Konwenty Południowe - Recenzja książki: Gav Thorpe – „Oczyszczenie Kadillusa”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

kadillus

Gav Thorpe - „Oczyszczenie Kadillusa”

copernicus corporationWydawnictwo: Copernicus Corporation
Liczba stron: 336
Cena okładkowa: 44,00 zł

„Oczyszczenie Kadillusa” Gava Thorpe'a, czwarta powieść „Bitew Kosmicznych Marines”, obraca się wokół postaci dobrze już znanej stałym czytelnikom serii - Arcyzgliszczyciela Ghazghkulla Mag Uruk Thraki, wodza orków odpowiedzialnego za rozpętanie trzeciej wojny o Armageddon (opisanej szerzej w „Helsreach”). Na rok przed tamtymi wydarzeniami stacjonujące na Piscinie IV oddziały Mrocznych Aniołów ścierają się z czymś, co początkowo uważają za niewielką grupę zielonoskórych – zwiad nie wykrył bowiem żadnego wrogiego statku, który lądowałby na planecie, a byłby zdolny do przewiezienia większych oddziałów wroga. Ich pomyłka będzie brzemienna w skutkach, gdy okupujące port Kadillus hordy okażą się ledwie szpicą dużo większej armii, atakującej z nowego, niespodziewanego dotąd kierunku...

Gavin Thorpe jawił mi się do tej pory jako ktoś, kogo kunszt autorski przejawiał się głównie w różnych tekstach pisanych na potrzeby gier osadzonych w uniwersum Warhammera 40 000 – podręczników i dodatków do systemu bitewnego, ale też i kilku powieściach (całkiem niezła trylogia „Path of the Eldar” to jego dzieło). Dzięki temu po „Oczyszczeniu Kadillusa” spodziewałem się tekstu co najmniej solidnego – i bardzo się cieszę, że te oczekiwania zostały w pewnym stopniu spełnione.

Thorpe'owi udaje się przede wszystkim uniknąć pułapki, w którą nierzadko wpadali jego poprzednicy w tej linii wydawniczej – wydaje się rozumieć, że Kosmiczni Marines są postaciami zbyt mało barwnymi (ramy uniwersum nie zezwalają bowiem na zbytnią inwencję w tym zakresie), by jeden z nich mógł w całości wypełnić swoją historią karty powieści bez pozostawienia czytelnika z wrażeniem niedosytu. Właśnie dzięki temu konflikt na Piscinie IV możemy śledzić oczami kilku bohaterów, których historie następują po sobie. Najwięcej miejsca poświęcono Starszemu Sierżantowi Naamanowi, zwiadowcy Mrocznych Aniołów, który dzięki swojemu uporowi, a wbrew rozkazom Mistrza Beliala pomaga odkryć przyczynę, dla której wróg tak prędko zgromadził siły. Kapelan Śledczy Boreas, służący duchowym wsparciem obrońcom Pisciny, przeżyje na własnej skórze konsekwencje niedocenienia mało liczebnego wroga podczas bitwy o wąwóz Barrak. Konsyliarz Nestor złoży relację z pierwszej linii, gdzie pośród kanonady ciężkiej broni przyjdzie mu walczyć o życie swoich kamratów. Kilka słów do powiedzenia będzie miał także sam Belial, opisując finał i zwycięski szturm na pozycje wroga, na osłodę zaś przeczytamy relację prostego gwardzisty, Tauno, biorącego udział w rozpaczliwej obronie łańcucha gór Koth, mającej zapobiec połączeniu się dwóch wrogich armii.

Zabieg autora okazuje się skuteczny – ukazując różnych bohaterów w kilku punktach przełomowych wojny o Piscinę IV sprawia on, że czytelnik nie znudzi się zbyt szybko. Jak to bywa w tym cyklu i uniwersum, poszczególni bracia zakonni zarysowani są szczątkowo, mając może ze dwie cechy, które w jakiś sposób odróżniają ich od reszty, a nie zostały zdominowanie i przyćmione przez standardowy zestaw zachowań rycerza Imperatora. Jednak taka dość płytka konstrukcja bohatera, która mogłaby drażnić i przeszkadzać w przypadku długiego tekstu (i drażniła choćby w „Polowaniu na Voldoriusa”) okazuje się w zupełności wystarczać dla kilku krótszych opowieści. Jedna cecha jest wspólna dla całej grupy, ale jednocześnie rzadko spotykana gdzieś indziej: zamiast wymieniać zwyczajową litanię zalet, autor ukazuje Marines może i jako skuteczne maszyny do zabijania – ale nadal w jakimś stopniu ludzi, zdolnych do pomyłek, do przywodzących do upadku pychy i lekceważenia.

Językowo i warsztatowo również jest tu znacznie lepiej niż w poprzedniej odsłonie cyklu. Thorpe pokazuje, że stać go na wyważone tempo, umiejętnie dawkując opisy, nie przeciągając, ale też nie uprzedzając faktów. Nie epatuje zbędnym patosem, nie próbuje wpajać czytelnikowi, co ma czuć. Opisy starć są przemyślane, choć nie aż tak widowiskowe i epickie, jak miało to miejsce w innych książkach w tym uniwersum, co jednych ucieszy, innych zniechęci. Odrobinę brakuje tutaj rozmachu – ani na chwilę nie miałem wrażenia, że w całej tej wojnie o coś chodzi, że stawki w tym konflikcie są wysokie. Bohaterowie, owszem, podejmują ryzyko, ale bez przyczyny innej niż „to nasi wrogowie, musimy ich zabić” ich wysiłki sprawiają wrażenie jałowych.

„Oczyszczenie Kadillusa” wydaje się powieścią napisaną w bardzo ostrożny sposób – nie wychyla się na polu widowiskowości i rozmachu wydarzeń w niej zawartych, ale też dzięki temu unika błędów, które popełniało wielu innych. Solidna, wyważona, poprawna, może stanowić przyjemną lekturę dla miłośnika uniwersum, choć trudno pozbyć się wrażenia, że przy odrobinie fantazji mogłaby być czymś więcej.