Konwenty Południowe - Recenzja książki: Herbert George Wells – „Niewidzialny człowiek”

Kolejne niechciane wyskakujące okienko, jednak Unia Europejska wymaga od nas, byśmy poinformowali Cię o wykorzystywaniu i zjadaniu twoich ciasteczek (cookies) oraz wykorzystywaniu Twoich super tajnych danych. Robimy to tylko po to, by zwiększyć komfort i funkcjonalność portalu oraz dlatego, że jesteśmy głodni i lubimy ciasteczka. Zgodnie więc z Polityka Prywatności, czuj się poinformowany nasz drogi użytkowniku.

Tytuł książki

Herbert George Wells - „Niewidzialny człowiek”

Nazwa WydawnictwaWydawnictwo: SQN
Liczba stron: 198
Cena okładkowa: 35,00 zł

Bycie niewidzialnym może się wydawać czymś niesamowicie użytecznym. Unikanie niechcianych sytuacji towarzyskich to z całą pewnością możliwość, która ucieszyłaby każdego, kto od ludzi raczej stroni – jak niżej podpisany. Unikanie płacenia za towary w sklepach jest, rzecz jasna, ciut wątpliwe moralnie, ale z pewnością ogromnie praktyczne. No i… Widzicie? Trzecie zdanie, a dochodzimy do podobnego wniosku, do którego doszedł autor omawianej dziś powieści science fiction: niesamowita moc jest czymś niesamowicie wypaczającym. Oto „Niewidzialny człowiek” Herberta G. Wellsa, klasyczne i szacowne dzieło z pogranicza fantastyki naukowej i horroru.

Zimą do pensjonatu w angielskiej wsi Iping przybywa tajemniczy gość. Od samego początku sprawia wrażenie ekscentryka – chodzi szczelnie zawinięty w grube ubranie, w dodatku jest bardzo wyczulony na punkcie prywatności. Utrzymuje, że jest badaczem przyrody, całe dnie spędza na majstrowaniu przy skomplikowanej chemicznej aparaturze. Zbyt wiele tajemnic działa na nerwy mieszkańcom spokojnej dotąd wioski, jednak dopóki dziwak płaci za pokój, nikt nie miesza się do jego spraw. Problemy zaczynają się, kiedy gościowi zaczyna brakować grosza – wówczas dochodzi do awantury, w czasie której na jaw wychodzi straszliwy sekret przybysza: bez ubrania jest całkowicie niewidzialny. Niewidoczny odmieniec bardzo szybko staje się postrachem ludności spokojnego miasteczka, ucieka się do kradzieży i rękoczynów, a nawet porywa i zmusza biednego bezdomnego włóczęgę do usługiwania mu. Mieszkańcy okolicznych wsi początkowo nie dowierzają dziwnym doniesieniom, w końcu jednak organizują obławę na niewidocznego gołym okiem socjopatę, który grasuje po okolicy. Na czele akcji staje Kemp, uczony i dawny współpracownik sprawcy.

Powieść bez problemu daje się ją pochłonąć w jeden wieczór. Nieduża objętość zdecydowanie działa na jej korzyść, bo pomysł zdecydowanie nie udźwignąłby dłuższej formy – główną tajemnicę poznajemy bowiem już po lekturze samego tytułu na okładce. Najważniejsza część utworu to rozdział, w którym dowiadujemy się, jak Griffin, tytułowy niewidzialny człowiek, stał się niewidzialny i w jaki sposób się to na nim odbiło. Taka akurat kompozycja jest dosyć charakterystyczna dla powieści z początków gatunku – centralnym punktem opowieści jest retrospekcja wyjaśniająca zarzewie całego dramatu, dużo ważniejsze niż sam dramat. W „Niewidzialnym człowieku” jednak to opisanie drogi ku zatraceniu człowieka skuszonego niezwykłą potęgą nie wypada zbyt przekonująco – główny bohater od samego początku ma skłonności despotyczne, finansuje swoje badania dzięki fortunie skradzionej ojcu, oszukuje i kradnie, by osiągnąć cel. Praktycznie nie istnieje zamierzony kontrast pomiędzy Griffinem przed i po przemianie. Po niej także kradnie i oszukuje, tym razem aby odwrócić skutki niezwykłego eksperymentu. Trudno ukazać zgubny wpływ nadludzkich mocy na moralność człowieka, kiedy wspomniany człowiek był jej pozbawiony od samego początku. Sprawia to, że główny bohater całej historii wydaje się płaski, mało realny, skutkiem czego sama historia również, mimo przystępności, z trudem utrzymywała moją uwagę.

„Niewidzialnego człowieka” warto jednak poznać, choćby ze względu na ogromny wpływ, jaki ten motyw wywarł na współczesnej popkulturze – znalazł miejsce w filmie, komiksie, a nawet dziełach literackich dziesiątek naśladowców. Chociaż recenzowana powieść Wellsa zestarzała się dużo gorzej niż inne, głośniejsze tytuły tego autora, takie jak „Wojna światów”, „Wyspa Doktora Moreau” czy „Wehikuł czasu”, nadal zaliczana jest do ścisłej klasyki gatunku. Polecam szczególnie tym ciekawym jego początków.