Konwenty Południowe - Recenzja książki: Dan Simmons - „Endymion”.

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

endymion

Dan Simmons- „Endymion”

magWydawnictwo: Mag
Liczba stron: 640
Cena okładkowa: 49,00

„Endymion” jest trzecią częścią sagi, więc recenzja zawiera spoilery dla poprzednich części – „Hyperion” i „Zagłada Hyperiona”.

Dan Simmons po raz kolejny sięgnął do twórczości Johna Keatsa. Książka nie jest bezpośrednią kontynuacją historii siedmiu pielgrzymów, znanej nam z poprzednich części. Akcja skacze niemal trzysta lat naprzód, gdzie poznajemy Raula Endymiona, którego zadaniem jest znalezienie i ochrona Enei – córki hybryda Johna Keatsa i Brawne Lamii. Razem z androidem Bettikiem wyruszają na niebezpieczną wyprawę.

Czasami możemy się spotkać z tym, że w seriach książek, im dalsza część, tym gorzej się ją czyta, jednak pod względem czerpania przyjemności z utworu nie ma to miejsca w tej serii. „Hyperion” wprowadzał zdezorientowanego czytelnika w bardzo rozwinięty świat i filozoficzne wątki, „Zagłada Hyperiona” wydała mi się dosyć ciężką do zrozumienia książką, ze względu na częste zmiany miejsca akcji. „Endymion” natomiast jest złotym środkiem dla obu części. Znamy już realia panujące w utworach, jesteśmy przyzwyczajeni, że każda najzwyklejsza rzecz dzieje się w wymiarze międzyplanetarnym, a nie w obrębie tylko znanego bohaterowi fragmentu przestrzeni. Poza tym fabuła krąży cały czas wokół Enei i jej misji. Gdy natykamy się na rozdziały dotyczące wrogo nastawionej do dziewczyny organizacji religijnej – Paxu – wszystko również bazuje na tym, co dzieje się z bohaterką. Sprawia to, że akcja jest płynna i nie wypadamy z tematu przy każdym jej przeskoku.

Muszę jednak przyznać, że w kwestii wątków filozoficznych książka zdecydowanie odstaje od dwóch poprzednich części. W „Hyperionie” sama postać Johna Keatsa i jego poglądów wprowadzała lekko wzniosły ton powieści, którą dzięki temu można było odebrać inaczej, bo każdy z pielgrzymów reprezentował inne wartości. „Endymion” jest pod tym względem bardziej okrojony. Co prawda od drugiej części serii wiemy, że dziewczynka będzie „Tą, która naucza”, ale jej majestatyczność rozpływa się w trakcie czytania. Gdyby nie nieustanne przypomnienia, kim zostanie, prawdopodobnie czytelnik byłby w stanie szybko zapomnieć, czemu jest poszukiwana przez wszystkich. To właśnie wiąże się z prostotą czytania powieści. Nie wymaga ona aż takiej ilości myślenia, jakiej wymagały poprzednie części. Książka staje się przez wręcz za prosta do zrozumienia. Można mieć wrażenie, że czyta się zwykłą, lekko schematyczną powieść przygodową.

Największym atutem książki jest prawdopodobnie świetnie wykreowany, rozległy świat (a nawet wszechświat). Widać, że autor spędził nad nią dużo czasu. Podczas czytania jest się świadomym przestrzeni, jaka rozpościera się przed głównymi bohaterami, co daje bardzo duże pole do manewru nie tylko dla Simmonsa, ale i dla naszej wyobraźni. Każda z pokazanych planet ma własne, podstawowe prawa fizyki, co nadaje im pewną unikalność.Futurystyczne statki i technologie są w taki sposób zarysowane, że łatwo nam uwierzyć w logikę ich funkcjonowania.

Na samym początku bardzo zirytowało mnie, gdy autor w pierwszych rozdziałach wyjawił elementy fabuły, do których dąży powieść. Sprawiło to, że trochę uprzedziłam się do bohaterów oraz ich historii. Jednak z drugiej strony, dzięki temu jestem jeszcze bardziej skłonna sięgnąć po kolejną część serii. Wydarzenia, które doprowadzą do takiego rozwiązania wydają mi się ciekawsze niż sam koniec powieści.

„Endymion” w porównaniu do poprzednich części rozczarowuje. Postawiły one wysoko poprzeczkę pod względem podkreślania istoty wartości wyższych. Sprawiało to, że „Hyperion” i „Zagłada Hyperiona” były oryginalne oraz niepokojące. Jednak pomimo wszelkich ubytków, zgłębianie tego utworu sprawiło mi niemałą przyjemność. Jest to lekka lektura, która wciąga od pierwszych stron. Sądzę, że może po nią sięgnąć każdy fan fantastyki naukowej, nawet bez poznania poprzednich części tej serii - chociaż zalecam czytanie chronologiczne!

Tagged Under