Konwenty Południowe - Recenzja książki: Charlie Fletcher - „Ostatni”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

ostatni charlie fletcher

Charlie Fletcher - „Ostatni”

fabryka slowWydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 503
Cena okładkowa: 39,90

Uwaga, poniższa recenzja zawiera spoilery poprzednich części!

Oto i jest – trzecia, ostatnia część trylogii „Nadzór”. Muszę przyznać, że pomimo moich raczej negatywnych opinii na temat dwóch poprzednich książek czekałam na zakończenie serii. Już w pierwszym tomie wyczułam ogromny potencjał, który nie został jednak wykorzystany. Jak zatem wypadła część trzecia?

Członkowie Ręki są rozproszeni po świecie, zdani na samych siebie i zagubieni. Po utracie zniszczonej siedziby trudno im znaleźć pomoc, a sojuszników brakuje. Na szczęście do Londynu wracają Sara i Sharp, niosący nowe informacje.

Rozwój wydarzeń, podobnie jak w poprzednich częściach, obserwujemy z perspektywy różnych osób, które z wydarzeniami są w jakiś sposób związane. Jest to problem, z którym spotykamy się już od początku serii. Momentami trudno zorientować się, co się dzieje i czyje kroki śledzimy w danej chwili. Czytelnik po kilku rozdziałach czuje się zmęczony ciągłymi przeskokami, które mogą zniechęcić go do lektury. Do tego dochodzi liczba wątków. Dla każdej postaci stworzono odrębny, toczący się na swój sposób i łączący z innymi dopiero w ostatnich rozdziałach. Nie wiadomo, na czym się skupić. Brakuje głównych bohaterów – wszyscy są tak samo ważni i jednakowo zdobywają naszą uwagę.

Duży plus książki to ostateczne złączenie się wątków. Jest to co prawda naturalne dla ostatnich części wielotomowego cyklu, ale tutaj przyniosło mi nieco radości. Wreszcie autor daje możliwość w pełni zrozumieć fabułę, która dotychczas rozchodziła się w różnych kierunkach. Niestety, według mnie zrobił to w złym momencie. Wszystkie intrygi nagromadzone w trylogii rozwiązano nagle, w ostatnich rozdziałach, przez co czujemy się przytłoczeni. Lepiej byłoby niektóre sprawy zakończyć wcześniej. Główny wątek nieco gubi się w natłoku pozostałych i nie możemy dostatecznie się na nim skupić.

Nacisk na poboczne wątki sprawia jednak, że dostajemy więcej informacji o niektórych bohaterach. Mam wrażenie, że autor skupił się trochę bardziej na ich charakterze. Dzięki temu stali się mniej płascy i zyskali możliwość wywołania w nas emocji. Brakowało tego w dwóch poprzednich tomach. Gdyby bohaterowie zostali tak przedstawieni już wcześniej, poprzednie części cyklu czytałoby się znacznie lepiej.

Mimo że w Trylogii Nadzoru dużo zmieniło się na lepsze, wciąż pozostaje wrażenie niewykorzystanego potencjału. Autor mógł stworzyć potężne uniwersum w klimacie wiktoriańskiego Londynu, z interesującym motywem podróży „międzylustrzanych”, jednak potraktował wszystko bardzo powierzchownie. Widać, że miał pomysł na wiele ciekawych elementów fabuły, ale pokazał nam tylko mały ułamek każdego z nich.

Sporą zaletą polskiego wydania są ilustracje Pawła Zaręby rozdzielające poszczególne części. W graficzno-rysunkowy sposób wprowadzają nas w akcję rozgrywającą się na następnych stronach. W przyjemny dla oka sposób oddają wiktoriański klimat, którego często brakuje w warstwie tekstowej.

Mimo wszystko trzecia część trylogii, „Ostatni”, wypada zdecydowanie lepiej niż poprzedzające ją „Nadzór” i „Paradoks”. Książka potrafi wciągnąć czytelnika i znacznie przyjemniej się ją odbiera. Fletcher z każdym kolejnym tomem poprawia swój warsztat i coraz bardziej świadomie korzysta ze swoich pisarskich zdolności. Serdecznie polecam jego najnowsze dzieło osobom, które czytały poprzednie części.