Konwenty Południowe - Recenzja książki: Robert Jackson Bennett – „Miasto schodów”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

miasto schodow

Robert Jackson Bennet – „Miasto schodów”

papierowy ksiezycWydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 600
Cena okładkowa: 44,90 zł

Niemiecki filozof Friedrich Nietzsche w jednym ze swoich dzieł zawarł tezę, że Bóg nie żyje. Nie chodziło mu o Jego śmierć w sensie fizycznym, ale zainspirował tym stwierdzeniem innych oraz rozpoczął dyskusję na temat wiary, wartości moralnych i samej koncepcji Boga. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy Robert Jackson Bennett, autor „Miasta schodów”, pomysł na powieść zaczerpnął z filozofii Nietzschego, postanowił bowiem w wykreowanej przez siebie rzeczywistości uśmiercić wszystkie bóstwa. Poszedł nawet o krok dalej, zakładając, że zabił je człowiek.
 
Przez wiele wieków Kontynent znajdował się pod opieką wszechwładnych bogów. Nie były to jednak jakieś abstrakcyjne twory powstałe w ludzkich umysłach, ale rzeczywiste byty. Każdy z nich troszczył się o konkretny obszar Kontynentu, a miasto Bułyków, zlokalizowane w samym centrum, było miejscem, gdzie bogowie podejmowali wspólnie wiele ważnych decyzji. Ludzie zamieszkujący tę niezwykłą krainę czuli się wybrańcami, lepszymi od innych, a magię, ogromną mądrość i siłę bóstw spożytkowali do podboju sąsiednich krain. Jedną z nich był ubogi rolniczy Sajpur zamieniony na długi czas w niewolniczą kolonię. Sajpurzy, traktowani jak podludzie, wykorzystywani jako tania siła robocza, odważyli się w końcu na bunt przeciwko Kontynentanom i ich potężnym bóstwom. Rozpętali wojnę, której kulminacyjnym punktem było Mgnienie. W jednej krótkiej chwili bogowie zostali zgładzeni, a wszelkie przejawy ich mocy wymazane. Strzał z niezwykłej broni, wynalezionej przez niejakiego Kaja – późniejszego bohatera narodowego Sajpuru – sprawił, że potęga Kontynentu rozsypała się jak domek z kart.
 
Siedemdziesiąt lat później to Sajpur jest światową militarną siłą sprawującą władzę nad Kontynentem. Potężny niegdyś Bułyków, który najbardziej ze wszystkich miast Kontynentu ucierpiał podczas Mgnienia, jest teraz ruiną, po której smętnie snują się ubodzy mieszkańcy, narzekający na swój los i przeklinający rządzących nimi Sajpurów. Na mocy Regulacji Międzynarodowych zakazano im jakiegokolwiek kultu bogów, zdobywania wiedzy na ich temat, używania ich symboli czy nawet badania przeszłości Kontynentu. Mają do tego prawo jedynie sajpurscy historycy, posiadający specjalne pozwolenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jednym z nich jest doktor Efrem Pangyui. Przybywa on do Bułykowa, by poznać historię miasta i dowiedzieć się, dlaczego właśnie tutaj można jeszcze doświadczyć cudów i natknąć się na magiczne przedmioty, które teoretycznie powinny zniknąć lub stracić swą moc po Mgnieniu. Sama obecność w mieście doktora Pangyuia wywołuje ogromne niezadowolenie i w końcu doprowadza do jego zabójstwa.
 
