Konwenty Południowe - Recenzja książki: Adam Przechrzta „Cień"

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityką Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

cien

Adam Przechrzta – „Cień”

fabryka slowWydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 528
Cena okładkowa: 39,90 zł

Co się stanie, gdy autor postanowi w jednej książce zmieszać prawdę historyczną z fikcją, dodać do tego trochę sensacji, magii oraz istot nie z naszego świata, a wszystko to doprawić ciekawymi bohaterami? Jak pokazał Adam Przechrzta w dwóch tomach cyklu Materia Prima, może wyjść z tego interesująca powieść, która zapewni czytelnikom niezłą rozrywkę. Książki „Adept” i „Namiestnik” z pewnością wielu osobom przypadły do gustu i udowodniły, że czasem tak niezwykłe połączenie może dać interesujący efekt. Spod pióra pisarza wyszła ostatnio kolejna opowieść – genialny aptekarz Olaf Arnoldowicz Rudnicki i jego przyjaciele powracają w trzeciej części cyklu Materia Prima.

Baron Rudnicki nie ma ani chwili spokoju. Stał się ogólnie znaną i szanowaną personą, co sprawia, że zgłaszają się do niego kolejne osoby z prośbą o pomoc lub załatwienie takiej czy innej sprawy. Wciągają go tym samym w polityczne i obyczajowe afery. A ponieważ władza i bogactwo nie wypaczyły jego dobrodusznego charakteru, aptekarz jest bez przerwy zajęty rozwiązywaniem cudzych problemów. Nie udaje mu się też uciec od wielkiej polityki – walka na wojennych frontach wciąż trwa, wielkie mocarstwa bez skrępowania sięgają po moc adeptów, a Rzeczpospolita Warszawska upomina się o jego umiejętności.

Nie najlepiej ma się też sytuacja w przypadku theokataratos: przez ciągle poszerzające się korytarze docierają z innego wymiaru nowe potwory i inteligentne istoty o wielkiej mocy. Giną też młode podopieczne luksusowego domu publicznego i wygląda na to, że w ich zniknięcia zamieszani są właśnie Przeklęci.

Tymczasem Aleksander Borysowicz Samarin zrezygnował ze służby wojskowej i mimo że bardzo pragnie spokoju, nie może się nim cieszyć, bo mordercy z Amici Mortis wciąż dybią na jego życie. Ponadto przyjmuje posadę wychowawcy młodego carewicza, czym sprowadza na siebie i Annę gniew arystokracji.

Ostatni tom cyklu Materia Prima zdecydowanie różni się od pozostałych części przede wszystkim sposobem prowadzenia fabuły. Mniej tu akcji i nagłych zwrotów fabularnych, za to więcej motywów obyczajowych, społecznych i historycznych. Ponadto kolejne wątki mnożą się jak króliki na wiosnę. Niektóre z nich są w moim odczuciu niepotrzebne lub nieuzasadnione, inne zupełnie niewykorzystane albo potraktowane po macoszemu, jak np. walka z potężnym Przeklętym. Może się też rzucać w oczy łatwość, z jaką bohaterowie radzą sobie z piętrzącymi się problemami, a także tempo, w którym autor zmierza do zakończenia. Końcówka powieści zaś wiele osób może zaskoczyć – prawie nic jej nie zapowiada, natomiast sposób, w jaki rozchodzą się ścieżki głównych bohaterów, odrobinę rozczarowuje. Przyznam szczerze, że spodziewałam się innego zakończenia cyklu, mimo że ostatecznie prawie wszystkie wątki znalazły swój finał.

Na kilka słów komentarza zasługują też bohaterowie „Cienia”, przede wszystkim Olaf Rudnicki. To ciekawy i barwny charakter, którego nie sposób nie polubić. W trakcie lektury pierwszej części cyklu można było odnieść wrażenie, że ten niepozorny aptekarz, porządny obywatel i patriota, który co chwilę pakuje się w kłopoty, skrywa jakąś tajemnicę. Teraz to doznanie znika, jakby ciągnące się za Rudnickim mroczne widmo zupełnie rozpłynęło się w natłoku spraw. Tymczasem Aleksander Borysowicz Samarin złagodniał i stracił „pazur”, a Anastazja oraz Luna (która ją w pewnym momencie zastąpiła), zeszły na dalszy plan i pojawiają się na kartach powieści tylko wtedy, gdy trzeba wyjaśnić istotne kwestie związane z magią i Enklawami. Szkoda, bo to właśnie trio Rudnicki–Samarin–Anastazja stanowiło podstawę, na której mogła rozwijać się cała fabularna otoczka powieści.

Nie oznacza to jednak, że trzeci tom cyklu Materia Prima jest książką złą. Nie ma może efektu wow, ale powieść utrzymana jest na wysokim poziomie, zbliżonym do poprzednich części. Tło historyczne i obyczajowe zostało odtworzone z niezwykłą precyzją, akcja toczy się szybko i potrafi wciągnąć, bohaterowie są autentyczni (no, może oprócz tego, że zbyt łatwo radzą sobie z każdym problemem), a połączenie elementów powieści sensacyjnej, historycznej i fantastycznej daje wyjątkowy rezultat. Ponadto niezwykle przyjemny styl autora sprawia, że od książki trudno się oderwać.

Jeśli komuś podobały się książki „Adept” i „Namiestnik”, powinien sięgnąć też po „Cień”, aby poznać dalsze losy Olafa Rudnickiego, a przede wszystkim zakończenie opowieści o tym niezwykłym aptekarzu, zwłaszcza że gdzieś w oddali tli się iskierka nadziei, że o Rudnickim, Samarinie i ich towarzyszach jeszcze przeczytamy.