Konwenty Południowe - Recenzja książki: Jakub Ćwiek - „Zawisza Czarny”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

zawisza czarny

Jakub Ćwiek - „Zawisza Czarny”

sqnWydawnictwo: SQN
Liczba stron: 304
Cena okładkowa: 36,90 zł

Jakub Ćwiek wziął na swoje barki ciężar tematu aktualnego i niezmiennie budzącego kontrowersje oraz gorące dyskusje – patriotyzmu. Kiedy sięgałam po jego książkę, promowaną jako tę, która „wkurzy wszystkich”, na myśl przychodziły mi dwie opcje: będzie ona albo na  siłę prowokacyjna i żebrząca o uwagę, albo naprawdę skłaniająca do myślenia lub przynajmniej w ciekawy sposób wykorzystująca postać z potencjałem. Zabierając się za lekturę, miałam nadzieję na to drugie, i całe szczęście autor, choć zaliczył po drodze kilka potknięć, poprowadził historię umiejętnie.

Głównego bohatera powieści poznajemy już jako obywatela nadwiślańskiego kraju, a także człowieka owianego pewną sławą. Pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej Piotr, znany raczej jako Zawisza Czarny, gdy był małym chłopcem trafił pod opiekę Polaka ojca Jana. Pod okiem obecnego misjonarza i byłego żołnierza poznał polskie wartości, nauczył się nie tylko sztuk walki, ale i miłości do kraju, do którego przybył po latach – wciąż pamiętając wyuczony wierszyk „Kto ty jesteś? Polak mały. I co z tego, że nie biały?”.

Akcja powieści umiejscowiona jest w Warszawie, w czasie, kiedy o spotkania radykalnie różniących się grup społecznych nietrudno, czyli tuż przed meczem stanowiącym okazję do zamanifestowania poglądów: są więc cykliści, czciciele Żołnierzy Wyklętych, feministki, cała plejada stowarzyszeń i zbiorowości z prawej i lewej strony. Fabuła dzieli się na części opowiadające o postaciach z zupełnie różnych społeczności, a wraz z jej biegiem autor pozostawia coraz więcej subtelnych wskazówek, dzięki którym można się domyślać, że losy bohaterów w końcu się zbiegną. Samemu Zawiszy towarzyszą spotkane przez przypadek równie wyraziste postaci: zaskakująco błyskotliwa Gośka, której całe szczęście oszczędzono odgrywania roli damy w opałach, Sawka – taksówkarka jeżdżąca zabytkowymi samochodami, a w końcu za jej sprawą do akcji wkraczają również Pająk i Łokietkowie. Ich splecione losy zamykają się natomiast w ramach wielkiego spisku, który punkt kulminacyjny ma osiągnąć w dzień meczu.

Humor, stanowiący jedną z mocnych stron powieści, obecny jest tu od samego początku do ostatnich stron. Obrywa się wszystkim: narodowcom, hipsterom, kibicom, ludziom pracującym w korporacjach. Ćwiek zręcznie wykorzystuje każdą okazję na celne spostrzeżenia i wplecenie w fabułę humoru sytuacyjnego, ale – co się chwali – nie atakuje czytelnika niepotrzebnymi rasistowskimi żartami w każdej możliwej sytuacji. W końcu jaki Zawisza jest, każdy widzi – czarny.

Podobnie jak w wielu innych książkach Ćwieka, mamy tu gotowe tło wydarzeń – w tym wypadku teraźniejszą Polskę – i rzucone w wir zdarzeń oryginalne postaci, które szybko zjednują sobie sympatię czytelnika. Co równie charakterystyczne dla powieści tego autora, sporą część treści stanowią wtrącenia myśli bohaterów, ale nie przeszkadzają one wartkiej akcji.

Częste nawiązania do popkultury są, wbrew pozorom, jednym z minusów powieści. Choć miały zapewne być puszczeniem oka w stronę fanów, pojawiają się w zbyt dużej liczbie – sprawiają wrażenie, jakby autor usilnie chciał pochwalić się znajomością tematu. Słabość autora do popkulturalnych motywów uwidacznia się też w nieco przerysowanym sposobie ukazania ukrytej sieci powiązań działającej na terenie Warszawy czy szczególnych strojów i gadżetów bohaterów, ale ponieważ pojawiają się dopiero w momencie coraz szybszego dążenia fabuły do punktu kulminacyjnego, można je wybaczyć.

Trudno natomiast wybaczyć wątki, które nie wnoszą świeżości, a raczej pozostawiają odczucie, jakby już kiedyś się je widziało. Takie sceny jak widowiskowa walka końcowa sprawiają wrażenie przepisanych z innych utworów, sztampowych i zbyt przewidywalnych.

Podobnie rozczarowało mnie przesłanie książki, które znika w przekombinowaniu i zbyt wielkim natłoku wątków. Jak czytamy na okładce, książka obiecuje „pokazać nam, jacy jesteśmy”. I chociaż miejscami zdarzają się naprawdę trafne uwagi wymierzone w obie strony konfliktu, to „Zawisza” nadal jest tylko ciekawą przygodówką, a kilka spostrzeżeń skłania raczej do zgodnego pokiwania głową, ale nie dłuższej refleksji.

Zdecydowanie to pomysł, wartka akcja i wyraziste postaci sprawiły, że mój odbiór książki był raczej pozytywny, a w przyszłości być może sięgnę po zapowiadaną w „Posłowiu” kontynuację przygód czarnoskórego bohatera. Czy poleciłabym ten tytuł innym? Nie każdemu. Dla fanów Ćwieka i jego stylu pisania „Zawisza Czarny” będzie kolejną miłą lekturą. Dla oczekujących wiele po zachęcającym i kontrowersyjnym opisie – książką równie ciekawą, ale nie bardzo zapadającą w pamięć.

Tagged Under