Konwenty Południowe - Recenzja Książki: Michał Ochnik „Zima”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

zima.jpg

Michał Ochnik - ,,Zima"

genius creationsWydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 388
Cena okładkowa: 39,99 zł

,,Zima” jest pierwszą książką napisaną przez Michała Ochnika, młodego magistra filologii polskiej.

Do Vadeline, niewielkiej miejscowości zagubionej gdzieś w świecie Zimy, przybywa młody teatrolog, Victor Caillou. Poszukuje zaginionych sztuk Samuela Zimmermana. Uważa, że znajdzie w nich zaszyfrowane wskazówki, jak unicestwić Białą Królową – tajemniczą, nieśmiertelną istotę, która od dwustu lat bezwzględnie panuje nad całym światem. Ekscentryzm, nieokiełznana ciekawość i dziecięcy wręcz upór sprawiają, że na swojej drodze spotyka tylu samo wrogów, co sojuszników.

„Zima” to opowieść, która nie zaczyna się na pierwszej stronie i nie kończy na ostatniej. Przez cały czas wyraźnie dawano mi do zrozumienia, że to, co czytam, jest jedynie fragmentem innej, większej układanki. Autor prezentuje nam zaledwie wycinek z życia człowieka, który mógł doświadczyć jeszcze setki podobnych zdarzeń. To swego rodzaju niedomówienie pozwalało mi snuć własne teorie i przypuszczenia dotyczące życia tajemniczego przybysza. Zdecydowanie jest to coś, co uznaję za duży plus w książkach.

Czytając, przyłapałam się też na tym, że nie wiem, o kim czytam. Główny bohater niby mi się przedstawił, niby widziałam, co robi, poznałam jego charakter, ale wszystko w mojej głowie krzyczało, że kłamie. Nie pomyliłam się. Przez historię prowadził mnie szaleniec, próbujący oszukać wszystkich, nawet samego siebie, ale zważywszy na czasy, w jakich przyszło mu żyć, jakoś nie dziwi mnie ta ucieczka w wyobraźnię i zamknięcie się w sobie. 

I tu pojawia się uczucie, które nie opuszczało mnie przez całą lekturę – niepokój. Autor w taki sposób budował sceny oraz opisywał wydarzenia i emocje, że udzielił mi się strach odczuwany przez głównego bohatera. W pewnym momencie zauważyłam, że przeżywam to tak, jakby Zima miała przyjść po mnie, a nie po teatrologa. Pod tym względem książka pochłonęła mnie całkowicie. Cudowną sprawą było przeżywać tę przygodę, jakby stało się obok, a niekiedy wręcz było cieniem samego Victora Caillou. 

Fabuła nie opiera się na walkach, zamachach czy też dramatycznych zwrotach akcji. Książka jako całość przypomina zagadkę, którą trzeba rozwiązać. Jest subtelna, dająca do myślenia, posiadająca kilka mylących wątków i sprawdzająca spostrzegawczość. Wydawało mi się, że postacie wodzą mnie za nos od samego początku i śmieją się mi w twarz przy wszystkich nowo poznawanych faktach. (,,Od samego początku ci to sugerowałem, nie domyśliłaś się?”) Autor wydaje się chcieć pokazać, że, jak to mówi stare przysłowie, diabeł tkwi w szczegółach.

Jednak brak bardziej porywających wydarzeń sprawił, że książka nie jest zbyt wciągająca. Nie należy do pozycji, które czyta się jednym tchem, przeżywając przy tym burzę emocji. Zabrakło mi odrobiny akcji, bo nic nie sprawiało, by opowieść ciągnęła mnie ku sobie.

Niemniej jednak jest to pozycja, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Moim zdaniem sprawdzi się zwłaszcza w zimowe wieczory, gdy za oknem będzie panowała aura rodem z kart książki. Zapraszam was do podróży przez zasypane śniegiem krainy oraz wykute w lodzie miasta. Do miejsca, gdzie każde złe słowo przeciwko władczyni może sprawić, że znikniesz na zawsze w niewyjaśnionych okolicznościach. Dajcie się porwać tajemnicy, spiskom i razem z Victorem spróbujcie odnaleźć zaginione scenariusze, a dostrzeżcie magię, którą w sobie kryją.