Konwenty Południowe - Recenzja książki: Robert Jordan - „Oko świata”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Robert Jordan - „Oko świata”

Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 956
Cena okładkowa: 59,90 zł

Wznowienia klasycznych tytułów, które pamięta się niemal z początków swojej przygody z fantastyką, to zawsze wielkie wydarzenie. Wielokrotnie planowałam wrócić do cyklu „Koło czasu” Roberta Jordana, który w większości już zatarł się w mojej pamięci, pozostając raczej jako zestaw wrażeń wiążących się z latem, wakacjami i rowerowymi wycieczkami do pobliskich bibliotek. Ach, piękne czasy… Wydawnictwo Zysk i S-ka postanowiło zaskoczyć mnie jakże przyjemnie wznowieniem tego cyklu. I to nie byle jakim, bo w twardej oprawie – a jest to coś, co marzyło mi się od jakiegoś czasu. Pierwszy tom, „Oko świata”, trafił do sprzedaży – i w moje dłonie – pod koniec kwietnia tego roku.

Cała historia zaczyna się od trzech pasterzy – Randa, Matta i Perrina. Ich życie w niewielkiej wsi gdzieś na krańcu królestwa koncentruje się wokół bieżących prac gospodarskich, a także zbliżającego się święta. Rand al’Thor, wyruszając wraz z ojcem do pobliskiej wsi z dostawą brandy dla miejscowej karczmy, w pewien sposób przeczuwa, że tym razem nie wszystko pójdzie jak trzeba. Mroczna postać, która ukazuje się Randowi, a której nie widzi Tam, jest tylko zapowiedzią dalszych problemów – napaści na farmę al’Thorów, a następnie na Pole Emonda, dokonanej przez przedziwne istoty, o których mieszkańcy wsi słyszeli jedynie w legendach. Jak się okazuje, trolloki, bo tak zwą się owe kreatury, działają w sposób bardzo konkretny – ich ataki wskazują na to, że ich celem jest wspomniana na początku trójka. Dlaczego? Więcej na ten temat wie przybyła do wsi tajemnicza Moiraine – z którą też wkrótce będą zmuszeni pod osłoną nocy uciekać.

Trudno nie odgadnąć, że trzech przyjaciół – pasterzy czeka nie tylko długa wędrówka, ale też i stopniowe odkrywanie własnego pochodzenia i prawdziwej natury. „Oko świata” jest typową powieścią drogi, w której bohaterowie, na początku całkowicie nieświadomi tego, kim naprawdę są, będą zmuszeni do walki z zagrożeniami przekraczającymi ich pojęcie. Fantastyczne stwory rodem z najciemniejszego mroku i wielkie zło, które już zaczęło się budzić, to jednak dopiero początek, a przejście od swojskości wsi do pełnych tajemnic i dalszych niebezpieczeństw bezdroży będzie tu bardzo szybkie. I tu jest pierwsza cecha twórczości Jordana, która zdecydowała o moim sentymencie – autor nie bawi się w bajkopisarstwo. Jest źle, będzie jeszcze gorzej, pewnie nam się nie uda, ale musimy spróbować – taka myśl będzie przyświecała małej (choć może nie tak małej, jak się okaże) grupce wędrowców w ich desperackiej ucieczce przed mrocznym prześladowcą. A w tym wszystkim znajdzie się jeszcze mnóstwo niewiedzy, sporo nieporozumień i wcale niemała szczypta nieufności.

Cykl „Koło Czasu” jest tworem wyjątkowo skomplikowanym fabularnie i posiadającym ogromną liczbę postaci; w „Oku świata” da się zauważyć przedsmak tego zjawiska. Narracja dość szybko rozdziela się na kilka grup bohaterów, których poczytania czytelnik będzie śledził naprzemiennie niemal przez całą długość książki. Nie każdy lubi tego typu zabiegi, zwłaszcza że fragmenty poświęcone poszczególnym postaciom są dość długie i nieuważni mogą zgubić się wśród natłoku wrażeń. Jest to jednak jeszcze na tyle złagodzone, by w pewien sposób dać się przyswoić i przyzwyczaić czytelnika do tego, co go czeka dalej. Nade wszystko jednak „Oko świata” nie pozwala się nudzić, nie znajdzie się w nim wielu scen pozbawionych akcji, statycznych, odpoczynku – to ciągła ucieczka przed kolejnym zagrożeniem, unikanie pułapek i wpadanie w kolejne, odkrywanie własnej tożsamości i utrata złudzeń co do tego, czy jeszcze kiedyś będzie tak, jak dawniej.

„Oko świata” zapoznaje też wstępnie czytelnika z systemem magii charakterystycznym dla tego tytułu i dalszych tomów cyklu. Podział magii na dobrą – żeńską i złą – męską, jego geneza i konsekwencje są w książce opisane dość szczegółowo, by czytelnik mógł wczuć się w realia przedstawione i zrozumieć rządzące nimi reguły. Dodatkowo mamy tu grupkę bohaterów pochodzących z ziem zapomnianych nawet przez królewskich stróżów prawa, nieufnych wobec wszystkiego, co magiczne i uznających w tym względzie najwyżej własną Wiedzącą (byleby nie była zbyt młoda – o czym boleśnie przekonała się Nynaeve). Wobec Moiraine, pełnoprawnej Aes Sedai, żywią ogromną nieufność i boją się powierzyć jej własne bezpieczeństwo, nawet pomimo tego, że fakty przemawiają na jej korzyść. W to wrzucono jeszcze ciągłe podszepty Czarnego, mistrza kłamstw, próbującego dostać się do bohaterów na jawie i we śnie – tworzy to atmosferę ciągłego niepokoju i niepewności, co, nawet pomimo dość sztampowych rozwiązań dotyczących konstrukcji samych postaci, genialnie spełnia swoją rolę i przykuwa uwagę.

„Oko świata” to solidna pozycja dla osób, które lubią klasyczne fantasy, powieści magii i miecza, a także wielotomowe, skomplikowane historie. Nowe wydanie nakładem Zysku i S-ki, wreszcie w twardej oprawie, prezentuje się naprawdę dobrze, nie jest też tak ciężkie jak wcześniejsze dzięki zastosowaniu papieru o mniejszej gramaturze. To świetna okazja dla tych, którzy jeszcze się z twórczością Jordana nie zapoznali – bądź chcą ją sobie odświeżyć, zanim pojawi się serial na motywach powieści.