Konwenty Południowe - Recenzja książki: „Miłość bogów" - Rafał Dębski

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Rafał Dębski - „Miłość bogów”

Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 368
Cena okładkowa: 42,90 zł

Do trzech razy sztuka! Rafał Dębski powrócił, a wraz z nim ostatni tom trylogii „Piastowskie fantasy”. Akcja powieści przenosi nas do średniowiecza, gdzie poznajemy najstarszego syna Bolesława Krzywoustego, Władysława zwanego Wygnańcem. Jego losy oraz przygody tworzą tło dla powieści, a miejscem wydarzeń została tym razem Saksonia, w której po przegranej walce z braćmi osiadł Wygnaniec.

Nieznajomość poprzednich tomów nie wpłynie znacząco na lekturę obecnego. W całej książce jest zaledwie kilka nawiązań do wydarzeń z „Kiedy Bóg zasypia” czy „Jadowitego Miecza”. Jednak ci, którym te pozycje nie są obce, mogą wyłapać kilka smaczków, a nawet zdziwić się obecnością w głównej akcji postaci, które wcześniej uchodziły za poboczne. Jest to dobra wiadomość dla osób, które niekoniecznie chciałyby zagłębiać się w całą serię.

Dla znających poprzednie części dużą zmianą będzie też klimat ostatniej części. Ja sama z pewną ulgą przyjęłam jego spokojniejszą wersję, bo, w przeciwieństwie do wcześniejszych tomów, w tym nie mamy żadnych wojen czy sporów politycznych. Nie ma rzezi, zbiorowych walk czy dynamicznych potyczek. Dębski skupił się na bardziej prostych problemach, a dokładniej dworskich konwenansach, intrygach i romansach. Dużym zaskoczeniem był dla mnie rozbudowany wątek miłosny, którego się nie spodziewałam, a który idealnie współgrał z fabułą i dodawał jej powiewu świeżości. Sama fabuła jest dość tajemnicza i rozwija się powoli. Przez długi czas daje nam tylko i wyłącznie rosnącą masę pytań, i nawet zakończenie nie przynosi odpowiedzi na wszystkie z nich. Tego typu otwarte zakończenia są ciekawe, ale jednocześnie pozostawiają niedosyt.

Pomimo zmian klimatu powieści, postacie pozostały takie jak poprzednio – dobrze wykreowane, zróżnicowane i wyraziste. Autor nie pożałował im przemian, temperamentu, osobistych dramatów czy chwil na osobiste przemyślenia. Wciąż nie potrafią one pozyskiwać zwolenników, wpadają w kłopoty i nie zawsze wychodzą z nich cało. Mnie właśnie ten sposób kreowania postaci przyciąga najbardziej. Do takiego bohatera łatwo jest się przywiązać i zaciekawić jego losami. 

Naprawiono też kilka błędów z poprzednich części. Tym, czego mi zabrakło była magia. Wcześniej została przedstawiona skąpo i skupiała się głównie na potworach i makabrycznych rytuałach oraz opisie dokonywanych przez nich mordów. Tu jest podobnie, ale w mniejszym stopniu, a obok potworów stoją tu bóstwa, przesądy i zwyczaje.  Dostajemy też informację o tym, jak wielki miały one wpływ na życie dworskie, a nawet decyzje władców.

Mało płynne przejścia między wątkami, które dokuczały mi w „Jadowitym Mieczu”, zniknęły. Historie poszczególnych postaci tym razem łączą się i uzupełniają. Losy bohaterów przedstawione są jako ciąg przyczyn i skutków, tego, jak wielkie konsekwencje ma jeden czyn czy też decyzja, a nawet nieszczęśliwie skierowane uczucie. Ścieżki postaci nieraz się krzyżują, co zostało przedstawione w sposób  czytelny i zrozumiały. Przemyślenia i wspomnienia bohaterów pozwalają zrozumień nie tylko ich charakter, ale i to, co kieruje nimi podczas przygód.

Pomimo tych wszystkich cech, nie jest to książka, którą byłabym w stanie przeczytać jednym tchem. Były w niej sytuacje, przy których musiałam się na chwile zatrzymać, przeanalizować je, i dopiero kontynuować lekturę.

Każdy rozdział bardziej pobudza ciekawość, a historyczna prawda przeplatająca się ze słowiańską magią hipnotyzuje umysł. Wykreowany przez Rafała Dębskiego świat urzeka dbałością o szczegóły i realia epoki, a wizja wciąż czającego się gdzieś w cieniu niebezpieczeństwa wywołuje dreszcze. Niepowtarzalny klimat powieści zdecydowanie pozostanie mi na długo w pamięci i serdecznie polecam tę książkę każdemu, kto szuka dobrej polskiej fantastyki.