Konwenty Południowe - Recenzja książki: Rafał Dębski „Jadowity Miecz”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

jadowity miecz

Rafał Dębski - „Jadowity Miecz”

fabryka slowWydawnictwo: Fabryka słów
Liczba stron: 400
Cena okładkowa: 39,90 zł

„Jadowity Miecz” to powieść, której akcja rozgrywa się w naszej ojczyźnie. Rafał Dębski, z wykształcenia psycholog, zabiera nas w podróż w czasie do średniowiecznej Polski, gdzie jest jeszcze mniej kolorowo, niż opisano to w podręcznikach.

Brakowało mi tego – powieści historycznej niemęczącej datami i opisami wydarzeń rodem ze szkolnych podręczników. Rafał Dębski, choć mamy do czynienia z fantastyką, doskonale odwzorował realia czasów, o których pisze. Fabuła została osadzona za panowania Bolesława Krzywoustego, a precyzyjnie mówiąc, podczas buntu palatyna Skarbimira z rodu Adwańców. Wydarzenie to stało się głównym wątkiem powieści. Fakt, że nigdy nie zostało dokładnie opisane przez historyków, pozostawia duże pole do popisu. Autor nie daje nam miłego i stopniowego wprowadzenia do historii, ale od razu wrzuca czytelnika na głęboka wodę. Witają nas zdarzenia, których nie rozumiemy, bohaterowie, których nie znamy, i miejsca, których nie widzieliśmy. Jesteśmy nie mniej zdezorientowani niż opisany na kartach powieści lud, któremu jako czytelnicy towarzyszymy.

Śledzimy poczynania palatyna i stojących u jego boku buntowników, w których skład wchodzi Witko Jastrzębiec – właściciel tytułowego Jadowitego Miecza i jego syn Miłek, a także idących im naprzeciw oddziałów Krzywoustego. Nieraz pisarz daje nam do zrozumienia, że przydomek władcy nie wziął się od krzywej wargi, a sam Krzywousty przedstawiony jest jako dość okrutna postać.  Rafał Dębski dorzuca do tego grona jeszcze trzecią ze stron, jaką są wyznawcy starej wiary. Kapłani Świętowita, Swaroga i Jarowita wraz z wiernie podążającą za nimi rzeszą chłopów starają się obrócić zamieszki na swoją korzyść i wykorzystać niespokojne czasy do własnych celów.
Obok postaci historycznych i fikcyjnych pojawiają się również istoty fantastyczne. Mamy zatem okazję poznać piękną i niezwykle tajemniczą Wiłłę, dostrzec wśród gałęzi śpiących leszych czy też dostać gęsiej skórki, gdy spotkamy wściekłe wilkołaki lub strzygi. Wraz z rozwojem fabuły coraz lepiej możemy wyczuć gromadzący się w tej historii mrok, z którego wyłania się powoli sylwetka Pasterza Upiorów – postaci, która już od pierwszych stron powieści budziła we mnie niepokój, ale też nieodpartą ciekawość.

Ciarki biegnące po plecach, obraz walk pojawiający się przed oczami i wściekłe wilcze wycie wypełniające umysł – to wszystko spotkało mnie podczas lektury. Trzeba oddać autorowi, że nie dość, że dał nam mieszankę powieści historycznej i fantasy, to stworzył jeszcze niezwykły klimat. Stylizacje językowe, odwołanie do dawnych wierzeń i znanych nam z kart historii Polski osób i wydarzeń – całość spowodowała, że samoistnie wczuwaliśmy się w klimat opowieści. Dodatkowo opisy serwowane nam przez pisarza sprawiają, że można poczuć się, jakby naprawdę się tam było. Opisy niezwykłych istot, jak i samego Pasterza Upiorów wywołują dreszcze i budzą w nas pierwotny niepokój. Trudno czuć się bezpiecznie, gdy oczami wyobraźni widzi się te splamione krwią zębiska…

Atutem powieści są bohaterowie, którzy zostali ukazani jako… ludzie. To nie rycerze na białych koniach, to nie błogosławieni wybrańcy, ale zwykłe osoby, dla których życie nie było łaskawe. Śmieją się, płaczą, popełniają błędy. Gdy słuchałam ich monologów lub obserwowałam ich wybory, niebywale łatwo było mi się z nimi utożsamić. Czułam ich rozpacz, ból i rozumiałam, co pchało ich do konkretnych działań. To nie ci potężni herosi spotykani na kartach powieści fantasy, którzy od razu wiedzą co robić i jak odnieść zwycięstwo. Siłą książki są też przemyślenia bohaterów na temat wiary, odwagi i roli życia. Monolog Pasterza Upiorów utkwił w mojej głowie w sposób szczególny i pewnie prędko jej nie opuści.

Tym, czego mi zabrakło w tej książce, jest magia. Choć Rafał Dębski płynnie nawiązywał do istot dawnej wiary, to nie ukazał ich zbyt wiele. Jak na tak kluczowe siły, jakimi były strzygi czy leszy, to było ich jak na mój gust stanowczo za mało. W końcu akcja osadzona jest w średniowiecznej Polsce, gdzie wierzenia Słowian miały się dobrze. To aż prosi się o przemycenie magii tych mitów na łamy powieści.

„Jadowity Miecz” jest to z całą pewnością ciekawą pozycją, którą polecam wszystkim szukającym opowieści z wyraźnym wątkiem historycznym. Fani fantasy również powinni po nią sięgnąć, bo to w końcu nasz rodzimy autor, a warto znać swoje własne podwórko, prawda? Dajcie się porwać wirowi szaleńczych bitew i sami zastanówcie się, kto był w tej historii największym potworem…