Zadania wykrycia sprawcy (bądź sprawców) morderstwa podejmuje się najlepszy agent Sajpuru – Shara Thivani, a właściwie Ashara Komayd, potomkini sławnego Kaja, która przybywa do Bułykowa wraz ze swoim pomocnikiem Sigrudem – człowiekiem Północy, Drejlingiem o mrocznej i bolesnej przeszłości. Nie spodziewa się, że w trakcie dochodzenia odkryje dawno zapomniane sekrety. Śledztwo w sprawie śmierci doktora Pangyuia stanie się mało ważne, gdy okaże się, że w niezwykłym mieście pełnym pojawiających się nagle i prowadzących donikąd schodów dzieje się o wiele więcej, niż Shara się spodziewa, a morderstwo naukowca to zaledwie wierzchołek góry problemów, z którymi przyjdzie jej się zmierzyć.
 
Muszę przyznać, że „Miasto schodów” pozytywnie mnie zaskoczyło nie tylko fabułą, ale także ciekawą, rozbudowaną mitologią, interesującymi postaciami bogów z konkretnymi cechami i atrybutami. Autor precyzyjnie połączył boskie i ludzkie elementy, tworząc tym samym złożony, wielopoziomowy świat pełen cudów i magii. Dokładnie nakreślił też geopolityczny układ sił – dawny i obecny, dzięki czemu ukazał zaskakującą przewrotność historii. Sprawił także, że trudno jest jednoznacznie opowiedzieć się za jedną ze stron, zarówno Sajpur, jak i Kontynent mają na sumieniu poważne grzechy.
Akcja rozwija się powoli i liniowo, w stałym tempie, zmierzając wprost do punktu kulminacyjnego. To skomplikowana układanka, w której odkrywamy i dopasowujemy kolejne elementy, dzięki czemu otrzymujemy nie tylko interesujący kryminał, ale też urban fantasy, horror i powieść polityczną. Niestety, czasami coś tu „zgrzyta”, być może dlatego, że niektóre wątki bywają mało zaskakujące. Prowadzony za rękę czytelnik wiele sytuacji może przewidzieć wcześniej, gdyż Robert Jackson Bennett zostawia mnóstwo wskazówek odnośnie do wydarzeń i zakończenia. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że na okładce książki umieszczono streszczenie sporej części fabuły i moim zdaniem ujawniono zbyt dużo, odbierając w ten sposób pewien element zaskoczenia.
 
Główną bohaterką powieści Bennett uczynił młodą, inteligentną kobietę z dużą ciekawością świata oraz interesującą przeszłością, która daje o sobie znać w momencie przybycia do Bułykowa. Mimo wielu zalet, zwłaszcza ogromnej wiedzy na temat historii Kontynentu i jego bóstw, Shara nie wzbudza jednak szczególnej sympatii. Wydaje się chłodna, pozbawiona emocji i odrobinę sztuczna, w przeciwieństwie do postaci drugoplanowych, których nie sposób nie polubić – Sigruda czy Turyin Mulaghesh, gubernator polis.
 
Narracja w „Mieście schodów” prowadzona jest głównie w czasie teraźniejszym. Ten zabieg sprawia, że stajemy się bezpośrednimi obserwatorami i uczestnikami wydarzeń. W większości przypadków towarzyszymy Sharze, nie licząc ważnych momentów wpływających znacząco na fabułę – wtedy podążamy za innymi bohaterami. Oprócz tego otrzymujemy fragmenty boskich ksiąg, sajpurskich dokumentów, urywki dzieł i dzienników doktora Efrema, a także wspomnień towarzyszy sławnego Kaja. To wszystko pozwala poznać bolesną historię wykreowanego przez pisarza niezwykłego i rozbudowanego świata oraz jego złożoną mitologię, które na pewno zaciekawi niejedną osobę, sprawia także, że otrzymujemy książkę pełną kryminalnych zagadek, które chcemy wraz z bohaterami rozwikłać, politycznych intryg i boskich tajemnic, interesującą, choć czasami zbyt przewidywalną. Warto jednak po nią sięgnąć choćby po to, by przenieść do niezwykłego, przepełnionego boską mocą Bułykowa i wraz z Sharą przejść się jego ulicami, które czasem prowadzą do zupełnie nieoczekiwanych miejsc.