Konwenty Południowe - Recenzja książki: Ben Aaronovitch - „Księżyc nad Soho”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Księżyc nad Soho

Ben Aaronovitch - „Księżyc nad Soho”

magWydawnictwo: MAG
Liczba stron: 352
Cena okładkowa: 35,00 zł 

Po niedosycie, z jakim zostawiły mnie mające duży potencjał „Rzeki Londynu”, sięgnęłam po kontynuację z nadzieją na rozwinięcie wątków, którym nie poświęcono dostatecznej uwagi w pierwszej części. Całe szczęście „Księżyc nad Soho” nie zawiódł moich oczekiwań i już po kilku stronach byłam pewna, że wciągnie mnie jeszcze bardziej niż poprzednik.

W drugiej części przygód Petera Granta wracamy do znanych nam już postaci. Główny bohater nadal jest adeptem magii, któremu zdarza się wysadzić coś przez przypadek, Nightingale w dalszym ciągu stara się zrozumieć czasy, w których się znalazł, a wszyscy muszą otrząsnąć się po wydarzeniach opisanych w „Rzekach...”, bo w londyńskim Soho zaczynają grasować kolejne magiczne istoty, które upodobały sobie polowanie na utalentowanych muzyków.

Ze wspomnień Petera wiemy już, że jego dzieciństwo za sprawą ojca – zapalonego jazzmana – wypełnione było muzyką. To właśnie jazz przewija się przez całą fabułę: od rozdziałów nazwanych tytułami piosenek aż do melodii, która stanowi główną wskazówkę w śledztwie. Sprawą zajmuje się Grant, odkąd jego uwagę przyciąga nagła śmierć obiecującego saksofonisty. Podobnie jak w pierwszej części, bohaterowie nie mają chwili wytchnienia – początkowo skupiają się na odnalezieniu i powstrzymaniu stworzeń żerujących na artystach, ale w trakcie śledztwa ujawnia się sieć powiązań między kolejnymi podejrzanymi. Dochodzenie prowadzi posterunkowego Granta w rozmaite miejsca: na festiwal muzyczny, do klubów burleski, a także szkoły, w której uczył się Nightingale. W miarę rozwijania się akcji stworzenia takie jak chimery czy dziewczęta-koty przestają już zadziwiać.

Bardziej skomplikowany i ciekawszy niż w pierwszej części koncept fabularny jest jedną z mocnych stron książki. Autor konsekwentnie rozbudowuje uniwersum, którego tworzenie rozpoczął w pierwszej części cyklu, wprowadzając do niego nowe stworzenia i coraz bardziej wymagających przeciwników, a także równolegle prowadząc kilka wątków, w które zaplątani są Grant i Nightingale. Niestety, łączące się śledztwa i natłok dygresyjnych przemyśleń bohatera powodują, że czytelnik czuje się zagubiony, próbując połączyć postać ze sprawą, w którą jest zamieszana.

Styl pisania Aaronovitcha nie różni się od tego, który zaprezentował już w pierwszej części cyklu. Rozpoczynając akcję niedługo po wydarzeniach z „Rzek Londynu”, stopniowo buduje fabułę, przedstawiając nowe postaci w przemyślany i uzasadniony sposób. Nie rezygnuje jednak ze swojej skłonności do wprowadzania dygresji i myśli bohaterów, nawet w trakcie intensywnej i płynnej akcji. Autor rozpędza fabułę, po czym nagle zwalnia - dla czytelnika bywa to irytujące, ale jedną z zalet takiej narracji jest fakt, iż książka nie jest na siłę sensacyjna, a zaklęcia nie latają w każdą stronę między postaciami. Zachowany został też realizm w podejściu do magii, który bardzo chwaliłam w pierwszej części serii - Grant nadal jest tylko uczniem, a nie potężnym czarodziejem. Autor pozostał przy rozsądnej dawce humoru - wyczuwalnego, ale nienachalnego i dopasowanego do klimatu.

Dodatkowym plusem książki jest rozwinięcie wątku nauki magii i przyczyn, dla których zaczęła wymierać. Pojawia się on jedynie na chwilę – i, całe szczęście, jest uzasadniony przez dochodzenie prowadzone przez bohaterów – ale poszerza pogląd czytelników na świat przedstawiony w powieści.

Aaronovitch dobrze czuje się w uniwersum, które stworzył: nawiązuje do wydarzeń i postaci z poprzedniej części, sprawnie łączy je z nowymi pomysłami i uzyskuje logiczną, ciekawą fabułę, która wciąga czytelnika. Jedynym znaczącym zarzutem może być wprowadzony przez wielowątkowość chaos czy, po raz kolejny, osobliwy sposób opóźniania akcji, który niektórym odbiorcom może nie przypaść do gustu. Mimo tych błędów, książka jest naprawdę ciekawa i dla tych, którzy po przeczytaniu pierwszej części czuli, że nie wykorzystano w pełni jej potencjału, jest pozycją obowiązkową oraz - co ważne - zachęcającą, by sięgnąć również po kolejny tytuł z cyklu.