Konwenty Południowe - Recenzja książki: Leigh Bardugo – „Język cierni”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

jezyk cierni

Leigh Bardugo - „Język cierni”

magWydawnictwo: MAG
Liczba stron: 320
Cena okładkowa: 39 zł

Baśnie, bajki, bajeczki… Większość z nas miała z nimi do czynienia już od najmłodszych lat, gdy opiekunowie czytali nam je lub opowiadali do kołyski, rozbudzając naszą wyobraźnię. Potem przyszedł czas na samodzielne poznawanie niezwykłych historii spisanych przez Hansa Christiana Andersena czy Charlesa Perraulta. Odważniejsi sięgali po opowieści braci Grimm, by poczytać nie tylko o tym, jak dobro zwycięża, ale też poznać różne oblicza zła. W szkole wytłumaczono nam, czym różni się baśń od bajki czy legendy, wtłoczono do głów regułki, często skutecznie zniechęcając do dalszego zagłębiania się w baśniowy świat. Warto jednak odrzucić uprzedzenia i zwrócić uwagę na niezwykły zbiór opowiadań zainspirowanych baśniami, mitami i folklorem, czyli „Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia” Leigh Bardugo.

Autorka, znana między innymi z dylogii „Szóstka Wron” czy cyklu Grisza, tym razem pokusiła się o znalezienie odpowiedzi na pytanie, na jakich opowieściach mogli wychowywać się bohaterowie jej książek. Sięgnęła po znane nam motywy i w oparciu o nie stworzyła coś innego, świeżego i pięknego, ale jednocześnie mrocznego. Nieznajomość wspomnianych powieści Bardugo nie przeszkadza w odbiorze zbioru „Język cierni”, który – mimo że wydarzenia w nim ukazane mają miejsce w świecie wykreowanym już wcześniej – stanowi odrębną, zamkniętą całość.

W książce znajdziemy sześć opowiadań podzielonych na cztery kategorie – zgodnie z krajem pochodzenia danej historii. Mamy więc opowieści z Nowoziemia, Ravki, Kerchu i Fjerdy (ich lokalizację możemy sprawdzić na dołączonej mapce). Pierwsza z nich, „Ayama i cierniowy las”, to osnuta na motywach „Pięknej i Bestii” baśń o pochodzącej z ubogiej rodziny Ayamie, która zostaje wysłana do magicznego lasu z misją ratowania królestwa. Dziewczyna nie jest ani urodziwa, ani zbyt mądra (jak się niektórym wydaje), zaś w domu pełni rolę służącej. Ludzie traktują ją z pogardą, a rodzice nie wahają się poświęcić jej życia i wysłać z poselstwem do bestii zagrażającej mieszkańcom królestwa. Potwór, na spotkanie którego idzie Ayama, to zbieg z lochu, a jednocześnie syn królewskiej pary i następca tronu. Odważna dziewczyna trzykrotnie odwiedza bestię w magicznym lesie, opowiada jej trzy historie mające „nawrócić” ją na właściwą drogę, a przy okazji odkrywa kilka prawd: o sobie, o tym, kto jest prawdziwym potworem, i o ludziach, którzy są zdolni do największych podłości nawet w stosunku do swoich bliskich.

Druga opowieść przenosi nas do Ravki, gdzie poznajemy pewnego bardzo sprytnego lisa, Koję, który potrafi wyjść cało z każdej opresji – wymyka się śmierci w paszczy własnej matki, ucieka trzem ogarom, fortelem zmusza groźnego niedźwiedzia, by ten uwolnił go z sideł, w których niechybnie by zginął. Jednak prawdziwym sprawdzianem umiejętności Koi będzie rozprawienie się z niezwykle groźnym myśliwym, który przybył wraz z siostrą na polowanie. Okaże się, że to, co na początku wydaje się dobre, w rzeczywistości takie nie jest, a pierwsze wrażenie często jest mylące, o czym przekona się nie tylko sprytny Koja, ale też bohaterka kolejnej historii noszącej tytuł „Wiedźma z dumy”. Tym razem Leigh Bardugo przedstawiła nam alternatywną wersję „Jasia i Małgosi”, dużo mroczniejszą, brutalną, z wieloma morderstwami młodych dziewcząt w tle. Nadia, którą macocha wygna z domu w czasie panującego w ich wiosce głodu, przejdzie długą drogę, zanim dowie się, że nie zawsze ci, których uważamy za złych, są naprawdę źli, oraz że często nie dostrzegamy, iż w naszych najbliższych czają się prawdziwe bestie.

W czwartej opowieści, „Małym Nożyku”, została pokazana historia upadku Velisyany, słynącego z najlepszej mąki miasta. Zarządca grodu, bogaty diuk, miał znaną ze swej urody córkę Yevę. Chcąc wybrać dla swojej jedynaczki najlepszego męża, wpadł na pomysł poddania kandydatów do jej ręki kilku próbom. Wśród śmiałków znaleźli się między innymi: książę, syn najbogatszego rzemieślnika w Velisyanie oraz Semion Obdartus – ubogi czarownik-akwatyk. Semion posiadał niezwykłą moc rozkazywania strumieniowi przepływającemu przez miasto. Porywisty potok, nazwany Małym Nożykiem, pomógł czarownikowi w wypełnieniu zadań, ale jednocześnie ujawnił kilka prawd o ludzkich sercach i pozwolił Yevie na dokonanie najważniejszego w jej życiu wyboru, który na pewno niejedną osobę bardzo zaskoczy.

