencje na (w domyśle) jeszcze długi czas było posunięciem na tyle trafionym, żeby dało mi odczuć chęć sięgnięcia po kolejne książki autora. A więc: mission complete!

„Wojnę oszukanych” polecam wielbicielom powieści wydawnictwa WarBook, chociaż ich zachęcać pewnie nie trzeba – sami wypatrują nowości i zapowiedzi. Jeśli jednak ktoś nie ma większego doświadczenia z fikcją historyczną (nie do końca będącą fikcją przecież), to książki Langenfelda będą tutaj dobrym wyborem. Nie są bowiem szczególnie trudne w odbiorze, utrzymują odpowiedni balans pomiędzy wojenną zawieruchą, pozbawioną jednak przesadnej brutalizacji, a akcją, porywająca jak powieść sensacyjna. Nie przeszkodzi tu nawet nieznajomość „Elsenborna”, do którego „Wojna oszukanych” nie nawiązuje niemal wcale. Nic, tylko brać i czytać.