Konwenty Południowe - Recenzja książki: Denis Szabałow - „Prawo do zemsty”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Okładka książki prawo do zemsty Denis Szabałow

Denis Szabałow - „Prawo do zemsty”

logo wydawnictwa insignisWydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 481
Cena okładkowa: 39,99 zł

To już trzecia i zarazem ostatnia książka Denisa Szabałowa z serii osadzonej w Uniwersum Metro 2033 – przynajmniej na ten moment – z tych przełożonych i wydanych na rynku Polskim. Stanowi ona bezpośrednią kontynuację cyklu „Prawo do…”. W jego ramach ukazały się „Prawo do użycia siły”, „Prawo do życia” oraz opisywane tutaj „Prawo do zemsty”. Niestety nie da się zrecenzować kolejnej książki z danej serii, unikając wszystkich możliwych spojlerów i nawiązań do poprzedniczek. Czujcie się ostrzeżeni.

Akcja rozgrywa się na terenie Rosji, dwadzieścia lat po wojnie nuklearnej – w roku 2033. Po tym, jak Daniła, główny protagonista, przebył pieszo 2000 kilometrów do rodzinnego schronu po zdradzie Bractwa i odkrył jego ruiny, poprzysiągł on zemstę na oprawcach. I to właściwie streszcza całą fabułę. Wydarzenia rozwijają się w dobrym, jednostajnym tempie, które nie nudzi i sprawia, że z niecierpliwością przewracamy kolejne kartki powieści, by w odpowiednich momentach na chwilę odetchnąć i móc zwolnić lub przerwać lekturę jeżeli czytamy na raty.

Tak jak w poprzednich książkach, tak i tutaj znajdziemy mnóstwo świetnie rozpisanych scen batalistycznych z użyciem różnorakiego sprzętu wojskowego. Fani militariów z pewnością odnajdą się w gąszczu oznaczeń amunicji, pojazdów czy konkretnych modeli karabinów o każdym możliwym kalibrze. Dla mniej zaznajomionych z cyklem są opisy wyjaśniające działanie każdej nowej „zabawki” pojawiającej się na polu walki. Nie brakuje też zjawisk paranormalnych, których mogliśmy zakosztować już wcześniej, więc jest to całkiem ciekawa mieszanka, która mimo ukazywania naprawdę odrębnych i z pozoru nie pasujących do siebie wątków, okazała się być całkiem smaczna.

Również mamy tutaj do czynienia ze znacznie większymi operacjami niż miało to miejsce do tej pory. Poznajemy tajniki sztuki wojennej roku 2033 na znacznie większą skalę, ze sztabem dowodzenia, przepływem informacji, formacjami, taktykami, ciężkim sprzętem, zdobywaniem pozycji wroga, okopywaniem się czy inżynierią wojskową.

Nie mogło też zabraknąć rozwiązania wielu rozpoczętych wątków i wyjaśnienia zagadek porozrzucanych we wcześniejszych odsłonach trylogii. Niestety, część z nich jest dosyć oczywista i mimo że autor stara się nas trzymać w niepewności, nie do końca ten zabieg się udaje. Zbyt dużo zostaje zdradzone zbyt wcześnie i ciężko się dziwić, kiedy pewne sprawy stają się oczywiste już w połowie książki. Jednak nawet mimo tej wpadki był przynajmniej jeden moment, który mnie faktycznie mocno zaskoczył.

Podczas czytania i splatania rozpoczętych wątków w jedną, logiczną całość, rzuca się w oczy tendencja autora do wyciskania ze wszystkiego możliwie jak najwięcej nawiązań do głównego bohatera, co finalnie wygląda nieco sztucznie, sprawiając, że cały wykreowany świat (a ten nie jest przecież mały!) wydaje się skupiony wyłącznie wokół niego, jego wyborów i splotów przypadków.

Mimo tych niedoskonałości „Prawo do zemsty” czyta się naprawdę przyjemnie. Jest to książka, którą dosłownie pożerasz i nie zauważasz, kiedy przewracasz setną z rzędu stronę. Zgrabnie domyka wszystkie rozpoczęte wcześniej wątki i rozwiewa wątpliwości, więc fani zamkniętych zakończeń poczują się jak u siebie w domu. Od początku do końca jest też utrzymana w jednej, spójnej konwencji narzuconej już w poprzednich dwóch powieściach. Nie żałuję ani chwili spędzonej z tą pozycją.