Piąte opowiadanie, które znajdziemy w książce, osnute jest na dwóch dobrze znanych nam historiach. Leigh Bardugo połączyła w nim motywy z „Pinokia” i „Dziadka do orzechów”, a głównym bohaterem uczyniła zabawkowego żołnierzyka, którego specjalnie dla Clary Zeverhaus wykonał słynący ze swych niezwykłych zegarków, mosiężnych śpiewających ptaków i odgrywających scenki małych zabawek zegarmistrz Droessen. Pochodzący z Ravki Droessen umyślił sobie, że poślubi młodziutką Clarę, ale żeby zdobyć jej serce, musiał najpierw poznać jej najgłębiej skrywane tajemnice, marzenia i pragnienia. W tym celu stworzył dla niej oryginalne zabawki, a w końcu podarował eleganckiego dziadka do orzechów – drewnianego żołnierza – z zastrzeżeniem, że ma mu się zwierzać ze wszystkich swoich sekretów. Zabawka miała wyjątkową zdolność przenoszenia dziewczynki do krainy marzeń. Z czasem jednak żołnierzyk zyskał świadomość, a w jego sercu zrodziło się pragnienie, by stać się człowiekiem i w końcu śnić swoje, a nie cudze sny. Czy udało mu się zrealizować ten cel, musicie sprawdzić sami – zakończenia rodem z „Pinokia” raczej nie należy się spodziewać.

Ostatnia, szósta opowieść, „Jak woda wyśpiewała ogień”, to historia przedstawiająca wydarzenia poprzedzające te, które zostały opisane w „Małej syrence”. Leigh Bardugo przybliża nam postać Urszuli na długo przed tym, gdy spotkała rudowłosą Ariel. Ulla, przedstawicielka morskiego ludu sildroherów, jako dziecko nie była szczęśliwa – szykanowana ze względu na kolor skóry, włosów i pochodzenie (sugerowano, że jej ojciec wcale nim nie był), długo szukała swojego miejsca w podwodnym królestwie. Znalazła je u boku Signy, z którą dzięki magii pieśni i niezwykłej przyjaźni potrafiła wyczarować wszystko, o czym tylko zamarzyła. Wkrótce na młode syreny zwrócił uwagę królewski syn, książę Roffe, a „nieszczęście podniosło swój brzydki łeb”, przynosząc smutek, zdradę i cierpienie, kształtując przyszłą wiedźmę z głębin…

Jak można zauważyć, opowieści snute przez Leigh Bardugo nie są przeznaczone dla młodszych czytelników. Chociaż charakteryzuje je specyficzny styl znany z baśni, odpowiedni do czytania na głos, i czuć w nich „kobiecą rękę”, nie pokazują zła w zawoalowanej formie, lecz wprost – jest krew, zbrodnia, zdrada, seks i brutalność. Dojrzałość emocjonalna w tym przypadku pomaga w odbiorze i pozwala dostrzec pewne niuanase, niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Opowiadania, chociaż niezbyt długie, są zaskakująco wciągające i przewrotne. Dobro nie zawsze jest dobrem, a zło złem. Kiedy już wydaje nam się, że wiemy, jak potoczą się wydarzenia (bo na przykład rozpoznaliśmy znany motyw), dzieje się coś, czego zupełnie się nie spodziewamy. Nie otrzymamy też klasycznych zakończeń z happy endem. Będą one jednak satysfakcjonujące, mimo że często słodko-gorzkie.

W przypadku „Języka cierni” warto docenić piękne wydanie – jedno z ładniejszych, jakie widziałam ostatnio. Wydawnictwo MAG zadbało o każdy szczegół. Otrzymujemy zatem książkę w twardej oprawie, ze złoceniami i delikatnymi tłoczeniami, oraz tekstem drukowanym na dobrej jakości papierze. Na uwagę zasługuje też czcionka – przyjemna dla oka, odpowiednio dobrana i czytelna, w dodatku z ligaturami, których nie spotyka się zbyt często. Ponadto występuje ona w dwóch kolorach – mamy przydymioną czerwień i ciemny turkus zamiast klasycznej czerni.

Niewątpliwym atutem książki są ilustracje, staranie wykonane i wydrukowane. Znajdziemy tu typowe „pełnowymiarowe” obrazki, ale też niewielkie rysunki na marginesie każdej ze stron, które z kolejną odwróconą kartką „rozrastają się”, by pod koniec opowiadania stworzyć niezwykłą i bogatą obramówkę tekstu, a jednocześnie fragment ilustracji przedstawiającej scenę z opowiadania. Ryciny, które znajdziemy w „Języku cierni”, wyszły spod ręki uzdolnionej artystki Sary Kipin i tylko w niewielkim stopniu przypominają obrazki z książek dla dzieci – ich kolorystyka jest stonowana, ograniczona do różnych odcieni czerwieni, brązu oraz turkusu i wzbogacona o czerń.

Czy ta książka ma jakieś minusy? Według mnie jeden zasadniczy: opowiadań jest zdecydowanie za mało! Jeśli szukacie niezobowiązującej, ale ciekawej lektury, do której będziecie chcieli wracać, z czystym sumieniem mogę polecić „Język cierni”. O ile nie boicie się zranić...