Konwenty Południowe - Recenzja książki – Terry Gilliam „Gilliamesque"

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

gillamesque

Terry Gilliam – „Gilliamesque”

Wydawnictwo PlanetaWydawnictwo: Planeta
Liczba stron: 308
Cena okładkowa: 69,90 zł

„Teoria wszystkiego”, „Parnassus”, „Nieustraszeni bracia Grimm”, „Las Vegas Parano”, „12 małp”, „Przygody barona Munchausena”, „Bandyci czasu” – filmy te wielu widzów oglądało z zapartym tchem, a część z nich zapewne, podobnie jak ja, zastanawiała się, co musieli mieć w głowach ich twórcy, by możliwe było nakręcenie tak interesujących, zaskakujących i plastycznych obrazów, pełnych akcji, zwrotów fabularnych czy surrealistycznych rozwiązań. A gdyby można było dowiedzieć się, co skrywa umysł osoby, która chyba w największym stopniu odpowiada za te filmy? Skorzystalibyście z okazji, by odkryć tajemnice planu filmowego i poznać sposób myślenia artysty plastyka o niebywałej wyobraźni i nietuzinkowych pomysłach, Terry’ego Gilliama? Ja nie wahałam się ani chwili.
 
Kim właściwie jest Terry Gilliam? To rysownik współpracujący z amerykańskim komiksowym magazynem „Help”, członek kultowej angielskiej grupy Monthy Pyton, twórca animacji do telewizyjnych programów komediowych (przede wszystkim „Latającego Cyrku Monty Pythona”), scenarzysta i reżyser, czyli człowiek orkiestra, którego doświadczeniem życiowym i talentem można obdzielić kilka osób. Ostatnio artysta zdecydował się opowiedzieć historię swojego życia, czego efektem jest „Gilliamesque. Przedpośmiertna autobiografia”. Dzięki tej książce możemy zajrzeć w umysł niezwykłego człowieka i poznać sposób, w jaki działa.
 
„Gilliamesque” nie jest jednak autobiografią w ścisłym tego słowa znaczeniu. Terry Gilliam niczego nie upiększa, jak to w przypadku niektórych wydań tego typu bywa. Subiektywnie opowiada o swoim życiu od wczesnego dzieciństwa. Spowiada się ze swoich grzeszków, uzasadnia życiowe wybory, na ponad trzystu stronach serwując nam sprint przez historię od lat 40. XX wieku. Dzięki temu mamy okazję poznać wiele faktów na temat amerykańskiej kultury oraz światowej popkultury i to z perspektywy człowieka, który miał niebagatelny wpływ na jej kształt. Nie brakuje tu gorzkich refleksji i przyznawania się do błędów, a Terry Gilliam nie szczędzi cierpkich i zabawnych komentarzy nikomu, zwłaszcza sobie. Wygłasza też kontrowersyjne opinie. Przy okazji ukazuje czytelnikom, że aby osiągnąć sukces, trzeba robić to, co się kocha i nie oglądać się zbytnio na innych. Ujawnia też tajemnice swoich prac, zdradza tajniki produkcji, mówi o inspiracjach, które czasem niebezpiecznie zbliżają się do kradzieży własności intelektualnej. W tym wszystkim znajduje miejsce na uwagi dotyczące społeczeństwa, środowiska filmowego czy telewizyjnego, o którym czasem wiemy bardzo mało.
 
Książkę tę zdecydowanie wyróżnia na tle innych liczba zdjęć i rysunków. Są to szkice do animacji, scenopisy, fotografie z planów filmowych czy rodzinnego albumu, wycinki z gazet i kadry filmowe. Opatrzone zostały nie tylko podpisami, ale też komentarzami autora. Znajdziemy w nich mnóstwo historii, które uzupełniają główny tekst i niesamowicie go wzbogacają, np. o anegdoty o gwiazdach Hollywood, z którymi współpracował i przyjaźnił się reżyser.
 
Bogactwo ilustracji i ciekawa historia niezwykłego człowieka sprawiają, że do tej książki chce się wracać choćby po to, by odkrywać to, czego nie zauważyło się przy pierwszym czytaniu. Jednakże ta publikacja nie nadaje się do noszenia jej w kieszeni. „Gilliamesque” została wydrukowana na wysokiej jakości papierze kredowym oraz wydana w dużym formacie i twardej oprawie. Prezentuje się niezwykle elegancko, ale jest odrobinę nieporęczna. Warto jednak mieć ją na półce, by od czasu do czasu do niej wrócić i poprawić sobie humor, wspominając wraz z sympatycznym i czasami rubasznym „wujkiem Terrym” niezwykłe historie z jego życia.