Konwenty Południowe - Recenzja książki: „Taniec Marionetek" - Tomasz Niziński

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

taniec marionetek.jpg

Tomasz Niziński - ,,Taniec Marionetek"

genius creationsWydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 380
Cena okładkowa: 39,99zł

 

Wyobraźcie sobie powieść, w której nie ma żadnej postaci pozytywnej, której miejscem akcji jest stara, wiecznie zabłocona wioska, a główny bohater to skorumpowany materialista. Dorzućcie do tego garść wulgaryzmów, prosty humor, talent pisarski autora i gotowe! Macie przedsmak tego, co znajduje się na kolejnych stronach „Tańca Marionetek”. Tą powieścią zadebiutował Tomasz Niziński i, według mnie, jego pojawienie się na rynku czytelniczym śmiało można nazwać „wejściem smoka”.

 „Witaj w świecie, w którym demony są analfabetami, nekromanci nigdy nie trzeźwieją, a bohaterowie są zawsze gotowi ryzykować życiem. Cudzym” – tak głosi napis na odwrocie książki. Warto w tym miejscu przedstawić tych bohaterów. Głównym z nich jest Is – bezwzględny, przebiegły porucznik najemnego regimentu i okupant, który gardzi mieszkańcami podbitego kraju. Kolejnymi – Ferre (szermierz, który przehandlował duszę diabłu), Liczydło (kwatermistrz-kleptoman) i Pierwszy Nekromanta (wiecznie nietrzeźwy czarnoksiężnik). Z taką ekipą nie sposób się nudzić. Postacie są wykreowane z niezwykłą fantazją i pomysłem. Żadna z nich nie pojawia się w historii przypadkowo i każda czymś zaskakuje. Byłam niemało zaskoczona, gdy zrozumiałam, że nie znajdę tu nikogo pozytywnego. Tak bardzo przywykłam do powieści, w których główny bohater stara się ratować świat albo od początku, albo chociaż po jakiejś heroicznej przemianie w ich trakcie. Ale nie tym razem – tu nie ma nikogo takiego, nikt nie chce pomóc ludzkości. Recenzowana pozycja  to pełna humoru opowieść o najemnikach, którym do szczęścia wystarczy pełna sakwa złota. Pociąg do pieniądza i posiadania wpływów ma zwłaszcza Is. Jego głównym problemem jest to, że przez swoje knucie i intrygi sam staje się marionetką w rękach naprawdę wielu ludzi.

Książkę czytało mi się przyjemnie. Jest napisana dobrze, z pomysłem i w ciekawy sposób. Ładna okładka i dobry jakościowo papier zachęcają do sięgnięcia jeszcze zanim poznamy fabułę. Wykreowany świat wzbudził we mnie przerażenie i ciekawość, dzięki którym naprawdę ciężko było mi się oderwać od „Tańca Marionetek”. W Dhuirceath – mieście, w którym stacjonują nasi bohaterowie – ciężko narzekać na nudę. Tam ciągle coś się dzieje i choć na początku główny wątek wydaje się zaledwie tłem pobocznych wydarzeń, z czasem okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. W tym wiecznie zamokłym miejscu nic nie dzieje się przypadkowo i mimo że większość mieszkańców wyznaje zasadę: ,,najlepszy problem to martwy problem”, to nawet ona przestaje się sprawdzać, gdy do grona postaci dołącza nekromanta.

Wulgaryzmy idealnie wpasowują w klimat powieści. Niezwykła ironia towarzysząca Isowi i humor otaczający całą historię jeszcze bardziej przekonały mnie do tej książki. Powiem również, że z całego serca kibicuję głównemu bohaterowi (jest to dopiero pierwszy tom jego przygód), bo dawno nie bawiłam się tak dobrze, śledząc losy postaci przewodniej. Jak już wcześniej wspomniałam, nie idziemy ratować z nim świata, a obrzucać pomidorami posterunki Straży Miejskiej, podpalać burdele i spiskować z postaciami nawet bardziej podejrzanymi niż sam Is. Niekiedy towarzyszy nam w tym szalony alchemik, który już dawno temu przedawkował którąś z własnych mikstur.

Nie ma tu niczego, do czego mogłabym się przyczepić. Podczas lektury czas mijał mi w ekspresowym tempie, a sama przygoda zapewniła wiele przyjemnych wrażeń. Jeżeli macie dość heroicznych bohaterów w roli głównej, to jak najszybciej sięgnijcie po tę pozycję. Ja nie żałuję spędzonych z nią chwil i jestem pewna, że w przyszłości sięgnę po kontynuację. Moim zdaniem „Taniec Marionetek” to fenomenalny debiut Tomasza Nizińskiego oraz powieść, do której pewnie niejednokrotnie wrócę.